baner kolda

Bez kategorii

Duch Prawdy doprowadzi was do całej prawdy (J 16,13)

Słowo, które rodzi życie.

Pięćdziesiątnica: święto Ducha Świętego, najwspanialszy dar Jezusa Zmartwychwstałego. Duch Święty zostaje obficie wylany na wspólnotę pierwszych wierzących (pierwsze czytanie), jest dany całemu Ciału Kościoła i każdemu z osobna (2. czytanie), aby byli wzmocnieni w ich trudnym posłaniu uwalniania świata od zła i odnawiania oblicza ludzkości. Duch Święty nie daje się w egoistyczne posiadanie jednostki, jako radość i wiara wyłącznie osobista: jest On dany do "użytku wspólnego".
Św. Jan sugeruje nam, że misją Ducha Świętego jest dawać świadectwo o Jezusie, do tego stopnia, że nazwano go Duchem Prawdy. Biorąc pod uwagę, że Jezus jest Prawdą, radością napawa świadomość, że Duch Święty prowadzi chrześcijan do tego, by coraz bardziej upodabniali się do Jezusa. Duch Święty pozwala nam zrozumieć, że w Jezusie objawienie Boże osiągnęło pełnię. Duch Święty jest nowym prawem ludu Bożego, chrześcijanina. On jest tym, Który wie, jak przemienić nas w nowe kobiety, w nowych mężczyzn, ofiarowanych królestwu Bożemu, ofiarowanych naszym braciom. Daje nam odwagę i wolność do świadectwa i do głoszenia. To Duch Święty podtrzymuje i broni przed pułapkami. To Duch Święty czyni nas świadomymi naszej kruchej wielkości. To dlatego uwalnia nas od pychy i zarozumiałości. Istnieje Ktoś Inny, który działa przez nas, nawet pomimo naszych ograniczeń”.
Abyśmy mogli się kierować do prawdziwej i głębokiej miłości. Nie miłości, która żywi się słowami, deklaracjami czy obietnicami, ale konkretami, faktami; miłości, która jest rozpoznawalna dzięki owocom, które wytwarza. Dyskretna, ale bezpieczna obecność. Duch Święty sprawi w nas zmiany nie do wyjaśnienia. Świadczą o tym święci, także nasi współcześni.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.

Módlmy się za siebie wzajemnie

W tygodniu od 20 maja do 26 maja 2018 roku modlimy się za mieszkańców ulicy KLUZIKA. W szczególny sposób pamiętamy o chorych, cierpiących i wiekiem osłabionych oraz o zmarłych, którzy kiedyś mieszkali przy tej ulicy. Niech nasza modlitwa będzie dla nich źródłem obfitych darów Bożej Opatrzności.

Rozpocząć od zera

Życie, które rodzi słowo.

Gdy byłem jeszcze dzieckiem, ojciec nas zostawił. Mama popadła w mocną depresję i zaczęła pić. Wychowywała mnie babcia ze strony mamy. Kiedy moja mama zmarła, byłem w wieku dojrzewania i zrodziła się we mnie chęć zemsty. Potem poznałem dziewczynę, która wprowadziła mnie do swojej wspólnoty parafialnej. Dzięki tym osobom powoli odkryłem Boga, życie wewnętrzne, odnajdując pokój i równowagę. Kiedy się pobraliśmy, mogłem powiedzieć, że ta wspólnota była moją rodziną.
Pewnego dnia do miejsca, gdzie pracuję, przyszedł pewien mężczyzna i przedstawił się jako mój ojciec. Był opuszczony i bał się mojej reakcji. Pomimo niespodzianki przyjąłem go ciepło, opowiedziałem o swojej córeczce, która się urodziła i zaprosiłem do domu. Po tygodniu przyszedł ze swoją partnerką. Ja i moja żona przyjęliśmy ich z radością i weselem. Bardziej niż dziadkowie, wydawali się nam jak dwoje adoptowanych dzieci. Od tamtego czasu życie w naszej rodzinie się zmieniło, w ich też. Przeszłość jakby nie istniała, istnieje tylko wola rozpoczęcia wszystkiego od początku.

P.P. – Serbia


EWANGELIA
WG ŚW. JANA
J 15, 26-27; 16, 12-15

Misja Jezusa została dopełniona. Otoczony chwałą Ojca, daje uczniom swego Ducha, posyła do ludzi i wyposaża we władzę odpuszczania grzechów. Chrystusowy pokój umożliwia wyjście z zamknięcia, uwalnia od lęku, wyzwala z ciasnych ograniczeń i odsłania przed nami nowe perspektywy na życie. Jak Duch Święty potrafi ożywić martwe kości, tak może sprawić, że ożyje w nas zaszczepione głęboko w sercu pragnienie Boga i rozpoczniemy nowy etap – pełne radości podążanie za Chrystusem.

Ojciec Święty w Loppiano

10 maja br. w Ojciec Święty Franciszek odwiedził Loppiano, pierwsze z 24 miasteczek Ruchu Focolari istniejących na świecie. W Polsce takim miasteczkiem jest Mariapoli Fiore w Trzciance koło Garwolina, gdzie przez 11 lat służył Dziełu Maryi nasz poprzedni proboszcz ks. Eugeniusz Krasoń. Ta historyczna wizyta papieża była pełna radości i światła. 

Oczekiwana z wielką radością wizyta Ojca Świętego Franciszka w Loppiano rozpoczęła się przywitaniem Gościa przez prezydent Ruchu Focolari, Marię Voce, wiceprezydenta Jesusa Morana oraz biskupa Mario Meiniego, ordynariusza diecezji Fiesole, do której należy Loppiano, na placu, obok salonu Świętego Benedykta, gdzie wylądował helikopter Papieża. Następnie Papież udał się autem do kościoła pod wezwaniem Maryi Matki Boga, gdzie po krótkiej modlitwie złożył kwiaty przed obrazem Maryi. Maria Voce – prezydent Ruchu Focolari skierowała do Ojca Świętego słowa powitania w imieniu członków Ruchu na całym świecie. W krótkich słowach przedstawiła rzeczywistości miasteczka Loppiano, które jest miastem szkołą.
W dalszej części spotkania z mieszkańcami i przybyłymi ponad 7000 tysiącami członków Ruchu, sympatyków i okolicznych mieszkańców, przedstawiciele Loppiano zadali Papieżowi pytania.
Ojciec Święty rozpoczynając swoje wystąpienie, żartował, że ma przygotowanych 14 stron i nie wie czy słuchacze wytrzymają, co wzbudziło głośną owację. Ojciec Święty dał wiele wskazówek, jak rozwijać rzeczywistość tego zamysłu Boga, jakim jest Loppiano. Między innymi wskazał na fragment z Dziejów Apostolskich, który powinien stać się częstą lekturą, pomocną by iść właściwą ścieżką. Za przykładem pierwszych chrześcijan, jak mówił, musimy posiadać wierność kreatywną. Wspomniał o poczuciu humoru, którego miejsce jest obok łaski Bożej i o który trzeba się modlić. „Wy jesteście na początku – mówił Papież Franciszek – aby iść naprzód potrzeba pokory, otwartości, synergii i zdolności do ryzykowania. Żyjemy w czasach zmiany epoki, do tego potrzeba nowych ludzi, odnowionej młodości, wierności korzeniom i otwartości na działanie Ducha Świętego. By słuchać Jego inspiracji trzeba się gromadzić razem i słuchać ludu, kontemplować słowo i kontemplować Lud Boży. Na koniec Ojciec Święty wskazał na Maryję, która była świecką. Zaprosił zebranych do tego by nieustannie być w „szkole Maryi”, zadając sobie pytanie, to zrobiłaby Maryja? Po wspólnej modlitwie „Ojcze nasz” Papież udzielił błogosławieństwa.
Jak budować wspólnotę? – Papież Franciszek do mieszkańców Loppiano
Polecamy dzisiaj słowa Papieża Franciszka skierowane 10 maja do mieszkańców Loppiano. Jest to fragment, w którym Papież daje konkretne wskazówki jak budować wspólnotę, są więc adresowane do każdego z nas, bo jako parafia także stanowimy wspólnotę, a nawet rodzinę rodzin! Czytając spróbujmy zamienić słowo Loppiano na Brynów i wsłuchujmy się w głos Ducha Świętego w naszym sercu. Zrodzi się piękna refleksja!
Przemówienie Ojca Świętego
Drodzy Bracia Biskupi, przedstawiciele władz i wy wszyscy.
Dziękuję za wasze przyjęcie! Pozdrawiam każdego z was i dziękuję Marii Voce za to wprowadzenie… takie jasne, wszystko było bardzo jasne! Widać, że ma jasne idee! Pragnąłem tu przyjechać również dlatego, że jak podkreślała jego inicjatorka służebnica Boża Chiara Lubich, [Loppiano] chce być obrazem misji dzisiejszego Kościoła jaką ukazał Sobór Watykański II. Cieszę się, że mogę z wami porozmawiać, aby coraz lepiej zrozumieć, wsłuchując się w zamysł Boga, „projekt Loppiano” w służbie nowego etapu świadczenia i głoszenia Ewangelii Jezusa, do czego Duch Święty dzisiaj nas wzywa (…).
Pierwsze pytanie
Ojcze Święty, dzień dobry. Przed chwilą Maria Voce mówiła o prawie Loppiano, [którym jest]: miłość wzajemna, ewangeliczne nowe przykazanie. W tych latach żyliśmy tym na serio i staraliśmy się, aby nie było to tylko zobowiązanie osobiste, ale wspólnotowe, nas wszystkich. Aby to zobowiązanie do życia miłością wzajemną stanowiło fundament Loppiano. Na tyle to było ważne, że już w roku 1980, a zatem wiele lat temu, kiedy byliśmy młodsi – było wówczas wiele osób i niektórzy są dzisiaj tutaj – Chiara zaproponowała nam, by zawrzeć prawdziwy pakt: spisać to zobowiązanie i podpisać się. Ten pakt odnawiamy każdego dnia i proponujemy go osobom, które tu przyjeżdżają, nawet jeśli przyjeżdżają tylko na jeden dzień, ale jedynie w ten sposób można zostać obywatelem Loppiano.
Ojcze Święty, życie nowym przykazaniem jest punktem wyjścia naszego chrześcijańskiego życia i jest również punktem dojścia: celem, do którego dążymy.
Po okresie założycielskim, przeżytym z Chiarą, obecnie przeżywamy nowy etap. Może dla niektórych minął już okres entuzjazmu. Z pewnością trudniej jest odkryć drogi, którymi mamy iść, aby wcielić proroctwo początków. Ojcze Święty jak mamy przeżywać ten moment?
Papież Franciszek
Pierwsze pytanie zadajecie mi wy, „pionierzy” Loppiano, którzy jako pierwsi, ponad 50 lat temu i potem w kolejnych latach, podjęliście tę przygodę, pozostawiając wasze ziemie, wasze domy i wasze miejsca pracy, aby przyjechać tutaj, poświęcając życie i realizując to marzenie. Przede wszystkim dziękuję, dziękuję za to, co zrobiliście, dziękuję za waszą wiarę w Jezusa! To On uczynił ten cud, a wy uwierzyliście. Wiara sprawia, że Jezus działa. Wiara czyni cuda, ponieważ pozostawia miejsce Jezusowi, a On dokonuje jednego cudu po drugim. Takie jest życie! Chciałbym się zwrócić do was „pionierów” i do wszystkich mieszkańców Loppiano słowami Listu do Hebrajczyków skierowanymi do wspólnoty chrześcijańskiej, która przeżywała podobny do waszego etap swojej drogi. W Liście do Hebrajczyków jest napisane: „Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedyście to po oświeceniu wytrzymali wielką nawałę cierpień (…). Albowiem (…) z radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwającą. Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej – waszej parezji, mówi – która ma wielką zapłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości – hypomoné (używa tutaj słowa, które oznacza nieść ciężar każdego dnia) – abyście spełniając wolę Bożą, dostąpili obietnicy” (Hbr 10,32-36). Są to dwa słowa-klucze, ale w kontekście pamięci. Ten „deuteronomiczny” wymiar życia: pamięć. Kiedy, nie tylko chrześcijanin, ale jakiś mężczyzna czy kobieta, zamyka na klucz swoją pamięć, zaczyna umierać. A zatem, pamięć. Jak pisze autor Listu do Hebrajczyków: „Przypomnijcie sobie dawniejsze dni…”. Mając umocowanie w pamięci, można żyć, można oddychać, można iść do przodu i wydawać owoce. Jeśli zagubisz pamięć… Drzewo przynosi owoce, ponieważ ma korzenie, nie jest wyrwane. Jeśli zagubisz pamięć, stajesz się wykorzeniony i nie przyniesiesz owoców. Pamięć stanowi ramy życia. Oto dwa słowa-klucze na drodze wspólnoty chrześcijańskiej, zawarte w tym tekście: parezja i hypomoné. Odwaga, otwartość i znoszenie, wytrwałość, dźwiganie na ramionach ciężarów każdego dnia.
Parezja, w Nowym Testamencie, wyraża styl życia uczniów Jezusa: odwagę i szczerość w dawaniu świadectwa prawdzie, a jednocześnie ufność w Bogu i Jego miłosierdziu. Również modlitwa musi cechować się parezją. Mówić do Boga wprost, odważnie. Przypomnijcie sobie, jak się modlił nasz ojciec Abraham, kiedy miał odwagę prosić Boga i „targować się” o liczbę sprawiedliwych w Sodomie: „A jeśli byłoby trzydziestu? A jeśli byłoby dwudziestu pięciu? A gdyby było piętnastu?” Odwaga, by walczyć z Bogiem! A odwaga Mojżesza, wielkiego przyjaciela Boga, który powiedział ostro: „Jeśli zniszczysz ten lud, to mnie również zniszcz”. Odwaga. Walczyć z Bogiem podczas modlitwy. Potrzeba parezji, parezji w życiu, w działaniu, a także w modlitwie. Parezja wyraża podstawowe cechy w życiu chrześcijańskim: serce zwrócone do Boga, wiarę w Jego miłość (por. 1J 4,16), gdyż Jego miłość pomaga usunąć wszystkie fałszywe lęki, wszelką pokusę, aby ukryć się w życiu spokojnym, konformizmie czy nawet w subtelnej hipokryzji. Są to zagrożenia, które niszczą duszę. Trzeba prosić Ducha Świętego o szczerość, o odwagę, o parezję – zawsze połączoną z szacunkiem i czułością – w świadczeniu o wielkich i pięknych dziełach, których Bóg dokonuje w nas i pomiędzy nami. Również jeśli chodzi o relacje wewnątrz wspólnoty, musimy być zawsze szczerzy, otwarci, wolni, nie lękliwi, leniwi czy obłudni. Trzeba być otwartym. Nie stać z boku i siać niezgodę, szemrać. Trzeba zrobić wszystko, by żyć jako szczerzy i odważni uczniowie w miłości i prawdzie. Sianie niezgody – wiecie o tym – niszczy Kościół, niszczy wspólnotę, niszczy życie, gdyż zatruwa również ciebie. A ci, którzy stale paplają, którzy stale szemrają o innych… ja ich nazywam, bo tak to widzę, terrorystami, gdyż plotkują. Ten, kto plotkuje o innych, aby ich zniszczyć, jest jak terrorysta: niesie bombę, rzuca ją, niszczy, a potem spokojnie odchodzi. Nie. Otwarci, budujący, odważni w miłości.
Kolejne słowo to hypomoné, które możemy przetłumaczyć jako uległość, wytrwałość. Trwać i uczyć się przeżywać trudne sytuacje, jakie niesie życie. Apostoł Paweł poprzez to słowo wyraża niezłomność i stałość w wyborze Boga i nowego życia w Chrystusie. Chodzi o podtrzymywanie tego wyboru w sposób zdecydowany, nawet kosztem trudności i sprzeciwów, wiedząc że ta stałość, stanowczość i cierpliwość dają nadzieję. Tak mówi św. Paweł. „A nadzieja zawieść nie może” (por. Rz 5,3-5). Wbijcie to sobie do głowy: nadzieja zawieść nie może! Nie może zawieść! Dla Apostoła fundamentem wytrwałości jest miłość Boża rozlana w sercach naszych przez dar Ducha Świętego. Miłość, która nas poprzedza i pozwala nam żyć z determinacją, spokojem, pozytywnym myśleniem, wyobraźnią… a także z odrobiną poczucia humoru, nawet w najtrudniejszych chwilach. Proście o łaskę poczucia humoru. Jest to zachowanie ludzkie, które jest najbliższe łasce Bożej. Poczucie humoru. Znałem świętego księdza, niezwykle zajętego; robił to i tamto, ale nigdy nie przestawał się uśmiechać. A ponieważ miał poczucie humoru, to ci którzy go znali mówili o nim: „On potrafi śmiać się z innych, śmiać się z siebie samego, a nawet z własnego cienia!”. To się nazywa poczucie humoru! List do Hebrajczyków ponadto zachęca do „przypominania sobie dawniejszych dni”, czyli do rozpalania na nowo w sercu i myślach ognia tego doświadczenia, od którego wszystko się zrodziło.
Chiara Lubich poczuła przynaglenie od Boga, aby założyć Loppiano – a następnie kolejne miasteczka, które powstały w różnych częściach świata – podziwiając pewnego dnia opactwo benedyktynów w Einsiedeln, gdzie znajdował się kościół i klasztor mnichów, ale także biblioteka, stolarnia, pola… W opactwie Bóg stanowi centrum życia, w modlitwie i celebracji Eucharystii, z których wypływa i karmi się braterstwo, praca, kultura, promieniowanie pośród ludzi światła i społecznej mocy Ewangelii. W ten sposób Chiara została pobudzona do stworzenia czegoś podobnego, w nowej i nowoczesnej formie, w harmonii z Soborem Watykańskim II, wychodząc z charyzmatu jedności: modelu nowego miasta w duchu Ewangelii. Miasta, w którym przede wszystkim ukazuje się piękno ludu Bożego poprzez bogactwo i różnorodność jego członków, poprzez różne powołania, dzieła społeczne i kulturowe, każdy w dialogu i w służbie wszystkich. Miasta, którego sercem jest Eucharystia, będąca źródłem jedności i życia nieustannie nowego, ukazującego się oczom odwiedzających także w swoich szatach świeckich i powszednich jako integrujące i otwarte: z pracą na ziemi, działalnością gospodarczą i przemysłową, szkołami formacyjnymi, domami dla gości i dla osób starszych, pracowniami artystycznymi, zespołami muzycznymi, nowoczesnymi środkami komunikacji… Rodzina, w której wszyscy uznają się za dzieci jednego Ojca i z zaangażowaniem żyją pomiędzy sobą i wobec innych przykazaniem miłości wzajemnej. Nie dlatego, by w spokoju stronić od świata, ale żeby wyjść na spotkanie innych, aby zatroszczyć się [o innych], aby pełnymi garściami wnosić ewangeliczny zaczyn w tkankę społeczną, przede wszystkim tam, gdzie tego najbardziej potrzeba, gdzie ewangeliczna radość jest wyczekiwana i przyzywana: w ubóstwie, w cierpieniu, w próbach, w poszukiwaniu, w wątpliwościach.
Charyzmat jedności jest opatrznościowym bodźcem i ogromną pomocą w życiu ewangeliczną mistyką „my” czyli wspólnego tworzenia historii ludzi naszych czasów, mając „jedno serce i jednego ducha” (por. Dz 4,32), poznając się i konkretnie kochając, gdyż „jesteśmy nawzajem dla siebie członkami” (por. Rz 12,5). Dlatego Jezus modlił się do Ojca: „Aby wszyscy byli jedno jak Ja i Ty jedno jesteśmy” (J 17,21) i ukazał nam w sobie samym drogę do całkowitego oddania wszystkiego w zupełnym ogołoceniu na krzyżu (por. Mk 15,34; Flp 2,6-8). To jest duchowość „my”. Możecie dla żartu przeprowadzić na sobie, albo na innych taki test. Pewien ksiądz, który tu jest obecny – trochę ukryty – zrobił go na mnie. Powiedział: „Proszę mi powiedzieć, ojcze, co jest przeciwieństwem «ja»?”. Wpadłem w pułapkę, bo natychmiast odpowiedziałem: „ty”. A on na to: „Nie, przeciwieństwem każdego indywidualizmu, czy to mojego czy twojego jest «my». Przeciwieństwem jest «my»”. To jest duchowość „my”, którą wy musicie szerzyć, która nas uwalnia od każdego [przejawu] egoizmu i każdego działania egoistycznego. Duchowość „my”.
Nie jest to jedynie fakt duchowy, ale konkretna rzeczywistość z niezwykłymi konsekwencjami – jeśli przeżywamy i rozwijamy autentycznie i odważnie jej różne wymiary – społeczne, kulturowe, polityczne, ekonomiczne… Jezus odkupił nie tylko pojedynczego człowieka, ale także relacje społeczne (por. Evangelii gaudium, 178). Wziąć na poważnie ten fakt oznacza nadać nowe oblicze miastu ludzi według Bożego zamysłu miłości. Loppiano jest powołane, aby tym być. I może starać się z ufnością i realizmem, być nim coraz bardziej. To jest niezbędne. I stąd zawsze musimy zaczynać od nowa. To jest odpowiedź na pierwsze pytanie: zaczynać od nowa, ale od tej rzeczywistości, która jest żywa. Nie od teorii, nie! Od rzeczywistości, z tego jak się żyje. A kiedy przeżywamy rzeczywistość w sposób autentyczny, ona staje się ogniwem w łańcuchu, który pomaga nam iść naprzód.

Źródło: www.focolare.org/polska/

Życzenia dla dzieci wczesnokomunijnych

Dzisiaj nasza Wspólnota Parafialna szczególnie gorąco będzie się modlić za Polę Błaż, za Kingę Łomozik, za Eryka i Franciszka Manderla, za Franciszka Sagan oraz za Łucję Zbylut. Dzieci te przystąpią do Wczesnej Komunii Świętej.

KOCHANE DZIECI WCZESNOKOMUNIJNE!

Uroczysty dzień Waszej Wczesnej Komunii Świętej przypada w miesiącu, w którym tradycyjnie od jedenastu już lat organizowane jest w naszej archidiecezji – Metropolitalne Święto Rodziny - obchodzone w tym roku pod hasłem „Rodzina - Radość miłości”. Ta radość miłości przeżywana dzisiaj w Waszych rodzinach jest także radością każdego i każdej z nas – całej naszej wspólnoty parafialnej. Gdy przyjmiecie już Pana Jezusa do swego serca i pokłonicie się Maryi – Jego Matce, wyznajcie Jej szczerze:

Najświętsza Maryjo, Mamusiu Jezusa, my do Twoich dłoni tulimy się dzisiaj. Chcemy Ci powiedzieć o wielkiej radości: - Jezus po raz pierwszy w sercach naszych gości. I chcemy Cię prosić na każdą godzinę: - Pomóż nam w przyjaźni z Twoim wytrwać Synem!

Z życzeniami i darem modlitwy
Ksiądz Proboszcz Jarosław Paszkot
Ks. Janusz Wilczek
Ks. Łukasz Walaszek
Siostra Edyta SSND
Redakcja, Goście i Współparafianie

Modlitwa przed egzaminem dla maturzystów i nie tylko...

Boże, bądź ze mną i pomóż mi, abym dał z siebie wszystko. Daj mi jasność umysłu i uczciwość serca. Jeśli przekonam się, że są rzeczy, których nie znam, nie pozwól mi się denerwować, ani okłamywać... Daj mi szansę, bym mógł powiedzieć to, co wiem. Niech pamiętam to wszystko, nad czym tak ciężko pracowałem, a jeśli muszę się przyznać, że byłem w czymś leniwy, daj mi stanowczość, bym w przyszłości pracował lepiej. I czy potrafię, czy nie - pomóż mi wyrazić to wszystko, co wiem. Daj mi, aby to, czego się nauczyłem pozostało we mnie na zawsze przez Jezusa Chrystusa mojego Pana. Amen.

To wam przykazuję: abyście się wzajemnie miłowali (J 15,17)

Słowo, które rodzi życie.

Również w tę niedzielę powraca zaproszenie do trwania w miłości Chrystusa poprzez przestrzeganie przykazań, a zwłaszcza przykazania wzajemnej miłości. Odpowiedź człowieka dawana Bogu oraz jego postawa wobec bliźnich mogą się wzorować jedynie na zachowaniu samego Boga i Jezusa, to znaczy, że mogą być odpowiedzią i postawą podyktowaną wyłącznie miłością. Tylko ten narodził się z Boga i zna Boga, to znaczy jest w komunii z Nim, kto kocha (drugie czytanie).
Takie jest właśnie przykazanie Chrystusa: abyście się wzajemnie miłowali (werset 17). Możesz być jego przyjacielem tylko wtedy, gdy robisz to, co on nakazuje (werset 14); trwa się w Jego miłości, gdy przestrzega się Jego przykazań (w. 10). Tak jak Jezus okazał się Synem Bożym w swym całkowitym darze dla człowieka, darze podyktowanym miłością do Ojca i do nas, tak też i my musimy zdać sobie sprawę, że jesteśmy w prawdziwej relacji z Bogiem i Jezusem Chrystusem, nie tylko poprzez modlitwę i celebracje liturgiczne, ale także zaangażowanie w sprawy bliźnich.
Oczywiście, kiedy używamy słowa "miłość", możemy myśleć o tysiącu rzeczy. Słowo Boże tej niedzieli mówi nam o tym w bardzo konkretny sposób. Przedstawia nam je jako solidarność, jako braterstwo, jako dar, jako poznanie i słuchanie. Precyzyjne i jasne postawy sprawiają, że miłość jest autentyczna. To wspaniałe, że ewangelista Jan odkrył prawdziwe oblicze Boga w poświęceniu Chrystusa dla człowieka. Dzisiejszy świat będzie mógł odkryć, kim jest Bóg, poprzez świadectwo miłości i poświęcenia, które chrześcijanie będą potrafili dać.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.

Módlmy się za siebie wzajemnie

W tygodniu od 06 maja do 12 maja 2018 roku modlimy się za mieszkańców ulicy KĘPOWEJ. W sposób szczególny pamiętamy o chorych i przeżywających jakiekolwiek trudności. Niech nasza modlitwa będzie dla nich źródłem obfitych łask i darów Bożej Opatrzności.

Pochylmy się nad Słowem Życia

Wyjątkowo nie w poniedziałek, a w najbliższą środę – 9 maja br. o godz. 19.00 zapraszamy na spotkanie grupy Słowa Życia Ruchu Focolari, na które bardzo serdecznie wszystkich chętnych zapraszamy!

 ŚWIADECTWO MIŁOŚCI

Życie, które rodzi słowo

Od kilku lat, z naszym chórem „Kropla”, pełnimy piękną posługę oprawy muzycznej Mszy św. w Domu Opieki, gdzie służę też jako fryzjerka. Gdy po raz pierwszy to zaproponowałam, tak dyrektorka, jak i pozostali opiekunowie i animatorzy przyjęli tę propozycję z wielką radością. Tak więc rozpoczął się szereg spotkań i doświadczeń. Każda Msza św., na której możemy być obecni, przynosi wszystkim wielką radość. Mieszkańcy domu bardzo aktywnie uczestniczą we Mszy i śpiewają razem z nami; ksiądz, który celebruje, zawsze podkreśla naszą posługę i wychwala piękno śpiewu podczas Mszy św.
Zdarza mi się często słyszeć zarówno od animatorów, jak i niektórych seniorów pytanie, kiedy będziemy znowu. Przy każdym spotkaniu, mówimy sobie, że nie jest ważne, jak profesjonalni będziemy. Wierzymy mocno, że nasza wzajemna miłość dotrze do serc wszystkich, szczególnie do osób starszych - mieszkańców tego domu, którzy mimo wielu trudności będą mogli żyć i cieszyć się jednością.

Roza - Wenecja


Ewangelia wg św. Jana

J 15, 9-17

Miłować jak Jezus... to wydaje się niemożliwe. Nigdy nie dorównamy Panu, lecz ku temu ideałowi mamy zmierzać. Aby trwać w miłości, konieczne jest zachowywanie przykazań. Dopiero gdy człowiek wejdzie na tę drogę i zasmakuje, czym jest prawdziwa miłość, już nigdy nie będzie chciał z tej drogi zejść. Naszym przeznaczeniem jest wydawanie dobrych owoców. Dlatego trzeba „wyjść” ku drugiemu człowiekowi i otworzyć się na wzajemność.

Pożegnanie śp. ks. Andrzeja Cubera

Jak już zostaliśmy poinformowani w ubiegłą niedzielę – 25 kwietnia br. w święto św. Marka Ewangelisty – po długiej i ciężkiej chorobie odszedł do Pana nasz były wikary ks. Andrzej Cuber. Przeżył 57 lat. Jego pogrzeb odbył się w poniedziałek 30 kwietnia br. o godz. 15.00; został pochowany w grobie obok kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Chorzowie-Batorym, gdzie od 12 lat był proboszczem. Jego mogiłę pokrył kobierzec z ogromnej ilości białych róż i wieńców, a na pogrzeb przybyło kilkadziesiąt kapłanów oraz tłumy wiernych i przyjaciół. Była również spora grupa z naszej parafii oraz „nasi” proboszczowie: poprzedni ks. Eugeniusz Krasoń i obecny ks. Jarosław Paszkot. Na stronie internetowej: www.nspjchorzow.pl są zamieszczone linki do kilku fotorelacji z tych uroczystości pogrzebowych; w sumie można zobaczyć prawie kilkaset zdjęć. Polecam!
Mszy św. pogrzebowej przewodniczył arcybiskup katowicki Wiktor Skworc, a homilię wygłosił ks. Łukasz Gaweł, proboszcz parafii katedralnej w Katowicach. W ciepłych słowach pełnych wdzięczności wspominał, że ks. Andrzej Cuber był cenionym kapłanem i rekolekcjonistą używającym współczesnych środków wyrazu. My w Brynowie także pamiętamy te mądre i pobudzające do refleksji kazania. Posługiwał u nas w latach 1995-2001. W tym czasie przeżyliśmy wspólnie z nim Misje Święte w 1996 roku, peregrynację Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w 1997 roku, tragiczną śmierć śp. ks. Marka Targiela, jubileuszowy Rok 2000 i trzyletnie przygotowania do niego oraz niezapomniane pielgrzymki do wielu świętych miejsc. Gdy odszedł od nas do parafii Opatrzności Bożej na Zawodziu nasz ówczesny proboszcz ks. Eugeniusz Krasoń tak mu dziękował na łamach sierpniowej gazetki: „Nie sposób słowami wypowiedzieć uczuć wdzięczności za wielkie zaangażowanie, za mądre kształtowanie sumień i postaw zarówno na ambonie jak i w szkole, na spotkaniach z grupami i w konfesjonale... Bóg zapłać! Tylko Bóg, który „zna serca” i Ty sam, Księże Andrzeju, wiesz ile „trzeba cierpieć i ile kochać”, by pracować z takim poświęceniem i artyzmem dla Królestwa Bożego. Niech Jezus nadal będzie „Twoim wszystko”! Niech będzie Twoją radością i Twoją nagrodą!” Ks. Andrzej pożegnał się z nami już 8 lipca 2001 roku wygłaszając homilię, którą na moją prośbę udostępnił mi kilka miesięcy później. Zachowałam ją i dzisiaj możemy ją przeczytać. Jest ciągle aktualna! Kiedyś u nas w czasie majowego nabożeństwa wspomniał, że przynosimy do Maryi kwiaty, ale on chciałby kiedyś stanąć u Jej stóp z koszem dobrych uczynków i nas do tego także zachęcał. Los sprawił, że odszedł do Pana pod koniec kwietnia, aby ten najpiękniejszy miesiąc maj poświęcony Maryi przeżywać już razem z Nią. Któż z nas nie pamięta słów często śpiewanej przez niego pieśni:
Najpiękniejszy miesiąc maj Twoim, Matko, jest od lat
Najpiękniejszy miesiąc maj, gdy Cię wielbi cały świat
Każde serce w taki czas chce dla Ciebie tylko bić,
Każde serce w taki czas chce dla Ciebie tylko żyć.
Boś Ty Matko zawsze w maju taka żywa,
Boś tak bliska, taka polska i prawdziwa,
Błogosławisz, wznosisz dłonie nad polami
Jesteś w słońcu, jesteś w kwiatach, jesteś z nami.
Gdy spotkałam kiedyś ks. Andrzeja powiedział mi, że wspomina nasz Brynów ciepło, serdecznie i z ogromną wdzięcznością. „Nie jest to jednak nostalgia, ból, czy też tęsknota jak u dziecka, bo to nie byłoby po chrześcijańsku. Wspominam tę przeszłość – mówił do mnie - raczej jako życzliwą pamięć, bo właśnie dzięki ludziom mieszkającym w Brynowie w jakiś sposób odkryłem i zrozumiałem czym jest kapłaństwo – a jest to wielka tajemnica! Wydoroślałem jako mężczyzna, bo spędziłem tam lata trzydzieste swojego życia; dojrzałem też jako chrześcijanin. Mam więc teraz w sercu jedno słowo: wdzięczność! I Bogu dziękuję, że był taki okres w moim życiu! Teraz jest inna wola Boża, przed którą pragnę stanąć i w imię tej nowej woli Bożej zostawić to, co było...”. Tej woli Bożej szukał nieustannie, a objawiała się w różnych znakach. Gdy został proboszczem w parafii NSPJ w Chorzowie-Batorym cieszył się, bo jego rodzinna parafia w Rogowie jest także pod tym samym wezwaniem. I dodawał, że był czwartym dzieckiem swoich rodziców, a teraz jest czwartym z kolei proboszczem swej obecnej parafii, której poświęcił się z całym oddaniem i sercem. Nawiązał do tego nawet arcybiskup Wiktor Skworc w swej mowie pożegnalnej mówiąc, że kiedy jest się proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, to nie można być bez serca. Za to wielkie zaangażowanie dla parafii we wzruszający sposób swemu Proboszczowi podziękowała p. Małgorzata Piechoczek z Duszpasterskiej Rady Parafialnej. Mam nadzieję, że i my – Brynowianie - zachowamy ks. Andrzeja Cubera we wdzięcznej pamięci. Pamiętajmy o nim w naszych modlitwach. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a Światłość wiekuista niechaj mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.
Krystyna Kajdan
Pożegnalne kazanie ks. Andrzeja Cubera wygłoszone w Brynowie 8 lipca 2001 roku

Pamiętam, kiedyś jako mały chłopiec biegłem z płaczem do domu. Dziadek objął mnie czule i tulił w ramionach, a ja nie przestawałem zanosić się płaczem i dalej szlochałem. Dziadek pieścił mnie, starał się uspokoić i zadawał mi pytania: - Ktoś Cię uderzył? - zaprzeczyłem kiwnięciem głowy. - Zabrał Ci coś? - Nie. - Więc co Ci się stało? - dalej wypytywał, powolnie, ze spokojem głaszcząc mnie po głowie. A ja pociągałem nosem i zacząłem opowiadać... Bawiliśmy się w chowanego. Ja się schowałem za szafą, stałem tam i czekałem, ale nikt nie przychodził... Wreszcie wyszedłem z kryjówki i zobaczyłem, że zabawa już skończona. Wszyscy poszli do domu i nikt nie przyszedł, aby mnie odszukać i odnaleźć. Dziadek tuląc mnie wyciszał mój płacz i dodał, uśmiechając się: - Wiesz co, schowaj się jeszcze raz, a na pewno tym razem ktoś Cię odnajdzie. I rzeczywiście, odnalazł mnie Ktoś wielki! Spojrzał na mnie łaskawie, wybrał mnie, umiłował, namaścił i posłał! I niewiele z tego rozumiem. Bez przerwy zadają mi pytanie: - Dlaczego zostałeś księdzem? A ja właściwie nie umiem na to odpowiedzieć. Po prostu: znalazł mnie, odnalazł mnie... A ja nie chciałem, robiłem wszystko, aby tak nie było... bo dobrze się schowałem! Szukałem swoich dróg. On to sprawił i wszystko jest Jego łaską! U każdego z nas było podobnie, albo tak samo jak u tych siedemdziesięciu dwóch z dzisiejszej Ewangelii (Łk 10, 1-12, 17-20).
Co to jest? Ksiądz Jan Twardowski odpowie prosto i zwyczajnie, jak zawsze: zakochani od pierwszego wejrzenia. A jak będzie z Tobą? A jeśli inaczej? To nic, nie martw się, Pan Bóg czasem potrafi inaczej: z konia zwalić pod Damaszkiem i powiedzieć: - Szawle, Szawle, dlaczego Ty mnie prześladujesz? Kim Ty jesteś Panie, co do mnie mówisz? Ja jestem Chrystus, którego ty prześladujesz. - Co mam czynić? Idź na ulicę Prostą, a potem wszystko jest już jasne. I zostajesz posłany z zapewnieniem: - Nie bój się – jestem z Tobą. Owszem, wielu Cię ukocha, ale tylko Ja umiłuję Cię aż do końca – takim jakim jesteś. A znam Cię najlepiej, dlatego najlepiej mogę Cię kochać. Dlatego idź, posyłam Cię naprzeciw państwom i księstwom. Będziesz wyrywał, ale i sadził; będziesz burzył, ale musisz i budować. Nie bój się! I tak zostałem posłany i do Was, a było to sześc lat temu. Czas zapytać mojego Mistrza - bo dobry to czas - o lata przeżyte pośród Was – o miniony czas... Poszedłem, a ze mną byli dwaj inni. Stary Mistrz kazał nam usiąść wokoło siebie, gdyż wiek Mu nie pozwalał na podniesienie się z miejsca. Każdy z nas rozpoczął opowiadanie swojej historii. Ja, rozpoczął pierwszy z nas – głosem pełnym dumy – wydłużyłem nazwisko o tytuł, napisałem książki i przyczyniłem się do sprzedania tysięcy ich kopii. - To znaczy, że zapełniłeś świat papierem, który rychło stanie się makulaturą – powiedział spokojnie Mistrz. Ja – powiedział drugi z nas – wygłaszałem kazania w tysiącach miejsc, dla tysięcy wiernych. Nawet nazwali mnie Złotoustym. To znaczy, że wypełniłeś świat tylko słowami – odpowiedział Mistrz. W końcu przemówił trzeci z nas: - A ja przyniosłem Ci tylko tę poduszkę, abyś mógł na niej kłaść swoje stare, chore, obolałe nogi – powiedział trzeci, a Mistrz odrzekł: - Tylko Ty odszukałeś Boga! - A Ty kochany Słuchaczu, czy wiesz, którym byłem uczniem i jakie usłyszałem słowa od mojego Mistrza? Sam zastanawiam się i będę się jeszcze długo zastanawiał... Czy przez ten czas – sześciu długich lat – odszukałem Boga i podarowałem Go każdemu z Was? A wiem, że można to uczynić tylko przez miłość, choć miłość niejedno ma imię. Jednego jestem jednak pewien: pokoju, który pozostanie pośród Was, bo mieszka tu człowiek godny pokoju. Ta parafia godna jest pokoju! Kiedy byłem z Wami, niczego mi nie brakowało, we wszystko obfitowałem. Były to lata szczęśliwe! Tak wiele Wam zawdzięczam, tak wiele wdzięczności noszę w moim sercu! Każdy z Was był dla mnie najwspanialszą książką – bestsellerem. Czytałem, studiowałem, poznawałem, uczyłem się rozumieć - nisko pochylając moje wysokie czoło. Zaś niektóre stronice z Waszego życia szczególnie pokochałem: kiedy byliście dla mnie Matką, Ojcem, którego już nie mam, Bratem, którego nie mam, Siostrą, bliskim Przyjacielem... Istotnie, mówię Wam, przybliżyło się do Was Królestwo Boże. I pozostały głębokie więzy. A muszę Wam powiedzieć, że są one silniejsze od więzów krwi i ciała. Jesteście wspaniałym Bożym sadem, w którym owocują dorodne owoce. Z jednej strony – bez nadmiernej dewocji i fanatyzmu – uniesień duchowych bez pokrycia, a z drugiej strony – z wiarą dojrzałą, nie na pokaz, pogłębioną intelektualnie. Doświadczyłem tutaj w Brynowie rozległego horyzontu chrześcijańskiego piękna – od modlitwy, uczciwej i wielkiej pracy, przez kulturę intelektualną i logikę serca. Wierzę, że takie właśnie chrześcijaństwo będzie fascynowało i przyciągało osoby poszukujące Prawdy, ewangelicznego Dobra i radosnego życia. Dzisiaj, kiedy rodzi się ukryta tęsknota za tym, co powoli odchodzi, z czym będę musiał się pożegnać – z jednym się śpieszę, z jednym chciałbym zdążyć. Niech pomoże mi to wyrazić mój ulubiony poeta ksiądz Jan Twardowski:

„Śpieszmy się kochać ludzi
tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
kiedy myślimy o kimś
zostając bez niego
kochamy wciąż za mało
i stale za późno.
Śpieszmy się kochać ludzi
tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą
nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią
czy ostatnia pierwszą.

Ja jestem dobrym pasterzem (J 10,14)

Słowo, które rodzi życie.

Dzisiejsza liturgia prezentuje Jezusa jako „dobrego pasterza”, który w każdej chwili jest gotowy oddać życie za swoje owce, w odróżnieniu od wszystkich innych – prostych handlarzy, którzy patrzą tylko na siebie (Ewangelia). Dlatego “nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (pierwsze czytanie). Dzięki Niemu, już od teraz jesteśmy dziećmi Bożymi, nawet jeśli „jeszcze się nie ujawniło, kim będziemy” (drugie czytanie).
Jan Ewangelista w centrum tego przedstawienia umiejscawia dar życia. Jezus, w odróżnieniu od wszystkich innych, którzy siebie nazywają nauczycielami, ma na celu nie własne zbawienie, lecz zbawienie wszystkich innych. Dla ich odkupienia angażuje się całym sobą. Wyznacza kryterium, dzięki któremu rozgranicza prawdziwych i fałszywych pasterzy: uczynność względem innych. Dobry pasterz przyjmuje swoje przeznaczenie w sposób wolny, nieuwarunkowany modą czy chwilowymi uniesieniami. Jego działalność nie ogranicza się do bliskich i lubianych osób: on chce dotrzeć do wszystkich.
Dzięki Łasce, jesteśmy wezwani do stawania się członkami wspólnoty Jezusa, dobrego pasterza. Będziemy się nimi stawać na tyle, na ile nasze życie będzie „uświęcone”, „darowane”, „oddane”. W tygodniu, który się zaczyna, spróbujmy być darem dla tych, których spotykamy. Święta Maria Teresa z Kalkuty przypominała nam, że nasze bycie chrześcijanami można podsumować w dwóch krótkich słowach: „(…) Mnieście uczynili”. Być darem, ponieważ czym innym jest obecność Jezusa i czym innym to, co ja - świadomie lub nie - robię dla bliźniego. Jezus uważa to za „uczynione sobie”.

Komentarz pod redakcja Giovanniego C.

Módlmy się za siebie wzajemnie

W tygodniu od 22 kwietnia o 28 kwietnia 2018 roku modlimy się za mieszkańców ulicy KALINOWSKIEGO. W szczególny sposób pamiętamy o chorych i przeżywających jakiekolwiek trudności oraz o zmarłych, którzy kiedyś mieszkali przy tej ulicy. Niech nasza modlitwa będzie dla nich źródłem wiary, nadziei i miłości.

NADCHODZI ODPOWIEDŹ PANA

Życie, które rodzi słowo.
Pewnego dnia znalazłem w konfesjonale paczkę ze wskazanym adresatem. Paczka była otwarta i nie pozostawiała złudzeń co do swojej zawartości. Dostarczyłem ją tak szybko, jak tylko mogłem. Kiedy stanąłem przed domem adresata, uświadomiłem sobie, do kogo trafiłem: jakiś czas temu wdałem się w „burzliwą dyskusję” z pewną kobietą, która oskarżyła mnie o odmowę udzielenia sakramentu jej mężowi. Najpierw w ogóle nie wiedziałem, do jakiej sytuacji się odnosi, a kiedy już zdałem sobie z tego sprawę, było za późno na wyjaśnienia.
Niemniej, postanowiłem wejść i dostarczyć paczkę. Niedowierzanie i radość: okazało się, że paczka zawierała przedmiot skradziony 15 lat temu ojcu tej kobiety. Zostałem zaproszony do środka. Nadarzyła się też okazja, by wyjaśnić stare niedomówienia. Kobieta przeprosiła za swoje zachowanie i zaoferowała kolację. Nie mogłem wtedy zostać, ale umówiliśmy się na inny termin.
Tak bardzo modliłem się o to pojednanie… Bóg przychodzi wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

Ksiądz


Ewangelia wg św. Jana
J 10, 11-18

Jezus oddał swoje życie dla naszego zbawienia, ponieważ tego pragnął. W pełni zjednoczony z Ojcem, roztoczył opiekę nad człowiekiem, by poprowadzić go do życia wiecznego, jak pasterz prowadzi owce do owczarni, strzegąc je przed wilkiem. Pan Bóg oczekuje współpracy w dziele zbawienia wyłącznie z miłości do Niego i do braci, a nie z przymusu. Służba Bogu w pełnej wolności przynosi prawdziwe, dobre owoce. Jeżeli cokolwiek tracimy, z pewnością odzyskamy to zwielokrotnione.

Strona 3 z 47

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie