Gazetka parafialna

Nasze małe apokalipsy

1. „Moce na niebie zostaną wstrząśnięte”. Apokaliptyczne znaki widzimy raz po raz. Tsunami, huragany, trzęsienia ziemi… Człowiek dumny z osiągnięć cywilizacji okazuje się kompletnie bezbronny wobec tych sił. Nieraz i przez nasze życie przetacza się jakaś mała apokalipsa. Choroba, śmierć, upadek w grzech, miłość, która przerodziła się w obojętność lub nienawiść. Tak naprawdę nasza duchowo-psychiczna równowaga bywa bardzo krucha. Wystarczy nieraz lekki wstrząs i już nasze uporządkowane życie zaczyna się sypać jak domek z kart. Pytamy wtedy: Boże, i po co to wszystko? Dlaczego ten ból? Dlaczego odbierasz mi pokój? Wierzę, że Bóg nie ma nam tego za złe, że miotamy się czasem strasznie, szukając odpowiedzi. On ma swój plan, ale my nie widzimy go od razu. Nieraz długo nie widzimy. To próba nadziei. Dodajmy, bolesna.

2. „Wówczas ujrzą Syna Człowieczego”. Po wstrząsie pojawia się zapowiedź nowej obecności Zbawiciela „przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą”. W pierwszym znaczeniu chodzi o koniec świata. Ale to wydaje się nam odległe. Nieraz jednak przeżywamy coś, co można nazwać „małym końcem świata”, naszego świata. Za życiową burzą, która nieraz dokonuje prawdziwego spustoszenia w naszym życiu, przychodzi jakiś nowy rodzaj obecności Boga. Tam, gdzie doczesne moce i chwały upadają, objawia się moc i chwała Najwyższego. Nasze małe apokalipsy przybliżają nas do tej ostatecznej. Bóg nigdy nie chce naszej zguby, ale nawrócenia.

3. „A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo”. Ten obraz przypomina nam o umiejętności odczytywania znaków nadziei. Mamy z tym problem, bo nasze oczy tak mało widzą, uszy tak mało słyszą. Gubimy duchową wrażliwość przytłoczeni zgiełkiem, krzykiem, neurotycznym rytmem życia, wieczną pogonią za celami, które sami sobie wyznaczamy. Prośmy Boga o serce, które rozpoznaje znaki Jego bliskości.

4. „Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie”. Jeśli uwzględnimy cały kontekst wypowiedzi, wtedy te słowa można odnieść do zapowiedzi zburzenia Jerozolimy, co stało się
w 70 roku. W jakimś sensie jednak każde pokolenie przeżywa coś z tego, o czym mówi Jezus. W jeszcze bardziej osobistym sensie każdy z nas to przeżywa. Moim końcem świata będzie moja śmierć (chyba że wcześniej będzie definitywny koniec świata). Więc słowa o tym, że Pan jest w drzwiach, nabierają jeszcze innego znaczenia. Za drzwiami śmierci czeka Bóg. Nie muszę się bać. Więc dlaczego się boję?

5. „Niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”. Przypomnijmy, że pierwsze słowa Biblii brzmią: „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię” (Rdz 1,1). Stworzył mocą swojego słowa. „Rzekł…” i „stało się…”. To, co wydaje się trwałą podstawą mojego życia, jest kruche, przemijalne, zagrożone. Tylko słowo Boga ma moc dawania życia, stwarzania, ocalania, zbawiania. Trzymam się bardziej „nieba i ziemi” czy słowa Boga?

Ks. Tomasz Jaklewicz

Wołanie ubogich

Ludzie ubodzy żyją wśród nas. Ubóstwo ma wiele twarzy. To nie tylko bieda materialna, ale także duchowa: samotność, brak Boga, brak czasu dla innych, brak nadziei.

Zgodnie z wolą papieża Franciszka dzisiejsza niedziela obchodzona jest jako II Światowy Dzień Ubogich. Hasło tego dnia to cytat z Psalmu: „Oto biedak zawołał, a Pan go wysłuchał” (34,7). Ubogich nie brakuje także w naszej parafii. To obłożnie chorzy mieszkający w Domu Opieki na ul. Huberta. Albo kobiety mieszkające w ośrodku pomocy na ul. Orkana. I wielu innych. Pamiętajmy o nich.
Raz w tygodniu odprawiam Mszę dla sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Te dzielne kobiety mnie wzruszają. One dosłownie oddały swoje życie najbiedniejszym z biednych. Żyją same bardzo skromnie. Nie lubią wywiadów, ale raz udało mi się namówić na rozmowę jedną z sióstr. „Biedni owszem chcą dostać coś do jedzenia, ale przede wszystkim chcą być potraktowani jak ludzie” – podkreślała. „Biedni czują, że są traktowani przez innych z góry. Spotykają się z tym w sklepie, u lekarza, w kościele, wszędzie. Dlatego szukają kogoś, kto im powie, że są kimś, że są godni miłości i mogą być świętymi. Naszym głównym celem nie jest leczenie ich, czy zapewnienie im domu. Nie jesteśmy pracownikami socjalnymi. Naszym zadaniem jest przyprowadzić ich bliżej Jezusa. Dlatego zabieramy ich na rekolekcje, gdzie wielu idzie po latach do spowiedzi”. No właśnie. Są uczynki miłosierdzia względem ciała, ale nie można zapomnieć o uczynkach miłosierdzia względem duszy. Bieda duchowa dopada także (a może najbardziej) tych, którym pieniędzy nie brakuje.

ks. Tomasz Jaklewicz

 

Dwa pytania na dwudziestolecie do ks. proboszcza Eugeniusza Krasonia

KRYSTYNA KAJDAN: - Księże Proboszczu, powszechnie wiadomo, że to właśnie Księdzu zawdzięczamy nasze wspaniałe organy firmy Marcussen. Ciekawi mnie jednak co było iskrą inspirującą, że rozpoczął Ksiądz starania o te organy?

KS. PROBOSZCZ EUGENIUSZ KRASOŃ: - Sprawa jest prosta. Nasze stare organy sprowadzone w 1959 roku przez ks. kanonika Kocurka z Przyszowej - po prawie czterdziestu latach eksploatacji na Brynowie - przestawały grać, coraz częściej zawieszały się. Miały one trakturę mechaniczną, a w ramach remontu w latach sześćdziesiątych dołożono do nich 4 głosy o trakturze pneumatycznej. To jednak razem ze sobą nie współgrało i ciągle były kłopoty z tym związane. Zacząłem więc myśleć i rozpytywać o nowe organy. Nawiązałem kontakt z organmistrzem Mieczysławem Klonowskim, który wskazał mi firmę z Józefowca zajmującą się demontażem i sprowadzaniem organów z Niemiec. Dzięki tej firmie udało nam się odkupić organy z kościoła ewangelickiego w Hamburgu. Należało je jednak dostosować do warunków naszego kościoła, więc powierzyłem to specjalistom. Tak więc chociaż jest to stary instrument, w naszym kościele wizualnie i brzmieniowo organy są nowym instrumentem, dziełem firmy organmistrzowskiej Mieczysława Klonowskiego, intonatora Jana Wyleżoła oraz Firmy ABF Mosty, która wykonała konstrukcję stalową organów i zakładu stolarskiego A. Hanzlika z Krzyżowic - wykonawcy szafy organowej. Okazało się, że są to pierwsze w Polsce organy firmy Marcussen – jednej z najlepszych na świecie. Muszę dodać, że całkowity koszt tego przedsięwzięcia poniosła nasza parafia, ale warto było!

Stare organy z Przyszowej trafiły do Muzeum Organów Śląskich przy Akademii Muzycznej w Katowicach. Wczoraj z okazji 20-lecia była okazja odwiedzić to muzeum. Jaka była historia przekazania tego instrumentu przez naszą parafię?

O przekazanie tego instrumentu do wspomnianego muzeum w Akademii Muzycznej zabiegał prof. Julian Gembalski, który był wówczas rektorem tej uczelni. Początkowo był jednak pomysł, aby organy przekazać do zabytkowego kościoła pw. św. Barbary w Górze koło Pszczyny, ale były za duże do istniejącego tam wnętrza. Na Radzie Parafialnej zapadła więc decyzja, że parafia nasza przekaże organy Akademii Muzycznej ze względu na ich zabytkowy charakter i znaczenie dla dziedzictwa kulturowego. Wcześniej jednak zleci prace konserwatorskie organmistrzowskie Mieczysławowi Klonowskiemu, a konserwację szafy organowej Pracowniom Konserwacji Dzieł Sztuki w Sosnowcu, które też uzupełniły brakującą snycerkę. Akademia Muzyczna nie dysponowała środkami finansowymi na ten cel, więc koszty częściowo poniosła parafia, a Urząd Miasta Katowice przekazał nam 60 tys. zł. W ten sposób zabytek został uratowany i jest jednym z najcenniejszych eksponatów w Muzeum Organów Śląskich.

Dziękuję Księdzu Proboszczowi za rozmowę i za osobiste zaangażowanie, aby nowe i stare brynowskie organy cieszyły melomanów i wiernych. Niech św. Cecylia, której wspomnienie będziemy obchodzić za kilka dni, ma w swojej opiece wszystkich organistów i pasjonatów ze Stowarzyszenia PRO MUSICA ORGANA!

Ojczyzna jak matka

„Miłość ojczyzny i służba dla niej wynikają z obowiązku wdzięczności i porządku miłości” – czytamy w Katechizmie Kościoła. To zdanie pojawia się w miejscu, w którym katechizm omawia przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”. To nie przypadek. W rodzinie tkwi podstawowy wzorzec wszelkich ludzkich więzów. Także tych łączących człowieka z narodem i z ojczyzną. Nie jest przypadkiem, że słowo „ojczyzna” wywodzi się od słowa „ojciec”, a zarazem jest rodzaju żeńskiego i często występuje w połączeniu ze słowem „matka”. 

Miłość do ojczyzny wiąże się silnie z miłością do rodziców. Jesteśmy dziećmi swoich rodziców, którym winniśmy wdzięczność i miłość. I jesteśmy dziećmi swojej ojczyzny, dziedzicami jej historii i kultury. Nie da się wybierać ojczyzny, tak jak nie można wybrać sobie rodziców. Owszem, można wybierać sobie miejsca zamieszkania, ale nie da się zmienić swoich korzeni. W Święto Niepodległości warto poczuć się cząstką tej wspólnoty, której na imię Polska. Przyjąć ją taką, jaka jest, z jej wadami i zaletami. Nieszczęściami i sukcesami. Dziecko nie mówi o rodzicach: „ta matka” czy „ten ojciec”. Mówi: „moja matka, mój ojciec”. Bez względu na wszystko. Czasem można usłyszeć w mediach publiczne osoby mówiące o Polsce: „ten kraj” lub „w tym kraju”. To brzmi strasznie chłodno, obojętnie. Tak się nie mówi o matce czy ojcu.

Święto narodowe przypomina dzień matki lub dzień ojca. Jest w nim wielki ładunek emocji. Jest pamięć, wdzięczność, duma, nadzieja. Pewnie jest i sporo rozczarowań, a może i złości, że Polska nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań (dodajmy realistycznie, nigdy nie spełni). W dzień świąteczny zostawmy na boku politykę, narzekania, frustracje, spory, podziały. Ucieszmy się naszą ojczyzną, bądźmy razem, pomódlmy się o Boże błogosławieństwo dla Polski. Bo jak mówił św. Jan Paweł II „to jest nasza matka, ta ziemia”.

ks. Tomasz Jaklewicz

Takie małe nic, czyli wszystko!

1. „Strzeżcie się uczonych w Piśmie…” Pan Jezus ewidentnie nie lubił obłudy. Piętnował ją bez znieczulenia, zwłaszcza u tych, którzy byli odpowiedzialni za kształtowanie pobożności żydowskiej. Najbardziej narażeni na religijne zakłamanie są duchowni i ludzie zaangażowani mocniej w życie Kościoła. Dlaczego tak się dzieje? Skąd się to bierze, że człowiek z religii zaczyna robić jakąś pokazówkę, manifestację swojej próżności? Co chce przez to osiągnąć? Zapracować na dobrą opinię u ludzi? Kogo chce oszukać? Boga? Im bardziej Kościół jest tylko instytucją, tym łatwiej o tego typu zachowania. Im bardziej jest „spersonalizowany”, czyli jest wspólnotą, rodziną, tym łatwiej demaskuje się fałsz i pozory.

2. „Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się…” Ciekawy biblijny obraz. Pan Jezus sobie gdzieś siedzi, może całkiem blisko mnie i przypatruje się. Widzi nas takimi, jakimi jesteśmy. Z całą naszą wielkością i z całą naszą małością. Ile tych naszych codziennych gier, rytuałów, pochodów, gestów, słów, aktywności, nerwów, radości, momentów pięknych i beznadziejnych, dobra, zła, kłamstw, prawdy, łez, uśmiechów…? Moje życie po prostu. Całe objęte jest Bożym spojrzeniem. On się wciąż przypatruje. Jak ja się z tym czuję? Nieswojo? Boję się, czy czuję się bezpieczniejszy, spokojniejszy? Czy można sobie wyobrazić wzrok bardziej życzliwy?

3. „Przyszła też jedna uboga wdowa”. Jezus uczy nas dostrzegania ludzi niepozornych. Iluż takich wokół nas? Skromnych do bólu, nieśmiałych, wyzbytych całkowicie pragnienia błyszczenia, udowadniania czegokolwiek sobie czy światu, z wiarą prostą jak paciorki różańca. Warto nauczyć się dostrzegać takich ludzi wokół siebie. Są promyczkami światła. To oni przywracają światu równowagę. Oni są „lekarstwem” na nasze neurotyczne rozgorączkowanie tym, co „musimy” właśnie teraz zrobić. Oni są znakami totalnego zaufania do Boga. Widzisz taką wdowę obok siebie?

4. „Wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony”. Kiepsko z rachunkami u Pana Boga. Logika królestwa Bożego inaczej kalkuluje straty i zyski niż księgowość biznesu. Pieniądze okazują się zupełnie nieistotne. Pomyślmy o prezentach, które nas cieszą. To niekoniecznie rzeczy najdroższe. Cenimy sobie te podarunki, w których „zamknięte” są miłość, wdzięczność, radość. To może być zasuszony kwiatek lub muszelka. Bóg też czeka na takie dary.

5. „Wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”. To słowo „wszystko” jest niepokojące. Bóg chce wszystkiego. Brzmi groźnie, jeśli zapominamy, że On najpierw dał nam wszystko i sam dla siebie niczego nie potrzebuje. Jedynym skarbem dla Niego jest moje małe, głupie serce, moja wolność, z której mogę zrobić dobry użytek. Nie chodzi o coś, ale o mnie. „Jeden grosz” – cały mój majątek. Tyle mojej wiary, miłości, nadziei co nic, a dla Boga to wszystko.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Love, love, love

czyt. Pwt 6, 2-6 Psalm: 18, 2-3a.3bc-4.47 i 51ab
II czyt. Hbr 7, 23-28 Ewangelia: Mk 12, 28b-34


1. „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Żyjemy w epoce SMS-ów, czyli krótkich informacji. Nie mamy czasu, chcemy od razu sedna, istoty. Czy szukamy w wierze tego, co najważniejsze? Łatwo można utonąć wśród wielu katechizmowych prawd, przykazań, obrzędów. A potrzebujemy tej jednej, najważniejszej wskazówki, która pomoże nam nie pobłądzić, która będzie porządkować myślenie, ustawiać hierarchię. Rok Wiary to zaproszenie, aby podejść do Jezusa z pytaniami i z nową gotowością do słuchania odpowiedzi. I nie tyle chodzi o jakąś nową wiedzę, ale raczej o to, by Go usłyszeć. On osobiście mi przypomni, co jest najważniejsze.

2. „Pierwsze jest: »Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny«”. Jezus sięga do cytatu ze Starego Testamentu, który każdy pobożny Żyd recytował tysiące razy w życiu jako modlitwę „Szema Izrael”. Pytasz o sedno, oto ono: „Słuchaj Boga – to jest pierwsze”. Czytając ten fragment, biegniemy zwykle od razu do „będziesz miłował”, a przecież „pierwsze jest: słuchaj”. Pierwszy jest Bóg nasz, Pan jedyny, Jego słowo i miłość. Żydzi powtarzali „Szema Izrael” rano i wieczorem na tyle głośno, by słyszeć te słowa. To była ich modlitwa i wyznanie wiary. Była w tym mądrość. Ile razy musimy słyszeć pewne prawdy, aby wreszcie do nas dotarły?

3. „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. W tych słowach słychać bardziej obietnicę niż nakaz. Teraz jeszcze nie kochasz, kiedyś będziesz. Jaką część mojego serca, mojej duszy, umysłu zajmuje Bóg? Ile w moim życiu różnych miłości, większych i mniejszych? Jak to wszystko pogodzić? W Nim i z Nim możliwe jest wszystko. Trzeba tylko pozwolić Bogu zapanować nad sercem, duszą, myślami, nad całym życiem. Bez lęku, że coś stracę. On przecież jest samą miłością. Nie chce mi niczego zabierać, ale udoskonalać, oczyszczać, uwznioślać. Uzdrawia moją wolność, uczy mądrego wyboru, prostuje moje krzywe ścieżki.

4. „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. To dopełnienie potwierdza poprzednią intuicję. Choć Bóg chce, byśmy Go kochali całym sercem, zarazem prosi, byśmy kochali bliźnich i siebie. W jednym, małym ludzkim sercu wszystkie te miłości muszą się pomieścić. Z tym że ludzkie miłości muszą być poddane tej Bożej. Tu leży sedno. Także miłość do siebie samego jest konieczna. Nie można kochać innych, gardząc sobą lub nie akceptując siebie. Osądzamy siebie nieraz albo zbyt surowo, albo zbyt łagodnie. Skoro Bóg mnie kocha takiego, jakim jestem, więc ja też powinienem wreszcie zgodzić się na siebie, polubić, pokochać.

5. „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. Tak ocenia Jezus postawę uczonego w Piśmie. A co powiedziałby o mnie? Jak daleko jest moje życie od królestwa Bożego? Czy wielka miłość Boga do mnie i moja mała do Niego zmierzają ku sobie? Czy w tej przestrzeni umieszczam wszystkie inne miłości?

Ks. Tomasz Jaklewicz

To jest pyszne!

1. „Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, zbliżyli się do Jezusa i rzekli: »Nauczycielu, chcemy,żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy«”. Jakub i Jan odzywają się do Jezusa w sposób mało grzeczny. To nie brzmi jak prośba, ale stanowczy postulat. Domagają się czegoś dla siebie, nie dla innych. Nie chodzi im o dary duchowe, ale o własną chwałę. W apostołach możemy zobaczyć siebie. My też nieraz wysuwamy wobec Boga całą listę postulatów. Wydaje się nam, że urządzilibyśmy świat lepiej. A pokusa błyszczenia, dominowania, znaczenia? Każdy coś z tego ma. Każde odtrącenie i niepowodzenie w życiu mocno nas dotyka i wpisuje się w nasze serca. Dokładnie w tym miejscu kiełkuje pycha, która każe nam walczyć o sukces, o jedno dobre słowo, uśmiech prezesa, notkę w gazecie, docenienie czy zauważenie. Pycha, pragnienie znaczenia, szukanie siebie mogą pojawić się także w kościelnych grupach, ruchach, wspólnotach, również wśród duchownych. Zobaczyć wyraźnie swoją pychę i uznać ją, to pierwszy krok do zbawienia.

2. „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam byćą ochrzczony?” Jezus pyta prowokacyjnie, żeby pobudzić Jakuba i Jana do refleksji. Ale oni brną dalej. „Możemy”. Spoko, Panie Jezu, damy radę, nic się nie martw! Jest taka opowiastka o hydrauliku, który patrząc na Niagarę, powiada: „Dość spory wyciek, ale spróbuję to jakoś zatrzymać”. Pan Bóg musi czasem się śmiać, gdy widzi, jacy z nas bohaterowie. Dlatego próbuje nam pokazać, że sami sobie nie poradzimy. Ale my dalej swoje. Zaciskamy zęby i walczymy dalej, licząc na swoje siły. Inni mogą pękać, ja nie pękam. Tylko czy o to chodzi Panu Bogu? Żebyśmy liczyli na siebie? Czy raczej uznali swoją niemożność, pychę i inne grzechy i poprosili Go o pomoc? Pan Bóg kocha nas najbardziej niekoniecznie wtedy, gdy jesteśmy mocni, lecz wtedy, gdy jesteśmy słabi.

3. „Gdy dziesięciu to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana”. Jedni skończyli, pozostali zaczynają. Oni także odsłaniają swój wewnętrzny bałagan. Gdzie pycha dochodzi do głosu, tam wybuchają spory, podziały, zazdrości. Zamiast widzieć w innym brata, dostrzegamy w nim albo konkurenta, albo kogoś, z kim nie musimy się liczyć, bo jest słabszy od nas. Może warto przeanalizować jakąś swoją ostatnią kłótnię, spór, awanturę. Nieważne, o co poszło, ale gdzie naprawdę leży problem. W którym miejscu moja pycha zapuściła swoje korzenie? Jakie są moje niezdrowe ambicje? Czego zazdroszczę innym? Dlaczego nie godzę się na siebie?

4. „Kto by między wami chciał się stać wielki, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”. Stać się wielkim, chcieć być pierwszym. To nie są złe pragnienia. Rzecz w tym, by zrozumieć, że jedyną wielkością, o którą w życiu warto się bić, jest świętość. Reszta to zawody niewarte zachodu.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Strona 1 z 68

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie