Słowo Życia

Słowo Życia - maj 2017

 

 

 

„Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20)

Na końcu swej Ewangelii św. Mateusz opowiada o ostatnich wydarzeniach z ziemskiego życia Jezusa, które prowadziły do Jego zmartwychwstania i wypełnienia misji: ogłoszenia odnawiającej miłości Boga do każdego stworzenia i ponownego otwarcia w ludzkiej historii drogi braterstwa. Dla Mateusza Jezus jest „Bogiem z nami”, Emmanuelem obiecanym przez proroków, oczekiwanym przez lud Izraela.

Zanim Jezus powróci do Ojca, gromadzi uczniów, tych z którymi najbliżej współdzielił swą misję, i powierza im swoje dzieło, aby je kontynuowali.

…Trudna misja! Ale Jezus zapewnia: nie zostawi ich samych; co więcej: przyrzeka, że będzie z nimi każdego dnia, aby im towarzyszyć, wspierać, dodawać im odwagi „aż do końca świata”.

Dzięki Jego pomocy będą świadkami spotkania z Nim, świadkami Jego słów, gestów, Jego serdeczności i miłosierdzia wobec wszystkich, aby wielu mogło Go spotkać i razem stworzyć nowy lud Boży, żyjący przykazaniem miłości.

…Możemy powiedzieć, że radością Boga jest właśnie to bycie ze mną, z tobą, z nami aż do końca naszej historii osobistej i dziejów ludzkości. Ale czy tak jest? Czy naprawdę można Go spotkać?

... On „stoi za rogiem, jest obok mnie, obok ciebie. Ukrywa się w biednym, w pogardzanym, w kimś małym, chorym, w kimś kto prosi o radę, w kimś pozbawionym wolności. Jest w kimś odrażającym, w kimś z marginesu…”. Powiedział: „byłem głodny, a daliście mi jeść… (Por. Mt 25,35)… Uczmy się odkrywać Go tam, gdzie jest” (por. Ch. Lubich, Słowo Życia, VI.1982).

…Jest w swoim Słowie, które wprowadzone w życie, odnawia nasze istnienie; jest w Eucharystii – w każdym miejscu na ziemi, działa również przez swych kapłanów służących Jego ludowi. Jest obecny, kiedy wprowadzamy wokół nas zgodę (Por. Mt 18,20), wtedy nasza modlitwa do Ojca jest bardziej skuteczna i znajdujemy światło dla naszych codziennych wyborów.

„Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” – ileż nadziei przynosi ta dodająca nam odwagi obietnica, aby Go szukać na naszej drodze. Otwórzmy nasze serca i dłonie, aby Go przyjąć i dzielić z Nim los – my osobiście i jako wspólnoty: w rodzinach i w kościołach, w miejscach pracy i podczas świętowania, w stowarzyszeniach świeckich i religijnych. Spotkamy Jezusa, a On zaskoczy nas radością i światłem, znakami swej obecności.

…Jeśli każdego rana wstaniemy z myślą: „Dzisiaj pragnę odkryć, gdzie Pan Bóg chce mnie spotkać!” – my również możemy doświadczyć radości takiej, jak ta: „Moja teściowa jest zafascynowana swoim synem, aż do uczucia zazdrości. Jest to postawa, która zawsze stwarza pomiędzy nami trudności. Rok temu zdiagnozowano u niej raka. Powstała konieczność leczenia i opieki, czego jedyna córka nie była jej w stanie zapewnić. W tym okresie przyjęłam zaproszenie przyjaciółki i uczestniczyłam w Mariapoli, gdzie odkrycie Boga-Miłości zmieniło moje życie. Pierwszą konsekwencją tego nawrócenia jest decyzja: przezwyciężając wszelkie obawy przyjmę moją teściową w domu. Światło, jakie zapaliło się w moim sercu podczas tego spotkania pozwoliło mi patrzeć na nią nowymi oczami. Teraz wiem, że w niej leczę i opiekuję się samym Jezusem. A ona nie jest obojętna na miłość i odwzajemnia miłością, ku mojemu zdziwieniu, każdy gest. Mijają miesiące poświęceń, które nie są dla mnie ciężarem, a gdy moja teściowa pogodna odchodzi do Nieba, pozostawia we wszystkich uczucie pokoju. W tych dniach zorientowałam się, że oczekuję dziecka, którego pragnęliśmy z mężem od dziewięciu lat! To dziecko jest dla nas namacalnym znakiem miłości Boga” (z książki „Kwiatki Chiary Lubich i Ruchu Focolari” ss. 47–48).

Letizia Magri

 

 

 

Słowo Życia - Kwiecień 2017

„Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi” (Łk 24,29).

Te słowa to zaproszenie skierowane do Nieznajomego, który towarzyszył dwom uczniom w drodze z Jerozolimy do wsi Emaus. W drodze "rozmawiali i rozprawiali" ze sobą o tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach w mieście.

On wydawał się być jedynym, który nic o tym nie wiedział i dlatego obaj, przyjmując jego towarzystwo, opowiedzieli Mu o „proroku potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu”, któremu oni zaufali. Został wydany Rzymianom przez arcykapłanów i przywódców żydowskich, a następnie skazany na śmierć i ukrzyżowany. Straszna tragedia, której znaczenia nie mogli zrozumieć.

Podczas drogi ów Nieznajomy wychodząc od słów Pisma świętego pomaga im zrozumieć znaczenie tych wydarzeń i wzbudza nadzieję w ich sercach. Przybywszy do Emaus zapraszają go na wieczerzę: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi”. Gdy razem zasiedli do stołu ów Nieznajomy błogosławi chleb i dzieli się z nimi. Gest, który pozwala Go rozpoznać: Ukrzyżowany umarł, lecz zmartwychwstał! I natychmiast obaj zmieniają swoje plany: wracają do Jerozolimy i szukają innych uczniów, by przekazać im tę wielką nowinę.

My też możemy być rozczarowani, źli, zniechęceni tragicznym poczuciem bezradności w obliczu niesprawiedliwości, które dotykają niewinnych i bezbronnych ludzi. Również w naszym życiu nie brakuje bólu, niepewności, ciemności ... A jakże chcielibyśmy przeobrazić je w pokój, nadzieję, światło, dla siebie i dla innych.

Jakże chcielibyśmy spotkać Kogoś, kto zrozumie nas do końca i oświeci nam drogę życia!

Jezus, Bóg-Człowiek, aby mieć pewność dotarcia do głębi każdego z nas, w każdej sytuacji, dobrowolnie zgodził się, by doświadczyć, tak jak my, ciemności cierpienia. Cierpienia fizycznego, ale również tego wewnętrznego: od zdrady ze strony swoich przyjaciół po poczucie bycia opuszczonym przez tego Boga, którego On zawsze nazywał Ojcem.

Dzięki swej niezachwianej ufności w miłość Boga, przezwyciężył ten ogromny ból, na nowo Mu się powierzył i od Niego otrzymał nowe życie.

Na tej drodze postawił również nas, ludzi, i pragnie nam w niej towarzyszyć:

„... On jest obecny we wszystkim, co ma odcień cierpienia ... Spróbujmy rozpoznać Jezusa w każdej trudnej sytuacji, trudnościach życiowych, w każdej ciemności i tragedii osobistej i bliźniego, w cierpieniach ludzkości, która nas otacza. To On, ponieważ On to wszystko wziął na siebie … Wystarczyłoby uczynić coś konkretnego, by złagodzić „Jego” cierpienia w ubogich… by odnaleźć nową pełnię życia”.

Opowiada 7-letnia dziewczynka: „Bardzo cierpiałam, kiedy mój ojciec poszedł do więzienia. Kochałam Jezusa w nim. Dlatego podczas odwiedzin nie płakałam przy nim”.

Młoda małżonka: „Od chwili, kiedy postawiono mojemu mężowi, Robertowi, diagnozę nie dającą nadziei, towarzyszyłam mu w ostatnich miesiącach jego życia. Nie oddaliłam się od niego ani na moment. Patrząc na niego widziałam Jezusa… Robert był na krzyżu, naprawdę na krzyżu”. Ich wzajemna miłość stała się światłem dla przyjaciół, co zaowocowało stworzeniem sieci solidarności, która już się nie zerwała a nawet rozciągnęła się na wielu innych, zapoczątkowując powstanie stowarzyszenia społecznej pomocy „Abbraccio Planetario” [Planetarne objęcie]. „Doświadczenie z Robertem – mówi jeden z jego przyjaciół – zachęciło nas, by go naśladować i kroczyć prawdziwą i własną drogą do Boga. Często zadajemy sobie pytanie: Jakie znaczenie mają cierpienie, choroba, śmierć. Myślę, że ci, którzy mieli to szczęście przebyć ten odcinek drogi u boku Roberta, znaleźli już jasną odpowiedź”.

W tym miesiącu wszyscy chrześcijanie będą obchodzić tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Jest to okazja, aby ożywić naszą wiarę w miłość Boga, która pozwala nam przekształcić ból w miłość; każdy rozłam, separacja, upadek, a nawet sama śmierć, mogą również dla nas stać się źródłem światła i pokoju. Pewni bliskości Boga w każdej sytuacji, z ufnością powtarzajmy modlitwę uczniów z Emaus: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi”.

Letizia Magri

Słowo Życia - Marzec 2017

„… pojednajcie się z Bogiem” (2 Kor 5,20)

W wielu krajach na świecie toczą się niekończące się krwawe wojny, które niszczą rodziny, plemiona, narody. Opowiada Gloria – dwudziestolatka: „Dowiedzieliśmy się o spaleniu pewnej wioski i o tym, że wielu zostało pozbawionych wszystkiego. Wraz z przyjaciółmi zainicjowałam zbiórkę potrzebnych rzeczy, jak materace, odzież, środki żywności... Pojechaliśmy zawieźć te rzeczy i po ośmiu godzinach drogi spotkaliśmy tych zrozpaczonych ludzi. Słuchaliśmy ich dramatów, ocieraliśmy łzy, pocieszaliśmy... Jedna z rodzin powiedziała: «Nasza córeczka była w domu, który spłonął. Wydawało nam się, że umarliśmy wraz z nią. Teraz, dzięki waszej miłości, odnajdujemy siłę, aby przebaczyć tym, którzy byli sprawcami naszej tragedii»”.

Św. Paweł również miał takie doświadczenie. To właśnie on – prześladowca chrześcijan – spotkał na swojej drodze, w sposób zupełnie nieoczekiwany, całkowicie darmową miłość Boga, który potem uczynił go głosicielem pojednania w Jego Imię. Stał się żarliwym i wiarygodnym świadkiem misterium Jezusa, Jego śmierci i zmartwychwstania, przez które pojednał świat z Sobą, aby każdy człowiek mógł poznać i doświadczyć życia w komunii z Nim i z braćmi. Dzięki św. Pawłowi ewangeliczne przesłanie: Pojednajcie się z Bogiem dotarło i zafascynowało nawet pogan, których uważano za dalekich od zbawienia.

Również my, mimo popełnianych błędów, które nas zniechęcają, mimo ułudy fałszywych zapewnień, że się bez tego obejdziemy, pozwólmy, aby Boże miłosierdzie – ta nieskończona miłość – uzdrowiła nasze serce, abyśmy byli zdolni dzielić się z innymi tym skarbem. W ten sposób możemy dać swój wkład w realizację Bożego zamysłu pokoju wobec całej ludzkości i wobec całego stworzenia, który to zamysł przewyższa ludzkie przeciwności, jak o tym mówi Chiara Lubich w pewnym tekście:

„(...) Na krzyżu, w śmierci Swojego Syna, Bóg dał nam najwyższy dowód swojej miłości. Przez krzyż Chrystus pojednał nas ze Sobą. Ta fundamentalna prawda naszej wiary i dziś jest aktualna w całej swej wymowie.

Jest objawieniem, którego oczekuje cała ludzkość: Bóg jest blisko wszystkich ze swoją miłością i kocha każdego miłością pełną pasji. Nasz świat potrzebuje, by mu o tym mówiono. Możemy jednak głosić tę prawdę tylko wtedy, gdy wpierw będziemy ją głosić i przypominać samym sobie, aż poczujemy się zanurzeni w tę miłość, nawet gdy wszystkie okoliczności zdawałyby się temu przeczyć. (...) Cała nasza postawa winna uwiarygodniać tę prawdę i dlatego trzeba pojednać się z bratem czy siostrą, jeśli mieliby coś przeciw nam (por. Mt 5,23-24). Miłujmy się tak, jak On nas umiłował, bez osądów i uprzedzeń, lecz z otwartością na przyjęcie i dowartościowanie tego, co jest pozytywne w naszym bliźnim, z gotowością oddania życia jeden za drugiego. To jest najważniejsze przykazanie Jezusa, ono winno wyróżniać chrześcijan, jest ono tak samo ważne dzisiaj, jak w czasach pierwszych chrześcijan. Żyć tym słowem, znaczy stawać się narzędziami pojednania”.

Żyjąc w ten sposób wzbogacimy nasze dni gestami przyjaźni i pojednania w rodzinie i pomiędzy rodzinami, w Kościele i pomiędzy Kościołami, w każdej wspólnocie świeckiej i religijnej, do której należymy.

Letizia Magri

Słowo Życia - luty 2017

„Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza” (Ez 36,26)

Serce kieruje się uczuciami, sentymentami, namiętnościami. Ale dla biblijnego autora jest ono czymś więcej: wraz z duchem stanowi ono centrum życia i istotę osobowości, gdzie rodzą się decyzje, jest najgłębszym miejscem życia duchowego. Serce z ciała jest posłuszne Słowu Bożemu, jest prowadzone przez nie i wyraża „myśli pokoju” wobec braci. Serce z kamienia jest zamknięte w sobie, niezdolne do słuchania i do miłosierdzia.

Czy potrzebujemy nowego serca i nowego ducha? Wystarczy rozejrzeć się wokół. Przemoc, korupcja, wojny rodzą się w sercach z kamienia, które zamknięte są na plan Boga wobec Jego stworzenia. Ale jeśli uczciwie wnikniemy w głąb siebie, to czy wiele razy nie powodował nami egoizm? Czy rzeczywiście miłość i dobro bliźniego kierowały naszymi decyzjami?

Patrząc na naszą biedną ludzkość Bóg kieruje się współczuciem. On, który nas zna lepiej niż my sami, wie, że potrzebujemy nowego serca. Obiecuje to prorokowi Ezechielowi, myśląc nie tylko o pojedynczych osobach, ale o całym swoim ludzie. Pragnieniem Boga jest utworzenie ponownie wielkiej rodziny narodów kierującej się prawem miłości wzajemnej – zgodnie z pierwotnym zamysłem. Nasza historia wielokrotnie pokazała, że z jednej strony, sami, w pojedynkę, nie jesteśmy w stanie wypełnić Jego zamysłu, z drugiej zaś strony Bóg nigdy nie zmęczył się wychodzeniem do nas, aż po obietnicę, że On sam da nam serce nowe i nowego ducha.

Spełnia On całkowicie tę obietnicę, kiedy posyła swego Syna na ziemię i wylewa swego Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy. Rodzi się wspólnota pierwszych chrześcijan w Jerozolimie – ikona ludzkości stającej się „jednym sercem i duszą”.

Również ja, który piszę ten krótki komentarz, również ty, który go czytasz czy słuchasz, jesteśmy powołani, by być cząstką tej nowej ludzkości. Więcej: powołani jesteśmy do tego, by budować ją wokół nas, by uobecnić ją w naszym środowisku, gdzie żyjemy i pracujemy. Pomyśl tylko, jak wielką misję ci powierzono i jakież zaufanie Bóg pokłada w nas. I zamiast zniechęcać się do społeczeństwa, które często wydaje się nam skorumpowane, zamiast składać broń wobec zła przerastającego nas i zamykać się w obojętności, rozszerzmy serce «na miarę Serca Jezusa. Ile trudu! Ale jedynie to jest konieczne. Gdy to zrobimy, wszystko jest zrobione». To było zaproszenie Chiary, która dalej powiedziała: «Chodzi o to, by każdego, kto przechodzi obok nas tak kochać, jak kocha go Bóg. A ponieważ żyjemy w czasie, kochajmy w danej chwili tylko tego jednego bliźniego, nie zatrzymując w sercu resztek uczuć do brata spotkanego minutę wcześniej».

Nie liczmy tylko na nasze siły i umiejętności, jakże nieadekwatne, ale na dar, jaki Bóg nam daje:
„Dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza”(Ez 36,26).

Jeśli będziemy posłuszni wezwaniu, by miłować każdego bliźniego, jeśli pozwolimy, by prowadził nas głos Ducha Świętego staniemy się zalążkiem nowej ludzkości, budowniczymi nowego świata wśród wielkiej różnorodności ludów i kultur.

O. Fabio Ciardi OMI

Będziemy żyli tymi słowami – wybranymi przez pewną ekumeniczną grupę w Niemczech, ażeby tę Bożą obietnicę wspólnie przeżywać przez cały rok, w którym upamiętniamy 500 rocznicę Reformacji.

Słowo Życia - styczeń 2017

„Albowiem miłość Chrystusa przynagla” (por. 2 Kor 5, 14-20).

„Wczoraj poszłam z mamą i jej przyjaciółką na kolację. Ja zamówiłam sobie jako przystawkę groszek, aby później zjeść deser, który bardzo lubię. Ale mama powiedziała: nie! Już zaczynałam się dąsać, ale uświadomiłam sobie, że właśnie w mamie jest Jezus i uśmiechnęłam się”.

„Dzisiaj, po męczącym dniu wróciłem do domu. Podczas gdy oglądałem telewizję, brat zabrał mi z rąk pilota. Zdenerwowałem się bardzo, ale za chwilę wyciszyłem się i pozwoliłem mu oglądać jego program”.

„Dzisiaj, gdy mój ojciec mówił do mnie, ja mu odpyskowałem. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że było mu przykro. Przeprosiłem go i on mi wybaczył”.

To kilka doświadczeń związanych ze Słowami życia, opowiedzianych przez dzieci z piątej klasy szkoły podstawowej w Rzymie. Być może nie widać bezpośredniego związku tych doświadczeń z treścią Słowa, jakim wtedy żyli, ale są one owocem życia Ewangelią. Każde Słowo jest wezwaniem do miłowania. Każde Słowo, które chcemy wprowadzać w życie, powoduje zawsze te same skutki: to Słowo zmienia nasze życie, zapala w sercu iskrę, by być uważnym na potrzeby drugiego, sprawia, że angażujemy się w służbę dla braci i sióstr. Nie może być inaczej, bo przyjęcie Słowa i życie nim rodzi w nas Jezusa i mobilizuje nas do tego, by żyć tak jak On. To pozwala nam zrozumieć słowa św. Pawła skierowane do Koryntian.

Tym, co przynaglało apostoła do głoszenia Ewangelii i działań na rzecz jedności w założonych przez siebie wspólnotach, było głębokie doświadczenie życia z Jezusem. Czuł się przez Niego kochanym, zbawionym; przeniknął On do tego stopnia jego życie, że nikt i nic nie mogło oddzielić go od Niego: to już nie Paweł żył, ale żył w nim Jezus. Świadomość, że Bóg ukochał nas aż po oddanie swego życia, przyprawiała Pawła o szaleństwo, nie dawała mu spokoju i z nieodpartą siłą motywowała go, aby kochać tak samo, z tą samą miłością.

Czy miłość Chrystusa przynagla także nas z taką samą siłą?

Jeżeli naprawdę doświadczyliśmy Jego miłości, nie możemy jej nie odwzajemnić. Trzeba nam wkraczać z odwagą tam, gdzie są podziały, konflikty, nienawiść, aby wnieść tam zgodę, pokój, jedność. Miłość pozwala wznieść serce ponad przeszkody, aby wejść w bezpośredni kontakt z osobami, stara się je zrozumieć, wejść w ich sytuację, by wspólnie poszukiwać rozwiązań. Nie chodzi tu o jakąś wyjątkową akcję. O jedność powinno się zabiegać za wszelką cenę, nie może nas paraliżować ani blokować fałszywa roztropność, ani obawa przed spodziewanymi trudnościami czy przeciwdziałaniami.

Jest to ważne i naglące zwłaszcza na polu ekumenizmu. Słowo to zostało wybrane na ten miesiąc, bo w nim obchodzi się Tydzień Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan i chrześcijanie należący do różnych Kościołów i wspólnot powinni nim żyć, aby miłość Chrystusa przynaglała ich do wychodzenia jedni ku drugim, aby odbudować utraconą jedność.

Chiara Lubich podczas otwarcia II Zgromadzenia Ekumenicznego Europy w Grazu w Austrii 23 czerwca 1997 powiedziała: „Autentycznym chrześcijaninem posoborowym zaangażowanym w pojednanie będzie ten, kto potrafi miłować bliźnich miłością samego Boga, miłością, która widzi Jezusa w każdym, która jest skierowana do każdego – Jezus poniósł śmierć za cały rodzaj ludzki – która zawsze podejmuje inicjatywę, która miłuje jako pierwsza; tą miłością, która kocha każdego jak siebie, która jednoczy się z braćmi i siostrami: w cierpieniach i radościach. Trzeba, aby także Kościoły miłowały się taką samą miłością”.

Żyjmy również my tym radykalizmem miłości z prostotą i autentycznością dzieci z tej rzymskiej szkoły.

Fabio Ciardi

Słowo Życia - grudzień 2016

„On sam przychodzi, aby was zbawić” (por. Iz 35, 4)

To słowo jest w czasie teraźniejszym: On przychodzi. Jest pewne, że przychodzi teraz. Nie wolno nam czekać jutra, końca czasów czy innego życia. Bóg działa natychmiast, miłość nie dopuszcza odroczeń czy opóźnień. Prorok Izajasz zwracał się do ludu, który z upragnieniem oczekiwał końca wygnania i powrotu do ojczyzny. W dniach oczekiwania na Boże Narodzenie nie możemy nie pamiętać, że podobna obietnica zbawienia skierowana została do Maryi: „Pan z Tobą” (Łk 1,28); anioł oznajmiał jej narodziny Zbawiciela.

On sam przychodzi, aby was zbawić

On nie przychodzi z jakąkolwiek wizytą. Jego interwencja jest decydująca, ma najwyższe znaczenie: On przychodzi nas wybawić! Od czego? Czy znajdujemy się w poważnym niebezpieczeństwie? Tak. Czasami jesteśmy tego świadomi, niekiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. On interweniuje, ponieważ widzi egoizm, obojętność wobec tych, którzy znajdują się w potrzebie i cierpią, widzi nienawiść i podziały. Serce ludzkości jest chore. On przychodzi kierowany współczuciem dla swego stworzenia, nie chce, aby się zatraciło.

Jego ręką jest dłoń wyciągnięta ku rozbitkowi, który tonie. Niestety, w obecnym czasie ten powtarzający się każdego dnia obraz uciekinierów, którzy próbują przebyć nasze morza, stoi zawsze przed oczami i widzimy, z jaką gotowością chwytają się tej wyciągniętej ręki, tych kamizelek ratunkowych. My także w każdej chwili możemy uchwycić się wyciągniętej ręki Boga i ufnie iść za Nim. On nie tylko uzdrawia nasze serce od zamykania na innych, od skupiania się na sobie, lecz uzdalnia nas do pomagania tym, którzy tego potrzebują, przeżywają próby, są zasmuceni.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Chiara Lubich pisała: „To na pewno nie Jezus historyczny czy Jezus – Głowa Mistycznego Ciała rozwiązuje problemy. Czyni to Jezus – my, Jezus – ja, Jezus – ty… To Jezus w człowieku, w określonym człowieku, kiedy jest w nim Jego łaska, buduje most, toruje drogę… […] Każdy człowiek – jak drugi Chrystus, jako członek Jego Ciała Mistycznego – wnosi typowy dla siebie wkład we wszystkie dziedziny: w naukę, w sztukę, politykę, w komunikację, itd.” Dzięki temu człowiek z Chrystusem współuczestniczy w stworzeniu i w zbawieniu. „Jest to ciągle trwające wcielenie, wcielenie pełne, obejmujące „każdego Jezusa” z Mistycznego Ciała Chrystusa”.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Tak właśnie stało się z Robertem, byłym więźniem, który znalazł kogoś, kto go „wybawił”. I Robert stał się kimś, kto „wybawia”. Opowiedział swoje doświadczenie papieżowi 24 kwietnia br., podczas Mariapoli w Villa Borghese w Rzymie. „Po zakończeniu długiej kary więzienia, myślałem, by rozpocząć nowe życie, ale jak wiadomo, mimo że spłaciłeś swoją karę, dla ludzi pozostaniesz zawsze niezbyt dobrym. Szukając pracy znajdowałem wszystkie drzwi zamknięte. Musiałem żebrać na ulicy, przez siedem miesięcy byłem włóczęgą. Dopóki nie spotkałem Alfonsa, który dzięki założonemu przez siebie stowarzyszeniu, pomaga rodzinom więźniów. „Jeśli chcesz zacząć od nowa, powiedział mi, chodź ze mną”. Obecnie od roku pomagam mu przygotowywać torby z zakupami dla rodzin więźniów, które odwiedzamy. Dla mnie to ogromna łaska, bo w tych rodzinach widzę siebie samego. Widzę godność tych samotnych matek z małymi dziećmi, żyjących w rozpaczliwych warunkach, oczekujących kogoś, kto przyniósłby im trochę pociechy, trochę miłości. Podarowując siebie, odnalazłem swą ludzką godność. Moje życie ma sens. Mam więcej siły, gdyż mam Boga w sercu, czuję się kochany…”.

o. Fabio Ciardi OMI

SŁOWO ŻYCIAgrudzień 2016

On sam przychodzi, aby was zbawić” (por. Iz 35, 4)

Tosłowo jest w czasie teraźniejszym: On przychodzi. Jest pewne, że przychodzi teraz. Nie wolno nam czekać jutra, końca czasów czy innego życia. Bóg działa natychmiast, miłość nie dopuszcza odroczeń czy opóźnień. Prorok Izajasz zwracał się do ludu, który z upragnieniem oczekiwał końca wygnania i powrotu do ojczyzny. W dniach oczekiwania na Boże Narodzenie nie możemy nie pamiętać, że podobna obietnica zbawienia skierowana została do Maryi: „Pan z Tobą” (Łk 1,28); anioł oznajmiał jej narodziny Zbawiciela.

On sam przychodzi, aby was zbawić

On nie przychodzi z jakąkolwiek wizytą. Jego interwencja jest decydująca, ma najwyższe znaczenie: On przychodzi nas wybawić! Od czego? Czy znajdujemy się w poważnym niebezpieczeństwie? Tak. Czasami jesteśmy tego świadomi, niekiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. On interweniuje, ponieważ widzi egoizm, obojętność wobec tych, którzy znajdują się w potrzebie i cierpią, widzi nienawiść i podziały. Serce ludzkości jest chore. On przychodzi kierowany współczuciem dla swego stworzenia, nie chce, aby się zatraciło.

Jego ręką jest dłoń wyciągnięta ku rozbitkowi, który tonie. Niestety, w obecnym czasie ten powtarzający się każdego dnia obraz uciekinierów, którzy próbują przebyć nasze morza, stoi zawsze przed oczami i widzimy, z jaką gotowością chwytają się tej wyciągniętej ręki, tych kamizelek ratunkowych. My także w każdej chwili możemy uchwycić się wyciągniętej ręki Boga i ufnie iść za Nim. On nie tylko uzdrawia nasze serce od zamykania na innych, od skupiania się na sobie, lecz uzdalnia nas do pomagania tym, którzy tego potrzebują, przeżywają próby, są zasmuceni.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Chiara Lubich pisała: „To na pewno nie Jezus historyczny czy Jezus – Głowa Mistycznego Ciała rozwiązuje problemy. Czyni to Jezus – my, Jezus – ja, Jezus – ty… To Jezus w człowieku, w określonym człowieku, kiedy jest w nim Jego łaska, buduje most, toruje drogę… […] Każdy człowiek – jak drugi Chrystus, jako członek Jego Ciała Mistycznego – wnosi typowy dla siebie wkład we wszystkie dziedziny: w naukę, w sztukę, politykę, w komunikację, itd.” Dzięki temu człowiek z Chrystusem współuczestniczy w stworzeniu i w zbawieniu. „Jest to ciągle trwające wcielenie, wcielenie pełne, obejmujące „każdego Jezusa” z Mistycznego Ciała Chrystusa”.

On sam przychodzi, aby was zbawić

Tak właśnie stało się z Robertem, byłym więźniem, który znalazł kogoś, kto go „wybawił”. I Robert stał się kimś, kto „wybawia”. Opowiedział swoje doświadczenie papieżowi 24 kwietnia br., podczas Mariapoli w Villa Borghese w Rzymie. „Po zakończeniu długiej kary więzienia, myślałem, by rozpocząć nowe życie, ale jak wiadomo, mimo że spłaciłeś swoją karę, dla ludzi pozostaniesz zawsze niezbyt dobrym. Szukając pracy znajdowałem wszystkie drzwi zamknięte. Musiałem żebrać na ulicy, przez siedem miesięcy byłem włóczęgą. Dopóki nie spotkałem Alfonsa, który dzięki założonemu przez siebie stowarzyszeniu, pomaga rodzinom więźniów. „Jeśli chcesz zacząć od nowa, powiedział mi, chodź ze mną”. Obecnie od roku pomagam mu przygotowywać torby z zakupami dla rodzin więźniów, które odwiedzamy. Dla mnie to ogromna łaska, bo w tych rodzinach widzę siebie samego. Widzę godność tych samotnych matek z małymi dziećmi, żyjących w rozpaczliwych warunkach, oczekujących kogoś, kto przyniósłby im trochę pociechy, trochę miłości. Podarowując siebie, odnalazłem swą ludzką godność. Moje życie ma sens. Mam więcej siły, gdyż mam Boga w sercu, czuję się kochany…”.

o. Fabio Ciardi OMI

 

Słowo Życia - listopad 2016

„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13)

Są momenty, w których czujemy się zadowoleni, w pełni sił, wszystko wydaje się łatwe i lekkie. Innym razem osaczają nas trudności, które napawają goryczą nasze dni. Mogą być też małe upadki w miłości do osób bliskich, niezdolność do dzielenia z innymi naszego ideału życia. Albo przychodzą choroby, trudności ekonomiczne, rozczarowania w rodzinie, wątpliwości, niepokoje wewnętrzne, utrata pracy, wojna – rzeczywistości, które nas przygniatają i wydają się drogą bez wyjścia. Najtrudniejsze w takich sytuacjach jest to, że czujemy się zmuszeni samotnie stawiać czoła próbom życia, bez wsparcia kogoś, kto byłby zdolny udzielić nam zdecydowanej pomocy.

Niewiele osób, tak jak apostoł Paweł, przeżywało tak intensywnie radości i cierpienia,  sukcesy i niezrozumienie. A przecież on potrafił odważnie wypełniać swoją misję, nie upadając na duchu. Czy był super bohaterem? Nie, czuł że jest słaby, kruchy, nieodpowiedni, ale miał pewien sekret, z którego zwierzył się swym przyjaciołom z Filippi:

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

Paweł odkrył w swym życiu stałą obecność Chrystusa. Także gdy wszyscy go opuścili, nie czuł się nigdy sam: Jezus był blisko niego. To On udzielał mu pewności i popychał go, by szedł naprzód, by stawiał czoła każdej przeciwności. Jezus wszedł całkowicie w jego życie, stając się jego siłą.

Tajemnica Pawła może być również naszym sekretem. Wszystko mogę, kiedy w cierpieniu, choćby jednym, rozpoznam i przyjmę tajemniczą bliskość Jezusa, który bierze na siebie ten ból. Wszystko mogę, kiedy żyję w komunii miłości z innymi, bo wtedy On – jak przyrzekł - przychodzi między nas (por. Mt 18,20) i jestem podtrzymywany mocą jedności. Wszystko mogę, kiedy przyjmuję i wprowadzam w czyn słowa Ewangelii: one pozwalają mi dostrzec drogę, którą dzień po dniu mam przebyć, uczą mnie jak żyć, obdarzają mnie ufnością.
Będę miał siłę stawić czoła nie tylko swoim próbom osobistym, czy trudnościom w rodzinie, ale także w otaczającym mnie świecie. Może się to zdawać naiwnością, jakąś utopią, tak ogromne są problemy społeczeństw i narodów. A przecież „wszystko” możemy dzięki obecności Wszechmocnego; „wszystko” i jedynie dobro, które On w swej miłosiernej miłości pomyślał dla mnie i dla innych przeze mnie. A jeśli nie spełnia się to natychmiast, możemy nadal wierzyć i ufać planowi miłości Boga, który ogarnia wieczność, że z pewnością się to wypełni.

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia

Wystarczy pracować „we dwoje”, jak uczyła Chiara Lubich: „Nie mogę w tym przypadku nic zrobić dla tej drogiej mi osoby chorej czy w niebezpieczeństwie, w tej pogmatwanej sytuacji... Zatem zrobię to, czego Bóg chce ode mnie w tej chwili: będę dobrze się uczyć, dokładnie zamiatać, dobrze się modlić, dobrze opiekować się moimi dziećmi... A Bóg pomyśli o rozplątaniu tego kłębka, pocieszeniu cierpiącego, o rozwiązaniu nieprzewidzianej sytuacji. Jest to praca we dwoje w doskonałej komunii, która wymaga od nas wielkiej wiary w miłość Boga do swych dzieci. To wzajemne zawierzenie sprawia cuda. Zobaczymy, że tam, gdzie my nie mogliśmy dotrzeć, dotarł Ktoś Inny, kto dopomógł więcej i o wiele lepiej niż my”1.

o. Fabio Ciardi OMI

1  Chiara Lubich, Charyzmat jedności, Fundacja Mariapoli, Wydawnictwo M, Kraków 2007, s. 115.

Strona 3 z 13

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie