Słowo Życia

Słowo Życia - styczeń 2017

„Albowiem miłość Chrystusa przynagla” (por. 2 Kor 5, 14-20).

„Wczoraj poszłam z mamą i jej przyjaciółką na kolację. Ja zamówiłam sobie jako przystawkę groszek, aby później zjeść deser, który bardzo lubię. Ale mama powiedziała: nie! Już zaczynałam się dąsać, ale uświadomiłam sobie, że właśnie w mamie jest Jezus i uśmiechnęłam się”.

„Dzisiaj, po męczącym dniu wróciłem do domu. Podczas gdy oglądałem telewizję, brat zabrał mi z rąk pilota. Zdenerwowałem się bardzo, ale za chwilę wyciszyłem się i pozwoliłem mu oglądać jego program”.

„Dzisiaj, gdy mój ojciec mówił do mnie, ja mu odpyskowałem. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że było mu przykro. Przeprosiłem go i on mi wybaczył”.

To kilka doświadczeń związanych ze Słowami życia, opowiedzianych przez dzieci z piątej klasy szkoły podstawowej w Rzymie. Być może nie widać bezpośredniego związku tych doświadczeń z treścią Słowa, jakim wtedy żyli, ale są one owocem życia Ewangelią. Każde Słowo jest wezwaniem do miłowania. Każde Słowo, które chcemy wprowadzać w życie, powoduje zawsze te same skutki: to Słowo zmienia nasze życie, zapala w sercu iskrę, by być uważnym na potrzeby drugiego, sprawia, że angażujemy się w służbę dla braci i sióstr. Nie może być inaczej, bo przyjęcie Słowa i życie nim rodzi w nas Jezusa i mobilizuje nas do tego, by żyć tak jak On. To pozwala nam zrozumieć słowa św. Pawła skierowane do Koryntian.

Tym, co przynaglało apostoła do głoszenia Ewangelii i działań na rzecz jedności w założonych przez siebie wspólnotach, było głębokie doświadczenie życia z Jezusem. Czuł się przez Niego kochanym, zbawionym; przeniknął On do tego stopnia jego życie, że nikt i nic nie mogło oddzielić go od Niego: to już nie Paweł żył, ale żył w nim Jezus. Świadomość, że Bóg ukochał nas aż po oddanie swego życia, przyprawiała Pawła o szaleństwo, nie dawała mu spokoju i z nieodpartą siłą motywowała go, aby kochać tak samo, z tą samą miłością.

Czy miłość Chrystusa przynagla także nas z taką samą siłą?

Jeżeli naprawdę doświadczyliśmy Jego miłości, nie możemy jej nie odwzajemnić. Trzeba nam wkraczać z odwagą tam, gdzie są podziały, konflikty, nienawiść, aby wnieść tam zgodę, pokój, jedność. Miłość pozwala wznieść serce ponad przeszkody, aby wejść w bezpośredni kontakt z osobami, stara się je zrozumieć, wejść w ich sytuację, by wspólnie poszukiwać rozwiązań. Nie chodzi tu o jakąś wyjątkową akcję. O jedność powinno się zabiegać za wszelką cenę, nie może nas paraliżować ani blokować fałszywa roztropność, ani obawa przed spodziewanymi trudnościami czy przeciwdziałaniami.

Jest to ważne i naglące zwłaszcza na polu ekumenizmu. Słowo to zostało wybrane na ten miesiąc, bo w nim obchodzi się Tydzień Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan i chrześcijanie należący do różnych Kościołów i wspólnot powinni nim żyć, aby miłość Chrystusa przynaglała ich do wychodzenia jedni ku drugim, aby odbudować utraconą jedność.

Chiara Lubich podczas otwarcia II Zgromadzenia Ekumenicznego Europy w Grazu w Austrii 23 czerwca 1997 powiedziała: „Autentycznym chrześcijaninem posoborowym zaangażowanym w pojednanie będzie ten, kto potrafi miłować bliźnich miłością samego Boga, miłością, która widzi Jezusa w każdym, która jest skierowana do każdego – Jezus poniósł śmierć za cały rodzaj ludzki – która zawsze podejmuje inicjatywę, która miłuje jako pierwsza; tą miłością, która kocha każdego jak siebie, która jednoczy się z braćmi i siostrami: w cierpieniach i radościach. Trzeba, aby także Kościoły miłowały się taką samą miłością”.

Żyjmy również my tym radykalizmem miłości z prostotą i autentycznością dzieci z tej rzymskiej szkoły.

Fabio Ciardi

Słowo Życia - grudzień 2016

„On sam przychodzi, aby was zbawić” (por. Iz 35, 4)

To słowo jest w czasie teraźniejszym: On przychodzi. Jest pewne, że przychodzi teraz. Nie wolno nam czekać jutra, końca czasów czy innego życia. Bóg działa natychmiast, miłość nie dopuszcza odroczeń czy opóźnień. Prorok Izajasz zwracał się do ludu, który z upragnieniem oczekiwał końca wygnania i powrotu do ojczyzny. W dniach oczekiwania na Boże Narodzenie nie możemy nie pamiętać, że podobna obietnica zbawienia skierowana została do Maryi: „Pan z Tobą” (Łk 1,28); anioł oznajmiał jej narodziny Zbawiciela.

On sam przychodzi, aby was zbawić

On nie przychodzi z jakąkolwiek wizytą. Jego interwencja jest decydująca, ma najwyższe znaczenie: On przychodzi nas wybawić! Od czego? Czy znajdujemy się w poważnym niebezpieczeństwie? Tak. Czasami jesteśmy tego świadomi, niekiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. On interweniuje, ponieważ widzi egoizm, obojętność wobec tych, którzy znajdują się w potrzebie i cierpią, widzi nienawiść i podziały. Serce ludzkości jest chore. On przychodzi kierowany współczuciem dla swego stworzenia, nie chce, aby się zatraciło.

Jego ręką jest dłoń wyciągnięta ku rozbitkowi, który tonie. Niestety, w obecnym czasie ten powtarzający się każdego dnia obraz uciekinierów, którzy próbują przebyć nasze morza, stoi zawsze przed oczami i widzimy, z jaką gotowością chwytają się tej wyciągniętej ręki, tych kamizelek ratunkowych. My także w każdej chwili możemy uchwycić się wyciągniętej ręki Boga i ufnie iść za Nim. On nie tylko uzdrawia nasze serce od zamykania na innych, od skupiania się na sobie, lecz uzdalnia nas do pomagania tym, którzy tego potrzebują, przeżywają próby, są zasmuceni.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Chiara Lubich pisała: „To na pewno nie Jezus historyczny czy Jezus – Głowa Mistycznego Ciała rozwiązuje problemy. Czyni to Jezus – my, Jezus – ja, Jezus – ty… To Jezus w człowieku, w określonym człowieku, kiedy jest w nim Jego łaska, buduje most, toruje drogę… […] Każdy człowiek – jak drugi Chrystus, jako członek Jego Ciała Mistycznego – wnosi typowy dla siebie wkład we wszystkie dziedziny: w naukę, w sztukę, politykę, w komunikację, itd.” Dzięki temu człowiek z Chrystusem współuczestniczy w stworzeniu i w zbawieniu. „Jest to ciągle trwające wcielenie, wcielenie pełne, obejmujące „każdego Jezusa” z Mistycznego Ciała Chrystusa”.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Tak właśnie stało się z Robertem, byłym więźniem, który znalazł kogoś, kto go „wybawił”. I Robert stał się kimś, kto „wybawia”. Opowiedział swoje doświadczenie papieżowi 24 kwietnia br., podczas Mariapoli w Villa Borghese w Rzymie. „Po zakończeniu długiej kary więzienia, myślałem, by rozpocząć nowe życie, ale jak wiadomo, mimo że spłaciłeś swoją karę, dla ludzi pozostaniesz zawsze niezbyt dobrym. Szukając pracy znajdowałem wszystkie drzwi zamknięte. Musiałem żebrać na ulicy, przez siedem miesięcy byłem włóczęgą. Dopóki nie spotkałem Alfonsa, który dzięki założonemu przez siebie stowarzyszeniu, pomaga rodzinom więźniów. „Jeśli chcesz zacząć od nowa, powiedział mi, chodź ze mną”. Obecnie od roku pomagam mu przygotowywać torby z zakupami dla rodzin więźniów, które odwiedzamy. Dla mnie to ogromna łaska, bo w tych rodzinach widzę siebie samego. Widzę godność tych samotnych matek z małymi dziećmi, żyjących w rozpaczliwych warunkach, oczekujących kogoś, kto przyniósłby im trochę pociechy, trochę miłości. Podarowując siebie, odnalazłem swą ludzką godność. Moje życie ma sens. Mam więcej siły, gdyż mam Boga w sercu, czuję się kochany…”.

o. Fabio Ciardi OMI

SŁOWO ŻYCIAgrudzień 2016

On sam przychodzi, aby was zbawić” (por. Iz 35, 4)

Tosłowo jest w czasie teraźniejszym: On przychodzi. Jest pewne, że przychodzi teraz. Nie wolno nam czekać jutra, końca czasów czy innego życia. Bóg działa natychmiast, miłość nie dopuszcza odroczeń czy opóźnień. Prorok Izajasz zwracał się do ludu, który z upragnieniem oczekiwał końca wygnania i powrotu do ojczyzny. W dniach oczekiwania na Boże Narodzenie nie możemy nie pamiętać, że podobna obietnica zbawienia skierowana została do Maryi: „Pan z Tobą” (Łk 1,28); anioł oznajmiał jej narodziny Zbawiciela.

On sam przychodzi, aby was zbawić

On nie przychodzi z jakąkolwiek wizytą. Jego interwencja jest decydująca, ma najwyższe znaczenie: On przychodzi nas wybawić! Od czego? Czy znajdujemy się w poważnym niebezpieczeństwie? Tak. Czasami jesteśmy tego świadomi, niekiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. On interweniuje, ponieważ widzi egoizm, obojętność wobec tych, którzy znajdują się w potrzebie i cierpią, widzi nienawiść i podziały. Serce ludzkości jest chore. On przychodzi kierowany współczuciem dla swego stworzenia, nie chce, aby się zatraciło.

Jego ręką jest dłoń wyciągnięta ku rozbitkowi, który tonie. Niestety, w obecnym czasie ten powtarzający się każdego dnia obraz uciekinierów, którzy próbują przebyć nasze morza, stoi zawsze przed oczami i widzimy, z jaką gotowością chwytają się tej wyciągniętej ręki, tych kamizelek ratunkowych. My także w każdej chwili możemy uchwycić się wyciągniętej ręki Boga i ufnie iść za Nim. On nie tylko uzdrawia nasze serce od zamykania na innych, od skupiania się na sobie, lecz uzdalnia nas do pomagania tym, którzy tego potrzebują, przeżywają próby, są zasmuceni.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Chiara Lubich pisała: „To na pewno nie Jezus historyczny czy Jezus – Głowa Mistycznego Ciała rozwiązuje problemy. Czyni to Jezus – my, Jezus – ja, Jezus – ty… To Jezus w człowieku, w określonym człowieku, kiedy jest w nim Jego łaska, buduje most, toruje drogę… […] Każdy człowiek – jak drugi Chrystus, jako członek Jego Ciała Mistycznego – wnosi typowy dla siebie wkład we wszystkie dziedziny: w naukę, w sztukę, politykę, w komunikację, itd.” Dzięki temu człowiek z Chrystusem współuczestniczy w stworzeniu i w zbawieniu. „Jest to ciągle trwające wcielenie, wcielenie pełne, obejmujące „każdego Jezusa” z Mistycznego Ciała Chrystusa”.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Tak właśnie stało się z Robertem, byłym więźniem, który znalazł kogoś, kto go „wybawił”. I Robert stał się kimś, kto „wybawia”. Opowiedział swoje doświadczenie papieżowi 24 kwietnia br., podczas Mariapoli w Villa Borghese w Rzymie. „Po zakończeniu długiej kary więzienia, myślałem, by rozpocząć nowe życie, ale jak wiadomo, mimo że spłaciłeś swoją karę, dla ludzi pozostaniesz zawsze niezbyt dobrym. Szukając pracy znajdowałem wszystkie drzwi zamknięte. Musiałem żebrać na ulicy, przez siedem miesięcy byłem włóczęgą. Dopóki nie spotkałem Alfonsa, który dzięki założonemu przez siebie stowarzyszeniu, pomaga rodzinom więźniów. „Jeśli chcesz zacząć od nowa, powiedział mi, chodź ze mną”. Obecnie od roku pomagam mu przygotowywać torby z zakupami dla rodzin więźniów, które odwiedzamy. Dla mnie to ogromna łaska, bo w tych rodzinach widzę siebie samego. Widzę godność tych samotnych matek z małymi dziećmi, żyjących w rozpaczliwych warunkach, oczekujących kogoś, kto przyniósłby im trochę pociechy, trochę miłości. Podarowując siebie, odnalazłem swą ludzką godność. Moje życie ma sens. Mam więcej siły, gdyż mam Boga w sercu, czuję się kochany…”.

o. Fabio Ciardi OMI

 

Słowo Życia - listopad 2016

„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13)

Są momenty, w których czujemy się zadowoleni, w pełni sił, wszystko wydaje się łatwe i lekkie. Innym razem osaczają nas trudności, które napawają goryczą nasze dni. Mogą być też małe upadki w miłości do osób bliskich, niezdolność do dzielenia z innymi naszego ideału życia. Albo przychodzą choroby, trudności ekonomiczne, rozczarowania w rodzinie, wątpliwości, niepokoje wewnętrzne, utrata pracy, wojna – rzeczywistości, które nas przygniatają i wydają się drogą bez wyjścia. Najtrudniejsze w takich sytuacjach jest to, że czujemy się zmuszeni samotnie stawiać czoła próbom życia, bez wsparcia kogoś, kto byłby zdolny udzielić nam zdecydowanej pomocy.

Niewiele osób, tak jak apostoł Paweł, przeżywało tak intensywnie radości i cierpienia,  sukcesy i niezrozumienie. A przecież on potrafił odważnie wypełniać swoją misję, nie upadając na duchu. Czy był super bohaterem? Nie, czuł że jest słaby, kruchy, nieodpowiedni, ale miał pewien sekret, z którego zwierzył się swym przyjaciołom z Filippi:

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

Paweł odkrył w swym życiu stałą obecność Chrystusa. Także gdy wszyscy go opuścili, nie czuł się nigdy sam: Jezus był blisko niego. To On udzielał mu pewności i popychał go, by szedł naprzód, by stawiał czoła każdej przeciwności. Jezus wszedł całkowicie w jego życie, stając się jego siłą.

Tajemnica Pawła może być również naszym sekretem. Wszystko mogę, kiedy w cierpieniu, choćby jednym, rozpoznam i przyjmę tajemniczą bliskość Jezusa, który bierze na siebie ten ból. Wszystko mogę, kiedy żyję w komunii miłości z innymi, bo wtedy On – jak przyrzekł - przychodzi między nas (por. Mt 18,20) i jestem podtrzymywany mocą jedności. Wszystko mogę, kiedy przyjmuję i wprowadzam w czyn słowa Ewangelii: one pozwalają mi dostrzec drogę, którą dzień po dniu mam przebyć, uczą mnie jak żyć, obdarzają mnie ufnością.
Będę miał siłę stawić czoła nie tylko swoim próbom osobistym, czy trudnościom w rodzinie, ale także w otaczającym mnie świecie. Może się to zdawać naiwnością, jakąś utopią, tak ogromne są problemy społeczeństw i narodów. A przecież „wszystko” możemy dzięki obecności Wszechmocnego; „wszystko” i jedynie dobro, które On w swej miłosiernej miłości pomyślał dla mnie i dla innych przeze mnie. A jeśli nie spełnia się to natychmiast, możemy nadal wierzyć i ufać planowi miłości Boga, który ogarnia wieczność, że z pewnością się to wypełni.

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

Wystarczy pracować „we dwoje”, jak uczyła Chiara Lubich: „Nie mogę w tym przypadku nic zrobić dla tej drogiej mi osoby chorej czy w niebezpieczeństwie, w tej pogmatwanej sytuacji... Zatem zrobię to, czego Bóg chce ode mnie w tej chwili: będę dobrze się uczyć, dokładnie zamiatać, dobrze się modlić, dobrze opiekować się moimi dziećmi... A Bóg pomyśli o rozplątaniu tego kłębka, pocieszeniu cierpiącego, o rozwiązaniu nieprzewidzianej sytuacji. Jest to praca we dwoje w doskonałej komunii, która wymaga od nas wielkiej wiary w miłość Boga do swych dzieci. To wzajemne zawierzenie sprawia cuda. Zobaczymy, że tam, gdzie my nie mogliśmy dotrzeć, dotarł Ktoś Inny, kto dopomógł więcej i o wiele lepiej niż my”1.

o. Fabio Ciardi OMI

1  Chiara Lubich, Charyzmat jedności, Fundacja Mariapoli, Wydawnictwo M, Kraków 2007, s. 115.

Słowo Życia - październik 2016

„Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy” (Syr 28,2).

W społeczeństwie pełnym przemocy, takim jak to, w którym żyjemy, przebaczenie jest sprawą trudną. Jak można przebaczyć komuś, kto zniszczył rodzinę, kto popełnił ogromne przestępstwa lub komuś, kto nas po prostu zranił do żywego w sprawach osobistych, niszcząc naszą karierę, tracąc nasze zaufanie?

Instynktownie pierwszym odruchem jest oddanie złem za zło, jest zemsta wzbudzająca spiralę nienawiści i agresji prowadzącą do zdziczenia społeczeństwa. Albo zerwanie wszelkich relacji, chowanie żalów i urazy, przyjęcie postawy zaprawiającej życie goryczą i zatruwającej relacje.

To Słowo Życia wkracza z mocą w najróżniejsze sytuacje konfliktowe i jednoznacznie proponuje najtrudniejsze i odważne rozwiązanie: przebaczyć.

Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy

Tym razem zachęta pochodzi od mędrca starożytnego ludu izraelskiego, od Syracha, który pokazuje absurd prośby o przebaczenie zwróconej do Boga przez osobę, która sama nie umie przebaczyć. „Komu [Bóg] przebacza grzechy? – czytamy w starym tekście tradycji hebrajskiej – Temu, kto sam potrafi przebaczyć” (por. Talmud babiloński, Megillah 28a). „Tego właśnie nauczył nas sam Jezus w modlitwie, którą kierujemy do Ojca”: „Ojcze... odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt 6, 12).

My również błądzimy i za każdym razem pragniemy, by nam przebaczono! Prosimy i mamy nadzieję, że znów otrzymamy szansę rozpoczęcia od nowa, że obdarzą nas na nowo zaufaniem. Jeśli tak jest wobec nas, czy nie będzie tak również wobec innych? Czy bliźnich nie powinniśmy kochać, jak siebie samych?

Chiara Lubich, która nie przestaje inspirować naszego rozumienia Słowa, tak komentuje zachętę do przebaczenia: ono „nie jest zapomnieniem, które często oznacza ucieczkę od stanięcia twarzą w twarz wobec rzeczywistości. Przebaczenie – to nie słabość, przemilczanie niesprawiedliwości z obawy przed silniejszym, który się jej dopuścił. Przebaczenie nie polega na zlekceważeniu tego, co poważne, czy określeniu jako dobre tego, co złe. Przebaczenie jest aktem woli i pełnej świadomości, a więc wolności, która polega na przyjęciu brata takim, jaki jest, pomimo zła, które nam uczynił, tak jak Bóg przyjmuje nas grzeszników, mimo naszych braków. Przebaczenie polega na nieodwzajemnianiu obrazy obrazą, lecz na czynieniu tego, co mówi Paweł: «Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!» (Rz 12, 21).

Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy

Przebaczenie polega na otworzeniu przed tym, kto uczynił ci krzywdę, możliwości nowej relacji z tobą; tak więc na otwarciu dla niego i dla ciebie szansy nowego życia – przyszłości, w której zło nie miałoby ostatniego słowa”.

Słowo Życia pomoże nam oprzeć się pokusie, by zaraz odpowiedzieć, natychmiast odwzajemnić złem. Pomoże nam patrzeć nowymi oczami na tego, kto jest naszym „nieprzyjacielem”, widząc w nim brata, który – choć zły – potrzebuje kogoś, kto by go kochał i pomógł mu się zmienić. To będzie nasza „zemsta miłości”.

«Powiesz: „Ale to trudne” – kontynuuje Chiara w swoim komentarzu. To zrozumiałe. Jednak w tym jest piękno chrześcijaństwa. Nie przypadkiem jesteś naśladowcą Boga, który umierając na krzyżu prosił swego Ojca o przebaczenie tym, którzy wydali Go na śmierć. Odwagi! Tak zaczyna się życie. Zapewnia ci pokój, którego nigdy nie doświadczyłeś i wiele nieznanej radości».

o. Fabio Ciardi OMI

Słowo Życia - wrzesień 2016

„Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga”
(1 Kor 3, 22-23)

Znajdujemy się w dynamicznej, pełnej inicjatyw wspólnocie chrześcijan Koryntu, ożywianej przez różnorodne grupy związane z różnymi przywódcami charyzmatycznymi. Stąd biorą się napięcia między osobami i grupami, podziały, kult osoby, pragnienie pierwszeństwa. Paweł interweniuje zdecydowanie, przypominając wszystkim, że łączy ich coś znacznie głębszego niż lider czy bogactwo i różnorodność darów posiadanych przez wspólnotę. Łączy ich przynależność do Boga.

Rozbrzmiewa tu jeszcze raz wielkie przesłanie chrześcijaństwa: Bóg jest z nami, a my nie jesteśmy obcymi ani sierotami, zdanymi na siebie, ale należymy do Niego, jesteśmy Jego synami. On, jak dobry Ojciec, troszczy się o każdego, nie pozwalając, by zabrakło nam czegokolwiek dla naszego dobra. Więcej, jest przeobfity w miłości i w darze: „Wszystko do was należy – jak mówi Paweł – świat, życie, śmierć, to co obecne i rzeczy przyszłe, wszystko jest wasze!”. Dał nam nawet swojego Syna, Jezusa.

Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga

Jak olbrzymie zaufanie ze strony Jezusa oddającego wszystko w nasze ręce! A przecież ileż razy nadużywaliśmy Jego darów: uważaliśmy się za panów stworzenia, rabując je i szpecąc, panując nad naszymi braćmi i siostrami, zniewalając ich wręcz i maltretując, my – „panowie” naszego życia, niszczący je ostatecznie w samouwielbieniu i degradacji.

Przeogromny dar Boga – „Wszystko jest wasze” – domaga się wdzięczności. Często narzekamy, że czegoś nie mamy albo zwracamy się do Boga jedynie po to, aby prosić. Dlaczego nie patrzymy dookoła, aby odkryć dobro i piękno, które nas otaczają? Dlaczego nie dziękować Bogu za wszystko, co nam podarowuje każdego dnia?

Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga

„Wszystko jest wasze” – to również odpowiedzialność. Żąda ona od nas pieczołowitości, delikatności, troski o to, co nam powierzono: o cały świat i każdego człowieka. Tej samej troski, jaką Jezus otacza nas („Wy jesteście Chrystusa”), takiej samej, jaką Ojciec żywi wobec Jezusa („Chrystus jest Boga”).

Powinniśmy umieć cieszyć się z tym, kto się raduje i płakać z tym, kto płacze, gotowi objąć każdy jęk, przemoc, ból i podziały, jako coś, co do nas należy, współdzielić je, aż po przemienienie ich w miłość. Wszystko zostało nam podarowane, byśmy przynieśli to do Jezusa, czyli do celu ostatecznego, pełni życia, jaką jest Bóg, przywracając każdej rzeczy i każdej osobie jej godność i jej najgłębsze znaczenie.

Pewnego dnia, latem 1949 roku, Chiara Lubich doświadczyła tak wielkiej jedności z Chrystusem, że poczuła się z Nim złączona jako oblubienica z Oblubieńcem. Zaczęła więc myśleć o „posagu”, jaki powinna wnieść w darze i zrozumiała, że winno nim być całe stworzenie! On ze swojej strony miał jej przynieść całe Niebo. Przypomniała sobie wtedy słowa Psalmu: „Żądaj ode mnie, a dam ci we władanie wszystkie ludy i w posiadanie twoje wszystkie krańce ziemi...” (por. Ps. 2,8). „Uwierzyliśmy i prosiliśmy, i dał nam wszystko, aby oddać to Jemu, a On da nam Niebo: my – to co stworzone, On – Niestworzone”.

Pod koniec życia, mówiąc o Ruchu, który założyła, i w którym widziała samą siebie, Chiara Lubich pisze: „Jakie jest teraz moje ostatnie pragnienie? Chciałabym, aby Dzieło Maryi (Ruch Focolari), na koniec czasów, kiedy zwarte będzie oczekiwało, by stanąć przed Jezusem opuszczonym-zmartwychwstałym, mogło Mu powtórzyć – przyjmując za swoje słowa francuskiego teologa Jacques’a Leclercq’a, które zawsze mnie wzruszają: «... w twoim dniu, przyjdę ku Tobie, mój Boże (...) z moim najbardziej szalonym marzeniem: by przynieść Ci świat w ramionach»”.

o. Fabio Ciardi OMI

Słowo Życia - sierpień 2016

„Jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” (Mt 23, 8)

Już od ponad 70. lat żyjemy Słowem Życia. Kartka z nim dociera do naszych rąk. Czytamy komentarz, chcielibyśmy jednak, by pozostało w nas zaproponowane tam zdanie, jakieś słowo Pisma, często słowo Jezusa.

Słowo Życia nie jest zwyczajną medytacją, bo w nim mówi do nas Jezus, zachęcając nas, by żyć, prowadząc nas zawsze do tego, byśmy kochali, byśmy uczynili nasze życie darem.

Jest to „wynalazek” Chiary Lubich, która w takich słowach opowiedziała o jego początkach: „Czułam głód prawdy i dlatego studiowałam filozofię. Co więcej: jak wielu młodych szukałam prawdy i sądziłam, że znajdę ją dzięki studiom. I tu zrodziła się jedna z wielkich idei z pierwszych dni, z początków Ruchu, natychmiast przekazana moim towarzyszkom: «Po co szukać prawdy, kiedy wcielona prawda żyje w Jezusie, Bogu-człowieku? Jeśli pociąga nas prawda, porzućmy wszystko, Jego szukajmy i idźmy za Nim». I tak zrobiłyśmy”.

„Jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście”

Chiara i jej pierwsze towarzyszki wzięły do rąk Ewangelię i zaczęły ją czytać słowo po słowie. Wydała im się zupełnie nowa „Każde słowo Jezusa było snopem olśniewającego, prawdziwie boskiego światła! (…) Jego słowa są jedyne, są wieczne (…) fascynujące, pisane z boską wyrazistością, (…) są Słowami Życia, słowami do wprowadzenia w życie, słowami uniwersalnymi w każdym miejscu i w każdym czasie. Odkryły, że chociaż wypowiedziane w przeszłości, nie są tylko zwykłą pamiątką, lecz są słowami, którymi zwraca się dziś do nas wszystkich i do każdego człowieka w każdym czasie”1 i na każdej szerokości geograficznej.

„Jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście”

Ale czy naprawdę Jezus jest naszym Nauczycielem?

Wokół nas jest wiele propozycji na życie, jest wielu myślicieli, których idee są błędne i nakłaniają wręcz do przemocy. Są też tacy, których idee są prawe i pełne światła.

A przecież słowa Jezusa posiadają głębię i zdolność porywania, których inne słowa – nawet filozofów, polityków czy poetów – nie mają. Są „słowami życia”, można nimi żyć; dają też pełnię, przekazując nam życie samego Boga.

Każdego miesiąca ukazujemy jedno z nich i w ten sposób Ewangelia stopniowo wnika do naszej duszy, przemienia nas, sprawia, że zaczynamy myśleć jak Jezus, uzdalniając nas do reagowania na najróżniejsze sytuacje. Jezus staje się naszym Nauczycielem.

„Jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście”

Niekiedy możemy czytać te słowa razem. Chcielibyśmy, aby sam Jezus Zmartwychwstały, żyjący pośród zgromadzonych w Jego imię, tłumaczył nam je, uaktualniał, podpowiadał nam, jak je wprowadzać w życie.

Ale wielka nowość Słowa Życia polega na tym, że możemy dzielić się doświadczeniami i łaskami płynącymi z wprowadzania go w życie, tak jak tłumaczyła to Chiara, odnosząc się do tego, co działo się w początkach Ruchu, a co jest nadal aktualne: „Czułyśmy obowiązek dzielenia się z innymi tym, czego doświadczałyśmy, także dlatego, że miałyśmy świadomość, iż podarowane doświadczenie trwało ku zbudowaniu naszego życia wewnętrznego, jeśli się go natomiast nie podarowało, dusza powoli ubożała.

Żyłyśmy więc intensywnie słowem w ciągu całego dnia i dzieliłyśmy się owocami tego życia nie tylko między sobą, lecz także z osobami, które dołączały się do pierwszej grupy. (…) Kiedy żyłyśmy słowem, żyłyśmy już nie ja, nie my, lecz żyło słowo we mnie, słowo w grupie. Była to rewolucja chrześcijańska ze wszystkimi jej konsekwencjami”2.

Tak może być dzisiaj również dla nas.

o. Fabio Ciardi OMI

1 Por. Ch. Lubich, Klucz do jedności, Księgarnia św. Jacka , Katowice 1989, s. 100.
2 Tamże, s. 105.

Słowo Życia - lipiec 2016

„Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie” (Ef 4, 32).

Nie ma nic piękniejszego, jak usłyszeć: „Kocham Cię”. Kiedy ktoś nas kocha, nie czujemy się sami, idziemy pewnie, możemy stawić czoła także trudnościom i sytuacjom krytycznym. A jeśli miłość staje się wzajemna, wzmacnia się zaufanie i nadzieja, czujemy się otoczeni opieką. Wszyscy wiemy, że aby dzieci dobrze się rozwijały, potrzebują środowiska pełnego miłości, potrzebują kogoś, kto je będzie kochał.  Ta prawda odnosi się do każdego, niezależnie od wieku. Dlatego Słowo Życia zachęca nas, byśmy byli wobec siebie życzliwi, to znaczy, byśmy się kochali, a jako wzór stawia nam samego Boga.

Właśnie Jego przykład przypomina nam, że miłość nie jest jakimś uczuciem, lecz konkretnym
„Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie”.

Również dla nas miłość wobec drugiego oznacza słuchać go, okazać mu szczere zainteresowanie, dzielić z nim radości i próby, wziąć go w opiekę, towarzyszyć mu w drodze. Ten drugi nigdy nie jest kimś obcym, lecz jest moim bratem, siostrą, kimś, komu chcę służyć. Jest to zupełne przeciwieństwo tego, gdy traktuje się drugą osobę jak rywala, konkurenta, nieprzyjaciela, pragnąc nawet dla niego zła, miażdżąc go, wręcz eliminując, o czym, niestety, donoszą nam codzienne media. Mimo że nie  posuwamy się aż tak daleko, to czy nie zdarza się nam, że odczuwamy niechęć, wrogość czy po prostu obojętność lub brak zainteresowania osobami, które wyrządziły nam zło, są niemiłe albo nie należą do naszej grupy społecznej?

Kochać się wzajemnie, jak uczy nas Słowo Życia, znaczy podjąć drogę miłosierdzia, być gotowi wybaczyć sobie wzajemnie za każdym razem, gdy popełniliśmy błąd.

„Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie”.

Aby wprowadzać w życie przykazanie Jezusa, Chiara Lubich, na początku doświadczenia życia nowej wspólnoty chrześcijańskiej, zawarła ze swoimi pierwszymi towarzyszkami pakt miłości wzajemnej. Mimo to „na początku w tej grupie dziewcząt nie zawsze było  łatwo tak się miłować w sposób radykalny w grupie dziewcząt. Byłyśmy takie same jak wszyscy (również wtedy, gdy podtrzymywała nas specjalna łaska Boża konieczna dla tworzenia się Ruchu); na naszych wzajemnych odniesieniach łatwo osiadał kurz i jedność ulegała osłabieniu. Działo się tak za każdym razem, kiedy zwracałyśmy uwagę na czyjeś słabości, niedoskonałości. Kiedy się daną osobę osądzało – żar wzajemnej miłości ulegał ostudzeniu.

Dla zaradzenia tego rodzaju sytuacjom, które powtarzały się raz po raz, pewnego dnia pomyślałyśmy o zawarciu między nami specjalnego paktu. Nazwałyśmy go «paktem miłosierdzia». Jest to pakt, w którym zobowiązujemy się każdego ranka patrzeć na spotykanego bliźniego – w focolare, w szkole, w pracy... – tak, jakby to był człowiek zupełnie nowy, bez wspominania czegokolwiek z przeszłości; wszystko, co było dotąd, pokrywamy miłością. Ta dokonująca się w naszych sercach codzienna amnestia, to uniwersalne wybaczenie, stwarzały od razu wzajemną bliskość. Było to postanowienie mocne, podejmowane przez nas wszystkich wspólnie; pomagało być zawsze pierwszymi w miłowaniu na podobieństwo miłosiernego Boga, który przebacza i zapomina.”1.

Pakt miłosierdzia! Czy nie mógłby to być sposób, aby wzrastać w życzliwości?

o. Fabio Ciardi OMI

1  Ch. Lubich, Miłość wzajemna, Fundacja Mariapoli, Warszawa 2014, s. 90.

Strona 3 z 12

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

(od 22.01.2018 nowe godziny)
poniedziałek

9:00-10:00, 16:45-17:45
wtorek
9:00-10:00
środa
16:45-17:45
czwartek
9:00-10:00, 16:45-17:45
piątek
9:00-10:00

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie