baner kolda

Słowo Życia

Słowo Życia - Kwiecień 2016

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).

Dlaczego te słowa Jezusa są dla nas tak drogie i często powracają w Słowach Życia, wybieranych na każdy miesiąc? Zapewne dlatego, że są sercem Ewangelii. To w ten sposób zwróci się do nas Pan, kiedy na końcu życia staniemy przed Nim. One będą treścią najważniejszego egzaminu życia, do którego dzień po dniu możemy się przygotowywać.  Zapyta nas wtedy, czy daliśmy jeść i pić komuś, kto był głodny i spragniony, czy przyjęliśmy obcokrajowca, daliśmy ubranie nagiemu, odwiedziliśmy chorego i więźnia... Chodzi o drobne gesty, a przecież mają one wartość wieczności. Nic nie jest małe z tego, co uczynione zostało z miłości, z tego, co uczyniliśmy dla Niego.

Jezus bowiem stał się nie tylko bliski ubogim i ludziom z marginesu, uzdrawiał chorych i pocieszał cierpiących, lecz kochał ich miłością uprzywilejowaną, nazywając ich braćmi, utożsamiając się z nimi w nadprzyrodzonej solidarności.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili

Także dziś Jezus nie przestaje być obecny w osobach doznających niesprawiedliwości i przemocy, w poszukujących pracy, w tych którzy pośród niepewności i trudności wojny zmuszeni są opuścić ojczyznę. Ileż osób wokół nas cierpi z wielu powodów i błaga, nawet bez słów, o naszą pomoc! W nich żyje Jezus, który prosi nas o miłość konkretną, zdolną do podejmowania nowych „dzieł miłosierdzia”, odpowiadających na nowe potrzeby.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili

Nikt nie jest poza kręgiem zainteresowania. Osoba starsza i chora – to Jezus! Jak nie zapewnić jej koniecznej pomocy i nie ulżyć? Jeśli pomagam w nauce języka dziecku imigrantów, to uczę samego Jezusa. Jeżeli pomagam mamie w porządkach domowych, pomagam Jezusowi. Jeśli przywracam nadzieję więźniowi albo pocieszam kogoś strapionego lub wybaczam komuś, kto mnie zranił, mam łączność z Jezusem. A za każdym razem owocem tego będzie nie tylko to, że przyniesiemy radości drugiemu, ale że również my sami doświadczymy jeszcze większej radości. Dając otrzymujemy, w głębi serca czujemy pełnię, czujemy się szczęśliwi, bo – choć nie jesteśmy tego świadomi – spotkaliśmy Jezusa: ten bliźni, jak pisała Chiara Lubich, jest jak brama, przez którą trzeba przejść, by spotkać Jezusa.

Nawiązywała do swojego pierwszego doświadczenia z tym Słowem Życia: „Upadł cały nasz stary sposób pojmowania i kochania bliźniego. Jeśli Chrystus był w pewien sposób obecny we wszystkich, nie można było nikogo dyskryminować ani wyróżniać. Upadło ludzkie rozumowanie: ten jest rodakiem, tamten obcokrajowcem, ten starym, a tamten młodym, pięknym albo brzydkim, antypatycznym lub sympatycznym, bogatym czy też biednym, Chrystus był w każdym. A każdy brat był rzeczywiście „drugim Chrystusem”(...)

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili

„Zauważyliśmy, że kiedy żyjemy w ten sposób, bliźni staje się dla nas drogą prowadzącą do Boga. Więcej, brat wydał nam się niczym brama, przez którą należało koniecznie przejść, by spotkać Boga”.

„Doświadczało się tego od pierwszych dni. Jakież zjednoczenie z Bogiem wieczorem, w czasie modlitwy czy podczas skupienia, po tym gdy kochaliśmy Go cały dzień w braciach! Kto obdarzał nas pociechą i tak nową, niemal niebiańską jednością wewnętrzną, jeśli nie Chrystus, który realizował słowa swej Ewangelii ‘dawajcie, a będzie wam dane’? Kochaliśmy Go cały dzień w braciach i oto teraz On miłował nas”.

o. Fabio Ciardi

Słowo Życia marzec 2016

„Przybliżyło się do was królestwo Boże” (por. Łk 11, 20)

Właśnie tego oczekiwali Żydzi Jego czasów. Jezus, przemierzając wioski i miasta, głosił: „Królestwo Boże jest blisko” (por. Łk 10,9); „Przyszło do was królestwo Boże”; „Królestwo Boże pośród was jest!” (Łk 17, 21). W osobie Jezusa sam Bóg przychodził do swojego ludu, biorąc w swe ręce zdecydowanie i z mocą jego losy, by doprowadzić go do wyznaczonego celu. Cuda, których Jezus dokonywał, były tego znakiem.

Przybliżyło się do was królestwo Boże

We fragmencie Ewangelii, z którego wybrano to Słowo Życia, Jezus dopiero co uzdrowił niemego, uwalniając go od szatana, który go trzymał w niewoli, na dowód, że przyszedł, aby zwyciężyć zło, wszelkie zło, i ostatecznie przywrócić królestwo Boże.

Ten zwrot „królestwo Boże” w słownictwie ludu hebrajskiego wskazywał na Boga, który działa na korzyść Izraela, uwalnia go od wszelkiej niewoli i zła, wiedzie ku sprawiedliwości i pokojowi, napełnia radością i pokojem; tego Boga, którego Jezus ukazuje jako ojca miłosiernego, pełnego miłości i współczucia, wrażliwego na potrzeby i cierpienia każdego ze swych dzieci.

Także my powinniśmy usłyszeć słowa Jezusa: Przybliżyło się do was królestwo Boże.

Patrząc wokół siebie mamy często wrażenie, że świat został opanowany przez zło, że przeważają w nim ludzie agresywni i zdemoralizowani. Niekiedy czujemy się pod władzą przeciwnych sił i groźnych wydarzeń, które nas przytłaczają. W obliczu wojen, klęsk żywiołowych, przemian klimatu, migracji oraz kryzysów ekonomicznych i finansowych, czujemy się bezradni.

I właśnie tutaj pojawia się zapowiedź Jezusa, który zachęca nas, byśmy uwierzyli, że od tej pory On zwycięża zło i tworzy nowy świat.

25 lat temu, w marcu, Chiara Lubich przemawiając do tysięcy młodych powierzyła im swoje marzenie: „Sprawić, by świat stał się lepszy, był prawie jedną rodziną należącą do jednej ojczyzny, do świata solidarnego, więcej, do świata zjednoczonego”. Aby jednak ten sen mógł stać się rzeczywistością, zachęcała ich, by żyli miłością wzajemną, pewni, że tak czyniąc, spotkają pomiędzy sobą „samego Chrystusa, Wszechmocnego. A po Nim możecie spodziewać się wszystkiego”.

Tak, to On jest królestwem Boga.

A nasze zadanie? Postępować tak, by On był zawsze pomiędzy nami. A wtedy – mówiła dalej Chiara – „On sam będzie działał z wami w waszych krajach, bo w pewien sposób On powróci w świat, do wszystkich miejsc, gdzie się znajdujecie, stając się obecny dzięki waszej miłości wzajemnej, waszej jedności. On oświeci was we wszystkim, co trzeba robić, będzie was prowadził, podtrzymywał, będzie waszą mocą, waszym zapałem, waszą radością. Dzięki Niemu świat wokół was nawróci się do zgody, zabliźnią się wszelkie podziały. (...) A zatem miłość pomiędzy wami, a także miłość zasiana w wielu zakątkach ziemi, pomiędzy grupami, między narodami, po to, by inwazja miłości – o której często mówimy – stała się rzeczywistością, stała się konkretna także dzięki waszemu wkładowi; ta cywilizacja miłości, której wszyscy oczekujemy. Do tego jesteście powołani. I ujrzycie wielkie rzeczy” 1.

o. Fabio Ciardi

1  IV Międzynarodowy Festiwal „Młodzi dla zjednoczonego świata” – Genfest, Rzym (Palaeur), 31 marca 1990

Słowo Życia - luty 2016

„Jak kogoś pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz  66,13)

Któż nie widział płaczącego dziecka, które rzuca się w ramiona matki? Cokolwiek by się zdarzyło, poważnego czy mało znaczącego, mama osusza jego łzy, pieści je, tak że wcześniej czy później dziecko zaczyna się śmiać. Wystarczy mu odczucie jej obecności i miłości. W ten sposób Bóg, porównując się do matki, postępuje z nami.

Tymi słowami Bóg zwracał się do swego ludu, który powrócił z niewoli babilońskiej. Lud ten oglądał najpierw zniszczenie swych domów i świątyni, później przeżył deportację do obcej ziemi, gdzie doświadczył rozczarowań i niewygód, a teraz wraca do swej ojczyzny i musi rozpoczynać od ruin pozostałych po zniszczeniach.

Tragedia, którą przeżył Izrael, powtarza się w wielu krajach podczas wojen, dotyczy ofiar terroryzmu czy nieludzkiego wyzysku.  Ograbione domy i zburzone ulice, zrównane z ziemią miejsca-symbole tożsamości, zrabowane dobra, zniszczone miejsca kultu. Ileż osób porwanych, ile milionów zmuszonych do ucieczki, tysiące znajdują śmierć na pustyni lub na morzu. Wydaje się, że to apokalipsa.

To Słowo Życia zaprasza do uwierzenia w pełne miłości działanie Boga również tam, gdzie nie widać Jego obecności. Jest to przesłanie nadziei. On stoi u boku tych, którzy są prześladowani, wygnani, cierpią niesprawiedliwość.

Jest z nami, z naszą rodziną, z naszym ludem. Zna nasz ból osobisty i cierpienie całej ludzkości. Stał się jednym z nas, aż po śmierć na krzyżu. Dlatego potrafi nas zrozumieć i pocieszyć. Jak matka, która bierze dziecko na kolana pocieszając je.

Trzeba otworzyć oczy i serce, aby Go „ujrzeć”. Na ile doświadczamy delikatności Jego miłości, na tyle zdołamy przekazać ją tym, którzy przeżywają cierpienie i próby, staniemy się posłańcami pocieszenia. Apostoł Paweł podpowiada to również Koryntianom: „pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga” (2 Kor 1,4).

Jest to również głębokie, konkretne doświadczenie Chiary Lubich: „Panie, daj mi wszystkich samotnych… Odczułam w moim sercu pełną bólu miłość, która przenika Twoje serce z powodu opuszczenia, w którym zanurzony jest cały świat. Kocham każdą istotę chorą i samotną. Kto utuli ich płacz? Kto zapłacze nad ich powolnym konaniem? Kto przytuli do swego serca serce zrozpaczone? Pozwól mi, Panie, by w świecie dotykalnym sakramentem Twej miłości: być Twymi ramionami, które przygarniają do siebie i spalają w miłości wszelką samotność świata”1.

o. Fabio Ciardi

1  Z: Chiara Lubich: Tylko jedno, Księgarnia św. Jacka, Katowice 1986, s. 29.

Słowo życia - styczeń 2016

„Wy jesteście wybrani, abyście ogłaszali dzieła potęgi Pana” (por. 1 P 2,9)

Kiedy Bóg działa, dokonuje cudownych dzieł. Skoro tylko stworzył wszechświat, ujrzał, że był on „dobry i piękny”, a mężczyzna i kobieta wydali Mu się „przepiękni” (por. Gen 1,31). Jednak ostatnie Jego dzieło przewyższa wszystkie – to dzieło, którego dokonał Jezus: On przez swoją śmierć i zmartwychwstanie stworzył nowy świat i nowy lud. Naród, któremu podarował życie Nieba, prawdziwe braterstwo we wzajemnej akceptacji, współdzieleniu się, darze z siebie. List św. Piotra uświadamia pierwszym chrześcijanom, że za sprawą Bożej miłości stali się „wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bożym” (por. 1P, 9).

Jeśli również my, tak jak pierwsi chrześcijanie, uświadomilibyśmy sobie, kim naprawdę jesteśmy, jak wiele miłosierdzie Boże dokonało w nas, pomiędzy nami i wokół nas, bylibyśmy zdumieni, zalewałaby nas radość i chcielibyśmy dzielić się nią z innymi, „głosić wielkie dzieła Pańskie”.

Trudno jest jednak, prawie niemożliwe, by skutecznie świadczyć o pięknie nowego społeczeństwa, któremu Jezus dał życie, pozostając w izolacji od siebie. Jest zatem oczywiste, że zaproszenie Piotra skierowane jest do całego ludu. Nie możemy być kłótliwi i stronniczy, czy choćby tylko obojętni wobec siebie, a później głosić, że: „Pan stworzył nowy lud, uwolnił nas od egoizmu, od nienawiści i zazdrości, dał nam jako prawo miłość wzajemną, która czyni nas jednym sercem i jedną duszą…”. Owszem, w naszym ludzie chrześcijańskim istnieją różnice w sposobie myślenia, pomiędzy tradycjami i kulturami, różnice te jednak trzeba przyjmować z szacunkiem, widząc piękno tej wielkiej różnorodności, świadomi, że jedność nie jest uniformizmem.

Jest to droga, którą przejdziemy w Tygodniu Modlitw o zjednoczenie chrześcijan, który na półkuli północnej świętuje się od 18 do 25 stycznia i przez cały rok. Słowo Życia zachęca nas, abyśmy – my, chrześcijanie należący do różnych Kościołów i wspólnot – starali się lepiej poznać, opowiadając sobie nawzajem, dzieła potęgi Pana. Będziemy mogli wtedy wiarygodnie ”głosić” te dzieła, dając świadectwo, że jesteśmy zjednoczeni między sobą właśnie w tej różnorodności i że jedni drugich konkretnie wspieramy.

Chiara Lubich z wielką mocą zachęcała do podjęcia tej drogi: „Miłość jest najpotężniejszą siłą świata: wokół osoby, która nią żyje, wznieca pokojową rewolucję chrześcijańską, tak że współcześni chrześcijanie mogą powtórzyć to, co wiele wieków temu mówili pierwsi chrześcijanie: ‘Narodziliśmy się wczoraj, a już jesteśmy na całym świecie’1. […] Miłość! Jak bardzo potrzeba w świecie miłości! I w nas, chrześcijanach! Wszystkich nas razem, z różnych Kościołów, jest ponad miliard. Wielu, zatem. I powinniśmy być dobrze widoczni. Jesteśmy jednak tak podzieleni, że wielu nas nie widzi, nie widzą przez nas Jezusa.

On powiedział, że gdyby świat mógł nas poznać i przyjąć jako swoich, to przez nas – przez miłość wzajemną, przez jedność – mógłby rozpoznać Jego: ‘Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali’ (J 13,35). […] Tak więc, czasy obecne wymagają od każdego z nas miłości, domagają się jedności, komunii, solidarności. Stawiają również wyzwanie Kościołom do odbudowania złamanej od wieków jedności”2.

o. Fabio Ciardi

1  Tertulliano, Apologetico 37.7.
2  Chiara Lubich: Il dialogo è vita, Roma 2007, s. 42–43.

Słowo życia - grudzień 2015

«Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki» (Mk 1, 3).

To słowa zwrócone do mnie. Przychodzi Pan i muszę być gotowy przyjąć Go. Każdego dnia proszę: „Przyjdź, Panie Jezu”. I On odpowiada: „Zaiste, przyjdę niebawem” (Ap 22, 20). Stoi u drzwi i kołacze, prosi, by wejść do domu (por. Ap 3, 20). Nie mogę Go pozostawić na zewnątrz, poza moim życiem.

Zachęta do przyjęcia Pana pochodzi od Jana Chrzciciela. Skierowana była do współczesnych Mu Żydów. Wzywał, by wyznawali swe grzechy, nawrócili się i zmienili życie. Był pewien, że przyjście Mesjasza jest już bliskie. Czy jednak lud, który również oczekiwał Go od wieków, rozpozna Go, wysłucha Jego słów, pójdzie za Nim?  Jan wiedział, że aby Go przyjąć, należało się przygotować, stąd jego przynaglenie:

«Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki»

Słowa te skierowane są do mnie, gdyż Jezus nieustannie przychodzi. Każdego dnia puka do moich drzwi. Również mnie - tak jak Hebrajczykom w czasach Jana Chrzciciela - nie jest łatwo Go rozpoznać. Wtedy, wbrew powszechnym oczekiwaniom, przyszedł jako pokorny cieśla pochodzący z mało znanej miejscowości - z Nazaretu. Dziś objawia się w stroju emigranta, bezrobotnego, pracodawcy, koleżanki ze szkoły, krewnych a także w tych osobach, w których oblicze Pana nie zawsze jest wyraźne, niekiedy wydaje się ukryte. Jego delikatny głos zachęcający do przebaczenia, obdarzenia zaufaniem i przyjaźnią, do niepodejmowania wyborów sprzecznych z Ewangelią, jest często zagłuszany przez inne głosy, podżegające do nienawiści, zdobywania osobistych zysków, ulegania korupcji.

Stąd metafora krętych dróg symbolizuje przeszkody utrudniające przyjście Boga do naszego codziennego życia. Nie mówiąc już o miernocie i egoizmie, grzechach mieszkających w naszym sercu, które sprawiają, że jesteśmy ślepi na Jego obecność i głusi na Jego głos. Każdy z nas, jeśli jest szczery, wie jakie przeszkody uniemożliwiają mu spotkanie z Jezusem, z Jego słowem, z osobami, z którymi On się utożsamia. Oto więc zaproszenie: Słowo Życia, które dziś skierowane jest właśnie do mnie.

«Przygotujcie drogę Panu, prostujcie dla Niego ścieżki»

Trzeba sprostować jakiś osąd powodujący, że potępiam drugiego, że z nim nie rozmawiam, aby – przeciwnie – zrozumieć go, kochać, zacząć mu służyć. Trzeba zmienić swoje błędne zachowanie: zdradę przyjaźni, używanie przemocy i obchodzenie prawa. Winieniem się nawrócić i być gotowym znosić nawet niesprawiedliwość, przebaczyć, byle uratować relację, zaangażować się osobiście, aby w swoim środowisku pogłębić braterstwo.

Mocne i twarde są słowa zaproponowane na ten miesiąc, ale też tylko takie słowa mogą zmienić moje życie, otworzyć mnie na spotkanie z Jezusem, aby On sam przyszedł, by we mnie żyć, działać i kochać.  Jeśli wprowadzimy w życie to słowo, może ono zdziałać znacznie więcej: może spowodować, że Jezus narodzi się między nami, we wspólnocie chrześcijańskiej, w rodzinie, w grupach, w których działamy. Jan Chrzciciel kieruje to przesłanie do całego ludu: Bóg „zamieszkał wśród nas” (por. J 1,14), pośród swego ludu.

Dlatego, pomagając sobie wzajemnie, pragniemy prostować ścieżki naszych odniesień, eliminować wszelkie przeszkody istniejące ewentualnie między nami, żyć miłosierdziem, do którego zaprasza nas ten rok święty. Dzięki temu razem staniemy się domem, rodziną zdolną przyjąć Boga.

To będzie Boże Narodzenie: Jezus znajdzie otwartą drogę i będzie mógł pozostać wśród nas.

Fabio Ciardi

Słowo życia - listopad 2015

«Aby wszyscy stanowili jedno» (J 17, 21).

To ostatnia, pełna troski modlitwa, którą Jezus kieruje do Ojca. Wie, że prosi o to, co najbardziej leży Mu na sercu, ponieważ Bóg stworzył ludzkość jako swoją rodzinę, z którą pragnie dzielić każde dobro, samo swoje boskie życie. O czym marzą rodzice dla swoich dzieci, jeśli nie o tym, aby się kochały, pomagały sobie, by żyły ze sobą w jedności? I co jest dla nich największą przykrością, jeśli nie to, że widzą jak dalece dzieli je zazdrość, interesy ekonomiczne, że przestają ze sobą rozmawiać? Również Bóg przez całą wieczność myślał o swojej rodzinie – o dzieciach zjednoczonych z Nim i pomiędzy sobą w komunii miłości.

Dramatyczna opowieść o początkach mówi nam o grzechu i stopniowym podziale rodziny ludzkiej: czytamy w Księdze Rodzaju jak mężczyzna oskarża kobietę, Kain zabija swego brata, Lamek chlubi się swą przesadną zemstą, wieża Babel wywołuje nieporozumienia i rozproszenie ludów… Wydaje się, że plan Boga nie powiódł się.

On jednak nie daje za wygraną i wytrwale dąży do zjednoczenia swojej rodziny. Historia zaczyna się od Noego, od wyboru Abrahama, od narodzin ludu wybranego i rozwija się dalej aż do momentu, gdy Bóg wysyła na ziemię swego Syna, powierzając Mu wielką misję: zgromadzenia zagubionych owiec w jedną owczarnię, obalenia murów podziału i nieprzyjaźni pomiędzy narodami, by stworzy jeden nowy lud (por. Ef, 2,14-16).

Bóg nie przestaje marzyć o jedności, dlatego Jezus prosi Go o nią jak o największy dar, o który błaga dla nas wszystkich: Proszę Cię, Ojcze:

«Aby wszyscy stanowili jedno»

Każda rodzina nosi znamię rodziców. Tak samo rodzina stworzona przez Boga. Bóg jest Miłością nie tylko dlatego, że kocha swoje stworzenie, lecz sam jest Miłością we wzajemności daru i komunii każdej z Trzech Boskich Osób.

Stwarzając człowieka, ukształtował go na swój obraz i podobieństwo, uzdolnił ludzi do życia we wzajemnej relacji, aby każdy mógł żyć będąc darem z siebie, aby wszyscy ludzie żyli będąc dla siebie wzajemnie darem. Całe zdanie modlitwy Jezusa, którym pragniemy żyć w tym miesiącu, mówi bowiem: „aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno”. Wzór naszej jedności – to jedność nie mniejsza niż ta istniejąca między Ojcem a Jezusem. Wydaje się nam niemożliwa do realizacji, bo jest tak głęboka. Jest jednak możliwa, dzięki owemu jak, oznaczającemu także ponieważ: możemy być zjednoczeni tak jak są zjednoczeni Ojciec z Synem, właśnie dlatego, ponieważ Oni włączają nas w swą własną jedność, czynią nam z niej dar.

«Aby wszyscy stanowili jedno»

To właśnie jest dzieło Jezusa: uczynić ze wszystkich jedno, tak jak On jest jedno z Ojcem, uczynić ich jedną rodziną, jednym ludem. Dlatego stał się jednym z nas, wziął na siebie nasze podziały i nasze grzechy przybijając je do krzyża.

On sam wskazał drogę, którą miał przejść, aby przynieść nam jedność: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Jak proroczo zapowiedział najwyższy kapłan “miał umrzeć (...) po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,52). W tajemnicy swojej śmierci i zmartwychwstania zjednoczył wszystko w Sobie (por Ef 1,10), na nowo stworzył jedność zniszczoną przez grzech, obudował rodzinę wokół Ojca i uczynił nas znów wzajemnie dla siebie braćmi i siostrami. Jezus spełnił swoją misję. Pozostaje nasza część, nasz udział, nasze „tak” w odpowiedzi na Jego modlitwę.

«Aby wszyscy stanowili jedno»

Jaki jest nasz wkład w wypełnienie tej modlitwy?

Przede wszystkim musimy uczynić ją naszą. Możemy użyczyć warg i serca Jezusowi, by nadal kierował te słowa do Ojca i każdego dnia z ufnością powtarzał swoją modlitwę. Jedność jest darem z Wysoka, o który trzeba prosić z wiarą, nigdy się nie zniechęcając. Poza tym jedność winna pozostawać zawsze szczytem naszych myśli i pragnień. Jeśli to jest marzenie Boga, pragniemy, aby ono było również naszym marzeniem. Przed każdą decyzją, każdym wyborem, każdym działaniem, możemy się pytać: czy służy to budowaniu jedności, czy tak jest lepiej w perspektywie jedności?

I wreszcie powinniśmy kierować się tam, gdzie najbardziej brakuje jedności i wziąć to na siebie, jak uczynił Jezus. Być może jest sprzeczka w rodzinie lub pomiędzy znanymi nam osobami, istnieją napięcia w dzielnicy, niezgoda w środowisku pracy, w parafii, między Kościołami. Nie uciekać więc przed konfliktami i nieporozumieniami, nie być na nie obojętnym, lecz wnosić tam miłość, poczynając uważnego słuchania drugiego, współdzielenia cierpienia płynącego z tej rany.

Przede wszystkim jednak żyć w jedności z tymi, którzy gotowi są realizować ideał Jezusa i Jego modlitwę, nie przykładając zbytniej wagi do tego, co nas różni, do różnic idei, być bardziej zadowolonym z mniejszej doskonałości w jedności, niż z większej doskonałości w „nie-jedności”. Umieć przyjmować z radością różnice, co więcej: traktować je jako bogactwo w jedności, która nigdy nie jest umniejszaniem ani uniformizmem.

Taka postawa może niekiedy wiązać się z "przybijaniem nas to do krzyża", ale to jest właśnie droga, którą wybrał Jezus, aby odbudować jedność rodziny ludzkiej, droga, którą także my pragniemy przebyć razem z Nim.

Fabio Ciardi

Słowo Życia - październik 2015

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»
(J 13, 35).

Taka jest typowa dla chrześcijan cecha wyróżniająca, ich znak rozpoznawczy. A przynajmniej tak być powinno, gdyż taki był zamysł Jezusa co do Jego wspólnoty.

Fascynujący jest tekst z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Autor Listu do Diogeneta, zauważa, iż: „Chrześcijanie bowiem ni ojczyzną, ni mową, ni rodzajem życia nie różnią się od reszty ludzi. Nie zamieszkują oni miast własnych, nie posługują się osobnym dialektem, nie mają jakiś oryginalnych zwyczajów”. Są osobami normalnymi, jak wszyscy inni. Mają jednak tajemnicę pozwalająca im wywierać głęboki wpływ na społeczeństwo. „Krótko mówiąc: czym dusza w ciele, tym chrześcijanie w świecie” (por. List do Diogeneta pp. 5-6).

Jest to tajemnica, którą Jezus powierzył swoim uczniom tuż przed śmiercią. Tak jak dawni mędrcy Izraelowi, jak ojciec synowi, również On, Nauczyciel mądrości, pozostawił dziedzictwo: sztukę umiejętności życia i to dobrego życia. Dowiedział się tego bezpośrednio od Ojca: „oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15), był to owoc Jego doświadczenia w relacji z Ojcem. Doświadczenie to polega na miłości wzajemnej. Jest to Jego ostatnia wola, Jego testament, życie Nieba, które przyniósł na ziemię i które z nami dzieli, aby stało się naszym życiem.
Pragnie, aby stanowiło ono o tożsamości Jego uczniów, którzy zostaną rozpoznani po miłości wzajemnej:

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»

Czy uczniów Jezusa rozpoznawano po ich wzajemnej miłości? „Historia Kościoła jest historią świętości” – napisał Jan Paweł II, choć: „Trzeba jednak przyznać, że historia odnotowuje także niemało faktów, które z chrześcijańskiego punktu widzenia stanowią antyświadectwo” (Incarnationis Mysterium, 11). W imię Chrystusa chrześcijanie przez całe wieki walczyli ze sobą w niekończących się wojnach i nadal są podzieleni. Są ludzie, którzy jeszcze dzisiaj łączą chrześcijan z krucjatami, z trybunałami inkwizycji albo widzą w nich obrońców przestarzałej moralności, przeciwnych postępowi wiedzy.
Nie tak było z pierwszymi chrześcijanami rodzącej się wspólnoty w Jerozolimie. Patrzący na nich byli zachwyceni realizowaną przez nich wspólnotą dóbr oraz „radością i prostotą serca”, które ich cechowały (por. Dz 2,46). „Lud ich wychwalał” – czytamy również w Dziejach Apostolskich – a w konsekwencji każdego dnia „coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet przyjmujących wiarę w Pana” (Dz 5,13-14). Świadectwo życia wspólnoty miało wielką moc przyciągania. Dlaczego także dzisiaj nie rozpoznaje się w nas ludzi wyróżniających się miłością? Co zrobiliśmy z przykazaniem Jezusa?

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»

W środowisku katolickim miesiąc październik poświęcony jest tradycyjnie „misji”, refleksji nad nakazem Jezusa, by iść na cały świat i głosić Ewangelię oraz modlitwie wspierającej wszystkich misjonarzy . To Słowo Życia może nam pomóc w tym, by skupić się na zasadniczym wymiarze chrześcijańskiego głoszenia. Nie jest nim narzucanie wiary ani prozelityzm, ani interesowna pomoc dla biednych, aby się nawrócili. Nie jest to nawet na pierwszym miejscu wymagana obrona wartości moralnych lub „twardy” osąd niesprawiedliwości i wojen, choć to też jest naszym obowiązkiem, którego chrześcijanin nie może zaniedbać.


Przede wszystkim głoszenie chrześcijaństwa – to świadectwo życia, które każdy uczeń Jezusa winien złożyć osobiście: „Współczesny człowiek chętniej słucha świadków niż nauczycieli” (Evangelii nuntiandi, 41). Nawet ktoś wrogi Kościołowi bywa często poruszony przykładem tych, którzy poświęcają swe życie chorym i biednym, którzy gotowi są zostawić ojczyznę, by iść do odległych miejsc i ofiarować swą pomoc i bliskość tym ostatnim.
Przede wszystkim jednak świadectwo, którego Jezus wymaga, polega na tym, aby cała wspólnota ukazywała prawdę Ewangelii. Winna ona ukazać, że życie, które On przyniósł, może naprawdę zrodzić nowe społeczeństwo, w którym ludzie kierują się odniesieniami prawdziwego braterstwa, wzajemnie sobie pomagają i służą, troszczą się o osoby słabsze i bardziej potrzebujące.
Życie Kościoła dało już takie świadectwa: jak wioski dla tubylców zbudowane przez franciszkanów i jezuitów w Ameryce Południowej czy klasztory z powstającymi dookoła osadami. Również dziś wspólnoty i ruchy kościelne budują miasteczka świadectwa, w których można ujrzeć znaki nowego społeczeństwa, będącego owocem życia Ewangelią, miłości wzajemnej.

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»

Jeśli żyjemy między nami jednością, za którą Jezus oddał życie, to nie oddalając się od miejsc, które zamieszkujemy ani od osób, które znamy, możemy kształtować alternatywny sposób życia i zasiewać wokół nas ziarna nadziei i nowego życia. Rodzina odnawiająca każdego dnia wolę konkretnego życia wzajemną miłością może stać się promieniem światła pośród aury obojętności panującej wśród sąsiadów, na klatce schodowej. Jedna „komórka środowiskowa” lub dwie osoby umawiające się, by radykalnie realizować wymagania Ewangelii w swoim środowisku pracy, w szkole, w siedzibie związków zawodowych, w biurach administracji, w więzieniu, może przełamać logikę walki o władzę i tworzyć klimat współpracy oraz pomagać w narodzinach niespodziewanego tam braterstwa.

Czyż nie tak czynili piersi chrześcijanie w czasach imperium rzymskiego? Czy nie w ten sposób szerzyli przemieniającą nowość chrześcijaństwa? To my jesteśmy dziś „pierwszymi chrześcijanami”, tak jak oni powołanymi do przebaczania sobie, do patrzenia na siebie zawsze nowymi oczami, do pomagania sobie; jednym słowem: do miłowania siebie nawzajem tak, jak Jezus nas umiłował, będąc pewnymi, że Jego obecność między nami ma moc, aby również innych wciągnąć w tę boską logikę miłości.

Fabio Ciardi

Strona 4 z 12

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie