z życia Kościoła

Maryja – Wychowawczynią pokoleń

(Konferencja dla rodziców, duszpasterzy i wychowawców z okazji rozpoczynającego się dzisiaj VII Tygodnia Wychowania w Polsce)

Zaraz po wyborze na Stolice Piotrową papież Franciszek zawierzył swój pontyfikat Maryi. Było to przekonujące świadectwo mówiące światu, że nowo wybrany papież jest czcicielem Matki Bożej. Szczególną czcią Ojciec Święty otacza obraz Santa Maria Desatadora de Nudos – obraz Matki Bożej Rozwiązującej Węzły. Na obrazie widać anioła, który trzyma wstęgę ludzkiego życia. Wstęga jest pełna węzłów – małych i wielkich. Są to nasze grzechy i powikłania życiowe. W centrum obrazu stoi Maryja i rozwiązuje jeden po drugim wszystkie węzły. W jej rękach zaplątana wstęga zamienia się w nową nić, wolną od zawikłań. Papież Franciszek napisał: „Jej dłonie mają moc rozwikłać każdy węzeł życiowy – plątanina poddana próbom uporządkowania przez kogokolwiek innego niż Maryja, zapętla się jeszcze bardziej”. Przeżywając kolejny Tydzień Wychowania, w który tym razem wpisuje się jubileusz trzechsetlecia koronacji wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej koronami papieskimi, zawierzmy nić naszego życia osobistego i rodzinnego rękom Maryi. Zastanówmy się też, czego jako rodzice, wychowawcy i duszpasterze możemy nauczyć się od Matki i wychowawczyni Syna Bożego.

Przenieśmy się do Kany Galilejskiej. Obecność Maryi na weselu w Kanie była bardzo potrzebna – przyczyniła się do pierwszego cudu Jezusa, ale dzięki niej stało coś równie ważnego – między Jezusem a Jego uczniami nawiązała się całkiem nowa relacja. Jezus „objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. W sytuacji zainicjowanej przez Matkę Jezusa uczniowie rozwinęli z Nim więź opartą na wierze. Zachęceni świadectwem Ewangelii zaprośmy Maryję do naszych rodzin i poprośmy, by pomogła nam pogłębić więź między nami a Jej Synem, a także umocnić nasze wzajemne relacje.

Z perspektywy całego życia człowieka najważniejsza jest relacja między nim jako dzieckiem a jego rodzicami. Brytyjski psycholog John Bowlby przedstawił w sposób systematyczny i opisał językiem nauki to, o czym praktyka i doświadczenie życiowe mówiły od wieków – przywiązanie dziecka do matki i ojca rzutuje w decydujący sposób na jego dorosłe życie. Jeżeli relacja dziecko-rodzice jest ufna i daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewności – to jako dorosły człowiek będzie ono w stanie żyć w dojrzały sposób i rozwiązywać z innymi dojrzałe więzi. Decydujące znaczenie ma miłość rodziców, która charakteryzuje się trwałością; bliskość rodziców, ich dostępność emocjonalna i wrażliwość na sygnały dziecka. W sytuacji zaburzonej relacji z rodzicami, człowiek będzie traktował siebie jako niewart miłości, będzie przeżywał ciągły lęk przed odrzuceniem i nie będzie w stanie zaufać ludziom.

Wróćmy do Kany Galilejskiej. Na samym początku opisu mającego tam miejsce wydarzenia ewangelicznego czytamy: „Była tam Matka Jezusa” (J 2, 1) Zazwyczaj czytając te słowa, przechodzimy dalej. Dziś jednak przez chwilę się przy nich zatrzymajmy. Obecność Matki Jezusa w Kanie Galilejskiej miała decydujące znaczenie dla przebiegu całego zdarzenia. W wychowaniu nieodzowna jest obecność ojca i matki. Zdarza się coraz częściej, że ze względu na emigrację zarobkową w życiu dziecka brakuje obecności jednego lub obojga rodziców. W jednej z rodzin mała dziewczynka mogła kontaktować się z mamą pracującą za granicą jedynie przez Skype i widzieć ją na ekranie komputera. Pewnego dnia ktoś wszedł do pokoju i zauważył, że dziewczynka przytula komputer.

Zasadnicze znaczenie ma styl wychowania i panująca tam atmosfera. Podstawową potrzebą dziecka jest doświadczenie bezpieczeństwa i pewności. Bez zaspokojenia tej potrzeby w dzieciństwie dorosły człowiek nie jest w stanie dobrze funkcjonować, ma problemy z nawiązywaniem dojrzałych relacji z innymi, także w małżeństwie i z własnymi dziećmi. Więź z rodzicami wywiera znaczący wpływ na obraz Boga, a w związku z tym na relację z Bogiem, modlitwę, przeżywanie wiary. Wyjaśniając źródła głębokiej wiary i dojrzałej religijności dorosłego człowieka „należy przywołać dziecięce doświadczenia bezpieczeństwa, szczęścia i pokoju, które są uświadomionym symbolem transcedentalnego wypełnienia wszystkich ludzkich pragnień. Ten bowiem, kto nosi w sobie dziecięce doświadczenie niezawiedzionego zaufania do życia, mimo spotykanych niepowodzeń, jest w stanie uwierzyć w szczęście wieczne, nabrać zaufania do Bożych obietnic, a przez to także do całej rzeczywistości”.

Th. Williams w książce „Czy można zaufać Bogu?” relacjonuje historię nowojorskiego prawnika, który przeprowadził ze swym dzieckiem straszny eksperyment. Poprosił swego dziewięcioletniego synka, by stanął na krześle plecami do niego, a następnie z zamkniętymi oczyma wychylił się do tyłu, a on będzie go asekurował. Gdy chłopak ufnie wykonał polecenie, ojciec odskoczył na bok i syn spadł na ziemię, odnosząc obrażenia. Zapłakany chłopak zapytał: „Tato, dlaczego, dlaczego mi to zrobiłeś?”, na co ojciec odpowiedział: „Przykro mi synu, ale najważniejszą lekcją, jaką musisz zrobić w życiu, jest ta, aby nikomu nie ufać. Nawet własnemu ojcu”. Chodziło prawdopodobnie o to, żeby syn nauczył się samodzielności i starał się być samowystarczalny, a dzięki temu odporny na próby wykorzystania ze strony innych ludzi. Kiedy słyszymy o takim podejściu do wychowania, z pewnością budzi się w nas słuszny sprzeciw, zarówno, jeżeli chodzi o przyjęty cel wychowawczy, jak i metody. Przypatrzmy się na tę sytuację jednak szerzej. Nie trzeba aż tak wyrafinowanych, patologicznych metod, by u dziecka rozwinął się brak podstawowej ufności wobec siebie i innych. Czego uczy swoje dzieci ojciec, który nadużywa alkoholu i nie daje oparcia swoim najbliższym? Uczy właśnie tego, co chciał przekazać swojemu synowi ów nowojorski prawnik – że w życiu nie można nikomu zaufać. I dodajmy, uczą tego w sposób skuteczny. Dziecko ze swoją wrażliwością i bezbronnością, żeby w ogóle przeżyć w takiej sytuacji, jest zmuszone rozwinąć w sobie mechanizmy obronne, wypierać swoje przeżycia, emocje. To wszystko już pozostaje i bardzo trudno usunąć je z późniejszego życia.

Celem naszych rozważań nie jest wywieranie presji na rodziców, by realizowali swoje zadania w sposób perfekcyjny, tak by udało się im uniknąć wszelkich niedociągnięć i błędów. Uświadomienie sobie przez rodziców roli, jaką mają do spełnienia w procesie kształtowania wnętrza swych dzieci i wpływu jaki wywierają na ich obraz Boga, nie może stać się mobilizacją do wynikających z lęku postaw wykluczających niedoskonałość i prawo do własnej słabości. Wiele racji ma P. Kociołek, zwracając uwagę na to, że w pewnym momencie ojciec powinien zainicjować „rozłożony na lata proces odczarowywania siebie, współgrający z dorastaniem dziecka do przyjmowania coraz trudniejszych prawd. O ile dość szybko i łatwo przyjmuje ono, że tata nie może przywrócić do życia ulubionego psa, o tyle zdecydowanie trudniej przyjdzie mu zaakceptować fakt, że ojciec należy do pracowników przeciętnie zdolnych i nie daje sobie rady w warunkach konkurencji rynkowej. Jeśli mężczyzna wejdzie w proces odważnie i wielkodusznie, to u jego kresu staną przed Bogiem razem z własnym synem lub córką jak dzieci wobec wspólnego Boga. Odczarowywanie jest więc niczym innym jak odkrywaniem przed dzieckiem swego własnego dziecięctwa (…). To w istocie droga zapowiadania Boga, na której wzorem jest św. Jan Chrzciciel: „idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien”...

Maryja na weselu w Kanie Galilejskiej inicjuje sytuację, w której para młoda, krewni i przyjaciele mogą doświadczyć działania Boga. Nie pomaga im swoją własną mocą, ale swym staraniem umożliwia im osobiste przeżycie Bożej obecności i działania. Pomyślmy, w jaki sposób dzisiejsi rodzice mogą ułatwić swym dzieciom, by doświadczyły obecności i działania Boga.

Czytając biografie świętych możemy się przekonać jak wielki wpływ na ukształtowanie ich dojrzałości w wymiarze ludzkim i chrześcijańskim mieli ich rodzice.
Młoda dziewczyna – Zelia Maria myślała o życiu zakonnym, ale nie było jej dane zrealizować tego pragnienia ze względu na stan zdrowia. Mniej więcej w tym samym czasie do klasztoru augustianów położonego wysoko w Alpach na Wielkiej Przełęczy św. Bernarda zastukał Ludwik Martin. Jego pobyt w klasztorze nie trwał jednak długo. Opatrzność sprawiła, że drogi życiowe Marii i Ludwika w pewnym momencie się spotkały. Zawarli małżeństwo. Mieli dziewięcioro dzieci, z których czworo zmarło. Pięć córek zostało siostrami zakonnymi. Jedną z nich jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, doktor Kościoła. Dziś Zelia i Ludwik są wyniesieni na ołtarze i odbierają cześć jako święci.

Św. Teresa wspomina swojego tatę, zwracając uwagę, że to dzięki niemu jako dziewczynka po raz pierwszy odwiedziła klasztor karmelitański: „Każdego popołudnia szłam na przechadzkę z tatusiem; wspólnie nawiedzaliśmy Najświętszy Sakrament, wstępując codziennie do innego kościoła. Tak to weszłam po raz pierwszy do kaplicy Karmelu. Tatuś pokazał mi kraty chórowe mówiąc, że za nimi są zakonnice. Ani mi przez myśl nie przeszło, że za dziewięć lat będę między nimi”...

Trudno powiedzieć, w jaki sposób opisana wizyta w Karmelu wpłynęła na późniejszą decyzję Teresy. Pozostanie to tajemnicą. Rodzice w ziemskim życiu nie zawsze dowiedzą się jak ich wysiłki zaprocentowały w życiu dzieci. Na tym polega piękno i tajemnica procesu wychowania – podejmować wysiłki i oddawać je Bogu, który daje wzrost i sam jest sprawcą tego, co w nas dobre.

Udział ojca w wychowaniu św. Teresy obejmował czas modlitwy, ale także radosne chwile wypoczynku: „Po przechadzce, (w czasie której tatuś kupował mi zawsze mały prezencik za drobne pieniążki), wracałam do domu; odrabiałam lekcje, po czym resztę czasu spędzałam w ogrodzie, skacząc obok tatusia, ponieważ nie umiałam się bawić lalką. Wielką radość sprawiało mi przyrządzanie herbatki z ziarenek i kory drzew znalezionych na ziemi; zanosiłam to potem tatusiowi w pięknej filiżaneczce, a biedny tatuś śmiejąc się przerywał swoje zajęcia i udawał, że pije. (…) Nie skończyłabym nigdy, gdybym chciała opowiedzieć tysiąc rodzaju szczególików, które tłumnie cisną się w mej pamięci... Jakże zdołam wypowiedzieć tę niezmierną czułość, jaką Tatuś otaczał swoją królewnę? Są rzeczy, które czuje serce, ale których ani słowo, ani myśl nawet nie są w stanie wyrazić...

Bardzo wymowne są słowa wiersza napisanego przez św. Teresę w dniu 25 sierpnia 1881 roku. Porównuje w nich swego ojca do Anioła Stróża:

Powiedziano mi, że Anioł Stróż
dziecka nie opuszcza, jest jego największym wsparciem
ponieważ zawsze u mego boku
w ten sposób czuwasz, się nie nużąc
Ojcze, ach! Z pewnością dla mnie
To ty jesteś moim dobrym Aniołem Stróżem!

Autor biografii św. Teresy, bp Guy Gaucher OCD nie ma wątpliwości, jak wielki wpływ na kształt jej świętości wywarł ojciec, św. Ludwik Martin. Świadectwo biografa Małej Tereski podkreśla wpływ ojca na kształtowanie obrazu Boga u dziecka: „Ojciec przez samą swoją obecność inspiruje pobożność dziecka. Niedzielna msza zajmuje ważne miejsce w tygodniu. Cała rodzina idzie do katedry Saint-Pierre, gdzie z radością spotyka się z rodziną Guerin, Wujek Izydor króluje w ławkach kolatorskich. Ale Teresa nie opuszcza swojego ojca i pozostaje ciągle u jego boku, nawet za cenę przesuwania w tym celu krzeseł”.

Częściej niż na kaznodzieję patrzyłam na tatę, jego piękna twarz mówiła mi tyle rzeczy!... Czasami jego oczy napełniały się łzami, które na próżno starał się powstrzymać, zdawało się, że już mu nie zależy ma ziemi, tak bardzo jego dusza lubiła się zagłębiać w prawdach wieczystych... Bardzo kochałam dobrego Boga.

Teresa, która miała już skłonność do odprawiania modlitwy myślnej w swoim pokoju, na wsi, otrzymuje pierwsze wtajemniczenia od swojego ukochanego ojca: Wchodziliśmy, żeby wspólnie odbyć modlitwę i królewna była zupełnie sama przy swoim Królu, wystarczało, by na niego patrzyła, żeby wiedzieć, jak modlą się Święci.

Zanim dziecko zacznie mówić i rozumieć znaczenie słów, chłonie panującą w domu atmosferę. Jest wrażliwsze i bardziej wyczulone na wpływ domowego klimatu niż starsze od niego osoby. Również później, gdy rozwija się dziecięca wyobraźnia i możliwy jest słowny kontakt z domownikami, dziecko znakomicie „czyta między wierszami”. Georg Hansemann pisze: „O czym myśli dwuletnie dziecko, kiedy matka modli się razem z nim? Prawdopodobnie nie myśli o niczym, tylko przeżywa coś. A to przeżywanie stwarza pierwsze więzy między naszym dzieckiem a Bogiem. Pierwsza modlitwa zapada głęboko w serce dziecka nie z powodu jej słów, lecz z powodu tego właśnie przeżycia”.

ks. Marek Studenski
źródło: www.tydzienwychowania.pl

Odnowienie Aktu Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi

W ubiegły wtorek, 6 czerwca br. w Sanktuarium Matki Bożej na Krzeptówkach w Zakopanem zwanym „polską Fatimą” biskupi odnowili Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi. W tej wyjątkowej Mszy świętej, odprawionej w związku z przypadającą w tym roku 100. rocznicą objawień fatimskich, uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych, m.in. prezydent Andrzej Duda z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą oraz premier Beata Szydło.

Troska o małżeństwa i rodziny, prawo do życia każdego człowieka i godność kobiet – to główne przesłanie tego Aktu, którego treść zamieszczamy w niniejszej gazetce. Był to jeden z najważniejszych punktów obchodów 100. rocznicy objawień fatimskich. Zostanie on ponowiony także w każdej diecezji, parafii i rodzinie 8 września br., w uroczystość Narodzenia Matki Bożej.

Tegoroczny Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi nawiązuje do wydarzeń z 8 września 1946 roku, kiedy to na jasnogórskim wzgórzu w Częstochowie, z udziałem ok. miliona osób, biskupi polscy pod przewodnictwem Prymasa Polski Augusta kardynała Hlonda poświęcili naszą ojczyznę Niepokalanemu Sercu Maryi. Podobnego Aktu ofiarowania świata Niepokalanemu Sercu Maryi dokonał papież Pius XII w 1942 roku jako wypełnienie woli Matki Bożej, która właśnie w Fatimie prosiła o zawierzenie jej świata całego.

Warto przypomnieć, że pierwsze objawienie Matki Bożej w portugalskiej miejscowości Fatima miało miejsce 13 maja 1917 roku. „Jaśniejącą Panią” ujrzało wówczas troje małych pasterzy – Franciszek i Hiacynta Marto oraz ich kuzynka Łucja dos Santos. Widzenia te powtarzały się przez kolejnych pięć miesięcy aż do 13 października 1917 roku.

Biskupi podpisali odnowienie Aktu w przerwie obrad 376. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, które odbywało się 6 i 7 czerwca w Zakopanem.

W trakcie tej jubileuszowej Eucharystii w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach, Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu sercu Maryi odczytał i jako ostatni podpisał arcybiskup Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Na podstawie KAI – opracowała Krystyna Kajdan


Akt Poświęcenia Kościoła w Polsce Niepokalanemu Sercu Maryi

O Święta i Niepokalana Dziewico!

Jakimi pochwałami zdołamy wysławić Ciebie, która zamknęłaś w swym łonie Tego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona.

Oto mija już sto lat od Twojego objawienia się trojgu dzieciom w Fatimie, gdzie prosiłaś o modlitwę i pokutę za grzeszników oraz o nawrócenie. Dzisiaj stajemy przed Tobą my, polscy biskupi, duchowieństwo, osoby życia konsekrowanego, wierni świeccy i zwracamy się do Twego Niepokalanego Serca, postanawiając rzetelnie odpowiedzieć na Twoją prośbę.

Pragniemy, z Bożą pomocą – na różnych płaszczyznach naszego życia i pracy – stanowić jeden, nawracający się nieustannie Lud Boży, w którym nie ma nienawiści, przemocy i wyzysku. Pragniemy żyć w łasce uświęcającej, aby nasz Kościół stał się prawdziwym Domem Bożym i Bramą Nieba.

Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

Matko Świętej Rodziny z Nazaretu, bądź opiekunką polskich rodzin. Chcemy uczynić wszystko co niezbędne, by bronić godności kobiety i wspomagać małżonków w wiernym wytrwaniu w świętym związku sakramentalnym. Zobowiązujemy się bronić związku małżeńskiego ustanowionego przez Boga i nie dawać posłuchu podszeptom złego ducha, zachęcającego nas do nadużywania wolności i do realizowania źle rozumianej tolerancji.

Chcemy, aby wszyscy małżonkowie objawiali swoim życiem Bożą miłość, a dzieci i młodzież nie utraciły wiary i nie zostały dotknięte zepsuciem moralnym.

Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

Maryjo, Przybytku Ducha Świętego, Ty chroniłaś poczęte życie Jezusa a teraz uczysz nas, jak troszczyć się o dzieci nienarodzone. Chcemy dar życia uważać za największą łaskę od Boga i za najcenniejszy skarb. Postanawiamy stać na straży poczętego życia, aby każdy człowiek mógł wzrastać w pokoju i bezpieczeństwie we własnej rodzinie.

Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

Rodzicielko Założyciela Kościoła, my polscy biskupi – w naszej pasterskiej posłudze – będziemy dążyli do tego, by wzrastało i umacniało się Mistyczne Ciało Chrystusa, by duchowieństwo dochowywało wierności Bogu, Krzyżowi świętemu i Ewangelii, a osoby życia konsekrowanego realizowały swój zakonny charyzmat i były dla świata czytelnym znakiem obecności Twojego Syna.

Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

Nasza Matko i Królowo, pragniemy – poprzez autentycznie chrześcijański styl życia – przyczyniać się do powrotu tych, którzy odeszli z Owczarni Chrystusa, aby odnaleźli na nowo Twojego Syna i zrozumieli, że tylko On jest „Drogą i Prawdą i Życiem” (J 14, 6).

Wszyscy: Niepokalane Serce Maryi, przyrzekamy!

Przyrzekamy uczynić wszystko, aby w naszym życiu osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym realizowała się nie nasza własna wola, ale wola Twojego Syna.

Poświęcając się Twemu Niepokalanemu Sercu, pragniemy jak najściślej zjednoczyć się z Tobą, Najświętsza Dziewico, oddając się Chrystusowi – jedynemu Zbawicielowi, który żyje i króluje na wieki wieków.

Wszyscy: Amen.

Setna rocznica urodzin prof. Włodzimierza Fijałkowskiego

4 czerwca 1917 roku urodził się prof. Włodzimierz Fijałkowski, czyli dokładnie dzisiaj mija setna rocznica jego urodzin. Pięknie, że Senatorzy RP wydali z tej okazji specjalne oświadczenie, aby uczcić tego wielkiego i jednocześnie niezwykle skromnego Polaka. Śp. prof. Fijałkowski pozostawił nam cenny dar, który długo jeszcze będzie owocować, gdyż swym pracowitym życiem dał przykład jak dążyć do świętości, tej zwyczajnej, codziennej. Mówią o tym poniższe wspomnienia różnych osób.

W moim sercu mimo woli odżyły wspomnienia z czasu, gdy byłam po raz pierwszy w błogosławionym stanie. Celowo nie piszę, iż oczekiwałam dziecka, bo Profesor nie lubił tego określenia. Mówił: oczekiwać można na pociąg, dziecko jest darem Boga i znakiem Bożego błogosławieństwa.

Jako młoda matka z wielkim niepokojem przygotowywałam się do porodu. Gdzieś w głębi mojej psychiki czaił się atawistyczny lęk przed bólem. Perspektywa porodu była dla mnie wielką niewiadomą. I właśnie wtedy trafiłam w księgarni na książkę prof. Fijałkowskiego, który zapewniał: „Nie ma bóli porodowych; są to skurcze macicy, których dolegliwość można opanować odpowiednim oddychaniem. Rodzenie jest zaproszeniem do radości. Do radości pisanej przez duże „R”. Ta radość jest dana jako DAR, ale jest zarazem zadana. Uwierzyłam, że rodzenie JEST Radością i całkowicie się uspokoiłam. Profesor – choć nieznany osobiście – stał się dla mnie kimś bliskim, kimś kto uczestniczył w cudzie narodzin moich trojga dzieci.

Mijały lata, dzieci dorastały. W pod koniec ubiegłego stulecia podczas kolejnych letnich rekolekcji Ruchu Focolari (Mariapoli w Lublinie, Krakowie i w Reptach Śląskich) miałam okazję poznać Profesora Fijałkowskiego osobiście jako bardzo ciepłego i serdecznego człowieka. Mogłam mu wyrazić swoje nie wypowiedziane do tej pory podziękowanie Nigdy nie zapomnę jego głębokiego spojrzenia w oczy i silnego uścisku dłoni. Były tak niesamowite! Miałam wrażenie, że Profesor przekazuje mi w ten sposób swoją radość bliskiej przyjaźni z Panem Bogiem.

Jego życiowym credo były słowa: Płynę pod prąd. „Płynę pod prąd, bo tylko tak mogę budować cywilizację życia. Nigdy nie zboczę z trasy, nie zgubię celu; służba życiu jest moim powołaniem”. I tak żył do końca swych dni. Odszedł 15 lutego 2003 r., w opinii świętości; bardzo sobie cenię fakt, że mogłam być na jego pogrzebie

Św. Jan Paweł II - pierwszy Papież polskiego pochodzenia w „Tryptyku Rzymskim” napisał: Non omnis moriar – Nie wszystek umrę.  To co we mnie niezniszczalne, teraz staje twarzą w twarz z Tym, który Jest!
Jak bardzo te słowa pasują do śp. Profesora Włodzimierza Fijałkowskiego!

Krystyna Kajdan

    Wspomnienia, wspomnienia...

Edward Zieliński: Zawsze uderzały mnie jego cechy osobowości: pokora, prostota, wielka życzliwość dla innych. Z boku w ogóle nie wyglądał na profesora natomiast, gdy zaczynał mówić od razu czuło się, że to ktoś, kto ma wielką wiedzę i jest pełen życiowej pasji. Tak jak inni bardzo lubiłem go słuchać. Włodek potrafił być tłem dla innych jak Maryja dla Jezusa, pięknie słuchał, a jednocześnie, gdy mówił, stawał się jak ten, który wie, co mówi i czuje misję mu powierzoną.

Anna i Arkadiusz Grzebińscy: Człowiek, który tak wiele znaczył dla naszego rozwoju, okazał się wielki nie tylko wiedzą, ale i sercem. Szczególnie był dla nas oparciem, kiedy przeżywaliśmy trudne chwile związane z utratą dziecka. To był święty pośród nas.

Stanisław Szwarc-Bronikowski: zapytany, za co cenił Profesora, powiedział: „Za to, że był dobry wobec ludzi, za zainteresowania społeczne, czynność społeczną, że przeżył dużo w obozie koncentracyjnym, że niósł ludziom pomoc, za jego bezinteresowność, za konsekwencję w swoich przekonaniach ideologicznych, że był silnym, trzymającym się reguły katolikiem.

Jadwiga: O panu Profesorze mówiliśmy jako o lekarzu i człowieku tzw. przezroczystym, o dobrym, szlachetnym sercu w pełnym tego słowa znaczeniu.

Zofia Bielecka: Profesor był prawdziwy, we wszystkim, co mówił, on nie był teorią, był taką Prawdą samą w sobie. Drugą jego cechą była otwartość, nie miało się do niego żadnego dystansu, bo on był otwarty na człowieka, budził zaufanie i otwierał człowieka. Poza tym, jemu w duszy coś zawsze grało, jakiś młodzieńczy, a może nawet dziecięcy płomień radości.

Maria Paszkot: Profesora Fijałkowskiego miałam okazję bliżej poznać podczas Mariapoli w Reptach Śląskich. Zaprosił mnie na poobiedni spacer po pięknym parku i z wielkim zainteresowaniem wypytywał o moją rodzinę, o różne życiowe problemy. Był tak przy tym serdeczny i bezpośredni, że otworzyłam przed nim swoją duszę. Jak on potrafił słuchać i pomagać! A dopiero potem opowiadał mi o sobie. Był niezwykle skromnym i pokornym człowiekiem.


Oświadczenie Senatorów RP

W związku z 100. rocznicą urodzin Prof. Włodzimierza Fijałkowskiego, która przypada 4 czerwca 2017 r., wybitnego lekarza, humanisty, uczonego, społecznika, który był wzorem osobowym dla młodych pokoleń, nie tylko związanych profesjonalnie z medycyną, jako Senatorowie Rzeczypospolitej Polskiej pragniemy wyrazić nasz najgłębszy szacunek za Jego wybitne dokonania.

Prof. dr hab. med. Włodzimierz Fijałkowski urodził się 4. czerwca 1917 r., w Bobrownikach nad Wisłą, zmarł 15. lutego 2003r. w Łodzi. Pochodził z patriotycznej rodziny szlacheckiej herbu Ślepowron, kierującej się dewizą „Bogu i Ojczyźnie”, z której wywodził się m.in. abp Antoni Melchior Fijałkowski (1778–1861), metropolita warszawski. Jego bracia – dwóch legionistów (generał Czesław Młot-Fijałkowski, Stefan Fijałkowski) i dwóch kawalerzystów (Kajetan, Gracjan Bojar-Fijałkowski) zostali uhonorowani za walkę w obronie kraju licznymi odznaczeniami, m.in. Krzyżami Orderu Virtuti Militari.

Włodzimierz Fijałkowski ukończył liceum klasyczne w Rypinie. Od 1935 r. studiował medycynę na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego jako elew Szkoły Podchorążych. Brał udział w kampanii wrześniowej. Następnie pracował w szpitalu dla jeńców wojennych w Warszawie i od 1940 r. w ośrodku zdrowia w Klimontowie Sandomierskim, kontynuując studia w tajnym nauczaniu w Warszawie. W 1943 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu w Radomiu, następnie w obozie Auschwitz-Birkenau i w obozach w Wirtembergii. Od 1945 r. służył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie,kończąc studia medyczne jako podporucznik na Polskim Wydziale Lekarskim Uniwersytetu w Edynburgu.

W 1946 r. wrócił do Polski. Otrzymał dyplom lekarski na Uniwersytecie Warszawskim i pracował jako lekarz w szpitalach w Gdańsku, Wrocławiu, Bystrzycy Kłodzkiej, a od 1955 r. w Łodzi. W 1949 obronił doktorat z dziedziny położnictwa. Dramatyczne doświadczenia wojenne stanowiły głęboką inspirację dla późniejszej niestrudzonej obrony życia ludzkiego przez Profesora jako lekarza – ginekologa i położnika. W 1956 r., gdy weszła w życie „Ustawa o dopuszczalności przerywania ciąży”, pracując jako lekarz w klinice i w przychodni, pisemnie uzasadniał swoją odmowę skierowania kobiety na aborcję: „jako człowiek – odmawiam”. Za tę postawę został usunięty z pracy w przychodni i szykanowany. W 1966 r. obronił habilitację, ale wniosek o tytuł docenta na AM został odrzucony z powodu postawy sprzeciwu wobec aborcji. W 1974 r. zwolniono go z Akademii Medycznej za odmowę wykonywania aborcji oraz „nie wychowywanie młodzieży w duchu socjalistycznym”. W czasie „Solidarności” w 1981 r. przeproszono Profesora za nieuzasadnione względami merytorycznymi zwolnienie i przywrócono go do pracy, ale w 1982 r. ponownie wstrzymano decyzję o pracy, a w 1992 r. gdy był już na emeryturze Akademia Medyczna w Łodzi nadała mu tytuł naukowy profesora medycyny.

Prof. med. W. Fijałkowski był wybitnym lekarzem ginekologiem i położnikiem, autorem ponad 20 książek oraz kilkuset artykułów naukowych i popularno-naukowych z dziedziny medycyny, ekologii prokreacji i problematyki rodzinnej. Był mistrzem pióra i słowa. Jego wykłady, prelekcje, publikacje cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Większość książek miała kilka wznowień pomimo dużego nakładu (np. 200 tys. egz.). Około 40 lat współpracował z jedynym czasopismem skierowanym do matek „Twoje Dziecko”, pisał do niego artykuły, prowadził rubrykę „Ginekolog radzi”.

Był twórcą pierwszej szkoły rodzenia w Polsce, opracował Polski Model Szkoły Rodzenia i wdrożył go na terenie całego kraju, szkoląc przez kilkadziesiąt lat bardzo liczną kadrę profesjonalistów. Jemu zawdzięczamy przeniesienie na teren Polski idei psychoprofilaktyki porodowej oraz wdrożenie jej w opiece pre- i perinatalnej, np. system „matka z dzieckiem” po porodzie (rooming in). Dzięki inicjatywie Profesora odbyły się pierwsze porody szpitalne z udziałem ojca (1983 r.) i upowszechniła się praktyka porodów naturalnych oraz rodzinnych. Profesor opracował naukowe podstawy rodzicielstwa zgodnego z naturą, ekologii prokreacji (jest autorem 12 punktowego tzw. „Scalonego Programu Prokreacji Ekologicznej”), naturalnego planowania rodziny i naturalnego karmienia niemowląt. W swoich publikacjach oraz wykładach propagował profilaktykę prekoncepcyjną oraz nowy model rodziny oparty na tzw. zharmonizowanym dwurodzicielstwie. Podejmował zagadnienia zdrowia publicznego, m.in. znaczenia stylu życia wolnego od nałogów i uzależnień. Był prekursorem rozwoju psychologii prenatalnej z Polsce, ukazując piękno życia dziecka przed urodzeniem.

Profesor należał do wielu towarzystw naukowych w Polsce i za granicą, pełniąc w nich liczne funkcje. W uznaniu jego wkładu w promowanie humanistycznych wartości na terenie medycyny został powołany na członka Papieskiej Akademii Pro Vita, Stowarzyszenia Rycerskiego Orderu Jasnogórskiej Bogarodzicy i Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II w KUL. Otrzymał wiele odznaczeń, nagród i wyróżnień, m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Komandorski św. Grzegorza Wielkiego z Gwiazdą, Odznakę Żołnierzy Armii Krajowej, Medal Pro Ecclesia et Pontifice, Medal Prymasowski „Ecclesiae populoque servitium praestanti”, odznaczenie „Za zasługi dla miasta Łodzi”, Nagrodę Towarzystwa Naukowego KUL im. Ks. Idziego Radziszewskiego. Łączył wysoki profesjonalizm zawodowy z głębokim etosem człowieka i uczonego. Obok twórczości naukowej angażował się w rozległą działalność organizacyjno-społeczną. Był troskliwym mężem i ojcem czwórki dzieci. Przez kilkadziesiąt lat był zaangażowanym członkiem Ruchu Focolare.

Papież Jan Paweł II bardzo cenił Profesora, czytał jego publikacje, na uroczystość pogrzebową wystosował list, w którym wyrażał wdzięczność Bogu za życie i dzieło Profesora. W czasie przemówień pogrzebowych prof. W. Fijałkowski został on określony m.in. jako „człowiek niezłomny”, „prorok naszych czasów”, „człowiek epoki”, „człowiek, który wyprzedził epokę”, „człowiek nie z tej ziemi”, „wzór wielkiego człowieka, chrześcijanina, lekarza i Polaka”. Po śmierci Profesora zostało już zorganizowanych wiele konferencji naukowych i spotkań poświęconych jego życiu, działalności i dorobkowi. W kilku miastach Polski jego imieniem zostały nazwane ulice, szkoły rodzenia, poradnie.

Całą jego twórczość cechuje głęboki humanizm, przeniknięty wartościami chrześcijańskimi. Wartości te inspirowały działanie Profesora, kreowały jego postawy życiowe i stanowiły przedmiot szczególnej troski o to, aby je wpisać w świadomość społeczeństwa polskiego. Zasługi Profesora w tym zakresie są istotne i jednoznaczne. Był wielkim Polakiem, lekarzem, humanistą, uczonym, społecznikiem, chrześcijaninem i człowiekiem, wzorem osobowym dla młodych pokoleń, nie tylko związanych profesjonalnie z medycyną.

Fatima – religijna interpretacja historii XX wieku

Dr hab. Marek Rembierz – pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji w Cieszynie.

Jubileusz 100-lecia objawień fatimskich czyni je na nowo przedmiotem wzmożonego zainteresowania i publicznej debaty. gdzie ukształtowały się zapatrywania Karola Wojtyły na objawienia Maryjne? Jakie były źródła historiozoficznych przekonań Kalinowskiego i Swieżawskiego w kwestii Fatimy?

Gdy mowa o religijnym i kulturowym wydarzeniu, jakim są – hasłowo rzecz ujmując „objawienia fatimskie”, nie brakuje książek, które – jak dziełko znanego dziennikarza i watykanisty, Marca Tosattiego – w tytule i na promującej je okładce epatują sensacyjnie brzmiącymi sformułowaniami: Nieujawniona tajemnica. „Nie wszystko zostało powiedziane. Proroctwa fatimskie wciąż skrywają tajemnicę”, i których pierwsze zdanie brzmi: „Kwestia Fatimy wciąż pozostaje otwarta”. Może więc tematykę obejmowaną mianem „objawień fatimskich” powinno się pozostawić publikacjom, które ogłaszają „nieujawnione tajemnice”? Mimo iż nastawienie, aby ujawniać nieodkryte sensacje, zdaje się dominować, warto jednak zwrócić także uwagę, jak w próbach interpretacji historii w XX w. przywoływano objawienia fatimskie, a czynili to wybitni polscy intelektualiści i zarazem aktywni uczestnicy życia religijnego: filozof prawa i logik, Jerzy Kalinowski (1916–2000), oraz historyk filozofii i filozof, Stefan Swieżawski (1907–2004), obaj zaprzyjaźnieni z sobą profesorowie filozofii KUL i – co istotne – obaj wieloletni i bliscy przyjaciele Karola Wojtyły (1920–2005). Ten wątek nie został dotychczas należycie wyeksponowany w literaturze przedmiotu, a jest interesujący również z punktu widzenia historii idei i badań nad przemianami kultury religijnej.

Czytaj więcej...

Recepta na dobre przeżycie każdego dnia

 

 

 

 

Z inicjatywy ks. proboszcza Eugeniusza Krasonia od samego początku w naszej parafialnej gazetce zamieszczane jest co miesiąc Słowo Życia, którym możemy się kierować w naszym codziennym życiu. Dzisiaj wszystkim Czytelnikom chciałabym zaprezentować jeszcze jedną receptę na dobre przeżycie nie tylko miesiąca, ale każdego dnia. Są to hasła tłumaczone w Centrum Ruchu Focolari na 22 języki świata; także na język polski. Codziennie rano rozsyłam je drogą elektroniczną wielu znajomym; bardzo sobie to cenią. Gdyby ktoś z Czytelników miał takie życzenie to proszę o podanie swojego adresu e-mailowego, chętnie dołączę go do tej grupy.

Krystyna Kajdan
adres e-mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Passa Parola – 26/04/2017 – „Dzisiaj też zaczynać od nowa”
Tajemnica zwyciężania: zaczynać od nowa po każdej porażce.
Tajemnica sukcesu: codziennie zaczynać od nowa, starając się o doskonałość.
Tajemnica radości: zaczynać od nowa się uśmiechać po każdym płaczu.
Tajemnica szczęścia: zaczynać od nowa miłować zawsze, natychmiast i z radością.
Tajemnica miłości: zaczynać od nowa także w cierpieniu.
Tajemnica świętości: zaczynać od nowa po każdym upadku.
Tajemnica wiary: zaczynać od nowa z ufnością w miłość Ojca.
Tajemnica życia: zaczynać on nowa po każdej śmierci.
Zawsze zaczynać od nowa. Dzisiaj też zaczynać od nowa.

Passa Parola – 25/04/2017 – „Żyć miłością wzajemną”
To jest Nowe Przykazanie, które Jezus nazwał swoim. Podał też miarę, z jaką należy nim żyć: „… tak jak Ja was umiłowałem”.
To mnie właśnie zafascynowało ileś lat temu, kiedy poznałem grupę młodych z Ruchu Focolari, którzy gorąco tym przykazaniem żyli. Od razu do nich dołączyłem.
Minęły już 43 lata, ale entuzjazm, by żyć w miłości wzajemnej, jest ciągle taki sam. Niezmieniona też pozostała motywacja do takiego życia, które zaprowadziło mnie tu, gdzie jestem w tej chwili, czy też w każde inne miejsce na świecie, gdzie ta przygoda może mnie jeszcze rzucić.
Takie są moje przejścia życiowe, ale też tysięcy, czy nawet milionów osób, które tak jak ja, podjęły to życiowe wyzwanie Jezusa rzucone ponad dwa tysiące lat temu: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 12).
 
Passa Parola – 24/04/2017 – „Mieć serce otwarte na wszystkich”
Powinniśmy mieć serce, które nie ogranicza się tylko do osób szczególnie ulubionych, a które potrafi otworzyć się na wszystkich jednakowo. Nie ma niczego złego w tym, że kogoś lubimy bardziej, ale nasze serce powinno być stale otwarte na wszystkich, a wyróżnianie niektórych nie powinno mieć cech egoistycznego posiadania drugiego. Mieć serce wolne od przywiązań, które miłując codziennie tego, z kim w danej chwili jest w kontakcie, poszerza swoje horyzonty.
Mieć serce czyste, nie szukające korzyści, które miłuje wszystkich jednakowo, które rozpoznaje Boga w każdym bliźnim, które umie się jednoczyć, które zawsze podejmuje inicjatywę i miłuje jako pierwsze, nie oczekując wzajemności.

(Passa Parola) – 23/04/2017: – „Wnosić braterstwo tam, gdzie żyjemy”
W domu, w pracy, na osiedlu, we wszystkich miejscach, gdzie żyjemy, powinniśmy wnosić ducha braterstwa. Prawdziwe braterstwo wypływa z faktu, że jesteśmy dziećmi jednego Ojca. Możemy używać słownictwa dostosowanego do każdego środowiska, ale nie powinniśmy pomijać prawdy, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, a dla siebie braćmi. Braterstwo buduje się żyjąc nim, stając się braćmi dla wszystkich, miłując wszystkich bez różnicy. Braterstwo, jeśli wywodzi się z miłości wzajemnej, tworzy więzi silniejsze od nienawiści i śmierci,. Żyć braterstwem to tak, jakby tworzyć niebo na ziemi, jakby szykować Bogu mieszkanie między nami.

Passa Parola – 22/04/2017 – „Zadawać sobie trud kochania drugich”
Miłość zmusza nas do wyjścia ze strefy komfortu i do przezwyciężenia wygód i egoizmu. Miłość całkowicie sentymentalna w ogóle nie oddziałuje na otoczenie, za to miłość, która wyraża się konkretnymi gestami ma moc przeobrażania. Z tego powodu prawdziwa i czysta miłość jest ściśle związana z wytrwałym służeniem i poświęceniem, szczególnie wtedy, gdy nie zostaje odwzajemniona. Miłość bywa trudna, kiedy muszę przebaczyć, kiedy muszę aprobować odmienność drugiego, kiedy muszę zrezygnować z czegoś, na czym mi zależy, kiedy muszę odstąpić od mojej opinii, i kiedy w końcu muszę oddać życie.  Gdy zrozumiem, że zadawanie sobie trudu też jest miłością, to moje horyzonty myślowe otworzą się na nieskończoność.

Passa Parola – 21/04/2017: – „Przetwarzać cierpienie w miłość”
Jak można dokonać tej alchemii przemieniania cierpienia w miłość?
Właściwie jest to bardzo proste: jest to postawa nieprzerwanego miłowania także w cierpieniu.
Nie przestawać się udzielać z powodu cierpienia, ale w utrapieniach wychodzić poza siebie, by miłować i służyć temu, kto jest obok nas. Albo inaczej: znosić cierpienie ofiarowując je Bogu.
To nas wzmacnia i uzdalnia do przetwarzania takich sytuacji, choćby nie wiem jak były bolesne.
To, co uczyniliśmy z poświęceniem, świadczy o naszej wierze i utwierdza nas w miłości.
Ten, kto miłuje w cierpieniu, żyje w radości, uczy się umierać i zmartwychwstawać.

Apolonio Carvalho Nascimento
                            – przekład z włoskiego: rk

 

 

 

 

Dawać, fundament Ekonomii Komunii

W maju 1991 roku w Brazylii Chiara Lubich – założycielka Ruchu Focolari zaproponowała projekt Ekonomii Komunii. Wielkim entuzjastą tego projektu jest obecny papież Franciszek, który spotkał się z przedsiębiorcami 4 lutego br. Wygłosił wtedy piękne przemówienie, z którym warto się zapoznać, ale wcześniej pragniemy przedstawić fragment wypowiedzi Chiary z kwietnia 1992 r.:

„Wiecie, że w bardzo wielu spośród nas, od najmłodszych do najstarszych, idea ekonomii opartej na komunii dóbr obudziła uśpione energie, zrodziła poważne i zobowiązujące postanowienia, podsunęła sposoby zrealizowania – zdawać by się mogło – niezniszczalnych marzeń. Podobnie w całym „świecie Ideału” wprawiła w ruch mechanizm „dawania” i dlatego prawie wszyscy – można powiedzieć – zaczęli podarowywać swoje modlitwy, umiejętności, wszelkiego rodzaju usługi, gotowość przeniesienie się, gdzie potrzeba, pieniądze, ziemię, domy, kosztowności. Dzięki niej po trosze wszędzie, jak wiosenne kwiaty, zaczynają rozkwitać obiecujące zalążki nowych przedsiębiorstw mających na celu przekazywanie dochodów na rzecz potrzebujących.

Rodzą się też – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – struktury kształtujące nowych ludzi.

Czytaj więcej...

Święto pełne światła

Zbliża się Święto Matki Boskiej Gromnicznej – święto pełne światła i nadziei. Przed laty otrzymałam od naszej parafianki śp. Elżbiety Krak grubą księgę wydaną przez wydawnictwo św. Stanisława w Katowicach w 1932 r., czyli 85 lat temu. Księga ta napisana jest pięknym staropolskim językiem i nosi tytuł: ROK BOŻY w liturgii i tradycji Kościoła świętego z uwzględnieniem obrzędów i zwyczajów ludowych oraz literatury polskiej. W przedmowie do niej można przeczytać, że „Rok Boży” zbliża się do Ciebie, miły Czytelniku, by nieść światło, rozpraszać ciemności, siać radość, plenić smutek, wiarę krzepić, budzić nadzieję i rozpłomienić miłość ku Bogu i wszelkim Jego dziełom”. Zapraszam zatem do lektury wiersza ks. Ewarysta Nawrowskiego zaczerpniętego z tej książki oraz kilku staropolskich ludowych przysłów.

Krystyna Kajdan

Matka Boska Gromniczna

Świątynia światłem gromnic płonie i woła: Matko! Oświeć życia znój! Przed prawem schylasz święte skronie, bo w niem pokory i pociechy zdrój. Posłuszna, cicha do ostatka wypełniasz kornie, co rozkaże Bóg, i wiedziesz rzesze jako matka (...).

Świątynia światłem gromnic płonie, i myśl ulata, gdzie pokory kwiat, nad burze, gromy, ciemne tonie, i nad niedolą ludzkich, biednych chat.

Świątynia w blaskach świec jaśnieje, i ufnie błaga cały polski lud: Pokoju, otwórz nam wierzeje na szczęście, chwałę, nowych czasów cud!

Na Gromniczną Maryją niedźwiedź budę rozwali lub poprawi ją.

Na Gromnicę masz zimy połowicę. Na Gromnicę łataj bracie rękawicę.

Gdy na Gromnicę roztaje – rzadkie będą urodzaje.

Gdy na Gromnicę z dachu ciecze, zima się jeszcze odwlecze.

Gdy słońce jasno świeci na Gromnicę, to przyjdą większe mrozy i śnieżyce.

Strona 1 z 8

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie