Wakacyjne i bardzo osobiste refleksje

Przed nami dwumiesięczne wakacje, upragniony okres odpoczynku oraz regeneracji sił duchowych i fizycznych. Wielu z nas wyjedzie na zasłużone urlopy, rekolekcje, wycieczki, pielgrzymki itp. Będziemy się cieszyć nie tylko promieniami słońca, śpiewem leśnych ptaków, szumem morskich fal i górskich strumyków, ale i sobą nawzajem, bo w czasie wolnym od nauki i pracy rodziny mają zwykle więcej czasu dla siebie. Podziwiając piękno natury uwielbiajmy przy okazji Boga – Stwórcę. Wykorzystajmy dobrze ten czas i życzmy sobie nawzajem dobrego, błogosławionego odpoczynku!

Tak się w tym roku złożyło, że w pierwszym tygodniu wakacji w naszej parafialnej wspólnocie modlimy się za mieszkańców ulicy Kościuszki. Ogarniamy modlitwą szczególnie chorych i cierpiących, osamotnionych i przeżywających jakiekolwiek trudności. Pamiętamy też o zmarłych, którzy kiedyś mieszkali przy tej ulicy. Myślę, że nie tylko w mojej wdzięcznej pamięci na zawsze pozostaną byli mieszkańcy tej ulicy – nasi parafianie, między innymi śp. Wojciech Kilar i jego śp. małżonka Barbara, śp. prof. Maria Pawłowiczowa i śp. Rajmund Karkosz. Z żalem i smutkiem stwierdzam, że bardzo ich w naszym Brynowie brakuje.



W mojej świadomości pierwszy miesiąc wakacji kojarzy się z urodzinami Wojciecha Kilara, zmarłego prawie cztery lata temu znakomitego, światowej sławy kompozytora muzyki filmowej i symfonicznej. Od wielu lat swe urodziny 17 lipca tradycyjnie obchodził w Częstochowie u stóp Jasnogórskiego wizerunku Maryi – Królowej Polski. Ufam i wierzę, że obecnie świętuje je razem z Maryją w niebie. A my pamiętajmy o Panu Wojciechu i jego Małżonce Barbarze – fundatorach trzech dzwonów w naszym kościele – w tym dniu szczególnie; zapalmy na ich grobie na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza znicz pamięci, otoczmy ich modlitwą, o którą zawsze prosili. „Jeden drugiego brzemiona noście” mówi Pismo – napisał do mnie w 2010 roku Wojciech Kilar, gdy dowiedział się o chorobie nowotworowej mojego męża Bogdana. „Modlę się za Pani Męża i za Panią. I proszę o modlitwę za Basię i za mnie”. Nigdy nie zapomnę jak wielkim duchowym wsparciem był wtedy ten list dla mojego męża i dla mnie. Świadczy to o tym, że Wojciech Kilar był nie tylko znakomitym kompozytorem, ale i wielkim Człowiekiem! Najzwyczajniej pofatygował się na pocztę, by wysłać list do swoich współparafian i zapewnić ich o modlitwie. Dlatego też codziennie w drodze do pracy, gdy tramwaj mija opustoszały dom Kilarów przy ul. Kościuszki, staram się o nich z wdzięcznością pamiętać w modlitwie.



U progu wakacji bardzo mi też brakuje śp. prof. Marii Pawłowiczowej, która wielokrotnie starała się mnie odciążyć i w lipcowym numerze gazetki parafialnej zachęcała do odwiedzania na wakacyjnych, pielgrzymich szlakach sanktuariów maryjnych m.in. w Kodniu i Twardogórze. Miłością do Maryi – swej patronki potrafiła zarazić każdego! Pamiętam jak bardzo się ucieszyła, gdy podjęłam Podyplomowe Studia Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Śląskim a potem wspierała mnie dobrymi radami. Podarowała mi obrazek Matki Bożej Kochawińskiej – Matki Dobrej Drogi oraz opracowane przez siebie zasady pracy naukowej, w których radziła, aby nawet w czasie wakacji mieć oczy i uszy szeroko otwarte na to, co jest przedmiotem naszych zainteresowań. Można tam między innymi przeczytać, że „Praca naukowa nie uwzględnia przerw (np. wakacje, ferie, święta, goście, itd.), bo myślenie o niej jest procesem ciągłym. (...) Praca naukowa jest uciążliwa i wymaga poświęceń. Trud włożony w nią przypomina wysiłek turysty wspinającego się na piaszczystą wydmę (w Łebie), w upalny sierpniowy dzień. Piasek usuwa się spod nóg, słońce praży, ale człowiek pnie się wolno w górę, często zadając sobie pytanie, czy tyle trudu musi włożyć, aby ze szczytu ujrzeć rozległe morskie horyzonty? Przecież każdy może morze zobaczyć idąc wygodną ścieżką przez cienisty las. Ale jak mizerny horyzont przed nim ...

I chociaż tematy pracy naukowej różnią się między sobą, uczony ma przed sobą „swoją osobistą wydmę”, którą musi zdobyć, jeśli chce ubogacić się wewnętrznie i poszerzyć horyzonty swych myśli, nie bacząc na trudy. (...) Podczas wakacji pracuj na luzie – ale pracuj, rób bruliony, czytaj, uzupełniaj literaturę przedmiotu oraz ogólną, zwiedzaj teren pod kątem potrzeb Twojego tematu! Buduj w sobie człowieka pełnego, o szerokich zainteresowaniach. Nie zasklepiaj się w wąziutkich ramach, nie miniaturyzuj świata, który Cię otacza”.

Pani Profesor interesowała się i bardzo ceniła naszą parafialną gazetkę; cieszyła się, gdy mogła coś z niej zacytować w swych pracach naukowych; pozostanie na zawsze w moim sercu i modlitewnej pamięci. Niestety nie doczekała momentu, gdy przejdę na emeryturę, a miała plany, by twórczo zagospodarować mi wolny czas. Trudno byłoby jej odmówić... „Pogrzeb profesor Marii Pawłowiczowej w poniedziałek 14 marca 2016 roku był jak wykład, jej ostatni wykład, który wybrzmiał ciszą, bo Zmarła mówiła do nas bezgłośnie swoim życiem, długim, dobrze i mądrze przeżytym” – napisała w pięknym wspomnieniu jej wychowanka prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz z Uniwersytetu Śląskiego.



Kolejnym mieszkańcem ulicy Kościuszki – godnym wdzięcznej pamięci był śp. Rajmund Karkosz – człowiek wielkiej wiary i filmowej pasji. Jego prywatne archiwum z lat 1961–1980 liczy blisko 200 zapisanych na filmowej taśmie, trwających kilka-kilkanaście minut pięknych i niepowtarzalnych chwil. Powstał z tego materiału dokumentalny film wyreżyserowany przez Jana Zuba, w którym amatorskie filmy Pana Rajmunda odegrały główną rolę. „Między chwilami” – to filmowa opowieść o setkach wspomnień utrwalonych na celuloidowej taśmie 8 mm. Spotkania z przyjaciółmi, imieniny, urodziny, rodzinna codzienność, ulubione koty, ale i ważne, intrygujące wydarzenia jakie miały miejsce w naszej brynowskiej parafii i w Katowicach. Pan Rajmund rejestrował kamerą wszystko, co działo się wokół – przede wszystkim jednak skupiał się na ludziach, bo jak mawiał, zawsze miał do nich szczęście. Jego dewizy życiowe: „Nikt nie żyje tylko dla siebie”, „Trzeba mieć swoje pasje, z którymi łatwiej jest przejść przez życie” realizował w modelowy sposób. Osobiście zaprosił mnie do Kina „Kosmos” na premierowy pokaz swego filmu, niestety z ważnych powodów nie mogłam skorzystać z tego zaproszenia, czego do dzisiaj nie mogę odżałować... Pan Rajmund odszedł do Pana niespodziewanie w czasie wakacji dwa lata temu. Na koniec tych refleksji nie sposób przytoczyć słów podziwianego przez niego i znanego mu Alberta Schweitzera: „Czasem światło w nas bliskie jest wygaśnięcia, lecz rozpala się na nowo dzięki przeżyciu wywołanemu przez jakiegoś człowieka. Powinniśmy z głęboką wdzięcznością pamiętać o tych, którzy wzniecili w nas płomienie”.

Takimi ludźmi byli wspomniani przeze mnie dzisiaj parafianie z ulicy Kościuszki, którzy wyprzedzili nas w w naszej ziemskiej wędrówce do Pana. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen.

Krystyna Kajdan

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie