Temat miłości Chrystusa i bliźniego pociągał mnie przez całe życie

KRYSTYNA KAJDAN: – Siostro, spotkałyśmy się w czasie letnich rekolekcji Ruchu Focolari w Zembrzycach. Stąd moje pierwsze pytanie: w jaki sposób poznała Siostra ten międzynarodowy ruch zwany inaczej Dziełem Maryi?
SIOSTRA JANINA OLCHAWA: – Jestem urszulanką Unii Rzymskiej, a w naszym zakonie po 10 latach od pierwszej profesji mamy zapewnioną probację, czyli czas intensywnej odnowy. Zazwyczaj podczas probacji nasze siostry pielgrzymują do Rzymu, aby utwierdzić się w miłości do Kościoła oraz odwiedzić miejsca związane ze św. Anielą Merici – naszą Założycielką. Tak więc na przełomie 1979/1980 roku znalazłam się w takiej grupie probacyjnej francuskojęzycznych sióstr urszulanek z różnych części świata. Pewnego dnia wybrałyśmy się na wycieczkę poznawczą poza Rzym i dotarłyśmy do Grottaferrata i Rocca di Papa. Okazało się, że znajduje się tam Centrum Ruchu Focolari, gdzie zostałyśmy bardzo serdecznie przyjęte. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, był tam też dom samej Chiary Lubich. Zaproszono nas na obiad. Ku memu zdumieniu fokolariny na koniec postawiły na stole butelkę szampana, mówiąc: „Pan Jezus jest pośrodku nas, pragniemy Go uczcić!”. W Centrum w tym dniu odbywało się spotkanie rodzin Ruchu Focolari. Kiedy uczestnicy tego spotkania wyszli na przerwę, mogłam zaobserwować niezwykłą serdeczność i radość. Tego się wszędzie nie ogląda. Zanim przyjechałyśmy do Centrum, nasza przewodniczka opowiedziała nam nieco o tym Ruchu. Miałam wówczas ze sobą Pismo święte małego formatu wydane w języku francuskim. Podeszłam z nim do jednej z fokolarin obecnych na tym obiedzie i poprosiłam o pamiątkowy wpis. Chętnie się zgodziła, a była to Vera Araujo – jedna z pierwszych towarzyszek Chiary Lubich. Do dnia dzisiejszego mam ten egzemplarz Pisma świętego.

–  Czy po tym pierwszym kontakcie z Ruchem Focolari pragnęła Siostra poznać głębiej duchowość jedności, którą ten ruch proponuje?
–  Tak, zaczęłam się tym interesować, ale z daleka, gdyż tak naprawdę jestem 100% urszulanką. Okazało się, że po sześciu latach od mojego przyjazdu na misje do Senegalu pojawiła się w naszej wspólnocie siostra Mariangela pochodząca z Austrii. I ta właśnie siostra już jako młoda dziewczyna poznała Ruch Focolari przez swego wuja, który był jezuitą. Ona znała znacznie lepiej Ruch Focolari, nawet przez 1 miesiąc była w Loppiano – miasteczku formacyjnym tego ruchu we Włoszech. I to ona właśnie otrzymywała na bieżąco egzemplarze Słów Życia, którymi dzieliła się z nami i niektórymi osobami świeckimi. Powstała zatem mała grupa, która spotykała się co miesiąc, byli tam nawet niektórzy profesorowie z Liceum w Thies. Siostra, o której mówię, miała także kontakt z Ruchem Focolari w mieście Man z wybrzeża Kości Słoniowej. Odpowiedzialną za wspólnotę w Man była jedna fokolarina z Niemiec. Nie umiem sobie przypomnieć imienia, chyba Gisela. Razem z nią przyjeżdżał jeszcze inny fokolarino na roczne spotkania do Senegalu. Oprócz Thies, w którym mieszkałyśmy, Ruch zapuścił korzenie także w Dakarze – stolicy Senegalu i na południu kraju w Casamanse. W Thies otrzymywałam małe kolorowe zeszyty, w których były różne świadectwa z życia Ruchu Focolari w innych częściach Afryki. Potem dostawałam też czasopismo „Nowe miasto” w języku francuskim. Mogłam się więc zapoznać z działalnością Chiary Lubich, która wtedy jeszcze żyła i podejmowała bardzo dużo cennych inicjatyw w całym świecie. Oglądałyśmy czasem filmy z Mariapoli np. z Rzymu.

–  Co Siostrę najbardziej pociągało w Ruchu Focolari?
–  To, co zawsze mnie pociągało i dalej pociąga to MIŁOŚĆ, którą Chiara Lubich chciała rozpalić w całym świecie. Nie wiedziałam jeszcze i nie rozumiałam wtedy tematu Jezusa Opuszczonego, chociaż od młodości Jezus Chrystus był dla mnie SKARBEM JEDYNYM, jak tego nas uczy nasza założycielka św. Aniela Merici. Wiedziałam, że Chiara znała św. Anielę, tzn. jej pisma, a zwłaszcza jej „Ostatnią Radę”, w której tak pisze: „za cenę krwi mojej was proszę, abyście były zgodne i zjednoczone, jednego serca i jednej myśli”. Temat miłości Chrystusa i bliźniego pociągał mnie przez całe życie. Pisałam o tym nawet pracę magisterską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim z filozofii pt. „Eros i Agape”. I tę miłość odnalazłam w Ruchu, także starania o jej praktykowanie. Kupiłam sobie potem kilka książek Chiary Lubich o jedności, o Maryi, o Jezusie Opuszczonym.

–  Czy w swoim wieloletnim życiu zakonnym miała jeszcze Siostra gdzieś kontakt z Ruchem Focolari?
–  W czasie pięciomiesięcznego pobytu we Włoszech w domu naszej Matki założycielki św. Anieli Merici w Desenzano, w Grezze (św. Aniela mieszkała tam 40 lat) spotkałam cztery fokolariny, które przyjechały do Grezze z Verony, aby tam w domu świętej odprawić dzień rekolekcji. Miałam wtedy z nimi piękne spotkanie.
Ze wspólnotą Ruchu Focolari spotkałam się także w czasie mojego dwuletniego pobytu w Atenach, w Grecji. Tamtejsze fokolariny przychodziły raz w tygodniu do naszej kaplicy na Mszę świętą. Tam też odwiedziłam ich wspólnotę oraz uczestniczyłam w Mariapoli. Tematem wiodącym była postać błogosławionej Chiary Luce Badano, młodej dziewczyny zmarłej na raka. Pamiętam, że na to Mariapoli przyjechała przedstawicielka Ruchu Focolari z Konstantynapola i opowiadała o bliskich kontaktach, jakie Ruch ma z obecnym patriarchą Bartłomiejem I.
Po powrocie do Polski kontynuowałam znajomości z Ruchem Focolari w Bardzie Śląskim, gdzie poznałam siostrę Małgorzatę Cur; utrzymywałam też korespondencję z Glorią – włoską fokolariną z Krakowa. Po ponownym wyjeździe z Polski na misje chyba przez cztery lata nie miałam styczności z fokolarinami, aż do przyjazdu do Poznania w 2015 roku, gdzie w naszej urszulańskiej szkole poznałam Annę Skupień i inne fokolariny ze wspólnoty w Poznaniu. Zaczęłam na nowo i bardziej regularnie przychodzić na spotkania, poznałam lepiej temat Jezusa Opuszczonego oraz wskazówki co do praktykowania miłości bliźniego pomagające mi w życiu codziennym. Są bardzo konkretne i uaktywniają to wszystko, co św. Aniela Merici nam pisała i do czego nas zachęcała. To, co mnie najbardziej fascynuje w temacie Jezusa Opuszczonego to to, że w każdym cierpieniu jest On i pragnie, aby Go obejmować i kochać jako nasz JEDYNY SKARB.

–  Siostro, wczoraj w naszym Kościele zakończył się tegoroczny Tydzień Misyjny. Wiemy już, że Siostra spędziła na misjach wiele lat, porozmawiajmy więc teraz właśnie o tym.
–  Może najpierw opowiem trochę o Senegalu, gdzie nasz Zakon ma placówkę misyjną. Wg historii senegalskiej, kraj ten jako taki wszedł do historii już w X wieku. Mówią o tym pierwsze dokumenty zredagowane przez podróżników arabskich. Już w 1444 roku, Dinis Dias, podróżnik portugalski odkrył półwysep zwany Cap-Vert (Przylądek Zielony), znajdujący się naprzeciwko Dakaru – stolicy Senegalu. Następnie Senegal został kolonizowany przez Francję od roku 1864. Po pierwszej wojnie światowej Blaise Diagne, Senegalczyk, pierwszy poseł do Zgromadzenia Narodowego we Francji skorzystał z sytuacji i dołączył do innych Afrykańczyków walczących o wyzwolenie z kolonizacji. I to się udało. Niepodległość Republiki Senegalu została ogłoszona 4 kwietnia 1960 roku. Wielkie zasługi na tym polu ma pierwszy prezydent Senegalu, katolik Léopold Sédar Senghor.
Nasze Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej założyło tam w 1962 roku w mieście Thies – oddalonym od stolicy o 80 kilometrów – misję składającą się na początku tylko z sióstr Francuzek. Stopniowo została zbudowana szkoła – College z językiem wykładowym francuskim. Szkoła ta przyjmowała zawsze dziewczęta z rodzin katolickich i muzułmańskich. Rodziny katolickie są znacznie biedniejsze w porównaniu z muzułmańskimi, między innymi ze względu na liczebność muzułmanów w tym kraju. Muzułmanie zajmują aż 90% ludności, a katolicy tylko i aż 6%. Mówi się aż 6%, bo katolicy w swoich licznych szkołach wychowują także wielką liczbę dzieci muzułmańskich. Są odważni i zaangażowani, najczęściej są to kobiety, ale nie tylko; tworzą Stowarzyszenia dla podtrzymania wiary w rodzinach i swoich środowiskach. Muszę nadmienić, że ludzie Senegalu mają ogromne umiłowanie pokoju. Właśnie do Thies przyjechałam w listopadzie 1980 roku do wspólnoty, która już w tym czasie była wspólnotą międzynarodową. Wspólnota liczyła jedenaście sióstr z ośmiu krajów. Była tam siostra z Kanady, Włoch, Brazylii, Słowenii, Hiszpanii, Belgii, Polski i jeszcze z Francji. Posługiwałyśmy się tylko językiem francuskim. Oficjalnym językiem w College jak i w kraju był zawsze francuski. Dziewczęta przychodziły, aby uczyć się właśnie języka francuskiego. W College oprócz francuskiego był i jest nadal język angielski i hiszpański. Oprócz tego w Senegalu ludzie posługują się sześcioma dialektami.

–  Czym głównie zajmowała się Siostra na tej senegalskiej misji w Thies?
–  Po przyjeździe pracowałam w Akcji Katolickiej dla dzieci w katedralnej parafii św. Anny, która jest kościołem biskupa w diecezji Thies. Powierzono mi w tej Akcji rolę wychowawcy młodzieży-wolontariuszy, którzy z kolei zajmowali się dziećmi w wieku od sześciu do czternastu lat. Byłam tam też doradcą z ramienia Kościoła. Pracowałam w tym ruchu prawie czternaście lat. Szybko moja praca objęła także dwie inne parafie; jedna w wiosce odległej o cztery kilometry i druga w samym mieście. Równocześnie zostałam zaangażowana do pracy w internacie szkolnym. Mieszkały w nim dziewczynki, które pochodziły z biednych wiejskich rodzin, którym też pomagałyśmy wspólnie z niektórymi rodzinami mieszkającymi we Francji. W internacie tym były również niektóre dziewczęta, które pragnęły wstąpić do sióstr z jednego z tubylczych zgromadzeń zakonnych w Senegalu. Siostry tego zgromadzenia nie miały jeszcze dobrze przygotowanej kadry formacyjnej, dlatego przedstawiciele Kościoła poprosili nas o wychowywanie tych dziewcząt do tego właśnie zgromadzenia. Miałam więc powierzoną tę formację przez cztery lata.
Po trzech latach pobytu w Thies pojechałam w czasie wakacji do Francji na miesięczny pobyt w Tours, gdzie na Uniwersytecie dla obcokrajowców zdobyłam dyplom z języka francuskiego. Dzięki temu dyplomowi mogłam pracować w szkole jako nauczycielka i wychowawczyni. Miałam wychowawstwo w dwóch klasach. Klasa liczyła najpierw 50 osób a potem 55, czyli codziennie miałam 110 dziewczynek w wieku 13/14 lat. Przeważnie w klasach była zawsze połowa katoliczek i połowa muzułmanek. Bardzo miło wspominam te relacje i współpracę. Uczyłam historii starożytnej między innymi ze względu na ukończone w Polsce, w Tarnowie, Liceum Technik Plastycznych. To była bardzo dobra szkoła, w której uczyliśmy się tkactwa artystycznego, rzeźby, rysunku, a chłopcy wykonywali także meble. W mojej pracy szkolnej w Thies w ramach przygotowania do lekcji najbardziej wykorzystywałam liternictwo do różnych map i wykresów, afiszy itp. Potem uczyłam rysunku na dwóch poziomach w College.

–  Na co Siostra poświęcała najwięcej czasu?
–  Najwięcej czasu jednak zajmowała mi katecheza, w którą wkładałam całe zaangażowanie i pasję. Jako wychowanka Międzyzakonnego Instytutu Katechetycznego Sióstr Urszulanek w Krakowie zwanego WIK-iem, korzystałam i czerpałam z całego bogactwa, w które wyposażyła nas ta uczelnia. Niezapomniani profesorowie, a wśród nich ks. bp Antoni Długosz i wielu innych. W College prowadziłam katechezę dla katoliczek oraz etykę dla muzułmanek. Nie mogłam prowadzić religii dla muzułmanek jako katolicka siostra. W Senegalu został wypracowany program etyki dla muzułmanek; przedmiot, który zawierał tematy tzw. neutralne, dotyczące w jakiś sposób wszystkich ludzi. Na przykład: przyjaźń, prawda, różnego rodzaju postawy – cnoty z kultury Senegalu: honor, uczciwość, pokój itp. Z czasem zajęłam się także prowadzeniem w najniższych klasach czytelnictwa francuskiego oraz wychowania obywatelskiego.
Na poziomie kraju istniało i nadal istnieje Centrum Katechetyczne w stolicy Dakar założone między innymi dla opracowania i wydania książek dla katechezy na wszystkie poziomy począwszy od szkoły podstawowej, College i Licea. Byłam tam zatrudniona od 1987 aż do 2004 roku. W tej służbie katechetycznej zajmowałam się katechezą młodzieżową przygotowując konspekty przygotowawcze do dalszej dyskusji w grupie roboczej. Ilustrowałam także niektóre podręczniki. Sama napisałam podręcznik katechetyczny dla nauczycieli na poziom szóstej klasy. Polecono mi wprowadzanie rysunku do katechezy, gdyż rysunek w tych latach jeszcze nie był znany i praktykowany w nauczaniu katechetycznym. Z czasem polecono mi prowadzenie tygodniowych sesji dla sióstr z różnych zgromadzeń Senegalu w celu nauki liternictwa i plakatu katechetycznego. Nawet seminarzyści z Dużego Seminarium mieli sesje na temat obrazu, w celu zapoznania się z tą tematyką. Razem z Komisją Katechetyczną z diecezji Thies organizowaliśmy wspólnie formowanie katechetów ze szkół podstawowych w okolicznych wioskach. Były to szkoły katolickie. Urządzaliśmy także spotkania katechetyczne gromadzące wszystkich katechetów (wolontariuszy) z naszej diecezji Thies, a bywało ich około 130 w różnym wieku.
Od 2005 roku przez dwa, lata mieszkałam i pracowałam w tzw. pełnym brusie. Była to wioska oddalona o 25 kilometrów od Thies, rozległa, ale biedna. Zamieszkiwali ją katolicy i muzułmanie. Tam także uczyłam katechezy w Liceum państwowym prowadzonym przez muzułmanów oraz w parafii, ale w bardzo trudnych warunkach materialnych i społecznych.

–  Jak Siostra może scharakteryzować ludzi mieszkających w Senegalu?
–  Ludzie w Senegalu są pogodni i promiennie uśmiechnięci, są poliglotami, są bardzo inteligentni, mają wielkie wyczucie drugiego człowieka, także starszego, lubią pokój i cenią sobie życie w pokoju.

–  Kiedy Siostra wróciła z Senegalu do Polski?
–  Do Polski wróciłam w 2007 roku, ale wkrótce znów wyjechałam na 2 lata do Aten w Grecji, gdzie uczyłam w naszym urszulańskim Liceum prowadzonym przez siostry francuskie. Do szkoły tej uczęszczała przeważnie młodzież z rodzin prawosławnych. Jednak była tam także garstka katolików, dla których miałam katechezę; także w parafii św. Jana Chrzciciela dla dzieci z rodzin, które przyjechały pracować w różnych przedsiębiorstwach w Grecji. Doświadczyłam tam wiele trudności, jakie przeżywają katolicy w tym kraju. Potem znów pojechałam na jeden rok do Czech, do miasta Ołomuńca. Istnieje tam mała wspólnota sióstr urszulanek czeskich oraz Szkoła Podstawowa prowadzona przez te siostry. Uczyłam tam języka francuskiego. Obecnie od dwóch lat przebywam w Poznaniu.

–  Na zakończenie pragnę Siostrze podziękować za interesującą rozmowę, życzyć dużo sił i wytrwałości oraz Bożej opieki na każdy dzień. Tym bardziej, że niedawno – 21 października – siostry urszulanki obchodziły swoje patronalne święto.
–  Ja również dziękuję Pani za miłość, życzliwość i pamięć. Oby Jezus miał z tego Chwałę. Szczęść Boże na każdy dzień całej waszej brynowskiej wspólnocie parafialnej.


PS.
Zamieszczone zdjęcia pochodzą z archiwum domowego Siostry Janiny Olchawy

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

(w okresie wakacyjnym
5 lipca - 31 sierpnia)

poniedziałek
18:45-20:00
wtorek
18:45-20:00
środa
18:45-20:00
czwartek
18:45-20:00
piątek
18:45-20:00

 W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie