Słowo Życia

Słowo Życia - pażdziernik 2017

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie” (Flp 2,5)

Św. Paweł, skazany za swoje kazania, pisze z więzienia list do wspólnoty chrześcijańskiej w mieście Filippi. To on jako pierwszy przyniósł tam Ewangelię i wiele osób uwierzyło w nią i zaangażowało się w to nowe życie, świadcząc miłość chrześcijańską nawet wtedy, gdy Paweł musiał ich opuścić. Postawa Filipian jest dla niego wielką radością i dlatego jego list jest tak serdeczny.
Tak więc św. Paweł zachęca, by nadal wzrastali zarówno indywidualnie jak i wspólnotowo. Dlatego przypomina im wzór ewangelicznego stylu życia, według którego mają postępować.

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie”.

Jakie są te „dążenia”? Jak jest możliwe poznanie najgłębszych pragnień Jezusa, żeby go naśladować?
Św. Paweł zrozumiał to: Jezus Chrystus, Syn Boży ogołocił samego siebie i zstąpił pośród nas; całkowicie oddany Ojcu stał się człowiekiem, abyśmy mogli stać się dziećmi Boga1.
Zrealizował swoją misję dzięki temu, jak żył: stale uniżał siebie. Starał się dotrzeć do najmniejszego, najsłabszego, najbardziej niepewnego siebie, żeby go podnieść. Chciał, by każdy poczuł się w końcu kochany i zbawiony: trędowaty, wdowa, cudzoziemiec, grzesznik.

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie”.

Aby poznać i pielęgnować w sobie pragnienia Jezusa, rozpoznajmy przede wszystkim w sobie samych obecność Jego miłości i moc Jego przebaczenia. Następnie spójrzmy na Niego, czyniąc swoim Jego styl życia, który pobudza nas do otwarcia serc, umysłów i ramion na przyjęcie każdej osoby taką, jaka jest. Unikajmy wszelkiego osądu. Wręcz przeciwnie – pozwólmy ujawnić się zaletom tego, kogo spotykamy, nawet wtedy, gdy są one ukryte pod tysiącem małości i błędów; gdy wydaje się nam, że to strata czasu.
Największym pragnieniem Jezusa, które możemy uczynić swoim, jest bezinteresowna miłość, gotowość oddania do dyspozycji innych swoich mniejszych czy większych talentów, aby z odwagą i konkretnie budować pozytywne relacje z całym naszym środowiskiem, przyjęcie z pokorą także trudów, niezrozumienia, rozbieżności, by z determinacją szukać dróg dialogu i zgody.

„To dążenie niech was ożywia: ono też było w Chrystusie Jezusie”.

Chiara Lubich, która całe życie pozwalała się prowadzić Ewangelii i doświadczała jej mocy, napisała: „Naśladować Jezusa oznacza rozumieć, że nasze życie chrześcijańskie ma sens, jeśli żyjemy jedni dla drugich, jeśli pojmujemy nasze życie jako służbę braciom, jeśli opieramy całe nasze życie na tej podstawie. W ten sposób zrealizujemy to, co Jezus miał najbardziej w sercu i będziemy rzeczywiście błogosławieni”.

Letizia Magri

Słowo Życia - wrzesień 2017

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24)

Jezus w czasie publicznej działalności głosi, że Królestwo Boże jest blisko i przygotowuje się, by iść do Jerozolimy. Jego uczniowie, którzy zdawali sobie sprawę z potęgi jego misji i widzieli w Nim wysłannika Boga, którego oczekiwał cały lud Izraela, oczekiwali w końcu wyzwolenia spod władzy Rzymu i nadejścia lepszego świata, przynoszącego pokój i dobrobyt.

Ale Jezus nie chce ich karmić złudzeniami. Mówi wyraźnie, że Jego podróż do Jerozolimy nie wiedzie Go do triumfu, ale raczej do odrzucenia, cierpienia i śmierci. Zapowiada także, że trzeciego dnia zmartwychwstanie. Te słowa są tak trudne do zrozumienia i przyjęcia, że Piotr reaguje odrzucając tak absurdalny plan i stara się wręcz odwieść Jezusa.

Zganiwszy ostro Piotra, Jezus zwraca się do uczniów z niesamowitym zaproszeniem:

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Ale czego wymaga Jezus od swoich uczniów zarówno wtedy jak i dziś, wypowiadając te słowa? Czy chce, byśmy wzgardzili sobą? Czy chce, byśmy wszyscy wybrali życie ascetyczne? Czy wymaga od nas, byśmy szukali cierpienia, aby bardziej przypodobać się Bogu?

To Słowo zachęca nas raczej do pójścia za Jezusem, przyjmując wartości i wymagania Ewangelii, by stawać się coraz bardziej podobnymi do Niego. A to oznacza żyć pełnią życia, tak jak Jezus, nawet wtedy, gdy na naszej drodze pojawia się cień krzyża.

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Nie da się zaprzeczyć. Każdy ma swój krzyż: cierpienie w najróżniejszych formach jest częścią ludzkiego życia, ale jest niezrozumiałe, sprzeczne z naszym pragnieniem szczęścia. Jednak właśnie w takim momencie Jezus uczy nas, by odkryć to nieoczekiwane światło. Podobnie jak w przypadku, gdy wchodząc czasami do jakiegoś kościoła, odkrywamy, jak piękne i jasne są witraże, które z zewnątrz wydawały się ciemne i brzydkie.

Jeśli chcemy pójść za Jezusem, to z Jego wymaganiem powinniśmy całkowicie odwrócić hierarchię wartości, usuwając się z centrum życia w świecie i odrzucając logikę szukania własnego interesu. Proponuje nam, abyśmy zwrócili większą uwagę na potrzeby innych; by nasze wysiłki służyły do tego, by uszczęśliwiać innych, tak jak On, który nie zmarnował okazji, aby umocnić i dać nadzieję tym, których spotykał. I na tej drodze wyzwolenia z egoizmu może zacząć się dla nas okres dojrzewania naszego człowieczeństwa, okres wolności, która w pełni ukształtuje naszą osobowość.

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”

Jezus wzywa nas do bycia świadkami Ewangelii, nawet wtedy, gdy ta wierność poddana jest próbie poprzez większe czy mniejsze niezrozumienie w środowisku, w którym żyjemy. Jezus jest z nami; pragnie być z nami w naszym życiu dla urzeczywistnienia tego śmiałego ideału powszechnego braterstwa, cywilizacji miłości.

Ten radykalizm miłości jest głęboką potrzebą ludzkiego serca, co widzimy również u wybitnych przedstawicieli religii niechrześcijańskich, którzy kierują się głosem sumienia. Jak pisał Mahatma Gandhi: „Gdyby mnie ktoś zabił a ja umarłbym z modlitwą na ustach za mojego zabójcę i pamiętał o Bogu i Jego żywej obecności w sanktuarium mojego serca, dopiero wtedy można by powiedzieć, że przez niestosowanie przemocy zdobyłem oręż odważnych”.

Chiara Lubich odkryła w tajemnicy Jezusa ukrzyżowanego i opuszczonego środek, by uzdrowić każde zranienie osobiste i wszelki brak jedności między ludźmi, wspólnotami i narodami, i podzieliła się tym odkryciem z wieloma osobami. W 2007 roku podczas wielkiego zgromadzenia Ruchów i Wspólnot Kościelnych w Stuttgarcie, napisała: „Każdy z nas przechodzi w życiu cierpienia choć trochę podobne do Jego cierpień. ( ...) Kiedy przeżywamy takie cierpienia (…), przypomnijmy sobie Jezusa Opuszczonego, który uczynił je własnymi: one są niemalże Jego obecnością, są naszym udziałem w Jego cierpieniu. Uczyńmy wtedy tak jak Jezus, który nie pozostał w odrętwieniu, lecz wydawszy krzyk opuszczenia dodał: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46) i oddał się w ręce Ojca.

My również, tak jak On, możemy przejść przez cierpienie i przezwyciężyć każdą próbę, mówiąc Mu: „Kocham w niej Ciebie, Jezu Opuszczony, kocham Ciebie, ona przypomina mi Ciebie, jest wyrazem Ciebie, jest Twoim obliczem”. A jeśli w następnej chwili zaczniemy ze wszystkich sił kochać brata czy siostrę i spełniać to, czego Bóg chce, wiele razy odczujemy, że cierpienie – jakby mocą Bożej alchemii – przemienia się w radość. (...). Niewielkie grupy, w których żyjemy (…) mogą zaznać goryczy mniejszych i większych podziałów. Ale i w tym bólu możemy ujrzeć Jego oblicze, przezwyciężyć to cierpienie w nas samych i uczynić wszystko, by odbudować braterstwo z innymi. (...) Drogą i wzorem dla kultury komunii jest Jezus Ukrzyżowany i Opuszczony”.

Letizia Magri

Słowo Życia - sierpień 2017

„Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła” (Ps. 145,9).

… Ten psalm jest hymnem chwały wysławiającym królowanie Pana, który panuje nad całą historią.  Królowanie to jest wieczne i pełne majestatu, ale wyraża się w sprawiedliwości oraz dobroci i bardziej przypomina bliskość ojca niż potęgę panującego.
… Bohaterem tego hymnu jest Bóg, który objawia swą przeobfitą czułość, podobną do miłości matki: On jest miłosierny, współczujący, nieskory do gniewu, wielki w miłości, dobry dla wszystkich…
… Dobroć Boga objawiła się w stosunku do ludu izraelskiego, lecz rozciąga się na wszystko, co wyszło z Jego rąk – z rąk Stwórcy – na każdą osobę i całe stworzenie.
… Na koniec psalmu jego autor zachęca wszystkie istoty żywe, by włączyły się do tego śpiewu, by pomnożyć jego przesłanie w harmonijnym chórze wielu głosów.

„Pan jest dobry dla wszystkich i Jego miłosierdzie ogarnia wszystkie Jego dzieła”

Bóg sam powierzył stworzenie pracowitym rękom mężczyzny i kobiety, jak otwartą „księgę”, w której zapisana jest Jego dobroć. Są oni powołani do współpracy ze Stwórcą, by dopisywać strony sprawiedliwości i pokoju, postępując zgodnie z zamysłem Jego miłości.
… Niestety, to co widzimy wokół nas, to wiele ran zadawanych osobom, często bezbronnym, oraz środowisku naturalnemu. Powodem tego jest obojętność wielu oraz egoizm i zachłanność tych, którzy wykorzystują wielkie bogactwa środowiska jedynie dla własnych interesów, z niekorzyścią dla dobra wspólnego.
… W ostatnich latach we wspólnocie chrześcijańskiej utorowała sobie drogę nowa świadomość i wrażliwość respektująca stworzenie. W tej perspektywie możemy przypominać sobie apele wielu autorytetów, zachęcające nas, aby odkryć w naturze zwierciadło Bożej dobroci oraz dziedzictwo całej ludzkości.
… Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej I tak wyraził się w ubiegłym roku w swoim Przesłaniu na Dzień stworzenia:
„Potrzeba nieustannej czujności, formacji i nauczania, aby jasny był związek obecnego kryzysu ekologicznego z namiętnościami ludzkimi, których rezultatem i owocem jest przeżywany przez nas kryzys środowiska. Dlatego istnieje jedyna droga powrotu do dawnego piękna […] umiarkowania i ascezy, które mogą prowadzić do rozumnego zarządzania środowiskiem naturalnym. W szczególny sposób zachłanność, w zaspokajaniu  potrzeb materialnych, prowadzi z pewnością do ubóstwa duchowego człowieka, które powoduje  zniszczenie środowiska naturalnego”.
… A papież Franciszek, w encyklice ‘Laudato si’ napisał: „Troska o przyrodę stanowi część stylu życia, który oznacza zdolność do życia razem i komunii. Jezus przypomniał nam, że Bóg jest naszym wspólnym Ojcem, a ten fakt czyni nas braćmi. Miłość braterska może być jedynie bezinteresowna […]. Ta sama bezinteresowność sprawia, że kochamy i akceptujemy wiatr, słońce lub chmury, pomimo że nie podlegają naszej kontroli. […] Musimy ponownie odczuć, że potrzebujemy siebie nawzajem, że jesteśmy odpowiedzialni za innych i za świat, że warto być dobrym i uczciwym" (Por. Papież Franciszek, encyklika Laudato si’, nn. 228–229, 24 maja 2015).
… Wykorzystajmy więc chwile wolne od obowiązków pracy, czy też wszystkie okazje w ciągu dnia, by zwrócić wzrok na głębię nieba, majestat szczytów i ogrom morza lub tylko na małą trawkę wyrastającą przy skraju drogi. Pomoże nam to uznać wielkość Stwórcy „miłośnika życia” i znaleźć na nowo korzeń naszej nadziei w Jego nieskończonej dobroci, która wszystko obejmuje i wszystkiemu towarzyszy.
… Wybierzmy dla siebie samych i dla naszej rodziny skromny styl życia, respektujący wymagania środowiska i porównywalny z potrzebami innych, aby ubogacić się w miłość. Dzielmy się darami ziemi i pracy z biedniejszymi braćmi i dawajmy także świadectwo tej pełni życia i radości, wnosząc w nasze środowiska delikatność, życzliwość i pojednanie.

Letizia Magri

Słowo Życia - lipiec 2017

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28)

… Utrudzeni i obciążeni – słowa te przywodzą na myśl obraz osób – mężczyzn i kobiet, młodych, dzieci i starców – którzy w różny sposób dźwigają ciężary na drodze życia i ufają, że nadejdzie dzień, gdy będą się mogli od nich uwolnić.

… W tym fragmencie Ewangelii św. Mateusza słyszymy zaproszenie Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie…”. A otaczał Go tłum ludzi, którzy przybyli, by zobaczyć Go i posłuchać. Wielu z nich to ludzie prości, biedni, słabo wykształceni, niezdolni do poznania i zachowywania wszystkich skomplikowanych przepisów religijnych swoich czasów. Poza tym ciążyły im podatki i administracja rzymska – i często był to ciężar nie do wytrzymania. Byli utrudzeni i poszukiwali lepszego życia.

… W swoim nauczaniu Jezus zwracał szczególną uwagę na nich i na wszystkich tych, którzy byli wyłączeni ze społeczeństwa, bo uważano ich za grzeszników.

… On pragnął, aby wszyscy mogli zrozumieć i przyjąć najważniejsze prawo, to które otwiera drzwi domu Ojca: prawo miłości. Ponieważ Bóg ukazuje swoje cudowne sprawy tym, którzy mają otwarte i proste serca.

… Jezus zaprasza dzisiaj także nas, byśmy się do Niego zbliżyli. On objawił się jako widzialne oblicze Boga, który jest miłością, Boga kochającego nas bezmiernie, takich jacy jesteśmy, z naszymi zdolnościami i naszymi ograniczeniami, z naszymi aspiracjami i naszymi upadkami. Zaprasza nas, byśmy zaufali Jego „prawu”, które nie jest przygniatającym ciężarem, lecz brzemieniem lekkim, zdolnym wypełnić radością serce tych, którzy nim – tym prawem, żyją. Wymaga ono, by nie koncentrować się na sobie, ale przeciwnie: dzień po dniu czynić z naszego życia coraz pełniejszy dar dla innych.

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”

… Jezus także obiecuje: „Ja was pokrzepię”.

… W jaki sposób? Przede wszystkim swoją obecnością, która – jeśli wybieramy Go jako stały punkt odniesienia dla naszego istnienia – staje się w nas głębsza, rozświetlając nasze codzienne kroki szczególnym światłem i pozwalając nam odkryć sens życia, nawet kiedy sytuacje zewnętrzne są trudne.
Jeśli ponadto zaczynamy miłować tak, jak czynił to sam Jezus, to w miłości znajdziemy siłę, by iść naprzód i pełnię wolności, gdyż toruje sobie w nas drogę życie Boże.

… Tak pisała Chiara Lubich: „... chrześcijanin, który nie ma zawsze nastawienia, by kochać, nie zasługuje na imię chrześcijanina. Dlatego, że wszystkie przykazania Jezusa streszczają się w jednym: w przykazaniu miłości Boga i bliźniego, w którym trzeba widzieć i miłować Jezusa. Miłość nie jest czystym sentymentalizmem, lecz przekłada się na konkretne życie, na służbę dla braci, zwłaszcza tych obok nas, zaczynając od rzeczy małych, od najprostszego służenia. Charles de Foucauld mówi: «Kiedy kogoś kochamy, bardzo realnie jesteśmy w nim my, jesteśmy w nim z miłością, żyjemy w nim przez miłość, nie żyjemy już dla siebie, jesteśmy ‘oderwani od siebie’, ‘poza sobą’» (Wg: C. de Foucauld, Scritti Spirituali, VII, Citta’ Nuova, Roma 1975). To dzięki tej miłości toruje sobie w nas drogę Jego światło, światło Jezusa, zgodnie z Jego obietnicą: «Objawię się temu, kto Mnie miłuje» (Por. J 14,21) Miłość jest źródłem światła: kochając rozumie się bardziej Boga, który jest Miłością” (Por. Ch. Lubich, Słowo Życia – maj 1998).

… Podejmijmy zaproszenie Jezusa, by do Niego iść i uznajmy, że On jest naszą nadzieją i naszym pokojem. Przyjmijmy Jego „przykazanie”, usiłujmy kochać, tak jak On to czynił wykorzystując tysiące okazji, które także nam się zdarzają w rodzinie, w parafii, w pracy, odpowiadajmy na zniewagi przebaczeniem, budujmy raczej mosty a nie mury i zacznijmy służyć osobom przygniecionym ciężarem trudności.
Odkryjemy w tym nie ciężar, lecz skrzydła, które pozwalają nam wznosić się w górę.

Letizia Magri

Słowo Życia - Czerwiec 2017

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21)

… W dniach po ukrzyżowaniu Jezusa Jego przerażeni i zdezorientowani uczniowie zamknęli się w domu. Wcześniej, gdy głosił wszystkim, że Bóg jest Ojcem i kocha każdego z czułością, chodzili z Nim po drogach Palestyny.

… Jezus posłany został przez Ojca nie tylko po to, by zaświadczyć życiem o tej wielkiej nowinie, ale też po to, aby otworzyć ludzkości drogę do spotkania z Bogiem, z Bogiem, który jest Trójcą, wspólnotą miłości trzech boskich Osób i który pragnie włączyć swoje stworzenia do tego kręgu miłości.

… Kiedy wypełniał swoją ziemską misję, wielu ludzi widziało Go, słyszało i doświadczyło dobroci oraz skutków Jego gestów i Jego słów: akceptacji, przebaczenia, nadziei… Ale potem wyrok skazujący i ukrzyżowanie.

… W takim kontekście Ewangelia św. Jana opowiada nam o tym, jak Jezus zmartwychwstały trzeciego dnia ukazuje się swym uczniom i posyła ich, aby wypełniali Jego misję.

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”.

… Jakby im mówił: “Pamiętacie, że dzieliłem z wami moje życie? Jak zaspokoiłem wasz głód oraz pragnienie sprawiedliwości i pokoju? Jak uleczyłem serca i ciała wielu usuniętych poza nawias i odrzuconych przez społeczeństwo? Jak broniłem godności ubogich, wdów, obcokrajowców? Teraz wy to kontynuujcie: głoście wszystkim Ewangelię, którą otrzymaliście, głoście, że Bóg pragnie, aby wszyscy Go spotkali i że wszyscy jesteście braćmi i siostrami”.

… Każda osoba stworzona na obraz Boga Miłości nosi już w sercu pragnienie tego spotkania; wszystkie kultury i wszystkie społeczeństwa dążą do budowania relacji, wzajemnych więzi. Ileż jednak trudu, ile przeciwieństw, jak wiele trudności w dojściu do tego celu! To głębokie dążenie zderza się codziennie z naszą kruchością, z naszymi lękami i zamknięciem, nieufnością i wzajemnym osądzaniem siebie.

… Mimo to Pan Bóg nie przestaje i dziś zwracać się ufnie z tym samym zaproszeniem:

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”.

… Jak w tym miesiącu wprowadzać w życie to tak odważne zaproszenie? Czy misja budowania braterstwa, bratania ludzkości, często zranionej, nie jest batalią przegraną jeszcze przed jej rozpoczęciem?

… Sami nie moglibyśmy nigdy tego dokonać i właśnie dlatego Jezus dał nam szczególny dar: Ducha Świętego, który podtrzymuje nas w wysiłku miłowania każdej osoby, nawet nieprzyjaciela.

… „Duch Święty, który został <nam> podarowany podczas Chrztu […] będąc duchem miłości i jedności, czynił wszystkich wierzących jedno ze Zmartwychwstałym i pomiędzy sobą, przekraczając wszelkie różnice ras, kultury i pochodzenia klasowego […]. To przez nasz egoizm wznosimy bariery, którymi izolujemy się i wyłączamy osoby różniące się od nas […]. Starajmy się więc, słuchając głosu Ducha Świętego, wzrastać w tej komunii […], przezwyciężając zalążki podziału, które w sobie nosimy” (por. Ch. Lubich, Słowo Życia –styczeń 1994).

… Z pomocą Ducha Świętego również my w tym miesiącu przypominajmy sobie i wprowadzajmy w życie słowa miłości przy każdej okazji do nawiązania relacji z innymi osobami: przyjmowania ich, słuchania, współczucia, do rozmowy, zachęty, wyrażenia troski o nich, docenienia ich, przebaczania… – będziemy realizować w ten sposób zaproszenie Jezusa do kontynuowania Jego misji; będziemy kanałami życia, które On nam podarował.

… Tego właśnie doświadczyła grupa mnichów buddyjskich podczas pobytu w międzynarodowym miasteczku Loppiano, we Włoszech, gdzie ośmiuset jego mieszkańców stara się wiernie żyć Ewangelią. Mnichów dotknęła głęboko miłość ewangeliczna, jakiej nie znali. Jeden z nich opowiada: „Wystawiałem moje brudne buty pod drzwiami – rano znajdowałem je czyste. Kładłem swoje brudne ubranie za drzwiami – rano znajdowałem je czyste i wyprasowane. Wiedzieli, że było mi zimno, bo pochodzę z południowo wschodniej Azji: podnosili temperaturę ogrzewania i przynosili mi kołdry… Pewnego dnia zapytałem: ‘Dlaczego to robicie?’ Ponieważ Cię kochamy, bo chcemy twego dobra – brzmiała odpowiedź” (por. Chiara Lubich, Aachen/Niemcy 13.11.1998). To doświadczenie otworzyło drogę do prawdziwego dialogu pomiędzy buddystami a chrześcijanami.

Letizia Magri

Słowo Życia - maj 2017

 

 

 

„Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20)

Na końcu swej Ewangelii św. Mateusz opowiada o ostatnich wydarzeniach z ziemskiego życia Jezusa, które prowadziły do Jego zmartwychwstania i wypełnienia misji: ogłoszenia odnawiającej miłości Boga do każdego stworzenia i ponownego otwarcia w ludzkiej historii drogi braterstwa. Dla Mateusza Jezus jest „Bogiem z nami”, Emmanuelem obiecanym przez proroków, oczekiwanym przez lud Izraela.

Zanim Jezus powróci do Ojca, gromadzi uczniów, tych z którymi najbliżej współdzielił swą misję, i powierza im swoje dzieło, aby je kontynuowali.

…Trudna misja! Ale Jezus zapewnia: nie zostawi ich samych; co więcej: przyrzeka, że będzie z nimi każdego dnia, aby im towarzyszyć, wspierać, dodawać im odwagi „aż do końca świata”.

Dzięki Jego pomocy będą świadkami spotkania z Nim, świadkami Jego słów, gestów, Jego serdeczności i miłosierdzia wobec wszystkich, aby wielu mogło Go spotkać i razem stworzyć nowy lud Boży, żyjący przykazaniem miłości.

…Możemy powiedzieć, że radością Boga jest właśnie to bycie ze mną, z tobą, z nami aż do końca naszej historii osobistej i dziejów ludzkości. Ale czy tak jest? Czy naprawdę można Go spotkać?

... On „stoi za rogiem, jest obok mnie, obok ciebie. Ukrywa się w biednym, w pogardzanym, w kimś małym, chorym, w kimś kto prosi o radę, w kimś pozbawionym wolności. Jest w kimś odrażającym, w kimś z marginesu…”. Powiedział: „byłem głodny, a daliście mi jeść… (Por. Mt 25,35)… Uczmy się odkrywać Go tam, gdzie jest” (por. Ch. Lubich, Słowo Życia, VI.1982).

…Jest w swoim Słowie, które wprowadzone w życie, odnawia nasze istnienie; jest w Eucharystii – w każdym miejscu na ziemi, działa również przez swych kapłanów służących Jego ludowi. Jest obecny, kiedy wprowadzamy wokół nas zgodę (Por. Mt 18,20), wtedy nasza modlitwa do Ojca jest bardziej skuteczna i znajdujemy światło dla naszych codziennych wyborów.

„Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” – ileż nadziei przynosi ta dodająca nam odwagi obietnica, aby Go szukać na naszej drodze. Otwórzmy nasze serca i dłonie, aby Go przyjąć i dzielić z Nim los – my osobiście i jako wspólnoty: w rodzinach i w kościołach, w miejscach pracy i podczas świętowania, w stowarzyszeniach świeckich i religijnych. Spotkamy Jezusa, a On zaskoczy nas radością i światłem, znakami swej obecności.

…Jeśli każdego rana wstaniemy z myślą: „Dzisiaj pragnę odkryć, gdzie Pan Bóg chce mnie spotkać!” – my również możemy doświadczyć radości takiej, jak ta: „Moja teściowa jest zafascynowana swoim synem, aż do uczucia zazdrości. Jest to postawa, która zawsze stwarza pomiędzy nami trudności. Rok temu zdiagnozowano u niej raka. Powstała konieczność leczenia i opieki, czego jedyna córka nie była jej w stanie zapewnić. W tym okresie przyjęłam zaproszenie przyjaciółki i uczestniczyłam w Mariapoli, gdzie odkrycie Boga-Miłości zmieniło moje życie. Pierwszą konsekwencją tego nawrócenia jest decyzja: przezwyciężając wszelkie obawy przyjmę moją teściową w domu. Światło, jakie zapaliło się w moim sercu podczas tego spotkania pozwoliło mi patrzeć na nią nowymi oczami. Teraz wiem, że w niej leczę i opiekuję się samym Jezusem. A ona nie jest obojętna na miłość i odwzajemnia miłością, ku mojemu zdziwieniu, każdy gest. Mijają miesiące poświęceń, które nie są dla mnie ciężarem, a gdy moja teściowa pogodna odchodzi do Nieba, pozostawia we wszystkich uczucie pokoju. W tych dniach zorientowałam się, że oczekuję dziecka, którego pragnęliśmy z mężem od dziewięciu lat! To dziecko jest dla nas namacalnym znakiem miłości Boga” (z książki „Kwiatki Chiary Lubich i Ruchu Focolari” ss. 47–48).

Letizia Magri

 

 

 

Słowo Życia - Kwiecień 2017

„Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi” (Łk 24,29).

Te słowa to zaproszenie skierowane do Nieznajomego, który towarzyszył dwom uczniom w drodze z Jerozolimy do wsi Emaus. W drodze "rozmawiali i rozprawiali" ze sobą o tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach w mieście.

On wydawał się być jedynym, który nic o tym nie wiedział i dlatego obaj, przyjmując jego towarzystwo, opowiedzieli Mu o „proroku potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu”, któremu oni zaufali. Został wydany Rzymianom przez arcykapłanów i przywódców żydowskich, a następnie skazany na śmierć i ukrzyżowany. Straszna tragedia, której znaczenia nie mogli zrozumieć.

Podczas drogi ów Nieznajomy wychodząc od słów Pisma świętego pomaga im zrozumieć znaczenie tych wydarzeń i wzbudza nadzieję w ich sercach. Przybywszy do Emaus zapraszają go na wieczerzę: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi”. Gdy razem zasiedli do stołu ów Nieznajomy błogosławi chleb i dzieli się z nimi. Gest, który pozwala Go rozpoznać: Ukrzyżowany umarł, lecz zmartwychwstał! I natychmiast obaj zmieniają swoje plany: wracają do Jerozolimy i szukają innych uczniów, by przekazać im tę wielką nowinę.

My też możemy być rozczarowani, źli, zniechęceni tragicznym poczuciem bezradności w obliczu niesprawiedliwości, które dotykają niewinnych i bezbronnych ludzi. Również w naszym życiu nie brakuje bólu, niepewności, ciemności ... A jakże chcielibyśmy przeobrazić je w pokój, nadzieję, światło, dla siebie i dla innych.

Jakże chcielibyśmy spotkać Kogoś, kto zrozumie nas do końca i oświeci nam drogę życia!

Jezus, Bóg-Człowiek, aby mieć pewność dotarcia do głębi każdego z nas, w każdej sytuacji, dobrowolnie zgodził się, by doświadczyć, tak jak my, ciemności cierpienia. Cierpienia fizycznego, ale również tego wewnętrznego: od zdrady ze strony swoich przyjaciół po poczucie bycia opuszczonym przez tego Boga, którego On zawsze nazywał Ojcem.

Dzięki swej niezachwianej ufności w miłość Boga, przezwyciężył ten ogromny ból, na nowo Mu się powierzył i od Niego otrzymał nowe życie.

Na tej drodze postawił również nas, ludzi, i pragnie nam w niej towarzyszyć:

„... On jest obecny we wszystkim, co ma odcień cierpienia ... Spróbujmy rozpoznać Jezusa w każdej trudnej sytuacji, trudnościach życiowych, w każdej ciemności i tragedii osobistej i bliźniego, w cierpieniach ludzkości, która nas otacza. To On, ponieważ On to wszystko wziął na siebie … Wystarczyłoby uczynić coś konkretnego, by złagodzić „Jego” cierpienia w ubogich… by odnaleźć nową pełnię życia”.

Opowiada 7-letnia dziewczynka: „Bardzo cierpiałam, kiedy mój ojciec poszedł do więzienia. Kochałam Jezusa w nim. Dlatego podczas odwiedzin nie płakałam przy nim”.

Młoda małżonka: „Od chwili, kiedy postawiono mojemu mężowi, Robertowi, diagnozę nie dającą nadziei, towarzyszyłam mu w ostatnich miesiącach jego życia. Nie oddaliłam się od niego ani na moment. Patrząc na niego widziałam Jezusa… Robert był na krzyżu, naprawdę na krzyżu”. Ich wzajemna miłość stała się światłem dla przyjaciół, co zaowocowało stworzeniem sieci solidarności, która już się nie zerwała a nawet rozciągnęła się na wielu innych, zapoczątkowując powstanie stowarzyszenia społecznej pomocy „Abbraccio Planetario” [Planetarne objęcie]. „Doświadczenie z Robertem – mówi jeden z jego przyjaciół – zachęciło nas, by go naśladować i kroczyć prawdziwą i własną drogą do Boga. Często zadajemy sobie pytanie: Jakie znaczenie mają cierpienie, choroba, śmierć. Myślę, że ci, którzy mieli to szczęście przebyć ten odcinek drogi u boku Roberta, znaleźli już jasną odpowiedź”.

W tym miesiącu wszyscy chrześcijanie będą obchodzić tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Jest to okazja, aby ożywić naszą wiarę w miłość Boga, która pozwala nam przekształcić ból w miłość; każdy rozłam, separacja, upadek, a nawet sama śmierć, mogą również dla nas stać się źródłem światła i pokoju. Pewni bliskości Boga w każdej sytuacji, z ufnością powtarzajmy modlitwę uczniów z Emaus: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi”.

Letizia Magri

Strona 1 z 11

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie