Bez kategorii

Ewangelia wg św. Jana J 3, 14-21

W rozmowie z Nikodemem Pan Jezus mówi o nieskończonej miłości Boga do ludzi. On posyła swego Syna, by zbawić świat. Dokona się to przez wywyższenie na krzyżu. Zapowiadał to znak węża na pustyni. Gdy ukąszony przez jadowitego gada patrzył na niego z wiarą, odzyskiwał zdrowie. Tak też teraz wiara w słowa i dzieło Chrystusa prowadzi do życia wiecznego. Kto ją odrzuca, sam zamyka sobie na wieczność drogę do prawdziwego szczęścia.

Bóg posłał Syna, aby przez niego zbawić świat (J 3,17)

Słowo, które rodzi życie.

Całe dzisiejsze przesłanie ujawnia niepokojący kontrast pomiędzy ciemnością i światłem, sądem i zbawieniem. Napięcie staje się dramatyczne w tym fragmencie Ewangelii, ale akcent pada na pozytywny aspekt przesłania: na miłość Boga.
On "tak bardzo umiłował świat, że dał swego jedynego Syna", a zaraz potem: "Bóg posłał na świat swojego Syna, aby świat został przez Niego zbawiony" (J 3, 17). Ale miłość Boga jest "inna" od tego, co my nazywamy miłością, ponieważ nie potrafimy zrozumieć sensu nieodwzajemnionej wierności, sensu miłości gotowej, by zaryzykować wszystko, nawet życia dla ukochanej osoby.
A tak właśnie jest z miłością Boga do nas.
Ale jak zostaliśmy przemienieni łaską Jego Ducha, tak też musi przemieniać naszą miłość do Niego i do bliźnich.
Chrystus jest ryzykowną drogą Boga do nas; wiara jest ryzykiem, które musimy zaakceptować, aby biec w stronę Boga. Kto nie odważy się podjąć tego ryzyka, ten nigdy nie odkryje, co naprawdę znaczy kochać. Kocha się prawdziwie nie słowami, ale życiem, to znaczy wtedy, kiedy mamy odwagę zaryzykować je dla Boga, tak jak Bóg zaryzykował dla nas swojego Syna Jezusa. Czy my potrafimy tak kochać? Czy potrafimy poświadczyć życiem naszą miłość do Boga i do braci?
Wiemy dobrze, że miłość najczęściej składa się z małych konkretnych gestów: jakieś słowo, wysłuchanie kogoś, podzielenie się czymś, przebaczenie; ofiarowanie odrobiny czasu, szklanki wody, wizyty, przyjęcia. Postarajmy się w tym tygodniu, aby te gesty wyszły z naszych serc.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.

Módlmy się za siebie wzajemnie

W tygodniu od 11 marca do 17 marca 2018 roku modlimy się za mieszkańców ulicy DZIĘCIOŁÓW. W szczególny sposób pamiętamy o chorych i cierpiących oraz o zmarłych, którzy kiedyś mieszkali przy tej ulicy. Niech nasza modlitwa będzie dla nich źródłem obfitych łask i darów Bożej Opatrzności.

Można żyć w pokoju

Życie, które rodzi słowo.

Millar nie mógł tego zrozumieć. Christian zawsze prosił o wolne na środę, nigdy w soboty i niedziele, jak inni chłopcy na farmie. Następnie pracował dwa razy dłużej, aby odzyskać stracone godziny. Był niestrudzonym, poważnym i rygorystycznym chłopem. Millar nie żałował, że zaoferował mu tę pracę sześć miesięcy temu. Były tylko te dziwne nieobecności. W końcu Chrystian wyznał mu swoją tajemnicę: „Byłem partyzantem. W wieku 16 lat wziąłem karabin, a następnie
5 stycznia 2008 r. opuściłem Farc (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii) i przystąpiłem do programu reintegracji. Muszę stawiać się na spotkania weryfikacyjne”.
Dla Millara był to cios w serce. Miał jednego z nich w domu. Tak, z nich. Z tych, którzy umieścili miny, na które natknęli się jego dwaj bracia: ich nogi zostały rozerwane na strzępki, a oni skazani na wózek inwalidzki. On jednak był także chrześcijaninem, nieskazitelnym pracownikiem, miłym chłopakiem, pomagającym więcej niż trzeba swoim kolegom, którzy często zatrzymywali się, by porozmawiać. Czy powinien osądzać go za to, kim był lub za to, kim się stał? Nie, nie zwolniłby go. W końcu każdy ma prawo do błędów.
To był początek 2009 roku, nie sądził, że osiem lat później Christian zostanie jego partnerem w uprawie bananów. Mają dziewięć tysięcy roślin w Granadzie, w stanie Meta. Pracują ramię w ramię i są teraz przyjaciółmi. "Porozumienie z FARC nie zachwyca mnie. Ale jeśli jest to dla dobra kraju, mówię: "Zróbmy to!". Christian i ja to zrobiliśmy. Ten naród ma także szansę na pokój "

Z „Avenire”

Pływać każdy może, trochę lepiej, trochę gorzej...

(z Urszulą Walkowicz - Mistrzynią Polski w Pływaniu MASTERS rozmawia Krystyna Kajdan)

KRYSTYNA KAJDAN: - Za oknem siarczysty mróz, a ja o dziwo, przyszłam do Pani porozmawiać o pływaniu, które raczej kojarzy się z porą letnią, z urlopem i wypoczynkiem. Jak to się stało, że została Pani Mistrzynią Polski w Pływaniu Masters, a nawet Wicemistrzynią Świata?

URSZULA WALKOWICZ: - Nauczyłam się pływać już w młodości, miałam nawet mały epizod skoków do wody z trampoliny, ale potem przez długie lata zajmowałam się domem i wychowywaniem dzieci, nie było czasu na pływanie. Jesteśmy z mężem Zdzisławem już 63 lata małżeństwem. Po ślubie, który zawarliśmy w Katowicach w kościele pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła, zamieszkaliśmy przy ul. Rymera. Do Brynowa przeprowadziliśmy się po wybudowaniu własnego domu na Ptasim Osiedlu. Mamy syna Wojciecha i córkę Danutę; syn jest doktorem nauk medycznych - kardiologiem i obdarzył nas wnukiem Arturem i wnuczką Aleksandrą. Zaś córka prowadzi własną firmę i urodziła nam dwie wnuczki Anię i Kasię. Wnuk Artur jest prawnikiem i razem z Sandrą mają szesnastomiesięczną córeczkę Igę. Ta właśnie Igusia jest naszą pierwszą prawnuczką! Oboje z mężem bardzo cieszymy się naszymi najbliższymi członkami rodziny i ich sukcesami, a ja nie żałuję czasu poświęconego dzieciom. Warto było w nie inwestować, aby zdobyły odpowiednie wykształcenie i mogły się usamodzielnić. Gdy osiągnęłam już bardzo dojrzały wiek - a muszę się przyznać, że urodziłam się w 1932 roku - dobry los sprawił, że mogę teraz rozwijać własne pasje i zainteresowania, z których pływanie jest na pierwszym miejscu.

- Czy to oznacza, że pływanie jako sport zaczęła Pani uprawiać w wieku już mocno emerytalnym?

- Tak naprawdę, to sportowo zaczęłam pływać dopiero w wieku 75 lat i to przez czysty przypadek. Namówił mnie do tego jeden z ratowników na basenie w Kostuchnie, p. Michał Spławiński, który jednocześnie jest prezesem istniejącego tam Klubu Sportowego „WODNIK 29”. To właśnie on zauważył, że pływam pięknym stylem. Potem moja o dwa lata młodsza koleżanka Maria Śmiglewska z Tychów poinformowała mnie, że organizowane są zawody sportowe w pływaniu także dla seniorów. Razem postanowiłyśmy startować i obecnie mogę się pochwalić kolekcją sześćdziesięciu medali złotych i dwóch srebrnych, mam też mnóstwo dyplomów. Tak więc koleżance Marysi i p. Michałowi dużo zawdzięczam. Muszę jeszcze dodać, że Maria Śmiglewska także ma na swoim koncie wiele złotych medali za pływanie stylem klasycznym.

- Pani Urszulo, sporej wielkości szklany pojemnik, w którym przechowuje Pani swoje medale jest tak ciężki, że nie jestem w stanie go podnieść. Gdzie zdobyła Pani pierwsze trofea?

- Pierwszymi zawodami, w których brałam udział, były Mistrzostwa Polski w Pływaniu Masters w Warszawie w 2007 roku. Zdobyłam wówczas aż pięć medali! I tak przez kolejne lata moja medalowa kolekcja stopniowo powiększała się.

- Czy miała Pani okazję startować także w jakichś zawodach za granicą?

- Tak, w czerwcu 2012 roku pojechałam do Włoch na 14. Mistrzostwa Świata w Pływaniu Masters (14-th Fina World Masters Championships 2012 Riccione – Italy).
Odbywały się one w miejscowości Riccione (prowincja Rimini), w naprawdę wspaniałych warunkach. Miałam wtedy 80 lat, ale sporo było tam zawodniczek jeszcze starszych ode mnie, na przykład 90-letnich Japonek, Holenderek i Niemek. Był nawet jeden pływak, ale nie pamiętam z jakiego kraju, który był stulatkiem!

- To niesamowite! Słucham tego z podziwem i niedowierzaniem, nie ukrywam coraz większym! Czy w Riccione udało się Pani zdobyć jakieś nowe trofeum?

- Tak, miałam tam we Włoszech wyjątkowo dobrą passę! Już w pierwszym dniu zawodów zostałam wicemistrzynią świata w dystansie na 800 m stylem dowolnym i zdobyłam srebrny medal. Ależ to była radość! W następnych dniach otrzymałam jeszcze 2 medale za zajęcie 5. i 7. miejsca w pływaniu stylem grzbietowym na 50 m i 200 m. Proszę zobaczyć, jakie piękne są te medale! Myślę, że pomógł mi też św. Ojciec Pio, który należy do moich ulubionych świętych. Wierzę, że on zawsze przy mnie jest, ja się z nim nie rozstaję...

- Domyślam się, że za Pani sukcesami kryje się także ogromna praca i wytrwałość. Gdzie Pani trenuje pływanie na co dzień?

- Pływanie ćwiczę 3 razy w tygodniu na basenie w Mikołowie oraz na Osiedlu Paderewskiego w Katowicach. Pokonując własne słabości i ograniczenia – któż ich nie ma w moim wieku – wstaję o szóstej rano, by już o siódmej pływać i ćwiczyć kondycję. Jak Bóg da i zdrowie pozwoli, to chciałabym wziąć udział w kolejnych zawodach, tym razem w Mistrzostwach Europy w Pływaniu Masters, które w sierpniu w tym roku planowane są na Słowacji. Muszę się więc dobrze przygotować.

- Gołym okiem widać, że pływanie Pani bardzo służy. Ma Pani świetną sylwetkę i postawę; trudno uwierzyć, że ma Pani 86 lat!

- Dziękuję, zgadza się! Pływanie fantastycznie wpływa na kondycję fizyczną i zdrowotną. Znakomicie poprawia samopoczucie. Mój przykład świadczy o tym, że pływać każdy może i to w każdym wieku. Gorąco polecam wszystkim parafianom tę aktywność bez żadnych obciążeń.

- Czy jest coś, co Panią martwi w tej dziedzinie sportu?

- Bardzo boli mnie fakt, że nie mam w mojej kategorii wiekowej prawie żadnej konkurencji. Tak mało seniorów zajmuje się pływaniem! No i wciąż brakuje dobrych pływalni. Dlatego też bardzo się cieszę, że niedaleko przy ul. Kościuszki Miasto Katowice rozpoczęło budowę nowego basenu. Zobaczymy, czy da się tam pływać na 800 metrów? No i coraz trudniej zdobyć jakiegoś sponsora, a wyjazdy na zawody sporo kosztują. Na Mistrzostwa Świata w Riccione pojechałam na własny koszt.

- A kiedy i gdzie startowała Pani ostatnio?

- Było to całkiem niedawno, w listopadzie 2017 roku. Mistrzostwa Polski w Pływaniu Masters tym razem odbywały się w Gliwicach. Zdobyłam tam pięć medali. Otrzymałam także dyplom, udostępnię Pani jego zdjęcie.

- Pani Urszulo, jak już Pani wspomniała, trenuje Pani pływanie 3 razy w tygodniu, by zachować kondycję, zdrowie i gotowość do startu w zawodach. Proszę mi powiedzieć, czy takie pływanie nie jest nudne?

- Prawdę mówiąc, trochę tak, ale ja nie marnuję tego czasu: po prostu w czasie pływania modlę się i wspominam moich zmarłych rodziców, oni mi pomagają. Wspominam też moją zmarłą ciocię, Siostrę Matyldę ze Zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame. Przez jakiś czas była tutaj w Brynowie przy ul. Warzywnej i bardzo przyjaźniła się z także już nieżyjącą Siostrą Celiną.

- Kończąc naszą rozmowę, życzę Pani dużo sił i zdrowia oraz następnych medali. Miło było Panią poznać, dziękuję za gościnę i podzielenie się okruchami swego życia.

- Ja także dziękuję za miłą rozmowę, za zainteresowanie się moimi sukcesami w pływaniu. Proszę bardzo serdecznie pozdrowić ode mnie księdza proboszcza Jarosława Paszkota oraz czytelników parafialnej gazetki. I jeszcze raz zachęcam wszystkich do pływania i konkurowania ze mną.

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA NA WIELKI POST 2018

„Ponieważ wzmoże się nieprawość, ostygnie miłość wielu” (Mt. 24,12)
Drodzy Bracia i Siostry!
Ponownie zbliża się Pascha Pana! Aby nas do niej przygotować, Boża Opatrzność daje nam każdego roku Wielki Post, „sakramentalny znak naszego nawrócenia” (1), który zapowiada i urzeczywistnia możliwość nawrócenia się do Pana całym sercem i całym życiem.
Również w tym roku – przez to przesłanie – pragnę pomóc całemu Kościołowi w przeżywaniu z radością i w prawdzie tego czasu łaski; a inspiruję się w tym słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza: „Ponieważ wzmoże się nieprawość, ostygnie miłość wielu” (24,12).
To zdanie zawarte jest w mowie dotyczącej końca czasów, wygłoszonej w Jerozolimie, na Górze Oliwnej, właśnie tam, gdzie rozpocznie się męka Pana. Jezus, odpowiadając na pytanie uczniów, zapowiada wielkie udręki i opisuje sytuację, w jakiej może znaleźć się wspólnota wierzących: w obliczu bolesnych wydarzeń pewni fałszywi prorocy wielu wprowadzą w błąd, tak iż grozić będzie wygaśnięcie w sercach miłości, która jest istotą całej Ewangelii.
Fałszywi prorocy
Słuchamy tego fragmentu i zastanawiamy się: jakie postaci przybierają fałszywi prorocy?
Przypominają oni „zaklinaczy węży”, to znaczy wykorzystują ludzkie emocje, aby zniewalać ludzi i prowadzić ich tam, gdzie chcą. Ileż dzieci Bożych daje się zwieść powabom trwającej parę chwil przyjemności, którą bierze się za szczęście! Iluż mężczyzn i ile kobiet żyje jakby pod urokiem iluzji pieniądza, który w rzeczywistości czyni ich niewolnikami zysku lub niegodziwych interesów! Ileż osób żyje, sądząc, że same sobie wystarczają, i padają ofiarą samotności!
Inni fałszywi prorocy to „szarlatani”, którzy proponują łatwe i natychmiastowe sposoby zaradzenia cierpieniom, środki, które okazują się jednak zupełnie nieskuteczne – jakże wielu młodym ludziom proponowane jest fałszywe remedium w postaci narkotyków, relacji „jednorazowego użytku”, zarobków łatwych, ale nieuczciwych! Jak wielu jest wciąż zaplątanych w sieć życia całkowicie wirtualnego, w którym relacje wydają się łatwiejsze i szybkie, a potem okazują się dramatycznie pozbawione sensu! Ci oszuści, proponujący rzeczy bez wartości, odbierają natomiast to, co jest najcenniejsze, jak godność, wolność i zdolność kochania. To pokusa próżności prowadzi nas do tego, że puszymy się jak paw… i potem się ośmieszamy; a ze śmieszności nie ma powrotu. Nic dziwnego: od zawsze diabeł, który jest „kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8,44), przedstawia zło jako dobro, a fałsz jako prawdę, aby zmylić serce człowieka. Dlatego każdy z nas jest wezwany do tego, by w swoim sercu rozeznawał i badał, czy jest zagrożony przez kłamstwa tych fałszywych proroków. Trzeba się nauczyć nie zatrzymywać na poziomie bezpośrednim, powierzchownym, ale rozpoznawać to, co zostawia w nas dobry i trwalszy ślad, bowiem pochodzi od Boga i służy rzeczywiście naszemu dobru.
Zimne serce
Dante Alighieri w swoim opisie piekła wyobraża diabła siedzącego na lodowym tronie; mieszka on w mrozie stłumionej miłości. Zastanówmy się zatem: w jaki sposób stygnie w nas miłość? Jakie sygnały wskazują nam, że miłość w nas może wygasnąć?
Tym, co gasi miłość, jest przede wszystkim chciwość pieniądza, będąca „korzeniem wszelkiego zła” (1 Tm 6,10); jej następstwem jest odrzucenie Boga, a zatem szukania pociechy w Nim – wolimy nasze przygnębienie niż pokrzepienie Jego Słowa i sakramentów. To wszystko przeradza się w przemoc, obracającą się przeciwko tym, których uważamy za zagrożenie dla naszych „pewników”, jak nienarodzone jeszcze dziecko, chory starzec, gość będący przejazdem, cudzoziemiec, a także bliźni, który nie odpowiada naszym oczekiwaniom.
Również świat stworzony jest milczącym świadkiem tego oziębienia miłości; ziemia jest zatruta przez odpady, wyrzucane niedbale i dla interesu; morza, które także są zanieczyszczone, muszą, niestety, kryć szczątki licznych rozbitków przymusowych migracji; niebiosa – które w zamyśle Boga wyśpiewują Jego chwałę – są poorane przez maszyny, które zrzucają narzędzia śmierci.
Miłość stygnie również w naszych wspólnotach; w adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” starałem się opisać najbardziej ewidentne oznaki tego braku miłości. Są nimi: egoistyczna gnuśność, jałowy pesymizm, pokusa izolowania się i angażowania w nieustanne bratobójcze wojny, mentalność światowa, która skłania do zajmowania się tylko tym, co pozorne, osłabiając w ten sposób zapał misyjny.
Co robić?
Jeżeli zauważamy w sobie i wokół nas opisane przed chwilą oznaki, to właśnie Kościół, nasza matka i nauczycielka, wraz z niekiedy gorzkim lekarstwem prawdy proponuje nam w tym okresie Wielkiego Postu słodki środek – modlitwę, jałmużnę i post.
Gdy poświęcamy więcej czasu na modlitwę, pozwalamy naszemu sercu odkryć ukryte kłamstwa, którymi zwodzimy samych siebie, by ostatecznie szukać pociechy w Bogu. On jest naszym Ojcem i chce, abyśmy mieli życie.
Praktykowanie jałmużny uwalnia nas od chciwości i pomaga nam odkryć, że drugi człowiek jest moim bratem – to, co mam, nie jest nigdy tylko moje. Bardzo bym chciał, żeby jałmużna stała się dla wszystkich prawdziwym, autentycznym stylem życia! Bardzo bym chciał, abyśmy, jako chrześcijanie, brali przykład z apostołów i widzieli w możliwości dzielenia się z innymi naszymi dobrami konkretne świadectwo komunii, jaką żyjemy w Kościele. Odnośnie do tego posłużę się napomnieniem św. Pawła, kiedy zachęcał Koryntian do zbiórki na rzecz wspólnoty w Jerozolimie: „To przyniesie pożytek wam” (2 Kor 8,10). Dotyczy to w sposób szczególny Wielkiego Postu, kiedy to liczne organizacje przeprowadzają zbiórki dla Kościołów i społeczności znajdujących się w trudnych sytuacjach. Jak bardzo bym chciał, abyśmy również w naszych codziennych relacjach, za każdym razem, kiedy brat prosi nas o pomoc, pomyśleli, że jest to wezwanie Bożej Opatrzności: każda jałmużna jest sposobnością, aby uczestniczyć w Opatrzności Boga względem Jego dzieci; a jeżeli On dziś posługuje się mną, abym pomógł bratu, to czyż jutro nie zatroszczy się także o moje potrzeby – On, który nie daje się prześcignąć w hojności?
Post, na koniec, odbiera siłę naszej przemocy, rozbraja nas i stanowi wielką okazję do wzrastania. Z jednej strony, pozwala nam doświadczyć tego, co odczuwają ludzie, którym brakuje nawet tego, co niezbędnie potrzebne, i których na co dzień dręczy głód; z drugiej strony, wyraża stan naszego ducha, złaknionego dobroci i spragnionego życia Bożego. Post nas przebudza, powoduje, że stajemy się bardziej wrażliwi na Boga i na bliźniego, budzi na nowo wolę posłuszeństwa Bogu, który jako jedyny zaspokaja nasz głód.
Chciałbym, aby mój głos dotarł poza granice Kościoła katolickiego, aby dosięgnął was wszystkich, mężczyzn i kobiety dobrej woli, otwartych na słuchanie Boga. Jeżeli tak jak my jesteście zasmuceni szerzeniem się niegodziwości w świecie, jeżeli niepokoi was lodowacenie paraliżujące serca i działania, jeżeli widzicie, że słabnie poczucie wspólnego człowieczeństwa, przyłączcie się do nas, byśmy razem błagali Boga, by razem z nami pościć i razem dawać, ile możecie, żeby pomóc braciom!
Płomień Paschy
Zachęcam przede wszystkim członków Kościoła, aby z zapałem podjęli drogę wielkopostną, czerpiąc wsparcie z jałmużny, postu i modlitwy. Jeżeli niekiedy wydaje się, że miłość gaśnie w wielu sercach, nie jest tak w sercu Boga! On daje nam wciąż nowe okazje, abyśmy mogli znów zacząć kochać.
Dobrą okazją będzie, również w tym roku, inicjatywa „24 godziny dla Pana”, która jest zachętą do tego, by sakrament pojednania był sprawowany w kontekście adoracji eucharystycznej. W 2018 r. odbędzie się ona w piątek 9 i w sobotę 10 marca, a inspiracją do niej będą słowa z Psalmu 130,4: „Ty udzielasz przebaczenia”. W każdej diecezji przynajmniej jeden kościół pozostanie otwarty przez 24 godziny bez przerwy, co stworzy sposobność do modlitwy adoracyjnej i do spowiedzi sakramentalnej.
W noc Zmartwychwstania Pańskiego będziemy na nowo przeżywać sugestywny rytuał zapalenia paschału: światło, odpalone od „nowego ognia”, stopniowo rozproszy mrok i oświetli zgromadzenie liturgiczne. „Niech światło Chrystusa, chwalebnie zmartwychwstałego, rozproszy ciemności naszych serc i umysłów”, abyśmy wszyscy mogli na nowo przeżyć doświadczenie uczniów z Emaus – słuchanie Słowa Pana i karmienie się Chlebem eucharystycznym sprawi, że nasze serce będzie mogło znów płonąć wiarą, nadzieją i miłością.
Błogosławię wam z serca i modlę się za was. Nie zapominajcie modlić się za mnie.

Franciszek

Wspierajmy Krajowy Fundusz Misyjny „Ad Gentes”

Celem Dzieła Pomocy "Ad Gentes" jest:
wspieranie polskich misjonarzy Kościoła Katolickiego w realizacji ich misji,
wspieranie działalności charytatywnej, społecznej i kulturowej na terenach misyjnych w szczególności prowadzonej przez polskich misjonarzy,
gromadzenie i upowszechnianie informacji o działalności misjonarzy polskich,
animacja misyjna w Polsce,
wspieranie działalności na rzecz rozwoju - w szczególności edukacyjnej, w zakresie ochrony zdrowia, służącej redukcji ubóstwa, społecznej i kulturowej na terenach misyjnych, prowadzonej przez polskich misjonarz.
Dzieło Pomocy "Ad Gentes" realizuje swoje cele poprzez:
świadczenie bezpośredniej pomocy finansowej, rzeczowej i organizacyjnej w realizacji budowy kościołów, kaplic i innych miejsc kultu w diecezjach misyjnych,
świadczenie bezpośredniej pomocy finansowej, rzeczowej i organizacyjnej na rzecz ewangelizacji,
świadczenie bezpośredniej pomocy charytatywnej, w szczególności finansowej lub rzeczowej osobom, społecznościom oraz instytucjom charytatywno-opiekuńczym, oświatowo-wychowawczym działającym na terenach misyjnych,
świadczenie bezpośredniej pomocy finansowej, rzeczowej i organizacyjnej na rzecz kształcenia misjonarzy,
partycypację w kosztach leczenia i organizowania wypoczynku misjonarzy,
organizowanie spotkań i konferencji, mających na celu upowszechnianie informacji o działalności misyjnej Kościoła,
zbieranie środków finansowych i rzeczowych, przeznaczonych na realizację celów Dzieła,
współpracę z innymi osobami prawnymi i fizycznymi w kraju i za granicą zainteresowanymi realizacją celów Dzieła.
Dzieło Pomocy "Ad Gentes" jest odpowiedzią na apel Papieża Benedykta XVI, który przemawiając do polskich biskupów składających wizytę "ad limina Apostolorum", zwrócił uwagę na potrzebę i oczekiwanie ze strony Kościoła powszechnego. Papież powiedział m.in.: "Bogu dziękuję za to, że wciąż darzy Polskę łaską licznych powołań. (...) Mając na uwadze ogromne potrzeby Kościoła powszechnego, proszę Was, abyście zachęcali Waszych prezbiterów do podejmowania posługi misyjnej czy też pracy duszpasterskiej w krajach, w których brak duchowieństwa. Wydaje się, że jest to dziś szczególne zadanie, a nawet w pewnym sensie obowiązek Kościoła w Polsce. Posyłając jednak kapłanów za granicę, zwłaszcza na misje, pamiętajcie, aby zapewnić im oparcie duchowe i wystarczającą pomoc materialną".
Myśl Papieża jest bardzo jasna - nie chodzi tylko o wysyłanie księży do innych krajów. Obowiązkiem Kościoła, który ich posyła, jest także troska o duchowe i materialne zaplecze dla swoich misjonarzy. Kościoły misyjne potrzebują siostrzanych Kościołów. Potrzeby są ogromne.
Uwzględniając potrzeby naszych czasów i wspomniany apel Papieża Benedykta XVI, Konferencja Episkopatu Polski podjęła decyzję o powołaniu Dzieła Pomocy "Ad Gentes". Ta swego rodzaju fundacja kościelna ma na celu organizowanie i udzielanie pomocy polskim misjonarzom w przygotowaniu do wyjazdu na misje i w pracy ewangelizacyjnej.

ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA NA XXVI ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO 2018

Mater Ecclesiae: „Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja”.
I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 26-27)

Drodzy Bracia i Siostry!

Posługa, jaką Kościół niesie chorym i osobom, które się nimi opiekują, musi być kontynuowana z wciąż odnawianą energią, z wiernością poleceniu Pana (por. Łk 9, 2-6; Mt 10, 1-8; Mk 6, 7-13) i zgodnie z bardzo wymownym przykładem, jego Założyciela i Nauczyciela.
W tym roku tematem Dnia Chorego są słowa, które Jezus, wywyższony na krzyżu, kieruje do swojej Matki Maryi i do Jana: „'Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja'. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 26-27).

1. Te słowa Pana rzucają głębokie światło na tajemnicę krzyża. Nie jest on beznadziejną tragedią, ale miejscem, gdzie Jezus ukazuje swoją chwałę i przekazuje swoją ostatnią wolę miłości, która staje się konstytutywną zasadą wspólnoty chrześcijańskiej i życia każdego ucznia.
Przede wszystkim słowa Jezusa zapoczątkowują powołanie Maryi jako Matki całej ludzkości. Będzie Ona w szczególności Matką uczniów swojego Syna i będzie się nimi opiekowała i czuwała nad ich drogą. A wiemy, że matczyna troska o syna czy córkę obejmuje zarówno materialne, jak i duchowe aspekty ich wychowania.
Niewysłowione cierpienie krzyża przeszywa duszę Maryi (por. Łk 2, 35), ale Jej nie paraliżuje. Przeciwnie, zaczyna się dla Niej, jako Matki Pana, nowa droga poświęcenia. Jezus na krzyżu troszczy się o Kościół i o całą ludzkość, a Maryja jest powołana do dzielenia tej Jego troski. Dzieje Apostolskie, opisując wielkie wylanie Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, ukazują Maryję, która zaczęła wykonywać swoje zadanie w pierwszej wspólnocie Kościoła. Zadanie, które nigdy się nie kończy.

2. Uczeń Jan, umiłowany, reprezentuje Kościół, lud mesjański. Ma on uznać Maryję za swoją Matkę. A w tym uznaniu ma Ją przyjąć, kontemplować w Niej wzór ucznia, a także macierzyńskie powołanie, które Jezus Jej powierzył, wraz z troskami i projektami, jakie się z tym wiążą – ma być Matką, która kocha i rodzi dzieci, potrafiące kochać zgodnie z przykazaniem Jezusa. Zatem macierzyńskie powołanie Maryi, powołanie do opieki nad dziećmi przechodzi na Jana i na cały Kościół. Cała wspólnota uczniów jest włączona w macierzyńskie powołanie Maryi.

3. Jan, jako uczeń, który dzielił z Jezusem wszystko, wie, że Nauczyciel chce doprowadzić wszystkich ludzi do spotkania z Ojcem. On może zaświadczyć, że Jezus spotykał wielu ludzi, którzy byli chorzy na duchu, gdyż byli pełni dumy (por. J 8, 31-39), i chorych na ciele (por. J 5, 6). Wszystkim im darował miłosierdzie i przebaczenie, a chorym – także uzdrowienie fizyczne, znak obfitości życia w królestwie, gdzie każda łza zostaje osuszona. Tak jak Maryja, uczniowie są powołani, by opiekowali się sobą nawzajem, ale nie tylko. Wiedzą, że serce Jezusa jest otwarte dla wszystkich bez wyjątku. Wszystkim musi być głoszona Ewangelia o królestwie i wszystkich, którzy są w potrzebie, musi obejmować miłość chrześcijan, po prostu dlatego, że są osobami, dziećmi Bożymi.

4. To macierzyńskie powołanie Kościoła w stosunku do osób będących w potrzebie i chorych urzeczywistniało się na przestrzeni jego dwutysiącletniej historii w przebogatej serii inicjatyw na rzecz chorych. Nie należy zapominać o tej historii ofiarności. Dziś trwa ona nadal na całym świecie. W krajach, gdzie istnieją wystarczające systemy publicznej opieki zdrowotnej, działalność zgromadzeń katolickich, diecezji i ich szpitali oprócz zapewniania opieki medycznej na wysokim poziomie ma na celu stawianie człowieka w centrum procesu leczenia i prowadzenie badań naukowych z poszanowaniem życia i chrześcijańskich wartości moralnych. W krajach, w których systemy opieki zdrowotnej są niewystarczające lub ich brakuje, Kościół stara się zaoferować ludziom możliwie jak najwięcej w zakresie opieki zdrowotnej, aby wyeliminować śmiertelność niemowląt i wykorzenić niektóre szeroko rozpowszechnione choroby. Gdziekolwiek się znajduje, stara się on leczyć, nawet kiedy nie jest w stanie przywrócić zdrowia. Obraz Kościoła jako „szpitala polowego”, otwartego dla wszystkich zranionych przez życie, jest rzeczywistością bardzo konkretną, bowiem w niektórych częściach świata tylko szpitale misyjne i diecezjalne zapewniają niezbędną opiekę zdrowotną ludności.

5. Pamięć o długiej historii posługi niesionej chorym jest powodem do radości dla wspólnoty chrześcijańskiej, a przede wszystkim dla tych, którzy w dzisiejszych czasach pełnią tę posługę. Trzeba jednak patrzeć na przeszłość, zwłaszcza po to, aby się nią ubogacać. Od niej powinniśmy się uczyć: wielkoduszności, aż po całkowite poświęcenie się wielu założycieli instytutów posługującym chorym; kreatywności, inspirowanej przez miłość, wielu inicjatyw realizowanych na przestrzeni wieków; zaangażowania w badania naukowe, aby oferować chorym nowatorskie i niezawodne leczenie. To dziedzictwo przeszłości pomaga dobrze planować przyszłość. Na przykład, aby ustrzec szpitale katolickie przed niebezpieczeństwem stosowania logiki przedsiębiorstwa, która na całym świecie usiłuje włączyć opiekę zdrowotną w działalność rynkową, czego skutkiem jest odrzucanie ubogich.
Myślenie organizacyjne i miłość wymagają natomiast tego, aby była szanowana godność człowieka chorego i żeby był on zawsze stawiany w centrum procesu leczenia. Takie nastawienie winno cechować także chrześcijan pracujących w placówkach publicznych, którzy są powołani do tego, by przez swoją służbę dawali dobre świadectwo o Ewangelii.

6. Jezus pozostawił Kościołowi w darze swoją moc uzdrawiania: „Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: (…) Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 17-18). W Dziejach Apostolskich czytamy opis uzdrowień dokonanych przez Piotra (por. 3, 4-8) i Pawła (por. 14, 8-11). Odpowiedzią na dar Jezusa jest zadanie Kościoła, który wie, że powinien obejmować chorych takim samym jak jego Pan spojrzeniem, pełnym czułości i współczucia. Duszpasterstwo służby zdrowia jest i zawsze pozostanie niezbędnym i istotnym zadaniem, które należy realizować z wciąż nowym zapałem, poczynając od wspólnot parafialnych aż po najlepsze ośrodki opieki zdrowotnej. Nie możemy w tym miejscu nie wspomnieć o czułości i wytrwałości, z jakimi wiele rodzin opiekuje się swoimi dziećmi, rodzicami i krewnymi, chronicznie chorymi lub z poważną niepełnosprawnością. Opieka świadczona w rodzinie jest nadzwyczajnym świadectwem miłości do osoby ludzkiej i winna być otaczana odpowiednim uznaniem oraz wspierana przez stosowną politykę. Dlatego lekarze i pielęgniarze, kapłani, osoby konsekrowane i wolontariusze, członkowie rodzin oraz wszyscy, którzy angażują się w opiekę nad chorymi, uczestniczą w tej misji Kościoła. Jest to wspólna odpowiedzialność, która podnosi wartość codziennej posługi każdego.

7. Maryi, Matce czułości, pragniemy powierzyć wszystkich chorych na ciele i duchu, aby umacniała ich nadzieję. Prośmy Ją także, aby nam pomagała być otwartymi na chorych braci. Kościół wie, że potrzebuje specjalnej łaski, aby mógł sprostać swojej posłudze ewangelicznej w zakresie opieki nad chorymi. Toteż zjednoczmy się wszyscy w modlitwie do Matki Pana, błagając usilnie, aby każdy członek Kościoła przeżywał z miłością powołanie do służby życiu i zdrowiu. Niech Dziewica Maryja wstawia się za tym XXVI Światowym Dniem Chorego; niech pomaga osobom chorym przeżywać swoje cierpienie w jedności z Panem Jezusem i niech wspiera tych, którzy się nimi opiekują. Wszystkim – chorym, pracownikom służby zdrowia i wolontariuszom – udzielam z serca Błogosławieństwa Apostolskiego.

Franciszek

Modlitwy do Matki Boskiej za chorych

Litania do Matki Bożej Uzdrowienia Chorych

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison,
Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas,
Ojcze z nieba Boże – zmiłuj się nad nami,
Duchu Święty Boże – zmiłuj się nad nami,
Święta Trójco Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami,

Święta Maryjo – módl się za nami,
Matko Boża z Lourdes,
Matko pod krzyżem stojąca,
Matko miłosierna,
Niebieska Lekarko dusz naszych,
Uzdrowienie chorych,
Orędowniczko nasza u Syna,
Pani łagodna i bardzo łaskawa,
Nadziejo chorych i strapionych,
Męstwo cierpiących i prześladowanych,
Pocieszycielko zasmuconych,
Oparcie niewinnych i pokrzywdzonych,
Ostojo cichych i pokornych,
Opiekunko rodzin dotkniętych cierpieniem,
Zwiastunko Bożego pokoju,
Wspomożycielko uciekających się do Ciebie,
Wzorze cierpliwości,
Ratunku ginących grzeszników;
Abyśmy wiernie Synowi Twemu służyli – przyczyń się za nami,
Abyśmy we wszystkim pełnili Jego świętą wolę,
Abyśmy grzechami ciężkimi Go nie zasmucali,
Abyśmy cierpienia nasze przyjmowali z pokorą,
Abyśmy w rozpacz nie popadli,
Abyśmy chorym z miłością służyli,
Abyśmy w chorobie ducha nie tracili,
Abyśmy od niebezpieczeństw duszy i ciała zostali zachowani,
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – przepuść nam Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – wysłuchaj nas Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – zmiłuj się nad nami.

Modlitwa za chorych i cierpiących

Boże, Ojcze nasz, niech Twa Opatrzność czuwa nad chorymi i cierpiącymi, aby nie marnowali cierpienia, lecz umieli je wprzęgać w Twą służbę i włączali je w ofiarę Chrystusa. Daj Ojcze najlepszy, wszystkim cierpiącym łaskę dobrego, owocnego przeżywania cierpienia, dodawaj sił i otuchy, pocieszaj, oszczędzaj ich ile można, pozwól nieść im ulgę. Karm ich, Ojcze, Ciałem Twego Boskiego Syna. Żyj w nich i buduj Swoje Królestwo. Pozwól się realizować powołaniom chorych, błogosław wspólnotom chorych. Pozwól cierpiącym, aby byli pożyteczni dla bliźnich i kościoła. Niech Duch Święty prowadzi ich do świętości i szczęścia wiecznego. Amen.

Modlitwa do Maryi za chorych

Maryjo – bądź u wezgłowia wszystkich chorych świata,
Tych, którzy w tej chwili stracili przytomność i będą umierać,
Tych, którzy rozpoczęli agonię,
Tych, którzy stracili nadzieję na wyzdrowienie,
Tych, którzy krzyczą i płaczą z bólu,
Tych, którzy nie mogą zatroszczyć się o siebie z powodu braku pieniędzy,
Tych, którzy tak bardzo chcieliby chodzić, a muszą pozostawać nieruchomi,
Tych, którzy na próżno szukają w swoim łóżku dogodniejszej pozycji.
Tych, którzy muszą się wyrzec najdroższych planów przyszłości,
Tych zwłaszcza, którzy nie wierzą w lepsze życie,
Tych, którzy buntują się i złorzeczą Bogu,
Tych, którzy nie wiedzą, że Chrystus boleśnie opuszczony na krzyżu cierpiał jak oni i za nich.
Maryjo – bądź u wezgłowia wszystkich chorych świata.
Amen.

Strona 8 z 69

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie