baner kolda roraty 2014

Gazetka parafialna

Przygotujcie drogę Panu (Mk 1,3)

Czasami zadajemy sobie pytanie, co my, chrześcijanie, możemy dać współczesnemu światu, w którym panuje chaos i obojętność. Jesteśmy wezwani do głoszenia, raczej czynami niż słowem, że mimo wszystko życie ma sens; że Bóg jest blisko każdego z nas. Co więcej, pozwala się spotkać każdemu człowiekowi, który szuka Go szczerym sercem, ukazując się w codziennym życiu. Jego chwała jest widoczna na ulicach pełnych cudów i cierpienia. Wystarczy umieć szukać. Wystarczy umieć zobaczyć: w niewinności dziecka; w instynkcie zwierzęcia; w radości płynącej z miłości; w jęku tych, którzy umierają z nadzieją. Głos, który nam mówi, że Pan jest blisko, zachęca nas do spotkania. Pan przychodzi, ale Jego przyjście będzie spotkaniem zbawczym tylko wtedy, gdy wyrównamy drogi i wyprostujemy ścieżki.

„Przygotujcie drogę Panu”, czytamy w Ewangelii św. Marka (w. 3). Jakie znaczenie może mieć dzisiaj nawoływanie Jana Chrzciciela? Przede wszystkim jest ono zachętą do skupienia się i słuchania: ważne jest, aby pozbyć się rozproszeń i udać się na pustynię, po to, by być sam na sam z Bogiem. Poza tym oznacza wyzbycie się wszelkiego egoizmu; oznacza oderwanie i samozaparcie, ponieważ zbawienie przychodzi z góry: tylko ten, kto potrafi oderwać się od tego, co ludzkie, spotka prawdziwe Życie, odkryje Miłość. To oznacza również czuć się obywatelami tego świata. Także my chrześcijanie jesteśmy zobowiązani do podejmowania wielkich problemów ludzi i narodów. Ponieważ Syn Boży przybrał ludzką twarz, chce by Go szukano i by Mu służono szczególnie w naszych najuboższych i cierpiących braciach. Zobowiązanie do przygotowania drogi dla Pana oznacza zaangażowanie osobiste i wspólnotowe na rzecz sprawiedliwości, braterstwa i wolności.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(Mk 1,1-8)

Ewangelia św. Marka zaczyna się wyznaniem Bożego Synostwa Jezusa Chrystusa. Ta prawda stopniowo była odkrywana ludziom słuchającym Jego słów. Poprzedził Go św. Jan Chrzciciel, wzywając do nawrócenia. Bardzo wielu przyjęło jego posłannictwo. Jednak był to dopiero początek. Przygotowanie drogi Komuś Mocniejszemu. My tez starajmy się przygotować Mu drogę w naszych sercach, w naszych środowiskach i wśród naszych sióstr i braci.

Zapraszam do Świętego Domku w Loreto

Mało kto wie, że Włosi co roku 10 grudnia obchodzą bardzo uroczyście święto Matki Bożej Loretańskiej, która w tym kraju jest dodatkowo patronką lotników. We włoskim miasteczku Loreto znajduje się słynne Sanktuarium Matki Bożej, w którym największą atrakcją jest Domek Świętej Rodziny. Na prośbę papieża Sykstusa V na fasadzie loretańskiego sanktuarium wygrawerowano złotymi literami napis: „Dom Matki boga, gdzie Słowo Ciałem się stało”. Dwadzieścia lat temu byłam tam po raz pierwszy z naszą parafialną pielgrzymką i mimo woli wracam dzisiaj wspomnieniami do tamtych przeżyć.

Z wielką niecierpliwością czekałam na ten dzień. Intuicyjnie wyczuwałam, że czeka mnie coś wielkiego; coś, czego jeszcze nie umiałam określić, ale na samą myśl o tym mocniej biło moje serce. Od najmłodszych lat mam duże nabożeństwo do Maryi, gdyż wychowywałam się w rejonie Wadowic. Bliskość Kalwarii Zebrzydowskiej sprawiała, że kult Matki Bożej w mojej rodzinie był bardzo żywy. Wiele Maryi zawdzięczam, a każdy pobyt w jakimkolwiek Jej Sanktuarium po prostu mnie uskrzydla i zbliża do Chrystusa. Teraz miałam poznać miejsce skąd wywodzi się piękna Litania Loretańska, którą odmawiamy szczególnie w czasie majowych nabożeństw maryjnych. Nie mogłam się doczekać tego momentu, tym bardziej, że właśnie wtedy dowiedziałam się, że to właśnie tutaj – w Loreto, wśród ścian Domku Świętej Rodziny – nastąpiło pierwsze spotkanie Chiary Lubich z jej wielkim charyzmatem. Były to pierwsze zalążki jej powołania do założenia Ruchu Focolari, który ja akurat poznawałam i ta duchowość stawała mi się coraz bliższa. Pamiętam, że wejście do tego Domku nie było takie proste, bo akurat wtedy cała świątynia była wypełniona niesamowitą ilością osób chorych i niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich, które chciały wraz ze swoimi opiekunami pokłonić się Maryi i prosić o zdrowie. Był to dla mnie wstrząsający widok i dopiero w tym momencie pojęłam niezwykłą wymowę wezwań Litanii Loretańskiej:
„Uzdrowienie chorych – módl się za nami,
Pocieszycielko strapionych – módl się za nami”.

W oczach wielu chorych dostrzegłam nadzieję, że Maryja doda im otuchy w dźwiganiu krzyża choroby i przyniesie ulgę w cierpieniu. I to właśnie oni w tym dniu byli zaproszeni przez Matkę Jezusa do Świętego Domku. Ogarnął mnie wtedy niepokój, że będąc tak blisko nie będę mogła wejść do środka, gdyż ta olbrzymia kawalkada wózków inwalidzkich nie miała jakby końca... Na szczęście, ks. Andrzej, który był organizatorem naszej pielgrzymki i doskonale znał język włoski – pokonał opór Braci Kapucynów regulujących tam ruchem i mogliśmy na chwilę wejść do środka. Pamiętam, że przytulając twarz do kamiennej ściany Świętego Domku miałam wrażenie, że przytulam się do serca samej Maryi. Gdy tak trwałam na modlitwie i kontemplacji przed figurą Czarnej Madonny Loretańskiej, której zatroskane oblicze przypomina wizerunek Jasnogórskiej Królowej Polski, ogarnęło mnie ogromne wzruszenie i radość z faktu, że mogę się wpatrywać w mury, które były świadkiem codziennego życia Świętej Rodziny. Maryja wraz z Józefem i małym Dzieciątkiem Jezus uświęcili ten Domek swoją modlitwa i pracą, swoimi rozmowami, a nawet milczeniem. Domek ten stał się więc pierwszym kościołem, w którym Matka Boża rozsiewała niezwykłą jasność płynącą z wielkiej Tajemnicy Wcielenia. Całując na pożegnanie ścianę tego Domku chciałam oddać Rodzinie Nazaretańskiej najgłębszy hołd prosząc pokornie o wszelkie łaski potrzebne mojej rodzinie.
Loreto dla Polaków jest bliskie nie tylko ze względu na Czarną Madonnę, ale i dlatego że w pobliżu loretańskiego wzgórza znajduje się polski cmentarz z okresu II wojny światowej. Poległym tam w 1944 roku żołnierzom II Korpusu Polskiego, którzy uratowali przed zniszczeniem miejscowe sanktuarium, można więc podarować modlitwę i zadumę nad tułaczym losem wielu Polaków. Na tym cmentarzu jest 1080 grobów. Warto też dodać, że pośród licznych kaplic znajdujących się w bazylice loretańskiej znajduje się także Kaplica Polska, która w latach 1920-1946 została przyozdobiona freskami przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.
Pielgrzymowanie do Loreto – jak widać na moim przykładzie – pozostawia w sercu i duszy trwałe znamię; na zawsze pozostaje we wdzięcznej pamięci. Dlatego też gorąco wszystkim polecam to szczególne miejsce na włoskiej ziemi. I na koniec pragnę jeszcze przytoczyć słowa naszego wielkiego papieża – św. Jana Pawła II:
„W Loreto jest się jakby «zarażonym» wiarą Maryi, wiarą, która jest przede wszystkim posłuszeństwem i radosnym przyjęciem Boga w swoim życiu, powiedzeniem «tak» na Jego plan, w pełni i wspaniałomyślnie”.

Krystyna Kajdan


Modlitwa św. Jana Pawła II do Matki Bożej Loretańskiej

O Maryjo, zwracamy się do Ciebie, w Twoim świętym Domu w Loreto, będącym pamiątką - tajemnicy Boga, który stał się człowiekiem w Twoim najczystszym łonie, za sprawą Ducha Świętego. Otaczamy czcią to cudowne zdarzenie, wspaniały znak Bożej miłości do nas: Twój przykład dodaje nam odwagi, byśmy powierzyli się Twemu ukochanemu Synowi budując nasze życie na słowie Ewangelii. Matko Miłosierdzia, wyproś nam u Jezusa przebaczenie i wyzwolenie od zła; wyproś całej ludzkości, wciąż jeszcze owładniętej nienawiścią i egoizmem, zbawienie i pokój. Po śladach niezliczonych pielgrzymów, którzy od siedmiu wieków przybywają do tego Domu, przychodzimy złożyć w Twoje ręce nasze szczere i głębokie nawrócenie. Oby Twój Nazaretański Dom, mógł stać się dla naszych domów wzorem żywej wiary i niezachwianej nadziei, aby w domowych kościołach wzrastał święty Kościół i wszędzie rozprzestrzeniała się miłość Chrystusa. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo.

Ciekawostki o Świętym Domku w Loreto

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem. Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw tysięcy wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza.

W XIII w. muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek. Pielgrzymi, którzy oglądali ruiny, twierdzili, że pod gruzami zachowały się mury pamiętające narodziny Maryi i Zwiastowanie. Jednak wierni nawiedzający Nazaret po 1291 r. nie wspominali już o murach Świętego Domku. Jakby nagle zniknęły i została tylko sama grota. Kilka lat później domek Maryi pojawił się we włoskim Loreto. Ta zaskakująca zmiana przyczyniła się do powstania legendy, że Święty Domek został przeniesiony przez anioły.

Stosunkowo niedawno okazało się, że legenda wcale nie była daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty wskazujące, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co znaczy... Aniołowie. A że czasy były niespokojne i cenny ładunek mógł łatwo wpaść w niepowołane ręce, całą operację przeprowadzono w sekrecie. Prawdziwi aniołowie też zresztą musieli mieć swój udział w tej historii. Wszak bez ich opieki trudno byłoby doprowadzić tę skomplikowaną - również z technicznego punktu widzenia - misję do szczęśliwego zakończenia.

Kamienie Świętego Domku przewieziono najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach trafiły do Loreto, gdzie pieczołowicie złożono je w całość. Lecz czy na pewno były to te same kamienie, które stały w Nazarecie? Od XIX wieku prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Źródło: Internet

Życie, które staje się słowem

PRAWDZIWA NOWOŚĆ POLEGA NA ŻYCIU W KOMUNII

Oboje pochodzimy z rodzin chrześcijańskich i pobierając się chcieliśmy zbudować piękną rodzinę. Po kilku latach entuzjazm nieco opadł, a codzienne problemy zaczęły kłaść się cieniem na nasze relacje. Popadliśmy w rutynę. W tym czasie poznaliśmy ludzi, którzy mieli te same problemy, ale byli radośni. Chcieliśmy dowiedzieć się, skąd ją czerpią. Wielką nowością było odkrycie, że Ewangelia, którą do tej pory odczytywaliśmy na poziomie intelektualnym, może być rozumiana w nowy sposób: że może przenikać wszystkie aspekty życia. To odkrycie przyniosło nam wielki, wewnętrzny pokój. Wszystko wokół stawało się nowe, ponieważ na codzienność patrzyliśmy nowymi oczami. Okazało się na przykład, że odłożenie na miejsce ręcznika lub uporządkowanie rzeczy było konkretnym sposobem, aby kochać siebie i jednocześnie było wyrazem miłości do Boga.

Wcześniej uważaliśmy, że całkowicie poświęcamy się dla rodziny, natomiast zobaczyliśmy, że często w centrum uwagi byliśmy my sami i nasze problemy. Teraz wiemy, że pełnienie woli Bożej jest najlepszą rzeczą, ale jak ją odkryć? To nieustająca gimnastyka. Dużą pomocą jest życie chwilą obecną: być oderwanym od tego, co zrobiliśmy i od myśli o tym, co powinniśmy zrobić, aby okoliczności chwili obecnej ukazały nam drogę. Mając taką otwartość duszy, uczymy się coraz lepiej rozpoznawać, co musimy zrobić w danej chwili, bo jest to głos płynący z duszy.

W naszej rodzinie, podobnie jak we wszystkich rodzinach, są chwile, gdy harmonia, którą staramy się żyć, burzy się: zmęczenie, różna wrażliwość i inny punkt widzenia ... W takich chwilach za każdym razem możemy doświadczyć, że nie jest ważne dochodzić kto ma rację, ale liczy się budowanie relacji, akceptując nasze ograniczenia i wybaczając sobie. Ktoś mógłby zadać pytanie: co jest w tym nowego? Ewangelia, wola Boża, Eucharystia, zawsze istniały w Kościele. Nowość polega na tym, że to wszystko jest przeżywane we wspólnocie, którą staramy się tworzyć z innymi rodzinami. Spotykamy się w grupach, w których pogłębiamy duchowość, komunikujemy sobie doświadczenia, dzielimy się radościami, smutkami, trudnościami, również materialnymi. Każdy czuje, że to, co otrzymuje, nie może zazdrośnie trzymać tylko dla siebie, bo wie, że to ma zanosić światu jako osobiste i rodzinne doświadczenie.

Paolo i Renata – Werona

 

Uważajcie i czuwajcie (Mk 13,33)

Słowo, które staje się życiem.

Liturgia pierwszej niedzieli Adwentu przypomina głośne nawoływanie: „Pan nadchodzi”. Przyjście Pana zapowiadane przez proroków, z miłością oczekiwane i przyjęte przez Maryję, potwierdzone mocnym świadectwem Jana Chrzciciela dzisiaj jest obchodzone i przeżywane z wiarą jako dar zbawienia dla tych, którzy przygotowują się na Jego przyjęcie. Dlatego też Ewangelia podpowiada nam, by nie zastanawiać się nad czasem i godziną nadejścia Pana. Zachęca nas do czuwania, gdyż Pan nadejdzie niespodziewanie. Tak było z Jego pierwszym przyjściem i tak będzie na końcu czasów.
Czuwać, mieć oczy szeroko otwarte, gdyż przyjście Pana jest pewne, ale nie będzie zapowiedziane. Tak więc najlepszą postawą jest stała gotowość. Chrześcijanin musi cały czas czuwać tak, jakby Pan był blisko, a Jego nadejście pewne. Jednocześnie powinien być gotowy na długie czekanie, jakby Pan był daleko. W obu przypadkach czujność oznacza podjęcie obowiązków w życiu osobistym i wspólnotowym. Czuwanie oznacza zwrócenie uwagi, ale na co? Na przykład na to, by nie dać się zwieść iluzorycznym obietnicom religijnym. Czuwać to trzymać się mocno słowa Pana; czuwać to znaczy nie trwożyć się, nie martwić się; to modlić się. Czuwanie może się różnie objawiać, także poprzez to, że nie żyjemy urzeczeni wspaniałością budowli i osiągnięciami człowieka. Wszystko przemija. Jedno pozostaje. Komu oddaję moje serce? Wiemy, że tylko Boża moc może zamienić człowieka uśpionego w człowieka uważnego i czujnego.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA

(Mt 13,33-37)

W przypowieści o panu udającym się w podróż i czuwających sługach Chrystusa odbywa wzywa nas do czuwania. To jest nasze obecne zadanie. Nie wiemy, kiedy Pan przyjdzie. Mamy być gotowi, by pełnić Jego wolę. Może to będzie potrzeba rozliczenia się z naszego życia w chwili śmierci. Może podjęcie czegoś zupełnie niespodziewanego. Różnego od naszych planów i przyzwyczajeń. Bądźmy gotowi! ufajmy, że On lepiej niż my ocenia, co jest rzeczywiście dobre i potrzebne.

Zdarzyło się jednej nocy

Życie, które staje się słowem.

Z Pino, przyjacielem, wracam do domu po pizzy. Przed naszym samochodem inny samochód jedzie zygzakiem. Na nic się zdało mrugać światłami, trąbić klaksonem. Tylko wspomagając się wzajemnie, daliśmy radę zakończyć tę niebezpieczną jazdę. Dla nas dwaj chłopcy w samochodzie, pod wpływem narkotyków lub alkoholu, nie są obcymi: są bliźnimi, których należy kochać. Kierowali się do pobliskiej wioski, ale zirytowani naszą troską, nie chcą, abyśmy im towarzyszyli i odjeżdżają.

Nie możemy jednak ich tak zostawić. Jedziemy za nimi aż do wioski. Zatrzymali się koło ławki krzycząc. Zmieniamy podejście, udajemy starych znajomych. Trochę uspokojeni, proszą nas o pomoc w znalezieniu "towaru", informując, kto może dostarczyć. Udaje się nam z trudem odwrócić ich uwagę od tematu i staramy się doprowadzić ich do fontanny, aby się trochę umyli, są rzeczywistości brudni od krwi.

W pewnym momencie przebłysku świadomości jeden z nich mówi: "To nieprawda, że mnie znasz! Kim jesteś, że mnie tak traktujesz? Po raz pierwszy ktoś się mną zainteresował, gdy jestem w takim stanie".

Salvo – Katania


Zrobiliście to dla mnie (Mt 25, 40)

Słowo, które staje się życiem.

Rok liturgiczny kończy się, podkreślając centralne miejsce Chrystusa w historii i życiu ludzkim oraz Jego panowanie nad wszechświatem. Mateusz mówi nam, że to, co czeka nas na końcu, nie dotyczy dalekiej przyszłości; urzeczywistnia się w konkretności teraźniejszości i już odtąd określa naszą wieczność. Jest ona otwarta jako zbawienie dla tego, który dziś potrafi otworzyć się na cierpiącego brata i wyprowadza go z jego stanu opuszczenia i potrzeb. Dlatego nie może myśleć o wiecznym zjednoczeniu z Nim ten, kto systematycznie ignorował Go w relacjach z bliźnimi. Tak więc moje zachowanie nie jest kierowane przez abstrakcyjne zasady, ale przez konkretną osobę – Jezusa.

Zauważmy, że jest to strona, która dotyczy nas wszystkich i że możliwa jest jej realizacja w praktyce w każdym momencie. Każdy, od największego do najmniejszego, może czynić gesty miłości. W każdej chwili, ponieważ ta wymagana miłość to nie tyle bohaterskie gesty, ale te codzienne, które są możliwe dla wszystkich. Kto nie może dać szklanki wody, trochę jedzenia, uśmiechu, odwiedzin, uwagi ...? Ewangelia dzisiaj mówi nam, że Jezus nazywa swoim bratem najmniejszego wśród ludzi. W rzeczywistości identyfikuje się z każdym z nich. Między nami i wokół nas są mali, niepełnosprawni, biedni, uciskani, zepchnięci na margines, imigranci ... Prośmy Boga o serce hojne i uważne na Jego obecność.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(Mt 25,31-46)

Na Sądzie Ostatecznym Chrystus przypomni, że był obecny w potrzebujących siostrach i braciach. Kto im pomógł – pomógł Jemu samemu. Kto ich zlekceważył, odwrócił się od Tego, kto będzie go sądził. Dlatego trzeba dobrze wykorzystać każda okazję do czynienia dobrze. Czas jest wielkim dobrem. Od tego, jak go przeżywamy, zależy nasze wieczność. Królestwo Chrystusa to królestwo miłości. Na ile nasze czyny świadczą, że do Niego należymy?

FUNDUSZ dla potrzebujących

Życie, które staje się słowem
Od ponad dwudziestu lat pracuję w szpitalu uniwersyteckim. Pewnego dnia na mój oddział dermatologii przyszła pacjentka, której nikt z kolegów nie chciał leczyć z powodu uprzedzeń. Badania krwi potwierdziły, że była chora na AIDS. Nie mogąc jej operować, zastosowałam radioterapię. Po trzech miesiącach czuła się już lepiej.
Nie będąc w stanie trzymać ją w szpitalu dłużej i wiedząc, że jej dzieci nie były w stanie zaopiekować się nią, szukałam informacji, czy ma krewnych, którzy mogliby się nią zająć. Miała, ale mieszkali w innym Stanie. Zapytałam więc moje koleżanki, czy zechciałyby pomóc w zapłacie za bilet, ponieważ ona nie była w stanie tego zrobić. Zebraliśmy nie tylko pieniądze na podróż, ale także na pomoc jej rodzinie. Kiedy pacjentka wyjeżdżała, była szczęśliwa.
Po tym doświadczeniu razem z kolegami postanowiliśmy utworzyć fundusz pomocy pacjentom w potrzebie. Ilu osobom pomogliśmy przez te lata dzięki temu funduszowi!

K. L. – Indie


 

Wejdź do radości swego pana (Mt 25: 21)

Słowo, które staje się życiem.
Jezus – jesteśmy pewni – powróci. Nie znamy czasu powrotu. Ta nieokreśloność zobowiązuje nas do czujności i właściwego wykorzystania otrzymanych darów. Że życie wieczne jest powiązane z zaangażowaniem w życie doczesne, wynika jasno z ewangelicznej przypowieści o talentach, którą słyszymy dzisiaj. Tutaj czujność, oczekiwanie na powrót Pana, staje się przyjęciem odpowiedzialności i wypełnieniem „prawa” królestwa. Nie liczy się różnorodność ani ważność ról, ale lojalne zaangażowanie wobec ich potrzeb. Od sług oczekiwana jest oczywiście wydajność, ale wejście „do radości Pana” nie zależy od jej stopnia, ale od jakości, która jej towarzyszy: całkowite oddanie, wierność Panu do samego końca. Trzeci sługa natomiast, zamiast współpracować z Bogiem, pomnażając otrzymane dary, ukrywa je pod ziemią ze strachu. Ma mylne wyobrażenie o Bogu i niweczy życie, żyjąc w lenistwie i głodzie.


EWANGELIA
(Mt 25,14-30)

Przypowieść o talentach przypomina, że każdy otrzymał określone dobra. Materialne, intelektualne, zdrowie, urodę, może jeszcze inne. Jest to dar i zadanie. Trzeba je dobrze wykorzystać. Bóg nas z nich rozliczy. Za dobre wykorzystanie czeka wspaniała nagroda. Za pozostawienie bez troski o rozwój – kara. Dlatego zastanówmy się, co z tego, czym dysponujemy, możemy i powinniśmy rozwinąć? Na chwałę Bogu i pożytek bliźnim.

 

Całuski dla Maryi

W ubiegłą sobotę – 11 listopada br. – miałam okazję uczestniczyć w bardzo uroczystej Eucharystii w Centrum Mariapoli – ośrodku formacyjnym Ruchu Focolari w Castelgandolfo, w czasie której został otwarty proces beatyfikacyjny Domenico Mangano. Obecna była jego Małżonka Pia Mangano i najbliższa rodzina, burmistrz miasta Viterbo, jego przyjaciele i współpracownicy oraz olbrzymia rzesza członków Ruchu Focolari. Panowała świąteczna, radosna atmosfera i nadzieja, że każdy z nas może świętym być! Domenico był bowiem niezwykle prostym człowiekiem kochającym Boga i bliźnich. Jego biuro było nazywane „Biurem załatwiania spraw niemożliwych”. Aby przybliżyć jakim był człowiekiem przytoczę jedną historii opowiedzianych przez niego 17 stycznia 2000 roku, czyli rok przed śmiercią:
„Nie wiem, kiedy to się zaczęło, z pewnością wiele lat temu. Musiało to być święto jednego z Apostołów, chyba św. Andrzeja, ponieważ podczas mszy św. mówiłem w duchu: „Błogosławiony jesteś święty Andrzeju, bowiem znasz Maryję. Byłeś z nią od zawsze, od czasów Jezusa, od zawsze przez te dwa tysiące lat...” – i powiedziałem mu jeszcze: „Czy mógłbyś mi zrobić jedną przysługę? Przekazałbyś ode mnie całuska dla Maryi?”. Od tamtej pory, robię tak zawsze za pośrednictwem Świętego z danego dnia. Czasami jednak, nie patrzę do kalendarza i nie pamiętam, jakiego Świętego przypada, wówczas zwracam się do Anioła Stróża. Prawie codziennie przekazuję całuski dla Maryi. Kiedy tak zacząłem, może po trzech, czterech miesiącach, pewnego dnia podczas mszy św. (zazwyczaj chodziłem na mszę św. przed pracą, o siódmej rano) zadałem sobie pytanie: „Czy te całuski docierają do Maryi? Kto je Jej daje?” Potem pomyślałem: „Daj spokój, cóż za zmartwienie...”.Tego dnia, gdy przyszedłem do pracy, przytrafiło mi się coś bardzo dziwnego: przyszła pewna pani, weszła do mojego biura i powiedziała: „Odesłano mnie do Pana, bo tylko Pan może rozwiązać mój przypadek”. Jej przypadek polegał na tym, że miała ona prawo do emerytury, ale nie chciano jej przyznać tej emerytury. Był to bardzo skomplikowany przypadek, powiedziałem więc: „Proszę się nie martwić. Zaraz znajdziemy rozwiązanie”. Zacząłem przeglądać wszystkie przepisy, ale nie mogłem znaleźć tego, który był mi potrzebny. W międzyczasie, telefon ciągle dzwonił, inne osoby też chciały wejść do mojego biura. Także moi koledzy chcieli, abym podpisał dokumenty, ale ja zachowując spokój mówiłem im: „Zostaw to tutaj, zajmiemy się tym później” i wciąż szukałem tego właściwego przepisu. Ta pani była trochę zakłopotana i powiedziała: „Nie chciałabym, żeby tracił Pan przeze mnie czas – nie znała mnie bowiem – ma Pan tyle pilnych spraw...” „Nie, nie – powiedziałem – nie mam nic pilnego. Pilna jest Pani sprawa”. I przez kolejne trzy godziny kontynuowałem poszukiwanie, a ona siedziała naprzeciwko mnie i była coraz bardziej zakłopotana. W końcu udało mi się znaleźć ten przepis: była to rzecz, teraz trochę trudno jest to wyjaśnić, ale chodziło o rzeczy, które należało powiązać ze sobą... tzn. pewien stary przepis, do którego odwoływał się nowszy, który z kolei powoływał się na jeszcze inny stary przepis, jeśli umiało się go powiązać. Okazało się, że osoba ta miała rację i cały zadowolony powiedziałem jej: „Widzi Pani? Udało się znaleźć: ma Pani prawo do emerytury!”. Wówczas, pani podziękowała mi. Miała bardzo słodki wyraz twarzy i pod pewnym względem przypominała mi moją mamę. Już wychodziła, gdy nagle zawróciła mówiąc: „Przepraszam, czy jako wyraz wdzięczności mogę Pana pocałować?”. I ucałowała mnie. Kiedy wyszła, przyszło mi na myśl to, o co pytałem rano, podczas mszy św., ponieważ nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, aby jakaś emerytka mnie ucałowała. Powiedziałem więc Maryi: „Ty, to potrafisz wynajdować najprzeróżniejsze sposoby!”.

Krystyna Kajdan

Strona 1 z 60

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie