Jestem człowiekiem mojego Uniwersytetu Śląskiego

(Z panią profesor Krystyną Heską-Kwaśniewicz – laureatką tegorocznej Nagrody LUX EX SILESIA rozmawia Krystyna Kajdan)

KRYSTYNA KAJDAN: – Jako współparafianka śp. profesor Marii Pawłowiczowej czuję się w obowiązku, aby Pani Profesor – w imieniu naszych duszpasterzy i parafian pogratulować niezwykłego wyróżnienia ziemi śląskiej jaką jest Nagroda LUX EX SILESIA. Proszę przyjąć od naszej brynowskiej wspólnoty szczere gratulacje i wyrazy uznania!

PROF. KRYSTYNA HESKA-KWAŚNIEWICZ: – Dziękuję bardzo za gratulacje i pamięć.

Pani profesor Maria Pawłowiczowa zawsze z wielkim uznaniem mówiła o Pani dorobku naukowym w Uniwersytecie Śląskim. Jak Pani odebrała tę radosną wiadomość? Czy była to niespodzianka?

Odebrałam z zaskoczeniem i niepokojem. Nie lubię nagród i wyróżnień, prawdę mówiąc sądziłam, że otrzyma ją w tym roku znakomita uczona – profesor Dorota Simonides lub wybitny uczony, współtwórca Instytutu Onkologii w Gliwicach, powstaniec warszawski i społecznik – profesor Mieczysław Chorąży. Godnym kandydatem był też Tadeusz Kijonka – poeta, redaktor, społecznik. Poeta, jakiego jeszcze nie było na Śląsku i pewnie już nie będzie. Stało się inaczej, widocznie tak musi być...

Czym dla Pani Profesor jest ta nagroda? Czy także ukłonem w stronę Uniwersytetu Śląskiego, który zbliża się do Złotego Jubileuszu?

W tym roku Uniwersytet Śląski, mój Uniwersytet, obchodzi pięćdziesięciolecie istnienia. Jestem, z całą pewnością, człowiekiem Uniwersytetu i jestem z mojej Uczelni dumna i życzę jej nieustannego wzrostu.

Pierwszą laureatką tej zaszczytnej nagrody w 1994 roku była pani profesor Irena Bajerowa – wybitna językoznawczyni Uniwersytetu Śląskiego. Pani jest tegoroczną i 24 z kolei laureatką tej nagrody. Czy jest jakaś wspólna nić łącząca obie Panie?

Jestem uczennicą pani profesor Bajerowej, wprawdzie egzamin z historii języka zdałam u Niej na dostatecznie, ale była to ocena słuszna. Pani Profesor była wielką uczoną, znawczynią historii języka polskiego i badaczką języka religijnego oraz zmian w nim zachodzących po Soborze Watykańskim II. Dla dojeżdżającej całe życie z Krakowa Uczonej Śląsk stał się ojczyzną duchową. Współtworzyła tu uniwersytecką Solidarność, była prorektorem w roku 1981 i z tej funkcji usunięto ją w stanie wojennym, pobyt w areszcie zniosła z dystansem i filozoficznym spokojem. Dla wielu z nas stała się wzorem człowieka nauki. Już po przejściu na emeryturę często do Katowic przyjeżdżała na różne spotkania, a telefony od Niej zawsze pomagały przezwyciężać trudności osobiste i zawodowe.

Pełni Pani Profesor wiele ról społecznych: m. in. jest Pani żoną, matką, babcią, profesorem uniwersyteckim – jak udaje się Pani pogodzić sprawy rodzinne z tak bogatym dorobkiem naukowym?

Zofia Kossak na takie pytanie, kiedyś odpowiedziała, że pisze się najlepiej, gdy dzieci łażą po biurku. Rodzina uskrzydla, nie przeszkadza. Jest najważniejszym oparciem w życiu.

Jest Pani nie tylko profesorem, ale także harcmistrzynią. Jaką rolę w Pani życiu odegrało harcerstwo?

Harcerstwo jest moim światem, lekcją patriotyzmu, przyjaźnią, nauką dzielności, przygodą i najpiękniejszą wędrówką przez życie.

Ma Pani góralskie pochodzenie, ale swoje dorosłe życie związała Pani ze Śląskiem. Czy nadal kocha Pani góry?

Harcerstwo, literatura i góry tworzą nierozdzielną triadę w moim życiu. Teraz już nie wspinam się wyczynowo, ani nie chodzę po trudnych szlakach. Natomiast blisko współpracuję z krakowskimi „Wierchami” – znakomitym rocznikiem poświęconym tematyce górskiej i wrocławskim ośrodkiem badawczym przy Uniwersytecie Wrocławskim wydającym rocznik „Góry-Literatura-Kultura” i organizującym doroczne konferencje „górologiczne”. Góry są moim najważniejszym krajobrazem, który niosę pod powiekami przez całe życie, a jeśli raz w roku nie zanurzę rąk w Dunajcu – przestaję pisać.

I na koniec ostatnie pytanie: na jakie najważniejsze wartości chciałaby Pani Profesor zwrócić uwagę młodym pokoleniom jako drogowskazy życiowe dla nich?

Droga Pani Redaktor, cokolwiek odpowiem, zabrzmi jak banał, więc odpowiem: tylko być wiernym sobie i robić to, co się kocha – wtedy praca nie męczy!

Serdecznie dziękuję Pani Profesor za poświęcony czas i jeszcze raz proszę przyjąć wyrazy najwyższego szacunku i uznania.

Życzę powodzenia w pracy redaktorskiej i łączę moc serdeczności dla czytelników!


KRYSTYNY HESKIEJ-KWAŚNIEWICZ jubileusz 50-lecia pracy naukowej i dydaktycznej (fragmenty)

(…) Jej pisarstwu naukowemu obca jest postawa chłodnego dystansu, zarówno o problemach, jak też o pisarzach, których twórczości poświęcała swoje dociekania nigdy nie pisała z beznamiętnym obiektywizmem. Obiektywizm ów był dla niej istotny i respektowany na poziomie warsztatu badawczego, metod i narzędzi poznawczych, wyrażał się w rzetelnym stosunku do źródeł, w możliwie wielostronnej ich interpretacji. Obraz, który na tej podstawie tworzyła, nosił wyraźne znamię jej autorstwa, jej postawy wobec badanego zjawiska – pozytywnej lub, rzadziej, przeciwnej, ale zawsze wyraźnej, zakorzenionej w aksjologicznej, jasno formułowanej autorskiej orientacji. Można przypuszczać, że również jej literackie i badawcze preferencje, znajdujące wyraz w publikacjach, miały swe źródło w sferze wartościowań i przewartościowań etycznych. Często bowiem poszukiwała takich tematów badawczych, które wydobywając prawdę, zarazem „oddawały sprawiedliwość” twórcom i dziełom.
Postawę taką ukształtowała jej rodzina: matka Maria Dorota z Gaudników i Karol Heski – inteligenci o korzeniach ziemiańskich. Przyszła na świat 18 kwietnia 1940 roku w Krościenku nad Dunajcem (…). Jak mówi Jubilatka najwięcej w życiu po Bogu zawdzięcza Matce, Marii Dorocie Jadwidze, jej silnej osobowości i bardzo wyrazistemu systemowi wartości. Wartości narodowe i religijne dzieciom nie tylko przekazywano, Karolowi Heskiemu – Ojcu Jubilatki przyszło w latach okupacyjnych, a potem jeszcze w latach 50., złożyć boleśnie okupione ich świadectwo. Wysoko ceniona w domu rodzinnym była edukacja – pojmowana jako swoisty imperatyw, prawdziwy skarb godny gromadzenia. Ponadto ceniono i praktykowano racjonalną organizację pracy, ale także piękno i elegancję na co dzień. Ta pierwsza umiejętność pozwoliła późniejszej Uczonej zharmonizować dynamikę naukowej kariery z powinnościami i radościami życia rodzinnego i macierzyńskiego. Ta druga pozwoliła stworzyć dom, do którego chętnie przybywali bliżsi i dalsi, a także łączyć uniwersytecką godność postawy z kobiecym urokiem. Owa realizacja osobowości na wielu płaszczyznach, a nie tylko w jednym naukowym wymiarze, także na tej, której osnową jest uroda życia, jest – jak się wydaje – jednym ze źródeł swoistego „współczynnika empatii” obecnego w pisarstwie Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz.
Podobne wartości etyczne jak dom rodzinny kształtowało również harcerstwo, z którym była związana przez wiele lat organizacyjnie, a przez całe niemal życie duchowo. Harcerstwo przywróciło jej dzieciństwo i młodość zawłaszczone przez czasy stalinowskie, a zarazem poprowadziło w głąb historii Śląska. Tutaj narodziły się przyjaźnie na całe życie – z Józefem Kretem, Adelą Korczyńską, Stanisławem Broniewskim – „Orszą”, naczelnikiem Szarych Szeregów.
Rzeczywistością, która ją zachwycała, w której harmonijnie łączyły się wszystkie te aspekty – piękno, sacrum i heroizm, były góry. Tam – w czasie wędrowania po Tatrach poznała Wiesława Kwaśniewicza swojego przyszłego męża, inżyniera, z zamiłowania taternika, którego rodzina, pochodząca z Żółkwi, osiadła jeszcze przed wojną w Brzezinach na Śląsku.
Niezwykłe, a przecież w owych czasach nierzadko typowe, drogi wiodły jej przodków, a potem ją samą ku Śląskowi jako ojczyźnie osiedlenia. Ojciec, Karol, pochodził z Krościenka nad Dunajcem, nauki pobierał w Krakowie, a na Śląsk – oczekujący wówczas na polskich nauczycieli – przyjechał w latach 30., aby podjąć pracę najpierw w szkole jako polonista, a potem jako kierownik dziekanatu pomaturalnego Studium Ekonomicznego (poprzedzającego powstanie Wyższej Szkoły Ekonomicznej). W roku 1939 został zmobilizowany w 73. pułku piechoty. Po klęsce wrześniowej uwolniony z obozu jenieckiego w Krakowie, powrócił na Sądecczyznę, gdzie w Ochotnicy pełnił funkcję sekretarza gminy. Zaangażowany w pracy konspiracyjnej AK, znalazł się w KL Auschwitz, a potem w innych obozach koncentracyjnych. Ponownie aresztowany został i skazany na przymusową pracę w kopalni w latach stalinowskich, gdy był wicedyrektorem Izby Rzemieślniczej w Katowicach.
Śląski szlak dla przyszłych pokoleń, już na trwałe z tą ziemią związanych, wyznaczyli także przodkowie Jubilatki ze strony matki. Dowódcą Śląskiego Pułku Piechoty, który 16 listopada 1918 roku przejął polską władzę w Cieszynie był generał brygady Franciszek Ksawery Latinik – brat prababki Bronisławy Latinik de Coboldo Gaudnikowej. Dziadkowie osiedli na jakiś czas w Cieszynie, skąd później przenieśli się do Katowic, gdzie dziadek Zygmunt Gaudnik, radca w Urzędzie Wojewódzkim, redagował czasopismo „Urzędnik”. W Katowicach, na balu w dawnym budynku Biblioteki Śląskiej poznali się rodzice Jubilatki. W roku 1938 połączył ich losy sakramentalnym węzłem małżeńskim ks. Emil Szramek, który był przyjacielem dziadka – Zygmunta Gaudnika. Wojenne wydarzenia zmusiły rodziców i dziadków do ucieczki ze Śląska w strony rodzinne ojca. Po zakończeniu wojny cała rodzina znalazła się w Katowicach, które dla nich stały się ziemią najbliższą. Tutaj po wojnie urodził się brat Jubilatki – Jacek Maria, tutaj po latach odeszli Jej Rodzice.

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie