Słowo Życia

Słowo życia - listopad 2015

«Aby wszyscy stanowili jedno» (J 17, 21).

To ostatnia, pełna troski modlitwa, którą Jezus kieruje do Ojca. Wie, że prosi o to, co najbardziej leży Mu na sercu, ponieważ Bóg stworzył ludzkość jako swoją rodzinę, z którą pragnie dzielić każde dobro, samo swoje boskie życie. O czym marzą rodzice dla swoich dzieci, jeśli nie o tym, aby się kochały, pomagały sobie, by żyły ze sobą w jedności? I co jest dla nich największą przykrością, jeśli nie to, że widzą jak dalece dzieli je zazdrość, interesy ekonomiczne, że przestają ze sobą rozmawiać? Również Bóg przez całą wieczność myślał o swojej rodzinie – o dzieciach zjednoczonych z Nim i pomiędzy sobą w komunii miłości.

Dramatyczna opowieść o początkach mówi nam o grzechu i stopniowym podziale rodziny ludzkiej: czytamy w Księdze Rodzaju jak mężczyzna oskarża kobietę, Kain zabija swego brata, Lamek chlubi się swą przesadną zemstą, wieża Babel wywołuje nieporozumienia i rozproszenie ludów… Wydaje się, że plan Boga nie powiódł się.

On jednak nie daje za wygraną i wytrwale dąży do zjednoczenia swojej rodziny. Historia zaczyna się od Noego, od wyboru Abrahama, od narodzin ludu wybranego i rozwija się dalej aż do momentu, gdy Bóg wysyła na ziemię swego Syna, powierzając Mu wielką misję: zgromadzenia zagubionych owiec w jedną owczarnię, obalenia murów podziału i nieprzyjaźni pomiędzy narodami, by stworzy jeden nowy lud (por. Ef, 2,14-16).

Bóg nie przestaje marzyć o jedności, dlatego Jezus prosi Go o nią jak o największy dar, o który błaga dla nas wszystkich: Proszę Cię, Ojcze:

«Aby wszyscy stanowili jedno»

Każda rodzina nosi znamię rodziców. Tak samo rodzina stworzona przez Boga. Bóg jest Miłością nie tylko dlatego, że kocha swoje stworzenie, lecz sam jest Miłością we wzajemności daru i komunii każdej z Trzech Boskich Osób.

Stwarzając człowieka, ukształtował go na swój obraz i podobieństwo, uzdolnił ludzi do życia we wzajemnej relacji, aby każdy mógł żyć będąc darem z siebie, aby wszyscy ludzie żyli będąc dla siebie wzajemnie darem. Całe zdanie modlitwy Jezusa, którym pragniemy żyć w tym miesiącu, mówi bowiem: „aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno”. Wzór naszej jedności – to jedność nie mniejsza niż ta istniejąca między Ojcem a Jezusem. Wydaje się nam niemożliwa do realizacji, bo jest tak głęboka. Jest jednak możliwa, dzięki owemu jak, oznaczającemu także ponieważ: możemy być zjednoczeni tak jak są zjednoczeni Ojciec z Synem, właśnie dlatego, ponieważ Oni włączają nas w swą własną jedność, czynią nam z niej dar.

«Aby wszyscy stanowili jedno»

To właśnie jest dzieło Jezusa: uczynić ze wszystkich jedno, tak jak On jest jedno z Ojcem, uczynić ich jedną rodziną, jednym ludem. Dlatego stał się jednym z nas, wziął na siebie nasze podziały i nasze grzechy przybijając je do krzyża.

On sam wskazał drogę, którą miał przejść, aby przynieść nam jedność: „Gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Jak proroczo zapowiedział najwyższy kapłan “miał umrzeć (...) po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,52). W tajemnicy swojej śmierci i zmartwychwstania zjednoczył wszystko w Sobie (por Ef 1,10), na nowo stworzył jedność zniszczoną przez grzech, obudował rodzinę wokół Ojca i uczynił nas znów wzajemnie dla siebie braćmi i siostrami. Jezus spełnił swoją misję. Pozostaje nasza część, nasz udział, nasze „tak” w odpowiedzi na Jego modlitwę.

«Aby wszyscy stanowili jedno»

Jaki jest nasz wkład w wypełnienie tej modlitwy?

Przede wszystkim musimy uczynić ją naszą. Możemy użyczyć warg i serca Jezusowi, by nadal kierował te słowa do Ojca i każdego dnia z ufnością powtarzał swoją modlitwę. Jedność jest darem z Wysoka, o który trzeba prosić z wiarą, nigdy się nie zniechęcając. Poza tym jedność winna pozostawać zawsze szczytem naszych myśli i pragnień. Jeśli to jest marzenie Boga, pragniemy, aby ono było również naszym marzeniem. Przed każdą decyzją, każdym wyborem, każdym działaniem, możemy się pytać: czy służy to budowaniu jedności, czy tak jest lepiej w perspektywie jedności?

I wreszcie powinniśmy kierować się tam, gdzie najbardziej brakuje jedności i wziąć to na siebie, jak uczynił Jezus. Być może jest sprzeczka w rodzinie lub pomiędzy znanymi nam osobami, istnieją napięcia w dzielnicy, niezgoda w środowisku pracy, w parafii, między Kościołami. Nie uciekać więc przed konfliktami i nieporozumieniami, nie być na nie obojętnym, lecz wnosić tam miłość, poczynając uważnego słuchania drugiego, współdzielenia cierpienia płynącego z tej rany.

Przede wszystkim jednak żyć w jedności z tymi, którzy gotowi są realizować ideał Jezusa i Jego modlitwę, nie przykładając zbytniej wagi do tego, co nas różni, do różnic idei, być bardziej zadowolonym z mniejszej doskonałości w jedności, niż z większej doskonałości w „nie-jedności”. Umieć przyjmować z radością różnice, co więcej: traktować je jako bogactwo w jedności, która nigdy nie jest umniejszaniem ani uniformizmem.

Taka postawa może niekiedy wiązać się z "przybijaniem nas to do krzyża", ale to jest właśnie droga, którą wybrał Jezus, aby odbudować jedność rodziny ludzkiej, droga, którą także my pragniemy przebyć razem z Nim.

Fabio Ciardi

Słowo Życia - październik 2015

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»
(J 13, 35).

Taka jest typowa dla chrześcijan cecha wyróżniająca, ich znak rozpoznawczy. A przynajmniej tak być powinno, gdyż taki był zamysł Jezusa co do Jego wspólnoty.

Fascynujący jest tekst z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Autor Listu do Diogeneta, zauważa, iż: „Chrześcijanie bowiem ni ojczyzną, ni mową, ni rodzajem życia nie różnią się od reszty ludzi. Nie zamieszkują oni miast własnych, nie posługują się osobnym dialektem, nie mają jakiś oryginalnych zwyczajów”. Są osobami normalnymi, jak wszyscy inni. Mają jednak tajemnicę pozwalająca im wywierać głęboki wpływ na społeczeństwo. „Krótko mówiąc: czym dusza w ciele, tym chrześcijanie w świecie” (por. List do Diogeneta pp. 5-6).

Jest to tajemnica, którą Jezus powierzył swoim uczniom tuż przed śmiercią. Tak jak dawni mędrcy Izraelowi, jak ojciec synowi, również On, Nauczyciel mądrości, pozostawił dziedzictwo: sztukę umiejętności życia i to dobrego życia. Dowiedział się tego bezpośrednio od Ojca: „oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15), był to owoc Jego doświadczenia w relacji z Ojcem. Doświadczenie to polega na miłości wzajemnej. Jest to Jego ostatnia wola, Jego testament, życie Nieba, które przyniósł na ziemię i które z nami dzieli, aby stało się naszym życiem.
Pragnie, aby stanowiło ono o tożsamości Jego uczniów, którzy zostaną rozpoznani po miłości wzajemnej:

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»

Czy uczniów Jezusa rozpoznawano po ich wzajemnej miłości? „Historia Kościoła jest historią świętości” – napisał Jan Paweł II, choć: „Trzeba jednak przyznać, że historia odnotowuje także niemało faktów, które z chrześcijańskiego punktu widzenia stanowią antyświadectwo” (Incarnationis Mysterium, 11). W imię Chrystusa chrześcijanie przez całe wieki walczyli ze sobą w niekończących się wojnach i nadal są podzieleni. Są ludzie, którzy jeszcze dzisiaj łączą chrześcijan z krucjatami, z trybunałami inkwizycji albo widzą w nich obrońców przestarzałej moralności, przeciwnych postępowi wiedzy.
Nie tak było z pierwszymi chrześcijanami rodzącej się wspólnoty w Jerozolimie. Patrzący na nich byli zachwyceni realizowaną przez nich wspólnotą dóbr oraz „radością i prostotą serca”, które ich cechowały (por. Dz 2,46). „Lud ich wychwalał” – czytamy również w Dziejach Apostolskich – a w konsekwencji każdego dnia „coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet przyjmujących wiarę w Pana” (Dz 5,13-14). Świadectwo życia wspólnoty miało wielką moc przyciągania. Dlaczego także dzisiaj nie rozpoznaje się w nas ludzi wyróżniających się miłością? Co zrobiliśmy z przykazaniem Jezusa?

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»

W środowisku katolickim miesiąc październik poświęcony jest tradycyjnie „misji”, refleksji nad nakazem Jezusa, by iść na cały świat i głosić Ewangelię oraz modlitwie wspierającej wszystkich misjonarzy . To Słowo Życia może nam pomóc w tym, by skupić się na zasadniczym wymiarze chrześcijańskiego głoszenia. Nie jest nim narzucanie wiary ani prozelityzm, ani interesowna pomoc dla biednych, aby się nawrócili. Nie jest to nawet na pierwszym miejscu wymagana obrona wartości moralnych lub „twardy” osąd niesprawiedliwości i wojen, choć to też jest naszym obowiązkiem, którego chrześcijanin nie może zaniedbać.


Przede wszystkim głoszenie chrześcijaństwa – to świadectwo życia, które każdy uczeń Jezusa winien złożyć osobiście: „Współczesny człowiek chętniej słucha świadków niż nauczycieli” (Evangelii nuntiandi, 41). Nawet ktoś wrogi Kościołowi bywa często poruszony przykładem tych, którzy poświęcają swe życie chorym i biednym, którzy gotowi są zostawić ojczyznę, by iść do odległych miejsc i ofiarować swą pomoc i bliskość tym ostatnim.
Przede wszystkim jednak świadectwo, którego Jezus wymaga, polega na tym, aby cała wspólnota ukazywała prawdę Ewangelii. Winna ona ukazać, że życie, które On przyniósł, może naprawdę zrodzić nowe społeczeństwo, w którym ludzie kierują się odniesieniami prawdziwego braterstwa, wzajemnie sobie pomagają i służą, troszczą się o osoby słabsze i bardziej potrzebujące.
Życie Kościoła dało już takie świadectwa: jak wioski dla tubylców zbudowane przez franciszkanów i jezuitów w Ameryce Południowej czy klasztory z powstającymi dookoła osadami. Również dziś wspólnoty i ruchy kościelne budują miasteczka świadectwa, w których można ujrzeć znaki nowego społeczeństwa, będącego owocem życia Ewangelią, miłości wzajemnej.

«Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali»

Jeśli żyjemy między nami jednością, za którą Jezus oddał życie, to nie oddalając się od miejsc, które zamieszkujemy ani od osób, które znamy, możemy kształtować alternatywny sposób życia i zasiewać wokół nas ziarna nadziei i nowego życia. Rodzina odnawiająca każdego dnia wolę konkretnego życia wzajemną miłością może stać się promieniem światła pośród aury obojętności panującej wśród sąsiadów, na klatce schodowej. Jedna „komórka środowiskowa” lub dwie osoby umawiające się, by radykalnie realizować wymagania Ewangelii w swoim środowisku pracy, w szkole, w siedzibie związków zawodowych, w biurach administracji, w więzieniu, może przełamać logikę walki o władzę i tworzyć klimat współpracy oraz pomagać w narodzinach niespodziewanego tam braterstwa.

Czyż nie tak czynili piersi chrześcijanie w czasach imperium rzymskiego? Czy nie w ten sposób szerzyli przemieniającą nowość chrześcijaństwa? To my jesteśmy dziś „pierwszymi chrześcijanami”, tak jak oni powołanymi do przebaczania sobie, do patrzenia na siebie zawsze nowymi oczami, do pomagania sobie; jednym słowem: do miłowania siebie nawzajem tak, jak Jezus nas umiłował, będąc pewnymi, że Jego obecność między nami ma moc, aby również innych wciągnąć w tę boską logikę miłości.

Fabio Ciardi

Słowo życia - wrzesień 2015

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mk 12, 31).

Oto jedno ze słów Ewangelii domagające się realizacji „od zaraz”, natychmiast. Tak jasne, przejrzyste – i wymagające – że nie potrzebuje wielu komentarzy. Aby lepiej pojąć zawartą w nim moc, korzystne byłoby odczytanie tego nakazu w jego kontekście.

Jezus odpowiada na pytanie uczonego w Piśmie: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Była to sprawa otwarta, zwłaszcza od kiedy w pismach rabinackich wyodrębniono 613 nakazów i zakazów, które należało zachowywać.

Jeden z wielkich nauczycieli, żyjący kilka lat wcześniej, rabbi Szammaj, nie chciał mówić, jakie jest najważniejsze przykazanie. Inni natomiast, jak uczynił to później Jezus, wskazywali już na centralne miejsce miłości. Rabbi Hilliel na przykład mówił:Nie czyń twemu bliźniemu tego, co jest przykre dla ciebie; w tym zawiera się całe prawo. Reszta to już tylko komentarze1.

Jezus nie tylko głosi naukę o miłości jako fundamencie, lecz zarazem wskazuje na jedno jedyne przykazanie: miłość Boga (por. Pwt 6,4) i miłość bliźniego (por. Kpł. 19,18).

Odpowiedź, którą daje na pytanie uczonego w Piśmie jest taka:Pierwsze [przykazanie] jest: Słuchaj Izraelu! Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował; Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych.

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego

Ta druga część jedynego przykazania jest konsekwencją części pierwszej: miłości do Boga. Bogu tak bardzo zależy na każdym Jego stworzeniu, że aby sprawić Mu radość, by rzeczywiście udowodnić Mu czynem miłość, jaką do Niego żywimy, nie ma lepszego sposobu, jak to, by stawać się wyrazem Jego miłości do wszystkich. Tak jak rodzice są zadowoleni, gdy widzą, że dzieci żyją w zgodzie, pomagają sobie, są zjednoczone, podobnie Bóg – będący wobec nas jak ojciec i matka – jest zadowolony widząc, że każdego bliźniego kochamy jak siebie samego, przyczyniając się w ten sposób do jedności rodziny ludzkiej.

Od wieków prorocy tłumaczyli ludowi izraelskiemu, że Bóg pragnie miłości a nie ofiary i całopaleń (por. Oz 6,6). Sam Jezus odwołuje się do ich nauki, gdy stwierdza: “Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (Mt 9,13). Jak bowiem można miłować Boga, którego się nie widzi, jeśli nie kocha się brata, którego się widzi?” (por. 1 J 4,20). Kochamy Go, służymy Mu, oddajemy Mu cześć, na miarę tego jak miłujemy, służymy, oddajemy cześć każdej osobie: przyjacielowi lub nieznajomemu, należącemu do naszego narodu lub innej narodowości, zwłaszcza tym „najmniejszym”, najbardziej potrzebującym.

Jest to zaproszenie skierowane do chrześcijan wszystkich czasów, aby kult przemienić w życie, by wyjść z kościołów, gdzie adorowano, kochano, wielbiono Boga i iść naprzeciw innym, urzeczywistniając to, co zrozumieliśmy podczas modlitwy i komunii z Bogiem.

«Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego»

Jak więc żyć tym przykazaniem Pana? Pamiętamy przede wszystkim, że jest ono częścią nierozdzielnego dyptyku*,wyrażającego miłość Bożą. Trzeba mieć czas, aby poznać, czym jest miłość i jak kochamy, trzeba więc przeznaczyć czas na chwile modlitwy, „kontemplacji”, dialogu z Nim, a uczymy się tego od Boga, który jest Miłością.

Nie kradniemy czasu Bogu, kiedy jesteśmy z bliźnim, odwrotnie, przygotowujemy się do tego, by kochać Go coraz bardziej wielkodusznie i właściwie. A zarazem gdy po tym, jak miłowaliśmy bliźnich, powracamy od Boga, nasza modlitwa jest bardziej autentyczna, bardziej prawdziwa i stają się w niej obecne wszystkie wcześniej spotkane osoby, które Mu teraz przynosimy.

Aby kochać bliźniego jak siebie samego, trzeba go poznać tak, jak znamy samych siebie. Winniśmy dojść do miłowania bliźniego tak, jak on sam pragnie być kochany, a nie jak my chcielibyśmy go kochać. Obecnie, gdy nasze społeczeństwa stają się coraz bardziej wielokulturowe, z powodu osób pochodzących z bardzo różnych stron świata, wyzwanie to staje się jeszcze większe. Kto udaje się do innego kraju, winien poznać jego tradycje i wartości, jedynie w ten sposób może zrozumieć i pokochać jego mieszkańców. To samo dotyczy osób przyjmujących nowych emigrantów, często zdezorientowanych, nie znających języka, z problemami adaptacji.

Różnice istnieją wewnątrz rodzin, w środowiskach pracy i w sąsiedztwie, nawet w grupach osób tej samej kultury. Byłoby nam miło spotkać kogoś, kto poświęciłby swój czas, aby nas wysłuchać, pomóc w przygotowaniu do egzaminu, znalezieniu miejsca pracy, w uporządkowaniu domu? A może również ten drugi ma podobne potrzeby? Powinniśmy je umieć wyczuć, słuchając go, słuchając go szczerze, wchodząc „w jego skórę”.

Liczy się także jakość miłości. Apostoł Paweł w swoim słynnym hymnie o miłości wymienia niektóre jej cechy i dobrze je będzie teraz przypomnieć: miłość jest cierpliwa, pragnie dobra drugiego, nie zazdrości, nie przyjmuje postawy wyższości, uważa bliźniego za ważniejszego od siebie, nie brak jej szacunku dla drugiego, nie szuka swego interesu, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko znosi (por. 1 Kor 13, 4,7).

Ileż okazji, by tym żyć i ile odcieni miłości:

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego

Na zakończenie warto wspomnieć, że ta norma ludzkiego życia jest podstawą słynnej „złotej reguły”, którą spotykamy we wszystkich religiach i u wielkich mistrzów życia duchowego, także w „świeckiej” duchowości. Każdy człowiek sięgając do własnej tradycji kulturowej lub religijnej może szukać analogicznej zachęty do miłowania bliźniego, do pomagania sobie, abyśmy potrafili razem żyć: hinduiści i muzułmanie, buddyści i wyznawcy religii tradycyjnych, chrześcijanie oraz mężczyźni i kobiety dobrej woli.

Musimy pracować razem, aby stworzyć nową mentalność, która dowartościowuje drugiego, wprowadza szacunek dla osoby, która chroni mniejszości narodowe, kieruje uwagę na najsłabszych, odsuwa na dalszy plan własne interesy, by dać pierwszeństwo drugiemu.

Fabio Ciardi

 

 


*  Dyptyk – malowidło lub płaskorzeźba złożone z dwóch części, objętych wspólną ramą; najczęściej dwuskrzydłowy, składany ołtarzyk lub dwuskrzydłowa nastawa ołtarza.

 

Słowo życia - sierpień 2015

 

"Postępujcie drogą miłości" (Ef 5, 2).

W tym zdaniu zawiera się cała etyka chrześcijańska. Ludzkie działanie winno być animowane przez miłość, jeśli ma być zgodne z tym, czego oczekuje Bóg-Stwórca, jeśli ma być autentycznie ludzkie.

Apostoł, św. Paweł ujmuje to zalecenie, skierowane do chrześcijan w Efezie, jako zakończenie i syntezę tego, co już napisał na temat życia chrześcijańskiego: o porzuceniu dawnego człowieka, by przyoblec się w nowego, o tym, by żyć wobec siebie nawzajem w prawdzie i szczerości, nie kraść, umieć przebaczać, świadczyć dobro..., jednym słowem, by "postępować drogą miłości".

Wypadałoby przeczytać całe zdanie, z którego wzięto te mocne słowa, jakie będą nam towarzyszyć w ciągu całego miesiąca: „Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu”.

Św. Paweł jest przekonany, że całe nasze zachowanie winno wzorować się na Bogu. Jeśli miłość jest cechą określającą Boga, winna ona także charakteryzować Jego dzieci: w tym winni Go naśladować.

Jak jednak możemy rozpoznać miłość Boga? Dla św. Pawła jest to oczywiste: miłość ta objawia się w Jezusie, który ukazuje, w jaki sposób i do jakiego stopnia Bóg miłuje. Apostoł doświadczył tej miłości osobiście: "umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Gal 2,20) i teraz mówi o tym do wszystkich, by stało się to doświadczeniem całej wspólnoty.

"Postępujcie drogą miłości"

Jaka jest miara miłości Jezusa, która ma być wzorem naszej miłości?

Ta miłość, jak wiemy, nie ma granic, nie zamyka się ani nie preferuje nikogo. Jezus umarł za wszystkich, również za swych nieprzyjaciół, za tych, którzy go ukrzyżowali. Jego miłość jest taka, jak Ojca, który ogarnia uniwersalną miłością wszystkich i sprawia, że słońce świeci i deszcz pada na złych i dobrych, na grzeszników i na sprawiedliwych. Jezus wziął w opiekę przede wszystkim maluczkich i ubogich, chorych i wykluczonych. Umiłował bardzo swych przyjaciół, był szczególnie blisko uczniów... Jego miłość nie pozwoliła mu się oszczędzać, umiłował do końca, do ofiarowania życia.

On zaprasza wszystkich do życia Jego miłością, do miłowania tak, jak On miłował.

Może nas przerażać to wezwanie, bo jest zbyt wymagające. Jak możemy być naśladowcami Boga, który kocha wszystkich, zawsze jako pierwszy? Jak miłować na miarę miłości Jezusowej? Jak należy "postępować w miłości", do czego wzywa nas to Słowo Życia?

Jest to możliwe tylko wtedy, jeśli wpierw doświadczyliśmy, że jesteśmy miłowani. W zdaniu "postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował" wyrażenie bo może być też przetłumaczone przez słowo ponieważ.

"Postępujcie drogą miłości"

Słowo postępować jest tu równoznaczne z działać, zachowywać się, mówi, że każde nasze działanie winno byś inspirowane i kierowane miłością. Może nie przez przypadek św. Paweł używa tego pełnego dynamizmu słowa, żeby przypomnieć nam, że miłości ciągle się uczymy, że istnieje jeszcze droga do przebycia, by osiągnąć szerokość Bożego serca. Używa również innych obrazów, by wyjaśnić konieczność nieustannego rozwoju, jak: wzrost od niemowlęctwa do wieku dojrzałego (por. 1 Kor 3, 1-2), wzrost zasiewu, wznoszenie budowli, bieg na stadionie, by otrzymać nagrodę (por. 1Kor 9,24). Nie doszliśmy jeszcze do celu. Konieczny jest czas i wytrwałość, by dotrzeć do mety. Wobec trudności, z powodu upadków i pomyłek nie możemy się poddawać ani zniechęcać, lecz nie zadawalając się przeciętnością, być zawsze gotowi zaczynać na nowo.

Św. Augustyn z Hippony, być może wspominając swoją bolesną drogę, napisał takie słowa: "Bądź stale niezadowolony z tego, jakim jesteś, jeśli chcesz stać się tym, kim jeszcze nie jesteś. Bo jeśli tam, gdzie czujesz się dobrze, zatrzymasz się i powiesz: To mi wystarczy, to ugrzęźniesz. Nieustannie stawiaj sobie wymagania, zawsze idź, cięgle podążaj naprzód; nie zatrzymuj się w drodze, nie odwracaj się, nie zbaczaj. Cofa się ten, kto nie idzie naprzód".

"Postępujcie drogą miłości"

Jak szybciej podążać drogą miłości?

Ponieważ wezwanie postępujcie skierowane jest do całej wspólnoty: pożytecznym byłoby pomagać sobie wzajemnie. Naprawdę smutno i trudno jest podjąć podróż samemu.
Możemy zacząć od stworzenia okazji, aby na nowo zadeklarować – wraz z przyjaciółmi, członkami rodziny, członkami tej samej wspólnoty chrześcijańskiej – wolę postępowania razem.
Możemy dzielić się pozytywnymi doświadczeniami tego, jak staraliśmy się miłować, by uczyć się jedni od drugich.

Możemy komuś, kto potrafi nas zrozumieć, powiedzieć w zaufaniu o popełnionych błędach i zejściu z drogi, by tak znaleźć drogę poprawy.
Również wspólna modlitwa może być źródłem światła i mocy, by iść naprzód.

Zjednoczeni ze sobą i z Jezusem pomiędzy nami – z Jezusem Drogą – przejdziemy do końca naszą "świętą podróż", rozsiewając miłość wokół nas i zdobędziemy metę: Miłość.

Fabio Ciardi

Słowo Życia - lipiec 2015

„Miejcie odwagę: Ja zwyciężyłem świat” (J 16, 33)

Tymi słowami kończą się mowy pożegnalne, kierowane przez Jezusa do uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy, zanim oddany został w ręce tych, którzy wydali Go na śmierć. Był to dialog zwięzły, w którym odsłonił najgłębszą rzeczywistość swojej relacji z Ojcem oraz powierzonej Mu przez Niego misji.

Jezus opuszcza ziemię i wraca do Ojca, podczas gdy uczniowie mają pozostać w świecie, aby kontynuować Jego dzieło. Oni również, tak jak On, będą nienawidzeni, prześladowani, nawet wydawani na śmierć (por. J 15, 18.20; 16, 2). Ich misja będzie trudna, tak jak Jego misja. On zna dobrze trudności i próby, które muszą spotkać Jego przyjaciół: Na świecie doznacie ucisku (J 16,33), powiedział przed chwilą.

Jezus zwraca się do apostołów zgromadzonych wokół siebie na tej Ostatniej Wieczerzy, ale ma przed sobą wszystkie pokolenia uczniów, którzy za Nim pójdą przez wieki, również nas.
Tak jest naprawdę. Mimo radości rozsianych na naszej drodze, nie brak również „udręk”: niepewna przyszłość, tymczasowość pracy, ubóstwo i choroby, cierpienia z powodu klęsk żywiołowych i wojen, przemoc w domach i między narodami. Są również cierpienia związane z faktem bycia chrześcijanami: codzienna walka, by pozostać wiernym Ewangelii, poczucie niemocy wobec społeczeństwa, które wydaje się obojętne na przesłanie Boga, wyśmiewanie, pogarda, jeśli nie otwarte prześladowanie ze strony tych, którzy nie rozumieją Kościoła albo mu się przeciwstawiają.

Jezus zna te cierpienia, bo przeżył je osobiście, a jednak mówi:

„Miejcie odwagę: Ja zwyciężyłem świat”

Stwierdzenie to, wypowiedziane tak zdecydowanie i z przekonaniem, wydaje się sprzecznością. Jak Jezus może mówić, że zwyciężył świat, jeśli kilka chwil po wypowiedzeniu tych słów zostanie uwięziony, ubiczowany, skazany i zabity w najokrutniejszy i najbardziej haniebny sposób? Nie tylko nie zwyciężył, lecz wydaje się zdradzony, odrzucony, unicestwiony, a więc całkowicie przegrany.

Na czym polega Jego zwycięstwo? Niewątpliwie na zmartwychwstaniu: śmierć nie może już nad Nim panować. Jego zwycięstwo jest tak potężne, że nas również czyni jego uczestnikami: staje się obecny pomiędzy nami i prowadzi nas ze Sobą do pełni życia, do nowego stworzenia.

Przedtem jednak Jego zwycięstwem był akt największej miłości, przez którą oddał za nas życie. Tutaj, w klęsce porażki, tryumfuje On w pełni. Wnikając do każdego zakątka śmierci, uwolnił nas od wszystkiego, co nas przygniata i przemienił każdy nasz „negatyw”, każdą naszą ciemność i cierpienie w spotkanie ze Sobą, z Bogiem, z Miłością, z pełnią.

Za każdym razem gdy św. Paweł myślał o zwycięstwie Jezusa, zdawało się, że szaleje z radości. Jeśli Jezus – jak twierdził – stawił czoła wszelkim przeciwnościom, aż po największą z nich: śmierć, to my również, razem z Nim i w Nim, możemy przezwyciężyć każdą trudność. Co więcej, dzięki Jego miłości jesteśmy „więcej niż zwycięzcami”: Jestem pewien, że ani śmierć, ani życie […], ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rzym 8, 38; por. 1 Kor 15, 57).

Dlatego rozumiemy zachętę Jezusa, by niczego już się nie bać:

„Miejcie odwagę: Ja zwyciężyłem świat”

Słowo Jezusa, którym będziemy żyli przez cały miesiąc, potrafi napełnić nas ufnością i nadzieją. Choćby nie wiem jak okrutne i trudne były sytuacje, w których się znajdziemy, miejmy pewność, że Jezus już je przeżył i przezwyciężył.

I choć nie posiadamy Jego mocy wewnętrznej, mamy Jego samego, który żyje i walczy razem z nami. Jeśli Ty zwyciężyłeś świat – możemy Mu powiedzieć, gdy czujemy, że przytłaczają nas trudności, próby, pokusy – potrafisz zwyciężyć także tę moją ‘udrękę’. Gdyż to, co dotyka mnie, moją rodzinę, moich kolegów w pracy, co zdaje się być przeszkodą nie do pokonania i mamy wrażenie, że nie damy rady, to jednak z Tobą pomiędzy nami znajdziemy odwagę i siłę, by stawić czoła tej przeciwności, aż staniemy się „więcej niż zwycięzcami”.

Nie chodzi o jakąś tryumfalną wizję życia chrześcijańskiego, jakoby wszystko było łatwe i już rozwiązane. Jezus jest zwycięski właśnie w momencie, gdy przeżywa dramat cierpienia, niesprawiedliwości, opuszczenia i śmierci. Jego zwycięstwo – to zwycięstwo osoby podejmującej cierpienie z miłości, która wierzy w życie po śmierci.

Może czasem również my, tak jak Jezus i jak męczennicy, powinniśmy oczekiwać nieba, aby ujrzeć pełnię zwycięstwa nad złem. Lękamy się często mówić o raju, jakby myśl o nim była narkotykiem, który nie pozwala odważnie zmierzyć się z trudnościami, jakimś znieczuleniem, które ma łagodzić cierpienia, jakimś alibi usprawiedliwiającym nas przed zaangażowaniem się w walkę z niesprawiedliwością. A przecież nadzieja na niebo i wiara w zmartwychwstanie są potężnym impulsem, by stawić czoło wszelkim przeciwnościom, do podtrzymania innych w próbach, do uwierzenia, że ostatnie słowo należy do miłości, która zwycięża nienawiść, do życia pokonującego śmierć.

Za każdym razem, gdy napotkamy jakąś trudność w swoim życiu, zobaczymy ją u naszych bliskich albo dowiemy się, że dotknęła ludzi w różnych częściach świata, odnówmy naszą ufność w Jezusa obecnego w nas i pomiędzy nami, w Tego, który zwyciężył świat, który daje nam udział w swoim zwycięstwie, który otwiera nam niebo, dokąd odszedł, aby przygotować nam miejsce. W ten sposób znajdziemy odwagę, by przezwyciężyć każdą próbę. Wszystko możemy zwyciężyć w Tym, który obdarza nas mocą.

Fabio Ciardi

Słowo Życia - czerwiec 2015

"Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba (mało albo) tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona" (Łk 10, 41-42).

Ileż uczucia przy powtarzaniu tego imienia: Marto, Marto. Dom w Betanii, u bram Jerozolimy, to miejsce gdzie Jezus miał zwyczaj zatrzymywać się i odpoczywać ze swymi uczniami. Na zewnątrz, w mieście, musiał prowadzić dyskusje, spotykał się ze sprzeciwem i odrzuceniem, tu natomiast znajdował pokój i gościnność.

Marta jest kobietą zaradną i aktywną. Taką widzimy ją również po śmierci brata, gdy rozpoczyna z Jezusem rozmowę, w czasie której w sposób energiczny zadaje Mu zasadnicze pytania. Ta mocna kobieta wykazuje wielką wiarę. Na pytanie: Wierzysz w to, że Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem?, odpowiada bez wahania: Tak, Panie! Ja mocno wierzę (por. J 11, 25-27).

Marta jest zajęta przygotowaniami, aby godnie przyjąć Mistrza i Jego uczniów. Jest panią domu (o czym mówi samo jej imię: Marta – oznacza: pani domu), czuje się więc odpowiedzialna. Prawdopodobnie przygotowuje wieczerzę dla szanownego gościa. Jej siostra, Maria, zostawiła ją samą z jej krzątaniną. Nie było tozgodne ze zwyczajami Wschodu – zamiast przebywać w kuchni – razem z mężczyznami słucha Jezusa, siedząc u Jego stóp jak doskonała uczennica. Stąd trochę urażona wypowiedź Marty: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła (Łk 10,40). I oto serdeczna a zarazem zdecydowana odpowiedź Jezusa:

„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba (mało albo) tylko jednego”.

Czy Jezus nie był zadowolony z przedsiębiorczości i wielkodusznej służby Marty? Czy nie podobała Mu się jej konkretna gościnność i nie skosztowałby chętnie potraw, które przygotowywała? Wkrótce po tym wydarzeniu będzie chwalił w przypowieściach zarządców, przedsiębiorców i podwładnych, którzy potrafią doprowadzić do pomnażania talentów i obracać dobrami (por. Łk 12, 42; 19, 12-26). Wychwala wręcz ich przebiegłość (por. Łk 16, 1-8). Nie mógł więc nie cieszyć się widząc kobietę tak pełną inicjatywy, zdolną szczodrze przyjąć gości.

Gani natomiast niepokój i zatroskanie towarzyszące jej pracy. Marta jest zdenerwowana, „uwija się około rozmaitych posług” (Łk 10,40), utraciła pokój.Już nie ona kieruje pracą, lecz to praca ją zdominowała i ją tyranizuje. Przestała być wolna, stała się niewolnikiem swej pracy.

Czy i nam nie zdarza się zagubić w tysiącach rzeczy, które mamy do zrobienia? Pociąga nas, ale i rozprasza internet, chat, niepotrzebne sms-y, nawet wtedy, gdy powinniśmy zająć się poważnymi obowiązkami. Mogą nas tak rozpraszać i absorbować, że zapominamy zwracać uwagę na innych, nie słuchamy bliskich nam osób. Niebezpieczne jest przede wszystkim to, że możemy stracić z oczu to, dlaczego i dla kogo pracujemy. Praca i inne zajęcia stają się wówczas celem samym w sobie.

Może też się zdarzyć, że w obliczu trudnych problemów i sytuacji, które dotyczą rodziny, ekonomii, kariery, szkoły, przyszłości naszej i naszych dzieci, ogarnia nas lęk i niepokój tak dalece, że zapominamy o słowach Jezusa: Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie (Mt 6, 31-32). Również my zasługujemy na naganę Jezusa:

„Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba (mało albo) tylko jednego”.

Co jest tą jedyną rzeczą, której potrzeba? Słuchanie i życie słowami Jezusa. Ponad nie i ponad Niego, który je wypowiada, nie wolno przedkładać absolutnie niczego. Prawdziwym sposobem ugoszczenia Pana, przyjęcia Go w domu, jest słuchanie i przyjęcie tego, co On mówi. Tak, jak uczyniła to Maria, która zapominając o wszystkim, usiadła u Jego stóp i nie straciła ani jednego Jego słowa. Nie może zatem kierować nami pragnienie „pokazania się” czy dominowania, lecz pragnienie podobania się Jemu, służba na rzecz budowania Jego królestwa.

My również, tak jak Marta, jesteśmy powołani, by czynić wiele rzeczy dla dobra innych. Jezus nauczył nas, że Ojciec jest zadowolony, gdy przynosimy obfity owoc (por. J 15,8) i wręcz dokonujemy rzeczy większych niż On (por. J 14,12). Oczekuje więc od nas oddania, pasji w pracy, którą dał nam do wykonania, inwencji, odwagi, przedsiębiorczości. Jednak bez niepokoju i zdenerwowania, lecz zachowując pokój rodzący się ze świadomości, że spełniamy wolę Boga.

Ważne jest więc tylko to, abyśmy stali się uczniami Jezusa, pozwolili Mu żyć w sobie, uważnie słuchali Jego sugestii, Jego delikatnego głosu, który kieruje nami chwila po chwili. W ten sposób On będzie kierował każdym naszym działaniem.

Idąc za słowami Jezusa, wykonującwiele rzeczy, nie będziemy rozproszeni i zagubieni, ponieważ naszym działaniem kierować będzie jedynie miłość. Poprzez wszystkie działania będziemy zawsze robili tylko jedno: miłowali.

Fabio Ciardi

Słowo życia - maj 2015

A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni” (Ef 2, 4-5).

Kiedy Pan Bóg objawia się Mojżeszowi na górze Synaj, mówi Mu, kim jest: Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność (Wj 34, 6). Dla ukazania natury tej miłosiernej miłości Biblia hebrajska używa słowa raămîm,przywołując na myśl łono matki, miejsce, z którego pochodzi życie. Bóg daje się poznać jako „miłosierny”, ukazując troskę, jaką otacza swoje stworzenie, podobną do troski matki o każde jej dziecko: kocha je, jest blisko niego, chroni, troszczy się o nie. Biblia używa ponadto określenia esed, aby wyrazić inne aspekty miłości miłosiernej: wierność, życzliwość, dobroć, solidarność.

Również Maryja w swoim Magnificat wysławia miłosierdzie Wszechmocnego, które rozciąga się na wszystkie pokolenia. (por. Łk  1,50).

O miłości Boga mówił nam sam Jezus, ukazując Go jako Ojca bliskiego nam i zauważającego wszelkie nasze potrzeby, gotowego przebaczać i dawać wszystko, czego nam potrzeba: On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych(Mt 5, 45). Rzeczywiście Jego miłość jest bogata i wielka, jak określa ją list do Efezjan, z którego wybrane jest to Słowo:

A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni”.

Słowa św. Pawła to prawie okrzyk radości rodzący się z kontemplacji nadzwyczajnego działania Boga w stosunku do nas: byliśmy umarli, a On nas wskrzesił, dając nam nowe życie.

Początek tego zdania wskazuje na kontrast zauważony wcześniej przez Pawła: ludzkość przygnieciona ciężarem win i grzechów, więziona przewrotnymi, egoistycznymi pragnieniami, pod wpływem sił zła, buntująca się otwarcie wobec Boga, zasługiwałaby na wybuch Jego gniewu (por. Ef 2, 1-3). A Bóg przeciwnie, zamiast karać – stąd wielkie zdumienie św. Pawła – przywraca życie: nie pozwala, by powodował Nim gniew, lecz miłosierdzie i miłość.

Jezus opowiadając przypowieść o ojcu i dwóch synach pozwala nam już przeczuwać takie działanie Boga. Ojciec z otwartymi ramionami przyjmuje młodszego, uwikłanego w życie niegodne człowieka. To samo w przypowieści o dobrym pasterzu, który szuka zagubionej owcy, bierze ją na ramiona, by zanieść ją do owczarni; lub o dobrym Samarytaninie, leczącym rany człowieka zadane mu przez zbójców (por. Łk, 11-32; 3-7; 10, 30-37)..

Bóg, Ojciec miłosierny, którego miłosierdzie symbolizują te przypowieści, nie tylko nam przebaczył, lecz obdarzył nas życiem swego Syna Jezusa, obdarzył nas pełnią życia Bożego.

Stąd hymn wdzięczności:

A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni”.

To Słowo Życia powinno wzbudzić w nas taką samą radość i wdzięczność, jak u św. Pawła i wśród pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej. Także wobec każdego z nas Bóg ukazuje się bogaty w miłosierdzie i wielką miłość, gotowy przebaczać i obdarzać miłosierdziem. Nie ma takiej sytuacji grzechu, cierpienia, samotności, w której nie byłby obecny, nie stanąłby obok nas, aby towarzyszyć nam w drodze, nie obdarzył nas zaufaniem, nie dał możliwości zmartwychwstania i siły, by zawsze zaczynać od nowa.

W swej pierwszej modlitwie „Anioł Pański”, dwa lata temu, 17 marca, papież Franciszek zaczął mówić o miłosierdziu Boga, temacie, który później często poruszał. Przy tej okazji powiedział: Oblicze Boga – to oblicze Ojca miłosiernego, który zawsze jest cierpliwy… rozumie nas, czeka na nas, nie męczy Go przebaczanie nam…. Zakończył to pierwsze krótkie pozdrowienie przypominając, że: On jest kochającym Ojcem, który zawsze przebacza, który dla nas wszystkich ma to miłosierne serce. My również uczmy się być miłosiernymi dla wszystkich.

Ta ostatnia wskazówka sugeruje nam konkretny sposób realizowania Słowa Życia. Jeśli Bóg wobec nas jest bogaty w miłosierdzie i otacza nas wielką miłością, my także jesteśmy  powołani, byśmy byli miłosierni dla innych. Jeżeli On kocha nieprzyjazne Mu osoby, my również powinniśmy się nauczyć kochać tych, którzy nie są „pociągający”, nawet wrogów. Czy Jezus nie powiedział nam: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7); czy nie prosił nas, byśmy byli miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 36, 6)? Również św. Paweł zachęcał swoje wspólnoty wybrane i miłowane przez Boga, by przyoblekły się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość (Kol 3, 12).

Jeśli uwierzyliśmy w miłość Boga, my także możemy kochać miłością, która staje się bliska każdej bolesnej sytuacji, każdej potrzebie, która wszystko wybacza, która chroni, która umie otoczyć troską.

Żyjąc w ten sposób, możemy być świadkami miłości Bożej i dopomóc wszystkim, których spotykamy, by odkryli, że i wobec nich Bóg jest bogaty w miłosierdzie i wielką miłość.

Fabio Ciardi

Strona 5 z 12

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

(od 22.01.2018 nowe godziny)
poniedziałek

9:00-10:00, 16:45-17:45
wtorek
9:00-10:00
środa
16:45-17:45
czwartek
9:00-10:00, 16:45-17:45
piątek
9:00-10:00

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie