baner kolda roraty 2014

Odszedł autor „44 sonetów brynowskich”

Na początku tegorocznych wakacji – 30 czerwca 2017 roku – w wieku 80 lat odszedł do Pana nasz parafianin śp. Tadeusz Kijonka – wybitny poeta, publicysta, poseł na Sejm IX i X kadencji, Ślązak z Radlina i Polak ze Śląska, jak o sobie mówił, opiewający małą i wielką Ojczyznę, założyciel Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego i miesięcznika społeczno-kulturalnego „Śląsk”, Honorowy Ślązak 2016 roku, wieloletni kierownik literacki Opery Śląskiej w Bytomiu, uhonorowany licznymi nagrodami i odznaczeniami. Skupiał w sobie najlepsze cechy Ślązaków: solidność, wytrwałość, uczciwość i życzliwość, pogodę ducha i poczucie humoru. Żył twórczo i miał ogromny wpływ na życie kulturalne naszego regionu.

Msza Święta żałobna odprawiona została dnia 4 lipca 2017 r. o godz. 10.00 w Archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach, po której nastąpiło odprowadzenie Zmarłego na cmentarz przy ul. Francuskiej w Katowicach. Zapraszam do zapoznania się z homilią wygłoszoną na tym pogrzebie przez ks. prof. Jerzego Szymika oraz do modlitwy w intencji śp. Tadeusza Kijonki.

Na koniec pragnę dodać, że kilka dni przed śmiercią był u niego ks. proboszcz Eugeniusz Krasoń i udzielił mu sakramentów. „Była też chwila pięknej rozmowy – wspomina ks. Eugeniusz. – Żałował, że nie uda mu się już napisać poematu o św. Józefie – parę myśli zdążył jednak powiedzieć... Myślał o św. Józefie z podziwem między innymi jako o odpowiedzialnym i odważnym ojcu rodziny, podejmującym śmiałe decyzje”.

Krystyna Kajdan


Msza św. pogrzebowa w int. śp. +Tadeusza Kijonki w dniu 4.07.2017

Czytania: Księga Mądrości 3,1-9, Psalm responsoryjny 116A(114), 5-6; Ps 116B (115), 10-11. 15-16ac, Ewangelia J 11,17–27

Nadzieja jest głównym towarem eksportowym chrześcijaństwa
(Homilia ks. prof. Jerzego Szymika)

„Pan mnie ocalił, gdyż mnie miłuje” – kilkakrotnie przed chwilą śpiewaliśmy ten psalmiczny refren.

To odważne słowa. Zawsze, ale zwłaszcza, kiedy się je śpiewa nad trumną człowieka, którego kochaliśmy, w apogeum straty i bólu, wydaje się, że zawierają zgrzyt, że są religijnym banałem, który nie ma nic wspólnego z nieubłaganą prawdą śmierci. W wielu scenach Biblii słowa te są przedmiotem szyderstwa. Ciebie ocali Bóg? – pytają słudzy śmierci wszystkich epok. Boga nie ma albo jest zajęty sobą, On cię nie miłuje, boś Mu obojętny, daleki jest od twego cierpienia i klęski. Blisko jest tylko moja przemoc i twoja śmierć, powiadają. „Twoje ciało oddam ptakom i dzikim zwierzętom” (1 Sam 17,44b) – wołał Goliat do Dawida. „Niech zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje” (Mt 27,42b-43a) – tymi słowami był lżony umierający Jezus.

„Pan mnie ocalił, gdyż mnie miłuje” – powtarza swój refren wierzący, ginący psalmista. Na przekór realizmowi śmierci. I dopiero Chrystus w Ewangelii, tej, którą słyszeliśmy, rzuca na te słowa potężny, prawdziwie Boski snop światła, dając nam klucz do tajemnicy owej sprzeczności: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

Słysząc, rozumiemy: jesteśmy w samym sercu tego dzisiejszego wydarzenia – pogrzebu; w samej istocie tajemnicy życia, śmierci i znów życia – Tadeusza.

Właściwie wszyscy tu obecni, całe nasze wielkie środowisko rodziny, przyjaciół, współpracowników i czytelników Tadeusza, jesteśmy ludźmi – też dzięki Niemu – o niemałej wrażliwości na siłę i piękno słowa. Dla nas, czy to w sensie biblijnym, czy kulturowym, „Słowo jest na początku”, en Arche – „en Arche en ho Logos” (J 1,1). Dlatego – to mój gorący apel do nas wszystkich – doceńmy wagę, siłę, piękno i przenikliwość dzisiejszych czytań, które wiedzą o nas wiele, znacznie więcej niż my o nich. Tadeusz mówił o takich tekstach, że są „świetne”. Mówił na przykład: „ten wiersz należy do najświetniejszych”. Posłuchajmy raz jeszcze jak świetny jest fragment z Księgi Mądrości, właściwie to już komentarz do życia i śmierci Tadeusza, komentarz z wysoka, z głębi wieczności: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku”. Tadeusz zajaśnieje i rozbiegnie się jak iskra po ściernisku... Bóg obiecuje owocowanie jego sprawiedliwości. W Katowicach, na Śląsku, w Polsce. W nas. Po naszych ścierniskach. Skąd, dlaczego? Bo „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. Najświetniejsze...

Profesor Kisiel napisał, że w poezji Kijonki „o Bogu mówi się tak, jak się powinno: cicho, po ludzku i na miarę własnej wrażliwości”. W wierszu „Wygnanie” brzmi to tak:

„Bóg się objawia pierwszą raną,
Gdy miecz przecina pępowinę.
[...]
Bóg się nie goi: pierwsza rana
Póki krew – nie da się zaleczyć.
A kiedy kona...
drży Bóg na kolanach,
W śmiertelnym lęku człowieczym”.

Sprawa z Bogiem sięga w jego wierszach otchłani radlińskiego dzieciństwa, samych korzeni jego życia – to tam „Bóg się objawia pierwszą raną, / Gdy miecz przecina pępowinę”, dosłownie. Mówi o tym znakomity, baśniowo-mistyczny wiersz „Jordan” (radlińska Leśnica jako osobisty biblijny Jordan? A czemuż by nie? W-cielony Bóg chrześcijaństwa ma moc mówić do nas przez miejsca i fakty w-cielone w konkret naszego życia. A rzeczą wiersza jest mowę tę nazwać – to stara tradycja mistycznej poezji), gdzie małemu Tadziowi w cudzie dzieciństwa objawia się Bóg-Trójca:

Jak to było, że wtedy rozmawiałeś z Bogiem
Wcale nie na kolanach. Pamiętasz jak biegł
Bóg Ojciec na wyścigi przez łąkę w kaczeńcach,
I zdyszany jak starzyk padł na pniu u źródła.
A Syn Boży — ten znikąd pomnożony chleb
Na pastwisku, a potem mleko wprost z wymiona
Najmędrszej kozy świata. Ba, nawet Duch Święty
Nawiedzał cię co echo, by poświadczać sobą,
Że jak głos czuwa wszędzie, nic — tylko zawołać

Ale to tylko i aż – wiersze, których tonacja, wyzbyta jakiejkolwiek agresji wobec życia i jego Stwórcy, pogodzona z nimi, jest znakiem czegoś jeszcze. Bo właśnie tu – w sferze zgody bądź buntu wobec kształtu naszego losu rozstrzyga się nasza Sprawa z Bogiem: Bóg nie jest jedynie zbędnym w istocie decorum egzystencji, dodatkiem do życia istoty. Jest dokładnie odwrotnie: to w najgłębszych arteriach i zaułkach życia mówimy Mu i Jego z nami Sprawie nasze „tak” lub „nie”.

W ostatnim ćwierćwieczu rozmawiałem z Tadeuszem setki razy. Telefony to był jeden z wielu jego ważnych światów, jak wie wielu z nas. W jego słowach i postawie była zgoda na życie jakie było i jest – słyszeliśmy ją, bo przecież nie tylko ja, wyraźnie. Ten rodzaj dzielności z jego ostatnich lat, i wielu wcześniejszych, nie był tylko uporem społecznika, męską siłą, śląską twardością czy paliwem artysty. Był czymś znacznie głębszym jeszcze, czymś z Wysoka... Tadeusz przebijał się do Sprawy z Bogiem poprzez dramaty i tragedie życia: śmierć bliskich, zbrodnie demonów historii, ogień miłości, samotność szpitali i nie tylko ich. Ale właśnie ta zgoda była zgodą na Boga – wiarą.

To był, jak sądzę, zasadniczy, wewnętrzny napęd Tadeusza.

Nie mam zamiaru ani mu, ani nam, niczego wmawiać, ale sądzę, że wiara – „cicha, ludzka i na miarę własnej wrażliwości”, powtarzając słowa prof. Kisiela, jest lekcją Tadeusza, której nam udziela zwłaszcza swoimi ostatnimi latami. Za różne dary jesteśmy mu wdzięczni i za wiele z nich będziemy mu jeszcze dziękowali. Zawsze nas gromadził, to był jego geniusz – wokół słowa, wokół kultury, wokół Śląska, wokół przyjaźni. Teraz zgromadził nas wokół ołtarza, wokół wiary – tak tłumnie, tak głęboko.

I już wyjaśniam jak rozumiem tę Tadeuszową lekcję wiary.

Wiara jest w swej istocie nawróceniem. Wymaga decyzji i zwrotu, zgody na zasadniczo inną niż powierzchowna postawę wobec świata. Przyznaniem prymatu tego, co niewidzialne. Zgody na to, że bezwarunkowa miłość będzie odtąd „miejscem” rozumienia i przeżywania życia, jego punktem ciężkości. „Inną niż powierzchowna” – to znaczy nie łudząc się, że rzeczywistość sięga jedynie do granic tego, co uchwytne (zmysłowo, wyłącznie „rozumowo”) i mierzalne; mało tego: opowiadając się za tym, że to, co niewidzialne, jest właściwą rzeczywistością, która utrzymuje i umożliwia wszelką rzeczywistość.

A zarazem wiara jest czymś istotnie praktycznym, bo jest najgłębiej powiązana z rozumem i rozumieniem. Sama w sobie jest rozumieniem i nigdy nie „skreśla” rozumu ani odeń człowieka nie „uwalnia”. Wręcz przeciwnie: wiara daje rozumowi oparcie, wyzwala go od grożących mu fobii i miałkości (pochodzącej z zapatrzenia w samego siebie), jest dlań stałym zadaniem bycia sobą. Rozum z kolei dba o to, by wiara sprostała zadaniu odpowiedzialnej racjonalności, by nie osunęła się w irracjonalizm.

Najważniejsze tu: wiara nie jest ciałem obcym we wnętrzu człowieczeństwa, ale spaja, integruje i oczyszcza poszczególne władze i elementy; prawdziwa, nie podtruwana (agnostycyzmem, ateizmem), nie zatruta (grzechem, zwątpieniem) – nigdy ich (władz i elementów człowieczeństwa) wzajemnie nie izoluje ani ich nie rozbija. Nie niszczy człowieka, ale rozwija. Jeden z najbardziej wstrząsających wierszy Tadeusza, wiersz-błyskawica, czterowersowy, nosi tytuł „Z wiarą” i brzmi tak:

Jak zawleczkę granatu
wyrwę cię zębami
w ostatniej sekundzie:
wierzę.

Najważniejszym owocem wiary jest nadzieja. Kiedyś, gdzieś w połowie lat 90-tych, na Koszutce, przed moim wystąpieniem w ramach bodajże spotkania GTL-u, opowiadałem Tadeuszowi przy kawie o tezie ks. Pasierba, który twierdził, że nadzieja jest głównym towarem eksportowym chrześcijaństwa. Że ją jako chrześcijanie jesteśmy naszemu światu winni. Że świat jest w stanie w wielu kwestiach sobie bez chrześcijaństwa poradzić, ale nie w kwestii nadziei, która nie jest do „wyprodukowania” bez wiary chrześcijańskiej. Powiedz to za chwilę nam wszystkim – poprosił Tadeusz.

Więc spełniam tamten jego testament i mówię: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie