baner kolda roraty 2014

Inne

Temat miłości Chrystusa i bliźniego pociągał mnie przez całe życie

KRYSTYNA KAJDAN: – Siostro, spotkałyśmy się w czasie letnich rekolekcji Ruchu Focolari w Zembrzycach. Stąd moje pierwsze pytanie: w jaki sposób poznała Siostra ten międzynarodowy ruch zwany inaczej Dziełem Maryi?
SIOSTRA JANINA OLCHAWA: – Jestem urszulanką Unii Rzymskiej, a w naszym zakonie po 10 latach od pierwszej profesji mamy zapewnioną probację, czyli czas intensywnej odnowy. Zazwyczaj podczas probacji nasze siostry pielgrzymują do Rzymu, aby utwierdzić się w miłości do Kościoła oraz odwiedzić miejsca związane ze św. Anielą Merici – naszą Założycielką. Tak więc na przełomie 1979/1980 roku znalazłam się w takiej grupie probacyjnej francuskojęzycznych sióstr urszulanek z różnych części świata. Pewnego dnia wybrałyśmy się na wycieczkę poznawczą poza Rzym i dotarłyśmy do Grottaferrata i Rocca di Papa. Okazało się, że znajduje się tam Centrum Ruchu Focolari, gdzie zostałyśmy bardzo serdecznie przyjęte. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, był tam też dom samej Chiary Lubich. Zaproszono nas na obiad. Ku memu zdumieniu fokolariny na koniec postawiły na stole butelkę szampana, mówiąc: „Pan Jezus jest pośrodku nas, pragniemy Go uczcić!”. W Centrum w tym dniu odbywało się spotkanie rodzin Ruchu Focolari. Kiedy uczestnicy tego spotkania wyszli na przerwę, mogłam zaobserwować niezwykłą serdeczność i radość. Tego się wszędzie nie ogląda. Zanim przyjechałyśmy do Centrum, nasza przewodniczka opowiedziała nam nieco o tym Ruchu. Miałam wówczas ze sobą Pismo święte małego formatu wydane w języku francuskim. Podeszłam z nim do jednej z fokolarin obecnych na tym obiedzie i poprosiłam o pamiątkowy wpis. Chętnie się zgodziła, a była to Vera Araujo – jedna z pierwszych towarzyszek Chiary Lubich. Do dnia dzisiejszego mam ten egzemplarz Pisma świętego.

–  Czy po tym pierwszym kontakcie z Ruchem Focolari pragnęła Siostra poznać głębiej duchowość jedności, którą ten ruch proponuje?
–  Tak, zaczęłam się tym interesować, ale z daleka, gdyż tak naprawdę jestem 100% urszulanką. Okazało się, że po sześciu latach od mojego przyjazdu na misje do Senegalu pojawiła się w naszej wspólnocie siostra Mariangela pochodząca z Austrii. I ta właśnie siostra już jako młoda dziewczyna poznała Ruch Focolari przez swego wuja, który był jezuitą. Ona znała znacznie lepiej Ruch Focolari, nawet przez 1 miesiąc była w Loppiano – miasteczku formacyjnym tego ruchu we Włoszech. I to ona właśnie otrzymywała na bieżąco egzemplarze Słów Życia, którymi dzieliła się z nami i niektórymi osobami świeckimi. Powstała zatem mała grupa, która spotykała się co miesiąc, byli tam nawet niektórzy profesorowie z Liceum w Thies. Siostra, o której mówię, miała także kontakt z Ruchem Focolari w mieście Man z wybrzeża Kości Słoniowej. Odpowiedzialną za wspólnotę w Man była jedna fokolarina z Niemiec. Nie umiem sobie przypomnieć imienia, chyba Gisela. Razem z nią przyjeżdżał jeszcze inny fokolarino na roczne spotkania do Senegalu. Oprócz Thies, w którym mieszkałyśmy, Ruch zapuścił korzenie także w Dakarze – stolicy Senegalu i na południu kraju w Casamanse. W Thies otrzymywałam małe kolorowe zeszyty, w których były różne świadectwa z życia Ruchu Focolari w innych częściach Afryki. Potem dostawałam też czasopismo „Nowe miasto” w języku francuskim. Mogłam się więc zapoznać z działalnością Chiary Lubich, która wtedy jeszcze żyła i podejmowała bardzo dużo cennych inicjatyw w całym świecie. Oglądałyśmy czasem filmy z Mariapoli np. z Rzymu.

–  Co Siostrę najbardziej pociągało w Ruchu Focolari?
–  To, co zawsze mnie pociągało i dalej pociąga to MIŁOŚĆ, którą Chiara Lubich chciała rozpalić w całym świecie. Nie wiedziałam jeszcze i nie rozumiałam wtedy tematu Jezusa Opuszczonego, chociaż od młodości Jezus Chrystus był dla mnie SKARBEM JEDYNYM, jak tego nas uczy nasza założycielka św. Aniela Merici. Wiedziałam, że Chiara znała św. Anielę, tzn. jej pisma, a zwłaszcza jej „Ostatnią Radę”, w której tak pisze: „za cenę krwi mojej was proszę, abyście były zgodne i zjednoczone, jednego serca i jednej myśli”. Temat miłości Chrystusa i bliźniego pociągał mnie przez całe życie. Pisałam o tym nawet pracę magisterską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim z filozofii pt. „Eros i Agape”. I tę miłość odnalazłam w Ruchu, także starania o jej praktykowanie. Kupiłam sobie potem kilka książek Chiary Lubich o jedności, o Maryi, o Jezusie Opuszczonym.

–  Czy w swoim wieloletnim życiu zakonnym miała jeszcze Siostra gdzieś kontakt z Ruchem Focolari?
–  W czasie pięciomiesięcznego pobytu we Włoszech w domu naszej Matki założycielki św. Anieli Merici w Desenzano, w Grezze (św. Aniela mieszkała tam 40 lat) spotkałam cztery fokolariny, które przyjechały do Grezze z Verony, aby tam w domu świętej odprawić dzień rekolekcji. Miałam wtedy z nimi piękne spotkanie.
Ze wspólnotą Ruchu Focolari spotkałam się także w czasie mojego dwuletniego pobytu w Atenach, w Grecji. Tamtejsze fokolariny przychodziły raz w tygodniu do naszej kaplicy na Mszę świętą. Tam też odwiedziłam ich wspólnotę oraz uczestniczyłam w Mariapoli. Tematem wiodącym była postać błogosławionej Chiary Luce Badano, młodej dziewczyny zmarłej na raka. Pamiętam, że na to Mariapoli przyjechała przedstawicielka Ruchu Focolari z Konstantynapola i opowiadała o bliskich kontaktach, jakie Ruch ma z obecnym patriarchą Bartłomiejem I.
Po powrocie do Polski kontynuowałam znajomości z Ruchem Focolari w Bardzie Śląskim, gdzie poznałam siostrę Małgorzatę Cur; utrzymywałam też korespondencję z Glorią – włoską fokolariną z Krakowa. Po ponownym wyjeździe z Polski na misje chyba przez cztery lata nie miałam styczności z fokolarinami, aż do przyjazdu do Poznania w 2015 roku, gdzie w naszej urszulańskiej szkole poznałam Annę Skupień i inne fokolariny ze wspólnoty w Poznaniu. Zaczęłam na nowo i bardziej regularnie przychodzić na spotkania, poznałam lepiej temat Jezusa Opuszczonego oraz wskazówki co do praktykowania miłości bliźniego pomagające mi w życiu codziennym. Są bardzo konkretne i uaktywniają to wszystko, co św. Aniela Merici nam pisała i do czego nas zachęcała. To, co mnie najbardziej fascynuje w temacie Jezusa Opuszczonego to to, że w każdym cierpieniu jest On i pragnie, aby Go obejmować i kochać jako nasz JEDYNY SKARB.

–  Siostro, wczoraj w naszym Kościele zakończył się tegoroczny Tydzień Misyjny. Wiemy już, że Siostra spędziła na misjach wiele lat, porozmawiajmy więc teraz właśnie o tym.
–  Może najpierw opowiem trochę o Senegalu, gdzie nasz Zakon ma placówkę misyjną. Wg historii senegalskiej, kraj ten jako taki wszedł do historii już w X wieku. Mówią o tym pierwsze dokumenty zredagowane przez podróżników arabskich. Już w 1444 roku, Dinis Dias, podróżnik portugalski odkrył półwysep zwany Cap-Vert (Przylądek Zielony), znajdujący się naprzeciwko Dakaru – stolicy Senegalu. Następnie Senegal został kolonizowany przez Francję od roku 1864. Po pierwszej wojnie światowej Blaise Diagne, Senegalczyk, pierwszy poseł do Zgromadzenia Narodowego we Francji skorzystał z sytuacji i dołączył do innych Afrykańczyków walczących o wyzwolenie z kolonizacji. I to się udało. Niepodległość Republiki Senegalu została ogłoszona 4 kwietnia 1960 roku. Wielkie zasługi na tym polu ma pierwszy prezydent Senegalu, katolik Léopold Sédar Senghor.
Nasze Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej założyło tam w 1962 roku w mieście Thies – oddalonym od stolicy o 80 kilometrów – misję składającą się na początku tylko z sióstr Francuzek. Stopniowo została zbudowana szkoła – College z językiem wykładowym francuskim. Szkoła ta przyjmowała zawsze dziewczęta z rodzin katolickich i muzułmańskich. Rodziny katolickie są znacznie biedniejsze w porównaniu z muzułmańskimi, między innymi ze względu na liczebność muzułmanów w tym kraju. Muzułmanie zajmują aż 90% ludności, a katolicy tylko i aż 6%. Mówi się aż 6%, bo katolicy w swoich licznych szkołach wychowują także wielką liczbę dzieci muzułmańskich. Są odważni i zaangażowani, najczęściej są to kobiety, ale nie tylko; tworzą Stowarzyszenia dla podtrzymania wiary w rodzinach i swoich środowiskach. Muszę nadmienić, że ludzie Senegalu mają ogromne umiłowanie pokoju. Właśnie do Thies przyjechałam w listopadzie 1980 roku do wspólnoty, która już w tym czasie była wspólnotą międzynarodową. Wspólnota liczyła jedenaście sióstr z ośmiu krajów. Była tam siostra z Kanady, Włoch, Brazylii, Słowenii, Hiszpanii, Belgii, Polski i jeszcze z Francji. Posługiwałyśmy się tylko językiem francuskim. Oficjalnym językiem w College jak i w kraju był zawsze francuski. Dziewczęta przychodziły, aby uczyć się właśnie języka francuskiego. W College oprócz francuskiego był i jest nadal język angielski i hiszpański. Oprócz tego w Senegalu ludzie posługują się sześcioma dialektami.

–  Czym głównie zajmowała się Siostra na tej senegalskiej misji w Thies?
–  Po przyjeździe pracowałam w Akcji Katolickiej dla dzieci w katedralnej parafii św. Anny, która jest kościołem biskupa w diecezji Thies. Powierzono mi w tej Akcji rolę wychowawcy młodzieży-wolontariuszy, którzy z kolei zajmowali się dziećmi w wieku od sześciu do czternastu lat. Byłam tam też doradcą z ramienia Kościoła. Pracowałam w tym ruchu prawie czternaście lat. Szybko moja praca objęła także dwie inne parafie; jedna w wiosce odległej o cztery kilometry i druga w samym mieście. Równocześnie zostałam zaangażowana do pracy w internacie szkolnym. Mieszkały w nim dziewczynki, które pochodziły z biednych wiejskich rodzin, którym też pomagałyśmy wspólnie z niektórymi rodzinami mieszkającymi we Francji. W internacie tym były również niektóre dziewczęta, które pragnęły wstąpić do sióstr z jednego z tubylczych zgromadzeń zakonnych w Senegalu. Siostry tego zgromadzenia nie miały jeszcze dobrze przygotowanej kadry formacyjnej, dlatego przedstawiciele Kościoła poprosili nas o wychowywanie tych dziewcząt do tego właśnie zgromadzenia. Miałam więc powierzoną tę formację przez cztery lata.
Po trzech latach pobytu w Thies pojechałam w czasie wakacji do Francji na miesięczny pobyt w Tours, gdzie na Uniwersytecie dla obcokrajowców zdobyłam dyplom z języka francuskiego. Dzięki temu dyplomowi mogłam pracować w szkole jako nauczycielka i wychowawczyni. Miałam wychowawstwo w dwóch klasach. Klasa liczyła najpierw 50 osób a potem 55, czyli codziennie miałam 110 dziewczynek w wieku 13/14 lat. Przeważnie w klasach była zawsze połowa katoliczek i połowa muzułmanek. Bardzo miło wspominam te relacje i współpracę. Uczyłam historii starożytnej między innymi ze względu na ukończone w Polsce, w Tarnowie, Liceum Technik Plastycznych. To była bardzo dobra szkoła, w której uczyliśmy się tkactwa artystycznego, rzeźby, rysunku, a chłopcy wykonywali także meble. W mojej pracy szkolnej w Thies w ramach przygotowania do lekcji najbardziej wykorzystywałam liternictwo do różnych map i wykresów, afiszy itp. Potem uczyłam rysunku na dwóch poziomach w College.

–  Na co Siostra poświęcała najwięcej czasu?
–  Najwięcej czasu jednak zajmowała mi katecheza, w którą wkładałam całe zaangażowanie i pasję. Jako wychowanka Międzyzakonnego Instytutu Katechetycznego Sióstr Urszulanek w Krakowie zwanego WIK-iem, korzystałam i czerpałam z całego bogactwa, w które wyposażyła nas ta uczelnia. Niezapomniani profesorowie, a wśród nich ks. bp Antoni Długosz i wielu innych. W College prowadziłam katechezę dla katoliczek oraz etykę dla muzułmanek. Nie mogłam prowadzić religii dla muzułmanek jako katolicka siostra. W Senegalu został wypracowany program etyki dla muzułmanek; przedmiot, który zawierał tematy tzw. neutralne, dotyczące w jakiś sposób wszystkich ludzi. Na przykład: przyjaźń, prawda, różnego rodzaju postawy – cnoty z kultury Senegalu: honor, uczciwość, pokój itp. Z czasem zajęłam się także prowadzeniem w najniższych klasach czytelnictwa francuskiego oraz wychowania obywatelskiego.
Na poziomie kraju istniało i nadal istnieje Centrum Katechetyczne w stolicy Dakar założone między innymi dla opracowania i wydania książek dla katechezy na wszystkie poziomy począwszy od szkoły podstawowej, College i Licea. Byłam tam zatrudniona od 1987 aż do 2004 roku. W tej służbie katechetycznej zajmowałam się katechezą młodzieżową przygotowując konspekty przygotowawcze do dalszej dyskusji w grupie roboczej. Ilustrowałam także niektóre podręczniki. Sama napisałam podręcznik katechetyczny dla nauczycieli na poziom szóstej klasy. Polecono mi wprowadzanie rysunku do katechezy, gdyż rysunek w tych latach jeszcze nie był znany i praktykowany w nauczaniu katechetycznym. Z czasem polecono mi prowadzenie tygodniowych sesji dla sióstr z różnych zgromadzeń Senegalu w celu nauki liternictwa i plakatu katechetycznego. Nawet seminarzyści z Dużego Seminarium mieli sesje na temat obrazu, w celu zapoznania się z tą tematyką. Razem z Komisją Katechetyczną z diecezji Thies organizowaliśmy wspólnie formowanie katechetów ze szkół podstawowych w okolicznych wioskach. Były to szkoły katolickie. Urządzaliśmy także spotkania katechetyczne gromadzące wszystkich katechetów (wolontariuszy) z naszej diecezji Thies, a bywało ich około 130 w różnym wieku.
Od 2005 roku przez dwa, lata mieszkałam i pracowałam w tzw. pełnym brusie. Była to wioska oddalona o 25 kilometrów od Thies, rozległa, ale biedna. Zamieszkiwali ją katolicy i muzułmanie. Tam także uczyłam katechezy w Liceum państwowym prowadzonym przez muzułmanów oraz w parafii, ale w bardzo trudnych warunkach materialnych i społecznych.

–  Jak Siostra może scharakteryzować ludzi mieszkających w Senegalu?
–  Ludzie w Senegalu są pogodni i promiennie uśmiechnięci, są poliglotami, są bardzo inteligentni, mają wielkie wyczucie drugiego człowieka, także starszego, lubią pokój i cenią sobie życie w pokoju.

–  Kiedy Siostra wróciła z Senegalu do Polski?
–  Do Polski wróciłam w 2007 roku, ale wkrótce znów wyjechałam na 2 lata do Aten w Grecji, gdzie uczyłam w naszym urszulańskim Liceum prowadzonym przez siostry francuskie. Do szkoły tej uczęszczała przeważnie młodzież z rodzin prawosławnych. Jednak była tam także garstka katolików, dla których miałam katechezę; także w parafii św. Jana Chrzciciela dla dzieci z rodzin, które przyjechały pracować w różnych przedsiębiorstwach w Grecji. Doświadczyłam tam wiele trudności, jakie przeżywają katolicy w tym kraju. Potem znów pojechałam na jeden rok do Czech, do miasta Ołomuńca. Istnieje tam mała wspólnota sióstr urszulanek czeskich oraz Szkoła Podstawowa prowadzona przez te siostry. Uczyłam tam języka francuskiego. Obecnie od dwóch lat przebywam w Poznaniu.

–  Na zakończenie pragnę Siostrze podziękować za interesującą rozmowę, życzyć dużo sił i wytrwałości oraz Bożej opieki na każdy dzień. Tym bardziej, że niedawno – 21 października – siostry urszulanki obchodziły swoje patronalne święto.
–  Ja również dziękuję Pani za miłość, życzliwość i pamięć. Oby Jezus miał z tego Chwałę. Szczęść Boże na każdy dzień całej waszej brynowskiej wspólnocie parafialnej.


PS.
Zamieszczone zdjęcia pochodzą z archiwum domowego Siostry Janiny Olchawy

Zemsta czy dialog

Pewnej nocy krowy sąsiada wtargnęły na moją plantację fasoli. Uległa ona całkowitemu zniszczeniu. Nie był to pierwszy raz. Właśnie dlatego nie rozmawialiśmy z nim już od dłuższego czasu. Jednak teraz miarka się przebrała i stwierdziłem, że musi za to zapłacić. Musi w końcu zrozumieć, ile złego nam już wyrządził. Ja, moja żona i dzieci wzięliśmy wielkie drewniane kije i ruszyliśmy w stronę domu sąsiada. Ale już po kilku krokach przypomniałem sobie słowa Pisma i powiedziałem: „Zatrzymajcie się! Nie możemy tam pójść. W zeszłym tygodniu dostałem ulotkę z fragmentem Pisma Świętego, który mówił o przebaczaniu wrogom, a za kilka dni wracam na katechezę. Jak ja się tam pokażę, jeśli teraz pójdziemy go ukarać w ten sposób?”. „Ale jeśli tego nie zrobimy, nic się nie zmieni i nadal będzie niszczyć nasze uprawy!”. Wróciliśmy do domu, usiedliśmy. Wydawało nam się niesprawiedliwe zostawić wszystko tak, jak było. Zdecydowaliśmy, że pójdziemy do niego, ale nie z bojowym nastawieniem, lecz aby rozpocząć dialog. Wyjaśniliśmy sąsiadowi całe zajście i poprosiliśmy, by bardziej uważał na swoje krowy. Zamurowało go. Rzucił się do moich stóp i błagał o wybaczenie. Od tamtego czasu zawsze się ze sobą witamy i powiedziałbym nawet, że zostaliśmy przyjaciółmi. A nie rozmawialiśmy ze sobą od miesięcy! Mój dom napełnił się nową radością.

C. – Gwinea

24 września 2017 – Międzynarodowy Dzień Głuchych i Języka Migowego

Święto obchodzone od 1958 roku w ostatnią niedzielę września. Celem obchodów jest zwrócenie uwagi polityków, władz, mediów i społeczeństwa na osiągnięcia osób głuchych oraz na problemy, z jakimi na co dzień się spotykają. Organizacje i społeczności zrzeszające osoby niesłyszące zachęcane są do organizowania rozmaitych akcji budujących zrozumienie i poczucie solidarności oraz promujących równouprawnienie. Na świecie jest około 70 milionów osób głuchych, z czego blisko 80% mieszka w krajach rozwijających się, gdzie zwykle nie mogą liczyć na odpowiednią opiekę medyczną i wsparcie socjalne. Ogromnym problemem jest również edukacja dzieci niesłyszących i ich przygotowanie do dorosłego życia. Dlatego tak ważna jest troska o tzw. kulturę głuchych – określającą „zestaw wyuczonych zachowań i spostrzeżeń, które kształtują wartości i normy głuchych ludzi na podstawie podobnych lub wspólnie dzielonych doświadczeń”. Dzięki ciężkiej pracy i niesamowitym zdolnościom adaptacyjnym ludzkiego ciała wiele osób głuchych bardzo dobrze funkcjonuje we współczesnym świecie. Siłą rzeczy, wyostrzają się inne zmysły – jak wskazują badania, u osób niesłyszących od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa neurony na siatkówce oka rozłożone są inaczej niż u osób zdrowych, umożliwiając lepsze widzenie boczne. Wiele wybitnych postaci na przestrzeni wieków udowodniło, że ludzi głuchych lub niedosłyszących istotnie niewiele ogranicza. Do tego grona należą m.in. Ludwig van Beethoven, Francisco Goya, Thomas Edison, a także Halle Berry czy Bill Clinton.
Życie pokazuje, że w ciągu jednego dnia, organizując koncerty, czy marsze nie da się rozwiązać problemów osób głuchych i głuchoniemych. Można je tylko w ten sposób nagłośnić, przypomnieć o nich. Głusi na co dzień borykają się z wieloma problemami. Szczególnie dotyczy to sfery zawodowej - znalezienie pracy nie należy do najłatwiejszych. Podobnie, jak załatwienie zwykłych, codziennych spraw w urzędzie, czy u lekarza. Barierę zawsze stanowi nieznajomość języka migowego wśród większości społeczeństwa.
Ponadto, młodzi niesłyszący wciąż walczą o zmianę języka nauczania. Nauczyciele w szkołach dla osób niesłyszących i niedosłyszących posługują się Systemem Języka Migowego (SJM), który jest uproszczoną wersją języka polskiego. Naturalnym językiem osób głuchych jest Polski Język Migowy (PJM), bogatszy w zwroty z polską składnią i fleksją. Jego znajomość umożliwia naukę, zdanie matury na takim samym poziomie, jak osoby słyszące. Jedyna różnica to przeformułowanie pytań tak, aby były dostosowane do poziomu językowego osób niesłyszących.
Inny problem to tłumaczenie programów telewizyjnych dla głuchych. Okazuje się, że sympatyczny starszy pan i pani, których widzimy w lewym dolnym rogu ekranu, również posługują się uboższym językiem miganym. Do tego liczba programów, choćby z takim przekładem, jest naprawdę niewielka. Niesłyszący rozwiązanie widzą w dołączaniu napisów do wszystkich programów.
Największą polską organizacją osób niesłyszących, zrzeszającą około 100 tys. członków, jest Polski Związek Głuchych. Działa od 1946 roku. Pomaga w wielu sytuacjach, m.in. udziela pomocy w zakresie podnoszenia wykształcenia, dba o prawa i interesy osób głuchych oraz propaguje wśród społeczeństwa problemy niesłyszących.
Nie wiadomo dokładnie, ilu niesłyszących jest w Polsce, nikt nie prowadzi takich statystyk. Szacuje się, że liczba osób głuchych może się wahać od 45 tys. do 50 tys. Niemal 900 tys. osób w naszym kraju ma poważny uszczerbek słuchu. Osoby te nie mogą znaleźć pracy i mają problemy z normalnym porozumiewaniem się.

Źródło: www.sluchowisko.net

Informacje dla osób z dysfunkcją słuchu

Zapraszamy 29 września 2017 r. w godz. od 10.00 do 20.00 do zwiedzania terenu Muzeum Śląskiego w Strefie Kultury w polskim języku migowym, oprowadzania po galerii malarstwa oraz uczestnictwa w wydarzeniach przybliżających Kulturę Głuchych.

10.00 – Kopalnia sztuki. Muzeum wczoraj i dziś – oprowadzanie dla rodzin z dziećmi w polskim języku migowym
16.30 – pokonkursowa prezentacja prac laureatów etapu wojewódzkiego XV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego „Sztuka osób niepełnosprawnych” organizowanego przez PFRON
17.00 – Byzuch u Ferdynanda – oprowadzanie dla dorosłych w polskim języku migowym

Informacje: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. lub tel.: 690 455 917.
Wstęp 1 zł (bilet upoważnia do wstępu na wszystkie wydarzenia)

Ośrodki Duszpasterstwa Głuchoniemych w Katowicach
CENTRUM DUSZPASTERSTWA SPECJALNEGO

W 1 niedzielę miesiąca o godz. 14.00
w kaplicy kościoła pw. św. Antoniego, ul. Niepodległości 4
w Katowicach - Dąbrówce Małej.
Tel. (32) 256-60-84

W 4 niedzielę miesiąca o godz. 14.00
w kaplicy Sióstr Elżbietanek, Katowice, ul. Warszawska 52.
tel. (32) 255-70-99

Wielkanocne rozważania wokół teatru

Dziś Wielkanoc – Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Podczas uroczystych i radosnych chwil świętowania tych chwalebnych wydarzeń, warto przypomnieć o innym – aniżeli tylko religijnym – znaczeniu uroczystości. Z wielkanocnymi ceremoniami związane są bowiem początki teatru chrześcijańskiego.

Od znamiennych słów: Quem quritis? – Jesum Nasarenum (Kogo szukacie? Jezusa z Nazaretu) wywodzi się powstanie teatru. Początkowo ściśle obrzędowy, przemawiał łacińskimi tekstami Ewangelii, stanowił część liturgii wielkanocnej.

Posiadał własną scenę – najczęściej boczną kaplicę kościoła katedralnego lub klasztornego. Przed nią była zgromadzona widownia – przybyli wierni. Była pierwsza dekoracja – pusty grób – oraz pierwszy rekwizyt – porzucony całun. Były i postaci teatralne – mnich bądź kleryk w roli anioła. Mnisi w narzuconych na głowach humerałach przedstawiali Trzy Marie podążające do grobu, aby namaścić olejkami ciało Jezusa. Spotykały Anioła, który obwieszczał im radosną wieść o Zmartwychwstaniu. Kobiety biegły po apostołów i ponownie wraz z nimi przybywały do grobu. Św. Piotr usiłował wyprzedzić św. Jana, ale jako starszy już człowiek potykał się i nie mógł wyprzedzić Najmłodszego Apostoła. Przy tej okazji narodziła się pierwsza postać komiczna – mnich grający św. Piotra celowo swoimi ruchami starał się rozśmieszyć publiczność.

Najstarszy zachowany dokument przybliżający te obrzędy pochodzi z X wieku z klasztoru w Anglii. Przedstawienia takie – zwane Visitatio sepulchri (Nawiedzenie grobu) rozpowszechniły się w całej Europie. Nie były jednak zwane „teatrem” – ale ludus (gra). W okresie średniowiecza zanikła wiedza o wspaniałym teatrze starożytnych Greków i Rzymian. Sztuka teatralna okazała się nietrwała – upadła wraz z państwem rzymskim w VI w.

Kolebką polskiego teatru liturgicznego był Kraków. Zachowana księga z tekstem Nawiedzenia grobu powstała przed 1253 rokiem i używana była na Wawelu. Tekst przedstawienia był rozpowszechniony w różnych diecezjach, znany jest w rękopisów i inkunabułów (druków XV w.).

Czytaj więcej...

Każdy dzień może stać się Bożym Narodzeniem!

„Powraca Boże Narodzenie. Choinki, kolorowe świeczki, żłóbek, wigilia, wzajemne życzenia, pasterka o północy”. Wszystko tak samo, jak rok temu, jak zawsze? Tak i nie. Tak, ponieważ liturgia jest ta sama i nastrój podobny. Nie, z różnych powodów. Po pierwsze, ponieważ w naszej parafii, a może też w naszej rodzinie, nie jesteśmy w tym samym składzie. Ktoś w tym roku pożegnał się ze światem i przeżywa to święto po drugiej stronie życia. Ktoś natomiast narodził się i po raz pierwszy widzi choinkę i szopkę. Po drugie, ponieważ my sami możemy przeżywać to Święto bardziej świadomie niż do tej pory.

Wielowiekowa tradycja przekazała nam niepowtarzalną atmosferę tego Święta. Przeżywamy je radośnie w naszych rodzinach i wspólnotach. Istotę Bożego Narodzenia można lepiej zrozumieć, jeśli patrzymy na to cudowne wydarzenie nie tylko przez pryzmat naszej radości, lecz jeśli również dostrzegamy poświęcenie, które Bóg podjął, aby stać się jednym z nas.

Pewne wydarzenie w moim życiu pomogło mi zrozumieć istotę Bożego Narodzenia. Kiedy miałem 16 lat, nierozsądnie kąpałem się we wzburzonym morzu i niewiele brakowało, abym utonął. Ratownik widząc to, rzucił się w morze, dopłynął do mnie z kołem ratunkowym przywiązanym długą liną trzymaną przez ludzi na brzegu. Podał mi koło, sam utrzymując się na nim, a ludzie przyciągnęli nas oboje do brzegu. W ten sposób ratownik uratował mnie i siebie zarazem.

Bóg, stając się człowiekiem w osobie Jezusa Chrystusa, zrobił podobnie. Święto Bożego Narodzenia przypomina nam ten moment, kiedy Bóg rzucił się w morze naszego świata wzburzonego nienawiścią, by przynieść nam koło ratunkowe. Żeby nas uratować, Jezus sam przyjął śmierć w falach nienawiści. Miłość jednak nie umiera. Dlatego Jezus zmartwychwstał i pomaga nam cierpliwie, dzień po dniu, płynąć do brzegu życia wiecznego.

Jak możemy dobrze przeżyć Boże Narodzenie? Pięknie nam to sugerują aniołowie, którzy śpiewają: „Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”.

„Chwała Bogu na wysokości”. Za to, że stał się człowiekiem, Bóg zasługuje z naszej strony na największą chwałę. Oddajemy Mu ją, jeśli stawiamy Go w naszym życiu na najwyższym miejscu. Jeśli zdamy sobie sprawę, że postawiliśmy Go nie na pierwszym, lecz na drugim, trzecim lub na jakimś dalszym miejscu, bo miejsce pierwsze zostało zajęte – w sposób świadomy lub nieświadomie – przez różne przyziemne troski: o rodzinę, o pieniądze, o przyszłość, to mamy jeszcze szansę. Dobra spowiedź i głębokie spotkanie z Jezusem w Eucharystii mogą stać się nowym początkiem naszej drogi życia.

„A na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Jako ludzie dobrej woli mamy budować pokój. To jest nasze zadanie wobec świata. Kiedy jest mowa o pokoju, nasze myśli kierują się ku szerokiemu światu, ku światu wielkiej polityki i międzynarodowych problemów. Owszem, powinniśmy żyć i modlić się o pokój na świecie, ale Bóg oczekuje przede wszystkim, abyśmy budowali pokój w naszych rodzinach, miejscach pracy, w parafii, w środowisku, gdzie żyjemy. Rozejrzymy się wokół. Pamiętajmy, że każdy człowiek nosi w sobie jakąś potrzebę. Potrzebuje co najmniej naszego zainteresowania, naszego szacunku. Już dawno nie rozmawiałem, nie starałem się wysłuchać i zrozumieć bliskiej mi osoby? Postaram się to teraz zrobić. Mam o kimś określone, negatywne zdanie? Postaram się lepiej go poznać, czy on naprawdę takim jest. Widzę, że wokół mnie ktoś robi coś złego?. Postaram się z miłością, ale zdecydowanie mu to uświadomić. Wobec kogoś czuję zazdrość? Spróbuję ucieszyć się z tego, że on ma to, co ja sam chciałbym mieć. Wobec kogoś mam jakiś żal? Przebaczę mu. A może komuś wokół nas potrzebna jest jakaś akcja ratunkowa. Ktoś przeżywa utratę osób bliskich, ktoś inny ma trudności finansowe, jakieś małżeństwo się rozsypuje, ktoś ma kłopoty z dziećmi, ktoś inny cierpi z powodu samotności. Bądźmy odważnymi. Śpieszmy na ratunek. Róbmy to, co możliwe, aby pomóc. Wtedy żyjemy istotą Bożego Narodzenia. Może spróbujemy już dzisiaj, a także jutro, pojutrze i w następnych dniach? Taki sposób postępowania budzi wzajemność, budzi miłość wzajemną.

Bóg zstępuje wówczas między nas, bo Jezus obiecał: „Gdzie dwaj lub trzej są zjednoczeni w moje imię – to znaczy w Jego Miłości – Ja jestem pośród nich”. W ten sposób Boże Narodzenie może się powtarzać w każdej chwili naszego życia.

ks. Roberto Saltini

Zmarła śp. pani prof. Maria Pawłowiczowa

Redakcja gazetki „PARAFIA U JEZUSA I MARYI” z ogromnym smutkiem zawiadamia, że 9 marca br. odeszła do Pana nasza zacna i zasłużona Parafianka śp. Pani Profesor Maria Pawłowiczowa. Jej pogrzeb odbędzie się w poniedziałek, 14 marca br. o godz. 12.30 w naszym kościele. Pochowana zostanie na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza w Katowicach.

Najbliższej Rodzinie, zwłaszcza córkom Weronice, Krystynie i Jadwidze oraz synom Leszkowi i Januszowi składamy wyrazy szczerego współczucia i zapewniamy o modlitwie. Mamy nadzieję, że Maryja, której imię nosiła, którą tak bardzo kochała zbierając i opisując Jej wizerunki, wyjedna Pani Profesor u swego Syna wieczną radość i zbawienie. Wieczny Odpoczynek racz jej dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

Kilka refleksji na radosną „niedzielę róż”

Każdy z nas podświadomie dąży do świętości a nasze życie jest nieustannym pielgrzymowaniem do Pana Boga. Utrudzeni marzymy czasem o chwili odpoczynku i zadumy nad naszym ludzkim losem. „Tu na ziemi świętość polega na tym, aby stale być radosnym” – taką receptę zostawił nam św. Dominik Savio.

Myślę, że dzisiaj także mamy okazję, aby się nad tym zastanowić. IV niedziela Wielkiego Postu nazywana jest bowiem niedzielą radości (Laetare). Nigdy nie wysychającym źródłem tej radości jest Słowo Boże przypominające nam o tym, że Bóg jest Miłością, że przez Ofiarę swego Syna zapewnił nam uczestnictwo w radości wiecznej. Tak więc Kościół Święty cieszy się z obfitości dóbr nadprzyrodzonych oraz łask płynących z Chrztu i Eucharystii. W tradycji rzymskiej jest to „niedziela róż”, ponieważ w tym dniu obdarowywano się pierwszymi kwiatami zakwitających róż. Ojciec Święty poświęcał zaś złotą różę, którą ofiarowywał osobie zasłużonej dla Kościoła. Stąd też w liturgii różowy kolor szat.

W naszej parafii zaczynają się właśnie rekolekcje wielkopostne i spotkanie z przebaczającym Chrystusem. Warto już dzisiaj zastanowić się nad przeszkodami, które stają na naszej drodze do świętości. Należą do nich między innymi wszelkie nałogi, pokusy, zdrady, kłamstwa, plotki...

Chciałabym dziś swe refleksje poświęcić plotce, która pozornie niewinnie może uczynić wiele krzywdy i zła. W książce Paula J. Whartona pt. „Opowiadania i przypowieści dla nauczycieli i katechetów” znalazłam następującą przypowieść: „Pewna pani wyznała kiedyś na spowiedzi u św. Filipa Neri, że plotkowała o innych. Jako pokutę św. Filip kazał jej pójść na targowisko i kupić nie oskubaną kurę. W drodze powrotnej zaś wyrywać pióra jedno po drugim i rozrzucać po drodze. Potem miała wrócić do niego i dowiedzieć się, co robić dalej. Wyglądało to na nieco dziwną pokutę, ale owa pani poszła na targowisko i zrobiła dokładnie tak, jak usłyszała.

Gdy wróciła, św. Filip pochwalił ją za posłuszeństwo. Powiedział: – Teraz, by uzupełnić pokutę, musisz wrócić i zebrać wszystkie pióra. – Ależ ojcze – zawołała. Przecież ojciec wie, że to niemożliwe. Wiatr rozwiał pióra i w żaden sposób nie zdołam ich z powrotem zebrać. – To prawda – odrzekł święty. – Podobnie nie możesz odwołać szkodliwych słów o swoich sąsiadach, które przechodząc z ust do ust dotarły tymczasem tam, gdzie nie możesz sięgnąć. Bądź ostrożna na przyszłość, WAŻ KAŻDE WYPOWIADANE SŁOWO!”.

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo możemy kogoś zranić powtarzając nie sprawdzone informacje. Pamiętam, że gdy byłam jeszcze w szkole podstawowej bardzo chętnie pomagałam jednej z koleżanek w nauce. Poświęciłam jej sporo wolnego czasu, który mogłam przecież przeznaczyć na coś innego. Jakże było mi przykro, gdy jej mama opowiadała sąsiadom, że to ja mam kłopoty w szkole i jej córka musi mnie dokształcać... Takiego podziękowania się nie spodziewałam, tym bardziej, że wkrótce cała ta mała miejscowość, gdzie wszyscy się znali, mówiła tylko o tym.

Od czasu do czasu każdy z nas pada ofiarą plotki, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto „wie lepiej”... Towarzyszy nam wtedy uczucie bezsilnej złości; nie potrafimy kochać tej osoby i stajemy przed kolejną przeszkodą na naszej drodze do świętości.

Trzeba ogromnej dojrzałości w wierze, aby w podobnych sytuacjach znaleźć coś pozytywnego i budującego dla siebie. A recepta jest bardzo prosta: gdy już dosięgnie nas krzywdząca plotka lub obelga należy ją z miłością ofiarować Chrystusowi i garściami czerpać z tego radość, nawet doskonałą radość, jak uczył św. Franciszek z Asyżu.

Będziemy wtedy mogli o sobie z dumą powiedzieć, że jesteśmy dojrzałymi chrześcijanami. Okres Wielkiego Postu jest właśnie świetną okazją, by tę dojrzałość doskonalić! Dobrze wykorzystajmy zatem rozpoczynające się rekolekcje w historycznym Roku Miłosierdzia! Księdza Rekolekcjonistę oraz nas samych polecajmy Duchowi Świętemu! A owocem ducha jest między innymi radość!

Krystyna Kajdan

Strona 1 z 3

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie