baner kolda roraty 2014

Słowo Życia

SŁOWO ŻYCIA - Grudzień 2017

„Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1,38)

Do młodej dziewczyny, mieszkającej w Palestynie – w nieznanej prowincji, w pewnej miejscowości na krańcach potężnego Imperium Rzymskiego – niespodziewanie przybywa wysłannik Boży, przynosi jej zaproszenie i oczekuje jej odpowiedzi.
Raduj się – mówi Archanioł, pozdrawiając ją; potem objawia bezinteresowną miłość Boga wobec niej i prosi ją o współpracę w wypełnieniu Jego zamysłu wobec ludzkości.
Maryja, pełna zdumienia i radości, przyjmuje dar osobistego spotkania z Panem i z pełnym zaufaniem w miłość Bożą oddaje się całkowicie temu jeszcze nieznanemu zamysłowi.
Poprzez wspaniałomyślne i całkowite „Oto jestem”, Maryja zdecydowanie podejmuje służbę Bogu i ludziom, dając w ten sposób wszystkim świetlany przykład przylgnięcia do woli Bożej.
Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego
Rozważając to zdanie z Ewangelii, Chiara Lubich pisała: „Aby wypełnić swoje plany, Bóg potrzebuje jedynie osób, które się Jemu poświęcą z całą pokorą i gotowością sługi. Maryja, będąc prawdziwą przedstawicielką ludzkości, podejmuje zamysł Boga i swoją zgodą pozostawia Bogu całą przestrzeń dla Jego działań stwórczych. Ponieważ «służba Panu» nie jest tylko wyrazem pokory, ale i nobilitacją, która jest udziałem wielkich postaci historii zbawienia, takich jak Abraham, Mojżesz, Dawid i Prorocy, Maryja tymi słowami daje dowód całej swej wielkości”1.
Również my możemy odkrywać obecność Boga w naszym życiu i słuchać tego „słowa”, które Bóg kieruje do nas, aby zaprosić nas – tu i teraz – do realizowania w historii części Jego planu miłości. Nasza kruchość i poczucie niezdolności mogłyby nas blokować. Uczyńmy więc naszymi słowa Archanioła „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”2 i zaufajmy Jego mocy bardziej niż naszym własnym siłom.
Jest to doświadczenie, które uwalnia nas od naszych ograniczeń i od przekonania, że wystarczamy sami sobie; wydobywa nasze najlepsze siły i możliwości, o których nie wiedzieliśmy, że je mamy i dzięki temu czyni nas zdolnymi do miłowania.
A oto doświadczenie pewnego małżeństwa: Zaraz po ślubie otworzyliśmy nasz dom dla rodziców i krewnych dzieci, które przebywały w naszym mieście w szpitalu. Przez nasz dom przewinęło się ponad sto osób, ale zawsze staraliśmy się być dla nich rodziną. Często Opatrzność pomagała nam również finansowo, by podtrzymać naszą gościnność, ale zawsze najpierw musiała być nasza gotowość. Ostatnio otrzymaliśmy pewną sumę pieniędzy i pomyśleliśmy, żeby zachować ją, przekonani, że przyda się komuś innemu. Rzeczywiście, po pewnym czasie pojawiła się taka prośba. Wszystko jest więc grą miłości z Bogiem, a my tylko musimy być posłuszni i brać udział w tej grze.
Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego
Rada Chiary może pomóc w przyjmowaniu Słowa Bożego tak, jak uczyniła to Maryja: „... z całą gotowością wiedząc, że nie jest to słowo ludzkie. Gdy jesteśmy Słowem Bożym, Chrystus jest w nas obecny. Przyjmij więc Chrystusa do siebie w Jego słowie i z całą gotowością stosuj je w praktyce chwila po chwili. Czyniąc tak, świat zobaczy w tobie Chrystusa chodzącego po ulicach naszych nowoczesnych miast, Chrystusa w tobie, ubranego jak wszyscy, pracującego w biurze, w szkole, w najróżniejszych miejscach, pośród wszystkich”3.
Przygotowując się do Bożego Narodzenia spróbujmy także i my – tak jak to uczyniła Maryja – zatrzymać się na chwilę przed Panem, na przykład czytając fragment Ewangelii.
Spróbujmy usłyszeć Jego głos w naszej duszy, oświeconej przez Słowo i stawać się wrażliwszymi na potrzeby braci, których spotykamy.
Spytajmy siebie: w jaki sposób dziś mogę przynieść obecność Jezusa tam, gdzie jestem, by tworzyć jedną rodzinę?
Owo „oto jestem”, którym odpowiemy, pozwoli Bogu zasiać pokój wokół nas i sprawi, że wzrośnie radość w naszym sercu.

Letizia Magri

SŁOWO ŻYCIA - Listopad 2017

„Największy z was niech będzie waszym sługą” (Mt 23,11)

Jezus, zwracając się do podążającego za Nim tłumu, głosił nowy styl życia dla tych, którzy chcą być Jego uczniami; pójście „pod prąd” panującej mentalności1.
W Jego czasach, podobnie jak dziś, łatwo było rozprawiać o moralności, a potem postępować inaczej, np. szukać dla siebie zaszczytnych miejsc, by błyszczeć lub wysługiwać się innymi dla osobistych korzyści.
Swoich uczniów Jezus prosi, by wobec bliźnich kierowali się zupełnie inną logiką, taką jaką On sam stosował:

„Największy z was niech będzie waszym sługą”

Na spotkaniu z osobami pragnącymi odkryć, jak żyć Ewangelią, Chiara Lubich podzieliła się swoim doświadczeniem duchowym:
„Powinno się zawsze patrzeć na jednego Ojca wielu dzieci. Następnie patrzeć na wszystkie stworzenia jak na dzieci jednego Ojca. Jezus, nasz wzór, nauczył nas dwóch rzeczy, które są jednym: być dziećmi jednego Ojca i być braćmi jedni dla drugich. Bóg więc wzywa nas do powszechnego braterstwa”2.
Oto nowość: miłować wszystkich tak jak Jezus, ponieważ wszyscy – ja, ty, każdy człowiek na ziemi – są dziećmi Boga, kochanymi i zawsze przez Niego oczekiwanymi.
Odkrywamy w ten sposób, że bratem, którego mamy miłować, również przez konkretny, fizyczny wysiłek, jest każdy kogo codziennie spotykamy. Czy to będzie ojciec, czy teściowa, czy najmłodsze i najbardziej niegrzeczne dziecko; więzień czy żebrak, niepełnosprawny; szef czy sprzątaczka; kolega z partii czy ktoś o innych poglądach politycznych; ktoś mojego wyznania i kultury czy obcokrajowiec.
Typowym dla postawy chrześcijańskiej sposobem miłowania bliźniego jest służyć mu:
Największy z was niech będzie waszym sługą”
Chiara Lubich pisała jeszcze: „Pragnąć zawsze prymatu Ewangelii, oddając się jak tylko można na służbę bliźniemu […] A jak służyć najlepiej? Jednoczyć się z każdą osobą, którą spotykamy, z miłości czyniąc swoimi jej sprawy, uczucia, traktując je jak nasze. […]. To znaczy nie żyć więcej skupiając się na sobie, lecz próbować dźwigać jej ciężary, dzielić jej radości”3.
Wszystkie nasze zdolności i zalety, wszystko, dzięki czemu możemy czuć się „wielcy” jest okazją, której nie możemy przeoczyć, by służyć: doświadczenie w pracy, wrażliwość artystyczna, kultura ale również zdolność uśmiechania się i wywoływania uśmiechu na ustach innych; czas do ofiarowania, by wysłuchać tego, kto przeżywa zwątpienie lub cierpienie; entuzjazm i siła młodości, ale też siła modlitwy, gdy sił fizycznych zabraknie.
Największy z was niech będzie waszym sługą
Ta ewangeliczna, bezinteresowna miłość, prędzej czy później zapali w sercu brata to samo pragnienie dzielenia się poprzez odnawianie relacji w rodzinie, w parafii, w miejscu pracy lub wytchnienia, dając w ten sposób podwaliny pod nowe społeczeństwo.
Hermez, nastolatek z Bliskiego Wschodu, opowiada: „Była niedziela i zaraz po przebudzeniu poprosiłem Jezusa, żeby dał mi światło jak mam miłować w ciągu całego dnia. Rodzice poszli właśnie na Mszę św. i pomyślałem, że sprzątnę mieszkanie. Sprzątałem bardzo starannie, starając się pamiętać o wszystkim – nawet o kwiatkach! Potem przygotowałem śniadanie i nakryłem stół. Gdy przyszli rodzice, byli zaskoczeni i bardzo zadowoleni, widząc to wszystko. Tej niedzieli jedliśmy śniadanie z radością jak nigdy wcześniej, rozmawiając o tym, co przeżyliśmy w ciągu tygodnia. Ten mały uczynek miłości nadał ton całemu dniowi!”.

Letizia Magri

Słowo Życia - pażdziernik 2017

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie” (Flp 2,5)

Św. Paweł, skazany za swoje kazania, pisze z więzienia list do wspólnoty chrześcijańskiej w mieście Filippi. To on jako pierwszy przyniósł tam Ewangelię i wiele osób uwierzyło w nią i zaangażowało się w to nowe życie, świadcząc miłość chrześcijańską nawet wtedy, gdy Paweł musiał ich opuścić. Postawa Filipian jest dla niego wielką radością i dlatego jego list jest tak serdeczny.
Tak więc św. Paweł zachęca, by nadal wzrastali zarówno indywidualnie jak i wspólnotowo. Dlatego przypomina im wzór ewangelicznego stylu życia, według którego mają postępować.

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie”.

Jakie są te „dążenia”? Jak jest możliwe poznanie najgłębszych pragnień Jezusa, żeby go naśladować?
Św. Paweł zrozumiał to: Jezus Chrystus, Syn Boży ogołocił samego siebie i zstąpił pośród nas; całkowicie oddany Ojcu stał się człowiekiem, abyśmy mogli stać się dziećmi Boga1.
Zrealizował swoją misję dzięki temu, jak żył: stale uniżał siebie. Starał się dotrzeć do najmniejszego, najsłabszego, najbardziej niepewnego siebie, żeby go podnieść. Chciał, by każdy poczuł się w końcu kochany i zbawiony: trędowaty, wdowa, cudzoziemiec, grzesznik.

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie”.

Aby poznać i pielęgnować w sobie pragnienia Jezusa, rozpoznajmy przede wszystkim w sobie samych obecność Jego miłości i moc Jego przebaczenia. Następnie spójrzmy na Niego, czyniąc swoim Jego styl życia, który pobudza nas do otwarcia serc, umysłów i ramion na przyjęcie każdej osoby taką, jaka jest. Unikajmy wszelkiego osądu. Wręcz przeciwnie – pozwólmy ujawnić się zaletom tego, kogo spotykamy, nawet wtedy, gdy są one ukryte pod tysiącem małości i błędów; gdy wydaje się nam, że to strata czasu.
Największym pragnieniem Jezusa, które możemy uczynić swoim, jest bezinteresowna miłość, gotowość oddania do dyspozycji innych swoich mniejszych czy większych talentów, aby z odwagą i konkretnie budować pozytywne relacje z całym naszym środowiskiem, przyjęcie z pokorą także trudów, niezrozumienia, rozbieżności, by z determinacją szukać dróg dialogu i zgody.

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie”.

Chiara Lubich, która całe życie pozwalała się prowadzić Ewangelii i doświadczała jej mocy, napisała: „Naśladować Jezusa oznacza rozumieć, że nasze życie chrześcijańskie ma sens, jeśli żyjemy jedni dla drugich, jeśli pojmujemy nasze życie jako służbę braciom, jeśli opieramy całe nasze życie na tej podstawie. W ten sposób zrealizujemy to, co Jezus miał najbardziej w sercu i będziemy rzeczywiście błogosławieni”.

Letizia Magri

Słowo Życia - wrzesień 2017

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24)

Jezus w czasie publicznej działalności głosi, że Królestwo Boże jest blisko i przygotowuje się, by iść do Jerozolimy. Jego uczniowie, którzy zdawali sobie sprawę z potęgi jego misji i widzieli w Nim wysłannika Boga, którego oczekiwał cały lud Izraela, oczekiwali w końcu wyzwolenia spod władzy Rzymu i nadejścia lepszego świata, przynoszącego pokój i dobrobyt.

Ale Jezus nie chce ich karmić złudzeniami. Mówi wyraźnie, że Jego podróż do Jerozolimy nie wiedzie Go do triumfu, ale raczej do odrzucenia, cierpienia i śmierci. Zapowiada także, że trzeciego dnia zmartwychwstanie. Te słowa są tak trudne do zrozumienia i przyjęcia, że Piotr reaguje odrzucając tak absurdalny plan i stara się wręcz odwieść Jezusa.

Zganiwszy ostro Piotra, Jezus zwraca się do uczniów z niesamowitym zaproszeniem:

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Ale czego wymaga Jezus od swoich uczniów zarówno wtedy jak i dziś, wypowiadając te słowa? Czy chce, byśmy wzgardzili sobą? Czy chce, byśmy wszyscy wybrali życie ascetyczne? Czy wymaga od nas, byśmy szukali cierpienia, aby bardziej przypodobać się Bogu?

To Słowo zachęca nas raczej do pójścia za Jezusem, przyjmując wartości i wymagania Ewangelii, by stawać się coraz bardziej podobnymi do Niego. A to oznacza żyć pełnią życia, tak jak Jezus, nawet wtedy, gdy na naszej drodze pojawia się cień krzyża.

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Nie da się zaprzeczyć. Każdy ma swój krzyż: cierpienie w najróżniejszych formach jest częścią ludzkiego życia, ale jest niezrozumiałe, sprzeczne z naszym pragnieniem szczęścia. Jednak właśnie w takim momencie Jezus uczy nas, by odkryć to nieoczekiwane światło. Podobnie jak w przypadku, gdy wchodząc czasami do jakiegoś kościoła, odkrywamy, jak piękne i jasne są witraże, które z zewnątrz wydawały się ciemne i brzydkie.

Jeśli chcemy pójść za Jezusem, to z Jego wymaganiem powinniśmy całkowicie odwrócić hierarchię wartości, usuwając się z centrum życia w świecie i odrzucając logikę szukania własnego interesu. Proponuje nam, abyśmy zwrócili większą uwagę na potrzeby innych; by nasze wysiłki służyły do tego, by uszczęśliwiać innych, tak jak On, który nie zmarnował okazji, aby umocnić i dać nadzieję tym, których spotykał. I na tej drodze wyzwolenia z egoizmu może zacząć się dla nas okres dojrzewania naszego człowieczeństwa, okres wolności, która w pełni ukształtuje naszą osobowość.

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Jezus wzywa nas do bycia świadkami Ewangelii, nawet wtedy, gdy ta wierność poddana jest próbie poprzez większe czy mniejsze niezrozumienie w środowisku, w którym żyjemy. Jezus jest z nami; pragnie być z nami w naszym życiu dla urzeczywistnienia tego śmiałego ideału powszechnego braterstwa, cywilizacji miłości.

Ten radykalizm miłości jest głęboką potrzebą ludzkiego serca, co widzimy również u wybitnych przedstawicieli religii niechrześcijańskich, którzy kierują się głosem sumienia. Jak pisał Mahatma Gandhi: „Gdyby mnie ktoś zabił a ja umarłbym z modlitwą na ustach za mojego zabójcę i pamiętał o Bogu i Jego żywej obecności w sanktuarium mojego serca, dopiero wtedy można by powiedzieć, że przez niestosowanie przemocy zdobyłem oręż odważnych”.

Chiara Lubich odkryła w tajemnicy Jezusa ukrzyżowanego i opuszczonego środek, by uzdrowić każde zranienie osobiste i wszelki brak jedności między ludźmi, wspólnotami i narodami, i podzieliła się tym odkryciem z wieloma osobami. W 2007 roku podczas wielkiego zgromadzenia Ruchów i Wspólnot Kościelnych w Stuttgarcie, napisała: „Każdy z nas przechodzi w życiu cierpienia choć trochę podobne do Jego cierpień. ( ...) Kiedy przeżywamy takie cierpienia (…), przypomnijmy sobie Jezusa Opuszczonego, który uczynił je własnymi: one są niemalże Jego obecnością, są naszym udziałem w Jego cierpieniu. Uczyńmy wtedy tak jak Jezus, który nie pozostał w odrętwieniu, lecz wydawszy krzyk opuszczenia dodał: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46) i oddał się w ręce Ojca.

My również, tak jak On, możemy przejść przez cierpienie i przezwyciężyć każdą próbę, mówiąc Mu: „Kocham w niej Ciebie, Jezu Opuszczony, kocham Ciebie, ona przypomina mi Ciebie, jest wyrazem Ciebie, jest Twoim obliczem”. A jeśli w następnej chwili zaczniemy ze wszystkich sił kochać brata czy siostrę i spełniać to, czego Bóg chce, wiele razy odczujemy, że cierpienie – jakby mocą Bożej alchemii – przemienia się w radość. (...). Niewielkie grupy, w których żyjemy (…) mogą zaznać goryczy mniejszych i większych podziałów. Ale i w tym bólu możemy ujrzeć Jego oblicze, przezwyciężyć to cierpienie w nas samych i uczynić wszystko, by odbudować braterstwo z innymi. (...) Drogą i wzorem dla kultury komunii jest Jezus Ukrzyżowany i Opuszczony”.

Letizia Magri

Słowo Życia - sierpień 2017

„Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła” (Ps. 145,9).

… Ten psalm jest hymnem chwały wysławiającym królowanie Pana, który panuje nad całą historią.  Królowanie to jest wieczne i pełne majestatu, ale wyraża się w sprawiedliwości oraz dobroci i bardziej przypomina bliskość ojca niż potęgę panującego.
… Bohaterem tego hymnu jest Bóg, który objawia swą przeobfitą czułość, podobną do miłości matki: On jest miłosierny, współczujący, nieskory do gniewu, wielki w miłości, dobry dla wszystkich…
… Dobroć Boga objawiła się w stosunku do ludu izraelskiego, lecz rozciąga się na wszystko, co wyszło z Jego rąk – z rąk Stwórcy – na każdą osobę i całe stworzenie.
… Na koniec psalmu jego autor zachęca wszystkie istoty żywe, by włączyły się do tego śpiewu, by pomnożyć jego przesłanie w harmonijnym chórze wielu głosów.

„Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła”

Bóg sam powierzył stworzenie pracowitym rękom mężczyzny i kobiety, jak otwartą „księgę”, w której zapisana jest Jego dobroć. Są oni powołani do współpracy ze Stwórcą, by dopisywać strony sprawiedliwości i pokoju, postępując zgodnie z zamysłem Jego miłości.
… Niestety, to co widzimy wokół nas, to wiele ran zadawanych osobom, często bezbronnym, oraz środowisku naturalnemu. Powodem tego jest obojętność wielu oraz egoizm i zachłanność tych, którzy wykorzystują wielkie bogactwa środowiska jedynie dla własnych interesów, z niekorzyścią dla dobra wspólnego.
… W ostatnich latach we wspólnocie chrześcijańskiej utorowała sobie drogę nowa świadomość i wrażliwość respektująca stworzenie. W tej perspektywie możemy przypominać sobie apele wielu autorytetów, zachęcające nas, aby odkryć w naturze zwierciadło Bożej dobroci oraz dziedzictwo całej ludzkości.
… Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej I tak wyraził się w ubiegłym roku w swoim Przesłaniu na Dzień stworzenia:
„Potrzeba nieustannej czujności, formacji i nauczania, aby jasny był związek obecnego kryzysu ekologicznego z namiętnościami ludzkimi, których rezultatem i owocem jest przeżywany przez nas kryzys środowiska. Dlatego istnieje jedyna droga powrotu do dawnego piękna […] umiarkowania i ascezy, które mogą prowadzić do rozumnego zarządzania środowiskiem naturalnym. W szczególny sposób zachłanność, w zaspokajaniu  potrzeb materialnych, prowadzi z pewnością do ubóstwa duchowego człowieka, które powoduje  zniszczenie środowiska naturalnego”.
… A papież Franciszek, w encyklice ‘Laudato si’ napisał: „Troska o przyrodę stanowi część stylu życia, który oznacza zdolność do życia razem i komunii. Jezus przypomniał nam, że Bóg jest naszym wspólnym Ojcem, a ten fakt czyni nas braćmi. Miłość braterska może być jedynie bezinteresowna […]. Ta sama bezinteresowność sprawia, że kochamy i akceptujemy wiatr, słońce lub chmury, pomimo że nie podlegają naszej kontroli. […] Musimy ponownie odczuć, że potrzebujemy siebie nawzajem, że jesteśmy odpowiedzialni za innych i za świat, że warto być dobrym i uczciwym" (Por. Papież Franciszek, encyklika Laudato si’, nn. 228–229, 24 maja 2015).
… Wykorzystajmy więc chwile wolne od obowiązków pracy, czy też wszystkie okazje w ciągu dnia, by zwrócić wzrok na głębię nieba, majestat szczytów i ogrom morza lub tylko na małą trawkę wyrastającą przy skraju drogi. Pomoże nam to uznać wielkość Stwórcy „miłośnika życia” i znaleźć na nowo korzeń naszej nadziei w Jego nieskończonej dobroci, która wszystko obejmuje i wszystkiemu towarzyszy.
… Wybierzmy dla siebie samych i dla naszej rodziny skromny styl życia, respektujący wymagania środowiska i porównywalny z potrzebami innych, aby ubogacić się w miłość. Dzielmy się darami ziemi i pracy z biedniejszymi braćmi i dawajmy także świadectwo tej pełni życia i radości, wnosząc w nasze środowiska delikatność, życzliwość i pojednanie.

Letizia Magri

Słowo Życia - lipiec 2017

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28)

… Utrudzeni i obciążeni – słowa te przywodzą na myśl obraz osób – mężczyzn i kobiet, młodych, dzieci i starców – którzy w różny sposób dźwigają ciężary na drodze życia i ufają, że nadejdzie dzień, gdy będą się mogli od nich uwolnić.

… W tym fragmencie Ewangelii św. Mateusza słyszymy zaproszenie Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie…”. A otaczał Go tłum ludzi, którzy przybyli, by zobaczyć Go i posłuchać. Wielu z nich to ludzie prości, biedni, słabo wykształceni, niezdolni do poznania i zachowywania wszystkich skomplikowanych przepisów religijnych swoich czasów. Poza tym ciążyły im podatki i administracja rzymska – i często był to ciężar nie do wytrzymania. Byli utrudzeni i poszukiwali lepszego życia.

… W swoim nauczaniu Jezus zwracał szczególną uwagę na nich i na wszystkich tych, którzy byli wyłączeni ze społeczeństwa, bo uważano ich za grzeszników.

… On pragnął, aby wszyscy mogli zrozumieć i przyjąć najważniejsze prawo, to które otwiera drzwi domu Ojca: prawo miłości. Ponieważ Bóg ukazuje swoje cudowne sprawy tym, którzy mają otwarte i proste serca.

… Jezus zaprasza dzisiaj także nas, byśmy się do Niego zbliżyli. On objawił się jako widzialne oblicze Boga, który jest miłością, Boga kochającego nas bezmiernie, takich jacy jesteśmy, z naszymi zdolnościami i naszymi ograniczeniami, z naszymi aspiracjami i naszymi upadkami. Zaprasza nas, byśmy zaufali Jego „prawu”, które nie jest przygniatającym ciężarem, lecz brzemieniem lekkim, zdolnym wypełnić radością serce tych, którzy nim – tym prawem, żyją. Wymaga ono, by nie koncentrować się na sobie, ale przeciwnie: dzień po dniu czynić z naszego życia coraz pełniejszy dar dla innych.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”

… Jezus także obiecuje: „Ja was pokrzepię”.

… W jaki sposób? Przede wszystkim swoją obecnością, która – jeśli wybieramy Go jako stały punkt odniesienia dla naszego istnienia – staje się w nas głębsza, rozświetlając nasze codzienne kroki szczególnym światłem i pozwalając nam odkryć sens życia, nawet kiedy sytuacje zewnętrzne są trudne.
Jeśli ponadto zaczynamy miłować tak, jak czynił to sam Jezus, to w miłości znajdziemy siłę, by iść naprzód i pełnię wolności, gdyż toruje sobie w nas drogę życie Boże.

… Tak pisała Chiara Lubich: „... chrześcijanin, który nie ma zawsze nastawienia, by kochać, nie zasługuje na imię chrześcijanina. Dlatego, że wszystkie przykazania Jezusa streszczają się w jednym: w przykazaniu miłości Boga i bliźniego, w którym trzeba widzieć i miłować Jezusa. Miłość nie jest czystym sentymentalizmem, lecz przekłada się na konkretne życie, na służbę dla braci, zwłaszcza tych obok nas, zaczynając od rzeczy małych, od najprostszego służenia. Charles de Foucauld mówi: «Kiedy kogoś kochamy, bardzo realnie jesteśmy w nim my, jesteśmy w nim z miłością, żyjemy w nim przez miłość, nie żyjemy już dla siebie, jesteśmy ‘oderwani od siebie’, ‘poza sobą’» (Wg: C. de Foucauld, Scritti Spirituali, VII, Citta’ Nuova, Roma 1975). To dzięki tej miłości toruje sobie w nas drogę Jego światło, światło Jezusa, zgodnie z Jego obietnicą: «Objawię się temu, kto Mnie miłuje» (Por. J 14,21) Miłość jest źródłem światła: kochając rozumie się bardziej Boga, który jest Miłością” (Por. Ch. Lubich, Słowo Życia – maj 1998).

… Podejmijmy zaproszenie Jezusa, by do Niego iść i uznajmy, że On jest naszą nadzieją i naszym pokojem. Przyjmijmy Jego „przykazanie”, usiłujmy kochać, tak jak On to czynił wykorzystując tysiące okazji, które także nam się zdarzają w rodzinie, w parafii, w pracy, odpowiadajmy na zniewagi przebaczeniem, budujmy raczej mosty a nie mury i zacznijmy służyć osobom przygniecionym ciężarem trudności.
Odkryjemy w tym nie ciężar, lecz skrzydła, które pozwalają nam wznosić się w górę.

Letizia Magri

Słowo Życia - Czerwiec 2017

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21)

… W dniach po ukrzyżowaniu Jezusa Jego przerażeni i zdezorientowani uczniowie zamknęli się w domu. Wcześniej, gdy głosił wszystkim, że Bóg jest Ojcem i kocha każdego z czułością, chodzili z Nim po drogach Palestyny.

… Jezus posłany został przez Ojca nie tylko po to, by zaświadczyć życiem o tej wielkiej nowinie, ale też po to, aby otworzyć ludzkości drogę do spotkania z Bogiem, z Bogiem, który jest Trójcą, wspólnotą miłości trzech boskich Osób i który pragnie włączyć swoje stworzenia do tego kręgu miłości.

… Kiedy wypełniał swoją ziemską misję, wielu ludzi widziało Go, słyszało i doświadczyło dobroci oraz skutków Jego gestów i Jego słów: akceptacji, przebaczenia, nadziei… Ale potem wyrok skazujący i ukrzyżowanie.

… W takim kontekście Ewangelia św. Jana opowiada nam o tym, jak Jezus zmartwychwstały trzeciego dnia ukazuje się swym uczniom i posyła ich, aby wypełniali Jego misję.

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”.

… Jakby im mówił: “Pamiętacie, że dzieliłem z wami moje życie? Jak zaspokoiłem wasz głód oraz pragnienie sprawiedliwości i pokoju? Jak uleczyłem serca i ciała wielu usuniętych poza nawias i odrzuconych przez społeczeństwo? Jak broniłem godności ubogich, wdów, obcokrajowców? Teraz wy to kontynuujcie: głoście wszystkim Ewangelię, którą otrzymaliście, głoście, że Bóg pragnie, aby wszyscy Go spotkali i że wszyscy jesteście braćmi i siostrami”.

… Każda osoba stworzona na obraz Boga Miłości nosi już w sercu pragnienie tego spotkania; wszystkie kultury i wszystkie społeczeństwa dążą do budowania relacji, wzajemnych więzi. Ileż jednak trudu, ile przeciwieństw, jak wiele trudności w dojściu do tego celu! To głębokie dążenie zderza się codziennie z naszą kruchością, z naszymi lękami i zamknięciem, nieufnością i wzajemnym osądzaniem siebie.

… Mimo to Pan Bóg nie przestaje i dziś zwracać się ufnie z tym samym zaproszeniem:

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”.

… Jak w tym miesiącu wprowadzać w życie to tak odważne zaproszenie? Czy misja budowania braterstwa, bratania ludzkości, często zranionej, nie jest batalią przegraną jeszcze przed jej rozpoczęciem?

… Sami nie moglibyśmy nigdy tego dokonać i właśnie dlatego Jezus dał nam szczególny dar: Ducha Świętego, który podtrzymuje nas w wysiłku miłowania każdej osoby, nawet nieprzyjaciela.

… „Duch Święty, który został <nam> podarowany podczas Chrztu […] będąc duchem miłości i jedności, czynił wszystkich wierzących jedno ze Zmartwychwstałym i pomiędzy sobą, przekraczając wszelkie różnice ras, kultury i pochodzenia klasowego […]. To przez nasz egoizm wznosimy bariery, którymi izolujemy się i wyłączamy osoby różniące się od nas […]. Starajmy się więc, słuchając głosu Ducha Świętego, wzrastać w tej komunii […], przezwyciężając zalążki podziału, które w sobie nosimy” (por. Ch. Lubich, Słowo Życia –styczeń 1994).

… Z pomocą Ducha Świętego również my w tym miesiącu przypominajmy sobie i wprowadzajmy w życie słowa miłości przy każdej okazji do nawiązania relacji z innymi osobami: przyjmowania ich, słuchania, współczucia, do rozmowy, zachęty, wyrażenia troski o nich, docenienia ich, przebaczania… – będziemy realizować w ten sposób zaproszenie Jezusa do kontynuowania Jego misji; będziemy kanałami życia, które On nam podarował.

… Tego właśnie doświadczyła grupa mnichów buddyjskich podczas pobytu w międzynarodowym miasteczku Loppiano, we Włoszech, gdzie ośmiuset jego mieszkańców stara się wiernie żyć Ewangelią. Mnichów dotknęła głęboko miłość ewangeliczna, jakiej nie znali. Jeden z nich opowiada: „Wystawiałem moje brudne buty pod drzwiami – rano znajdowałem je czyste. Kładłem swoje brudne ubranie za drzwiami – rano znajdowałem je czyste i wyprasowane. Wiedzieli, że było mi zimno, bo pochodzę z południowo wschodniej Azji: podnosili temperaturę ogrzewania i przynosili mi kołdry… Pewnego dnia zapytałem: ‘Dlaczego to robicie?’ Ponieważ Cię kochamy, bo chcemy twego dobra – brzmiała odpowiedź” (por. Chiara Lubich, Aachen/Niemcy 13.11.1998). To doświadczenie otworzyło drogę do prawdziwego dialogu pomiędzy buddystami a chrześcijanami.

Letizia Magri

Strona 1 z 12

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie