Gazetka parafialna

Nie bójcie się (Mt 10,31)

Jezus stale zachęca swoich [uczniów], by się nie bali. Po pierwsze dlatego, że są oni dużo cenniejsi niż jakakolwiek najmniejsza rzecz, o którą Ojciec bardzo się troszczy. Po drugie, ponieważ żaden człowiek nie ma prawa pozbawiać ich życia płynącego ze Słowa. Po trzecie, ze względu na Królestwo Boże, które – niezależnie od trudności – ma być głoszone wszędzie, aby mogło zapanować.

Chrześcijańska alternatywa wobec potęgi strachu nazywa się: zaufanie Bogu. Jesteśmy w Jego rękach, w rękach troskliwego Ojca, który ma pełną i realną władzę nad człowiekiem, który objawił się w historii jako zbawcza moc, który uwalnia ubogiego z rąk złoczyńców (Jr 20,13).

Uczniowie Jezusa mogą być zastraszani z powodu otwarcie głoszonego słowa Mistrza. Ewangelia nie pozostawia nikogo obojętnym, ponieważ jest ona zbawieniem dla tych, którzy mają wiarę i wyrokiem dla tych, którzy ją odrzucają.

Jezus podaje również powód, aby się nie bać. Ponieważ ludzie nie decydują o życiu i losach uczniów Pana, nigdy nie mogą złamać jedności z Bogiem, do którego należy ostateczny i całkowity cel istnienia. Kto głosi Ewangelię, jest strzeżony przez Pana. Słowa te są więc zaproszeniem do zaufania i ufnego powierzenia się rękom i sercu Boga, który jest Ojcem każdego: możemy ufać i polegać na jego wszechmocnej i troskliwej obecności.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem.

NIC NIE JEST MAŁE, CO ZOSTAŁO ZROBIONE Z MIŁOŚCI

Kiedy prowadzę samochód, robię wszystko, by walczyć ze zdenerwowaniem, które pojawia się we mnie i w innych. To niesamowite, że kiedy ustąpię i przepuszczę kogoś, rezygnując z prawa pierwszeństwa, obserwuję, że ten kogo przepuściłam, za chwilę robi to samo wobec kolejnej osoby… Jeśli natomiast zachowuję się inaczej, wzrasta agresja.

Pewnej soboty, po odwiezieniu mojego syna do szkoły, weszłam do kościoła na krótką modlitwę. Usiadłam w ostatniej ławce. Nagle do opustoszałego kościoła wszedł mężczyzna, podszedł do mnie, złapał moją torebkę i wybiegł na zewnątrz. Ogarnęła mnie panika: mój mąż był w Hiszpanii na służbowym wyjeździe, a nie mając kluczy, nie mogłabym wejść do domu. Poza tym miałam tam dokumenty… Pod wpływem impulsu wybiegłam z kościoła. Złodziej właśnie odpalał motor. Złapałam go za rękę, prosząc go, by oddał mi klucze i dokumenty… Odjeżdżając pociągnął mnie, więc upadłam, a jemu udało się odjechać.

Młode małżeństwo, które przechodziło obok, widziało całe zajście, więc podeszło, by mi pomóc. Okazało się, że  mężczyzna jest lekarzem, obejrzał mnie i stwierdził, że to jedynie siniaki, natomiast pod adresem złodzieja ze złością powiedział: „Wcześniej czy później AIDS wymierzy mu sprawiedliwość”. Te słowa zabolały mnie bardziej niż siniaki, które miałam. Z ogromną miłością powiedziałam: „Wydaje mi się, że to bardzo nieszczęśliwy człowiek i kto wie, co już w życiu przeżył i co go zmusiło do takiego czynu”. Złość mojego wybawcy zniknęła i przyznał mi rację.

Odjeżdżając, pomyślałam, że tylko miłość, przerywając łańcuch negatywnych sytuacji, może przezwyciężyć zło i nienawiść. Chwilę po tym zobaczyłam moją torebkę porzuconą na poboczu. Nic z niej nie zostało skradzione, nawet pieniądze.

Nic nie jest małe, co zostało zrobione z miłości… Wystarczy usunąć z ulicy szkło rozbitej butelki; pozostawić czystszą niż zastałam publiczną toaletę tak, żeby ten, kto skorzysta z niej później, zastał ją taką, jaką ja bym chciała zastać…”.

C. L.


EWANGELIA
(Mt 10,26-33)

Kościół chyli czoło przed tymi, którzy ponieśli śmierć męczeńską za wiarę w Jezusa, i w trakcie procesu beatyfikacyjnego nie wymaga spełnienia warunku o cudzie za przyczyną kandydata na ołtarze. Męczennicy to ci, którzy przyznali się do Jezusa nawet w chwili śmiertelnego zagrożenia – nie bali się tych, którzy grożą ciału, troszczyli się o duszę.

Wie o mnie wszystko

WIE O MNIE WSZYSTKO

Gdy spotykamy długo niewidzianego znajomego, nie wiemy, od czego zacząć rozmowę. Często słyszymy: „Co u Ciebie?”. Pytanie banalne, ale kłopotliwe. W odpowiedzi stosujemy unik: „W porządku”. A myślimy: „A co tam naprawdę u mnie?”. Może czujemy się znękani, porzuceni, niepotrzebni. Kto to zrozumie?

To, co naprawdę dzieje się w moim sercu, zna tylko Bóg, który jest w trzech Osobach. Mogę udawać, chować się, uciekać. On to wszystko wie. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus patrzy na tłum ludzi i wie, co się z nimi dzieje. Zna ich serca. On wie, że potrzebują opieki – Pasterza.

Tłum, na który patrzy Jezus, nie jest anonimowy. On patrzy na całość i jednocześnie na każdego indywidualnie, On to potrafi. I w tym tłumie jestem też ja. Może próbuję być mocarzem i bohaterem. Jezus patrzy z Miłością i troską. On widzi moje wysiłki, ale wie o mojej słabości i niedoskonałości.

Jezus nie jest obserwatorem i widzem. teraz patrzy na mnie, ale już wcześniej zostałem przez Niego usprawiedliwiony (Rz 5,9). On na krzyżu przelał krew za każdą moją słabość, za każdy grzech. Ofiarował mi sakrament chrztu, przez który należę do Niego.

Jezus mówi do mnie tak jak Bóg do narodu wybranego: „[…] niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie” (I czytanie). Gdy się zgubię, Chrystus mnie szuka. Przez słowo, ludzi, wydarzenia. On pragnie, abym z Nim rozmawiał w modlitwie. On pragnie, abym patrzył na Niego, obecnego w Najświętszym Sakramencie. W tym milczącym spotkaniu. Wtedy ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie… i przemienia moje serce.


Życie, które staje się słowem.

NIELEGALNY

Przyjąłem do pracy Dominika z Maroka, który od czterech lat nielegalnie przebywał we Włoszech. Ta praca otworzyła przed nim możliwość wystąpienia o pozwolenie na pobyt, a co za tym idzie - życie zgodne z prawem. Do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy, podjęliśmy decyzję – w porozumieniu z naszymi dziećmi – że tymczasowo zamieszka z nami. Jego obecność w naszym domu otworzyła nam nowe horyzonty. Opowiada nam o swoim kraju i jego mieszkańcach, o tradycjach, o swoim domu, położonym wśród łąk, o koniach... Rozmawiamy też o Allachu, o tym, co jest dobre i słuszne, co łączy wszystkich ludzi. Prawdą jest, że głęboka znajomość, prawdziwe przyjęcie drugiego sprawia, że upadają mury strachu i podejrzliwości.

C. A. – Włochy


EWANGELIA
(Mt 9,36 – 10,8)

Zdarzyło ci się widzieć kogoś, kto mocą Chrystusa uzdrawia? A kogoś, kto mocą Chrystusa wypędza złe duchy? Czy to oznacza, że współcześni apostołowie, rozesłani na wszystkie krańce ziemi, nie dostrzegają chorych, umarłych, trędowatych i dręczonych przez złe duchy? Bo Pan żniwa jest wciąż ten sam. Prosisz Go?

Tak Bóg umiłował świat (J 3,16)

Słowo, które staje się ciałem.

Największe objawienie Boga w świecie było w Chrystusie. Jezus jest nową „górą” spotkania z Bogiem, ostatecznym i najwyższym słowem skierowanym do nas z nieba. Bóg nie mieszka w „chmurze”, ale w Synu Jednorodzonym, a zatem „kto w Niego wierzy, nie zginie, ale będzie miał życie wieczne”. Jeśli Bóg wkracza w świat, to nie po to, „aby świat potępić, ale by świat został zbawiony”. On przychodzi, aby nas zbawić, abyśmy mieli uczestnictwo w Jego życiu, Jego miłości, Jego mocy, Jego świetle, Jego komunii. Bowiem Bóg „tak umiłował świat”, a ta miłość jest darem Jego Syna.

Bóg wie, że świat nie może się nawrócić, dopóki nie pozna Bożej miłości. A zatem Bóg kieruje do człowieka swoje słowo, Słowo Wcielone, które przychodząc do nas, pomaga nam odkryć wspaniałość stworzenia, pokazuje każdemu z nas, że jesteśmy obrazem Boga, że w Nim jesteśmy dziećmi. Przyjąć Jezusa, to nauczyć się czynić jak On.

To, co nada pełny sens naszemu życiu, to zdolność kochania. Również dla nas kochać oznacza podarować, być darem. Podarować to, kim jesteśmy i co posiadamy: nasze umiejętności, nasz czas, nasze talenty, naszą wrażliwość, naszą historię.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem.

MIŁOŚĆ CHRYSTUSA NAS PRZYNAGLA

Jest bardzo wiele powodów, dla których powinnam zrezygnować ze zobowiązania, jakie podjęłam, czyli katechizowania najmłodszych dzieci. To wysiłek, jaki wkładam, by pogodzić nauczanie z innymi zobowiązaniami dotyczącymi rodziny, pracy. To trudności związane z przygotowaniem katechez, bo wielu rzeczy sama nie wiem. To trudność w wyrażeniu czegoś w sposób zrozumiały dla dzieci i świadomość, że wiele razy to, co staram się przekazać, po prostu nie dociera do nich. Z tego rodzi się poczucie, że się nie nadaję. To także obojętność niektórych rodziców. Nieporozumienia i uwagi w domu typu: „Czy masz za mało pracy, że robisz jeszcze to!!!”. Wyczuwalna ironia w głosie, która mnie rani. Ale przede wszystkim moja osobista historia i wypływająca z tego świadomość, że nie nadaję się do tego. W ostatnim czasie rodzi się we mnie wiele wątpliwości i pytań. Ale jest też ciepło, miłość i pokój, których doświadczam, od kiedy poznałam Jezusa. Teraz, kiedy wiem, że On mnie kocha taką, jaka jestem, teraz, kiedy poznałam ludzi, z którymi tworzymy wspólnotę – jak mogę nie podarować tego dzieciom? Czy to On mnie do tego popycha? Myślę... Mam nadzieję, że tak!

L. - Włochy


Życie, które staje się słowem.

Wykluczony współlokator

To, co wyprawiał na  spotkaniach współlokatorów, jego dziwactwa, doprowadziły go do wykluczenia ze wspólnoty lokatorskiej. Pewnego popołudnia, podczas spaceru po nabrzeżu, spotkałem go: serdeczne powitanie, na które odpowiedział. Przepraszał za swoje zachowanie i przez około godzinę opowiadał mi swoje tarapaty rodzinne. Odnowiłem relacji z tą osobą, w której odkryłem wiele wartości. Ale pozostali współlokatorzy?
Jakiś czas później nadarzyła się okazja. Pękła się pompa głębinowa w studni, która służyła do podlewania wspólnotowego ogrodu. Według  ekspertów nie można było nic zrobi i trzeba było kopać nową studnię. Pewnego ranka spotkałem naszego współlokatora, który będąc wykluczonym ze wspólnoty, nic nie wiedział o naszym problemie, więc mu go opowiedziałem. Powiedział mi, że już rozwiązywał tego typu problemy i byłby zadowolony, gdyby mógł się zająć i tym. Rozmawiałem z administratorem i niektórymi lokatorami, którzy ze zdumieniem i niedowierzaniem zgodzili się, by spróbował. Po kilku dniach pompa została uruchomiona ponownie. To zdarzenie pomogło zetrzeć wszelkie urazy i przywrócić wzajemny szacunek.

N.C., Włochy

Otrzymacie Ducha Świętego (J 20,22)

Słowo, które staje się życiem.

Dzisiejsze święto zachęca nas do uświadomienia sobie daru Ducha Świętego w nas: Ducha Chrystusa, Ducha uwolnienia świata od grzechu, gdyż zbawienie zaczyna się już dziś w naszym świecie.

Uczniowie mają za zadanie być Jego wysłannikami, jak On był wysłannikiem Ojca. Tak jak Jezus, który nie cofnął się przed żadną trudnością i nie wiedział, co to „drzwi zamknięte”, ale zaprowadzał wszędzie pokój i radość, tak samo uczniowie nie powinni rezygnować w obliczu jakiejkolwiek sytuacji grzechu, ale powinni zrobić wszystko, co możliwe, aby doprowadzić do wyzwolenia człowieka.

Uczeń nie musi nic wymyślać, improwizować: po prostu musi pozostać wierny; w różnych sytuacjach życiowych musi stosować Ewangelię Chrystusa. Jeśli Jezus powierza jakieś zadanie, udziela również niezbędnych darów, środków i sił, aby to zrealizować. Dlatego też udziela swym uczniom Ducha Świętego. On ich poprowadzi, by zrozumieli nauczanie Jezusa i umocni ich w dawaniu świadectwa.

Jak ważne jest zatem nauczyć się słuchać „Jego głosu”, pozwolić się prowadzić przez Niego, w Nim znajdując siłę, by iść naprzód każdego dnia!


Życie, które staje się słowem.

CHRZEST

Chrzest naszej córeczki miał się odbyć razem z chrztem dziecka pewnej rodziny ze Sri Lanki. Pomyśleliśmy więc, byśmy świętowali to wydarzenie razem. Ozdobiliśmy salkę parafialną i zrobiliśmy napis: „Witamy, Janet Yvan i Franceskę”. Po chrzcie zaprosiliśmy tę rodzinę oraz pozostałych krewnych do wspólnego świętowania. Dla nich to była wielka niespodzianka i ogromna radość. Przyjęli z entuzjazmem i wdzięcznością naszą propozycję. Wszystko było proste, spontaniczne i wzruszające.

Ta rodzina znalazła się w trudnej sytuacji materialnej. Dla nas wielką lekcją było zobaczyć, z jaką godnością to przeżywają. Chcieliśmy pokazać, że liczy się to, że jesteśmy braćmi i jest to ważniejsze niż pomoc ekonomiczna. Jesteśmy wdzięczni tej rodzinie za to, że dała nam możliwość poszerzenia naszej własnej rodziny.

F. M. – Włochy


EWANGELIA
(J 20,19-23)

Każdy z nas widział zamarzniętą szybę. Pokryta cienką warstwą lodu nie przepuszcza światła. Obraz widziany przez taką szybę jest rozmazany i zniekształcony. Ale wystarczy chuchnąć, a ciepłe powietrze z naszych ust zmienia wszystko. Tchnienie Chrystusa na apostołów było jak rozmrożenie ich serc i umysłów, jak usunięcie paraliżu i niemocy. Tchnął na nich i mogli w Nim wszystko...

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni (Mt 28,20)

Słowo, które rodzi życie.

Poprzez Wniebowstąpienie Jezus ustanawia nowy typ swojej obecności, kontynuując zbawienną działalność w sposób bezpośredni i w ciągu lat, także poprzez misję wiernych i Kościoła pełnioną w stosunku do wszystkich ludów. Jeśli Go przyjmą, także oni będą mogli dostąpić zbawienia niesionego przez Jezusa. W ten sposób Jezus zostaje z człowiekiem „do końca świata”.

Tak właśnie Zmartwychwstały uobecnia się między ludźmi: jako kochający Ojciec, jako cierpiący Syn, który umarł i zmartwychwstał i jako Duch Święty, który daje życie. Dzisiaj świętujemy pewność, że On jest obecny!

Wniebowstąpienie pozwala doświadczyć nieba, zanim się do niego dostaniemy. Niebo zawsze pozostaje naszym celem, a w wędrówce do niego nie jesteśmy osamotnieni. Jezus nie odchodzi od nas, pozostaje z nami i towarzyszy nam w naszych dziełach. Dzięki wiernym Jezus jest obecny jako Zwycięzca. Pan świata jest między ludźmi. Poszukuje ludzi, nie jest daleko, wszystkich zabierze do swojego królestwa. Jego narzędziem jesteśmy my, Jego uczniowie, którzy naśladujemy każdy Jego krok i realizujemy Jego słowa.

Giovanni C.


Życie, które rodzi słowo

KIEDY WIDZISZ BÓL U DRUGIEGO CZŁOWIEKA I PRZEBACZASZ

On – skazany na dożywocie za zabójstwo, od 25 lat w więzieniu. Ona – matka zamordowanego piętnastoletniego syna. Ciro i Elisabetta. I nawet gdyby to nie Ciro odebrał życie Andrei (synowi Elisabetty), cóż mogłoby być bardziej bolesnego? A jednak droga wiary, którą obydwoje podjęli, doprowadziła do ich spotkania. Paradoks, osiągnięty również poprzez sakrament spowiedzi. „Poznałem Elisabettę – opowiada Ciro – w więzieniu Opera w Mediolanie, dzięki Odnowie w Duchu Świętym i organizacji Prison Fellowship Italia, podczas spotkań Projektu Sykomora, który przewiduje konfrontacje więźniów z ofiarami przestępstw”.

Ciro wspomina, że „Elisabetta wkroczyła do więzienia z zamiarem wyrzucenia całej swojej wściekłości i żalu w jego twarz, ale potem odkryła moje cierpienie i ból podobny do tego, który ona przeżywa”. „Strata syna sprawiła, że doznawałam najbardziej okrutnego cierpienia, zaostrzonego nienawiścią wobec człowieka, który go zabił” – opowiada Elisabetta. „Ale im bardziej nienawidziłam, tym gorzej się czułam”. Nastąpiło spotkanie w więzieniu i odkrycie miłosierdzia na nowo. 12 marca zeszłego roku Ciro po raz pierwszy opuścił więzienie na 12-godzinną przepustkę. Razem z Elisabettą i jej rodziną poszedł złożyć bukiet kwiatów i odmówić modlitwę nad grobem Andrei.

Z „Avvenire”


EWANGELIA
(Mt 28,16-20)

Bywają dni, że czujemy się bardzo samotni. Zwłaszcza gdy odrzucą nas najbliżsi, ci, na których liczyliśmy. Obiecali kochać, a zostawili w połowie drogi. Obiecali być na zawsze, ale zawsze trwało zaledwie jakiś czas. Rany, które zadano naszemu sercu, goją się latami. Często, w takich chwilach, ludzie pytają: Gdzie jest Bóg? Dziś Chrystus odpowiada, że jest z nami zawsze, aż do skończenia świata, i że panuje nad wszystkim, bo jest władcą nieba i ziemi.

Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania (J 14,15)

Słowo, które rodzi życie.

Jezus, świadomy tego, że nadchodzi Jego godzina, chce uczynić rozstanie z uczniami mniej bolesnym. Mówi o tym, że nie odchodzi do Ojca, by zostawić ich bez opieki, lecz aby powrócić pośród nich w nowej postaci. Jego śmierć i zmartwychwstanie wyznaczają przejście z widocznej i zewnętrznej obecności do obecności wewnętrznej. Objawi się ona zbawieniem przez Ducha Świętego, Dar Ojca, który pozostanie na zawsze z uczniami.

Świat nie może go otrzymać, ponieważ „nie widzi go i nie zna”. Podstawowym warunkiem jest tak naprawdę miłość do Jezusa Chrystusa, wyrażona naśladowaniem i przestrzeganiem Jego pouczeń. Tylko wtedy On staje się obecny, daje się zobaczyć, zrozumieć, tak jakby znajdował się w nas samych. Ducha Chrystusowego posiadają tylko ci, którzy przyjęli Jego przesłanie i zgodnie z nim działają.

Kochać Jezusa to znaczy przestrzegać Jego wskazówek, Jego nauczania. Kochać to przyjmować Komunię, która realizuje się poprzez słowo zasiane między ludźmi, jak i w sferze niebieskiej. Jezus obiecuje nam, że taka pierwotna miłość, zakorzeniona w wierze i posłuszeństwie, zostanie spełniona. Ta miłość znajdzie tego, który faktycznie jej szuka i wierzy w nią. On [Jezus – przyp. tłum.] nadejdzie w Komunii i pozwoli się dostrzec. On nadejdzie, a wierzący „zobaczy” i „pozna”, doświadczy Boga. Jego wiara stanie się miłością, pewną i szczęśliwą nawet pośród trosk.

Giovanni C.


Życie, które rodzi słowo.

TAK ODZYSKAŁEM SYNA

Robert, najstarszy z naszych trzech synów, zaczął zamykać się w sobie i mieć problemy z jąkaniem. Diagnoza psychologa: brak głębokiej relacji z ojcem i w konsekwencji silny kompleks niższości w stosunku do mnie i braci. Wtedy otworzyły mi się oczy: chciałem mocno udzielać się społecznie, jako dobry chrześcijanin, a traciłem własnego syna! Od tamtego momentu zacząłem poświęcać mu całe weekendy. Wychodziliśmy razem, uprawialiśmy sport, byliśmy na wycieczce statkiem, przebywaliśmy ze sobą godzinami. Zapomniałem zupełnie o moich badaniach, lekturach. Kiedy płynęliśmy żaglówką, to on uczył mnie manewrów i poprawiał moje błędy. Można powiedzieć, że wstąpiłem do jego szkoły, jako uczeń, bez żadnych wymagań. To właśnie uczyniło w jego oczach własne umiejętności bardziej wartościowymi, dało mu poczucie pewności i sprawiło, że poczuł mnie blisko siebie. Wtedy rozkwitło uczucie i szacunek: odnaleźliśmy się wzajemnie. Po krótkim czasie dolegliwości Roberta zmniejszyły się, aż w końcu prawie zniknęły.

Z Avvenire


EWANGELIA
(J 14,15-21)

Gdy rodzic zapada na śmiertelną chorobę i wie, że nie ma dla niego ratunku, najbardziej boi się o swoje dzieci. Wie, że zostaną same na świecie, że nie będzie mógł im pomóc. Gdy Jezus, najpierw zamordowany, a potem zmartwychwstały, zapowiadał, że już wkrótce nie będzie mógł się ukazywać uczniom, dbał, aby zrozumieli to, co najważniejsze: że nie zostawia ich sierotami, że będą mieli pomoc – Pocieszyciela, który będzie z nimi na zawsze.

Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! (J 14,1)

Słowo, które rodzi życie.

W świecie pełnym lęków i strachów, pomimo postępu, człowiekowi ciężko jest znaleźć ostateczną pewność i bezpieczeństwo. Pomimo że buduje swój ziemski dom, pozostaje w pewnym sensie bez dachu nad głową. Jezus pokazał nam nasze prawdziwe mieszkanie, ponieważ wieczną ojczyzną jest dla nas Bóg, nasz Ojciec. Dom ten jest z pewnością darem, ale aby go odpowiednio przyjąć, potrzebna jest odpowiednia postawa człowieka.

Dzisiejsza Ewangelia otwarcie mówi nam, byśmy wierzyli w Boga i Jezusa, którego nie można odłączyć od Ojca. Dlaczego? Ponieważ to On jest Prawdą, z którą jesteśmy związani i w której pokładamy ufność. Jesteśmy wezwani, by w nią uwierzyć. Jezus jest odblaskiem chwały Boga, jest widzialnym wizerunkiem niewidzialnego Boga. Jest wysłannikiem Bożym, on jedyny ukazuje nam Go w sposób autentyczny i ostateczny. On jest jedyną drogą, którą możemy pójść, jest mostem między Bogiem a światem i między światem a Bogiem. Jest pierworodnym wśród wielu braci i Zbawicielem nas wszystkich.

W Jezusie nie tylko możemy pozostawać w Komunii z Bogiem, ale możemy nawet „widzieć”. Człowiek jest u boku Ojca, jest Jego dzieckiem na tyle, na ile osobiście czuje się złączony z Jezusem. Jezus jest we mnie za pośrednictwem modlitwy, wiary, Słowa, miłości i darów Ducha Świętego. Po przejściu tej drogi, znajdziemy się w „domu”, u Boga.

Giovanni C.


EWANGELIA
(J 14,1-12)

Szczerość rozmów Jezusa z apostołami zachwyca. Dziś, po wielu wiekach badań i rozważań teologicznych, możemy się uśmiechać, może nam się nawet wydawać, że pytania Tomasza czy Filipa były po prostu naiwne. Jednak to nie w formie i treści jest moc tych pytań, ale w ich szczerości i uczciwości. Apostołowie tak dobrze znali Jezusa, że mogli Go pytać o wszystko. Gdy nie rozumieli – znów pytali. To jedyna droga, prawda i życie dla nas – On, który zna odpowiedź na każde pytanie naszego serca.

Strona 1 z 57

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie