Gazetka parafialna

Powitanie ks. proboszcza Tomasza Jaklewicza

fot. Roman KoszowskiCzcigodny Księże Proboszczu!
Drogi Księże Tomaszu!

W imieniu wszystkich parafian zgromadzonych na Mszach Świętych w niedzielę 29 lipca br., w imieniu chorych i starszych - wiekiem osłabionych, którym zdrowie nie pozwala przybyć do naszego kościoła, a także parafian przebywających aktualnie na urlopach i wakacjach, serdecznie witamy Księdza w naszej brynowskiej wspólnocie parafialnej.

Przed Księdzem nowe wyzwania, nowa parafia, inni ludzie, nowy dom…

Życzymy zatem Bożego błogosławieństwa oraz światła i mocy Ducha Świętego na każdy dzień duszpasterskiej posługi w naszym Kościele. Wytrwałości, odwagi i entuzjazmu w realizacji wytyczonych celów. Ludzka życzliwość i solidarne wsparcie niech towarzyszą wszelkim troskom i poczynaniom Księdza dla dobra naszej wspólnoty.

Niech Jezus i Maryja wypraszają Księdzu Proboszczowi potrzebne łaski, zdrowie i Bożą opiekę.

Ufamy mocno, że z gorliwością będzie Ksiądz troszczył się o Bożą Świątynię, której żywymi kamieniami jesteśmy my sami, a także należycie dbał o dobra materialne naszej parafii. My ze swej strony obiecujemy nieustanną modlitwę, jednocześnie powierzając się Księdza duszpasterskiej opiece. Pragniemy, aby Ksiądz Proboszcz czuł się domownikiem i gospodarzem tego miejsca. Jeszcze raz życzymy wszystkiego, co najważniejsze, najbardziej potrzebne i najbardziej wartościowe.

Szczęść Boże!

Duszpasterska Rada Parafialna
Redakcja „Parafii u Jezusa i Maryi”

Kapłańskie CV

Ks. Tomasz Jaklewicz jest katowiczaninem. Ma 51 lat i 26 lat kapłaństwa. Jego rodzinna parafia to parafia Niepokalanego Poczęcia NMP w Katowicach. Ojciec Lucjan zmarł w 2010 roku, mama Barbara żyje w Katowicach. Brat Marcin mieszka z rodziną w Warszawie. 

fot. Józef WolnyKs. Tomasz uczył się w III Liceum Ogólnokształcącym im. A. Mickiewicza w Katowicach, gdzie zdał maturę w 1986 roku. W tym samym roku wstąpił do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach, rozpoczynając studia teologiczno-filozoficzne i przygotowanie do kapłaństwa. W 1992 roku obronił pracę magisterską na temat „Poznanie Boga z dzieła stworzenia w Objaśnieniach Psalmów św. Augustyna”, napisaną na seminarium z teologii dogmatycznej. Święcenia kapłańskie przyjął 16 maja 1992 roku z rąk księdza arcybiskupa Damiana Zimonia w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach. Mszę świętą prymicyjną odprawił w kościele mariackim 24 maja 1992 r. Na obrazku prymicyjnym zamieścił słowa: „Aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2 Kor 4,7).

Przez pierwsze siedem lat kapłaństwa pracował jako wikariusz i katecheta: w parafii św. Jadwigi w Rybniku (1992-1995), w parafii Narodzenia NMP w Pszowie (1995-1998) oraz w parafii św. Szczepana w Katowicach-Bogucicach (1998-1999). W tym czasie ukończył dwuletnie podyplomowe studium w Instytucie Formacji Pastoralno-Liturgicznej KUL w Lublinie zakończone egzaminem licencjackim z teologii pastoralnej. Prowadził kilkanaście razy letnie rekolekcje oazowe.

W 1999 roku został skierowany na dzienne studia doktoranckie z teologii dogmatycznej i ekumenizmu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Licencjat z teologii dogmatycznej zrobił w 2000 roku, a rok później licencjat z ekumenizmu. Studia zwieńczył doktoratem z teologii dogmatycznej. Praca doktorska „Formuła Marcina Lutra simul iustus et peccator jako problem teologiczny w kontekście ekumenicznym” powstała pod kierunkiem ks. prof. dr. hab. Jerzego Szymika. Obroniona została 15 grudnia 2003 roku. Ks. Tomasz studiując na KUL pomagał w tamtejszym duszpasterstwie akademickim, pełniąc funkcję moderatora wspólnoty Ruchu Światło-Życie.

We wrześniu 2004 roku rozpoczął pracę w „Gościu Niedzielnym”. Był dziennikarzem, publicystą, szefem działu religijnego, a ostatnio zastępcą redaktora naczelnego. Na łamach GN opublikował ponad 1000 artykułów o tematyce religijnej, wywiadów i reportaży. Wydał kilka książek, m.in. „Święty grzesznik”, „Filary wiary”, „Cztery kroki w stronę wiary”, „Punkty”. Pracując w Gościu głosił rekolekcje parafialne, prowadził dni skupienia.

Decyzją abp Wiktora Skworca w 2018 roku został mianowany proboszczem parafii Najświętszych Imion Jezusa i Maryi w Katowicach-Brynowie.

 

Gdzie kupimy chleba? (Szkic do pierwszego kazania)

Kochani Parafianie!

Dzisiejsza Ewangelia mówi o cudownym rozmnożeniu chleba i nakarmieniu wielkiej rzeszy ludzi podążających za Jezusem. W Ewangelii św. Jana opis tego cudu stanowi wprowadzenie do tzw. mowy eucharystycznej, w której Jezus mówi o sobie jako o chlebie żywym, który zstąpił z nieba i daje się nam na pokarm w drodze do nieba. Rozmnożenie chleba było znakiem zapowiadającym Eucharystię. Tłum zgromadzony na trawie wokół Pana Jezusa obrazuje zgromadzenie liturgiczne. To znak zapowiadający Kościół, czyli nowy Lud Boży gromadzący się już nie w świątyni jerozolimskiej, ale wokół Jezusa. Teraz Chrystus jest miejscem obecności Boga. Jego człowieczeństwo jest nową świątynią Boga. On sam naucza i karmi zgłodniałych. W każdej Mszy św. dzieje się to samo. My, głodni, gromadzimy się wokół Pana. Miłość Jezusa pomnaża nasze skromne dary, które Mu przynosimy. On karmi nas swoją miłością, zaspokaja głód serca, rozbudza tęsknotę za niebem. Każda Eucharystia jest czymś cudnym i tajemniczym, nawet jeśli nasze oczy przyzwyczaiły się do gestów, znaków, słów. Trzeba przemywać oczy wodą wiary, aby widzieć ów cud.

Zgodnie z decyzją arcybiskupa Wiktora mam być od dzisiaj Waszym Proboszczem. Nie chcę składać wielkich deklaracji ani formułować programów. Spoglądam na to, co mnie i Was czeka, z trwogą i z nadzieją… Kilka słów o trwodze - czuję się jak Filip i Andrzej, uczniowie Jezusa, których Pan Jezus wystawił na próbę. Zapytał ich: „Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?”. To pytanie było prowokacją. Apostołowie wpadli w lekką panikę, zaczęli kalkulować, obliczać, sprawdzać, czy mają jakieś środki, by podołać wyzwaniu. Znaleźli zaledwie pięć chlebów i dwie ryby u chłopca, który był gotów się podzielić z innymi. Nie za dużo jak na 5 tysięcy osób! Po ludzku nie ma szans na wykarmienie wszystkich. Więc jest bezradność. Tak się właśnie czuję. Wydaje mi się, że nie podołam temu wyzwaniu, które wyznaczył mi Pan. Musiałem zostawić pracę w „Gościu”, którą bardzo polubiłem. Dawała mi ona wiele radości. To było 14 pięknych lat życia i służby, za które błogosławię Boga. Pracę w GN traktowałem jako duszpasterstwo, moją amboną była gazeta, a parafianami czytelnicy. Stając dziś przed wami jako duszpasterz czuję się tak, jakbym musiał na nowo nauczyć się wszystkiego, co ksiądz w moim wieku już dawno powinien umieć. Wracam do służby w parafii po 19 latach przerwy. Nie jest to proste. Więc zwyczajnie, po ludzku, boję się, czy będę miał czym Was nakarmić. Stąd bezradność.

Pan Jezus wystawił na próbę swoich uczniów prawdopodobnie dlatego, żeby zwrócić im uwagę, że sama matematyka i ekonomia to za mało. Kościoła nie da się budować, opierając się tylko na ludzkich kalkulacjach i własnych siłach. Trzeba liczyć na coś więcej. Na Kogoś więcej. Liczyć przede wszystkim na Boga, na Jego dar, na Jego miłość, obecność, łaskę. Stąd płynie moja nadzieja. Co zrobił Pan Jezus? Odmówił modlitwę dziękczynną nad pięcioma chlebami i dwiema rybami. I zaczął rozdawać. Logika Eucharystii, logika budowania żywego Kościoła jest logiką dziękczynienia i dawania. Gdzie jest dziękczynienie za to, co człowiek ma (nawet jeśli ma mało); gdzie jest dzielenie się nawet skromnymi zasobami, tam wydarza się cud. Jezus mówi dziś do mnie, do nas: „Połóż na ołtarzu wszystko, co masz. Także siebie. Dziękuj Bogu za wszystko, nawet jeśli masz mało. Także za siebie. Dziel się z innymi tym, co masz. Także sobą. Dawaj innym, co masz. Nie licz na to, że sam nakarmisz tłumy. Licz na Boga, który istnieje na sposób daru”. Te słowa dodają nadziei. Uczą, że wiara jest skokiem w ciemność z ufnością, że Bóg nas nie zostawi.

I jest jeszcze to polecenie Jezusa: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło”. Zebrali 12 koszy ułomków. Wielu z Was pewnie wie, że to tytuł audycji w radiu eM, którą często prowadziłem. Pan Bóg ma poczucie humoru. Liczba 12 wskazuje na 12 pokoleń Izraela. Te 12 koszy to zapowiedź nowego ludu, który ma zostać nakarmiony. Bogu chodzi o to, aby nikt nie chodził głodny. On chce ocalenia każdego człowieka. Chce nasycić nie tylko tych zgromadzonych wokół ołtarza, ale myśli z troską o głodnych, którzy są jeszcze daleko od Niego. Kościół jest ze swej natury misyjny. Nie tyle ma misję, ale sam jest misją. Kto sam został nakarmiony, musi nakarmić innych. Zanieść ułomki zebrane z ołtarza i dać głodnym. Ma sam stawać się chlebem dla innych. Aby nikt nie zginął. Kościół, który nie ewangelizuje świata, traci rację bytu. To ważna wskazówka na naszą drogę.

Na obrazku prymicyjnym zamieściłem słowa św. Pawła: „Aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas” (2 Kor 4,7). To nie jest cały cytat, który chciałem dać. Pełny tekst brzmi: „Nosimy ten skarb w glinianych naczyniach, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas”. Rektor seminarium doradził mi wtedy, żebym nie dawał słów o „glinianym naczyniu”, bo to zbyt asekuranckie. Uległem tej presji. Ale na obrazku z okazji 25-lecia kapłaństwa dałem już pełną wersję. Czuję się cały czas kruchym glinianym naczyniem. Moje życie (i Wasze chyba też) to historia naczynia, które wciąż się tłucze, pęka, a Bóg cierpliwie je skleja, lepi i napełnia na nowo. Moje lęki i nadzieje oddaję Jezusowi i Maryi. W tych Najświętszych Imionach szukam pomocy. Od pierwszych chwil po otrzymaniu dekretu modlę się za Was, odprawiam Msze. I Was też pokornie proszę o modlitwę i o cierpliwość, bo pewnie trochę mi zajmie uczenie się „farorzowania”. Powtarzam słowa z dzisiejszego psalmu: „Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, wszystkich wzywających Go szczerze” (Ps 145, 18).

Ks. Tomasz Jaklewicz - proboszcz


Sierpniowe wołanie kwiatów

Gdy nadchodzi sierpień, mimo woli wracam do wspomnień z dzieciństwa. Wychowywałam się w rejonie Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie żywy był kult Maryi, gdzie chwaliły Ją łąki umajone, góry i doliny zielone Beskidu Małego. Moja babcia zawsze mówiła: „W sierpniu każdy kwiat woła, weź mnie do kościoła”. Może dlatego tak bardzo polubiłam święto Matki Boskiej Zielnej, w czasie którego 15 sierpnia czcimy Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny i zanosimy do poświęcenia bukiety z kwiatów i ziół. Stara legenda mówi, że gdy apostołowie na wieść o zaśnięciu Matki Bożej udali się do Jej grobu, to zastali tam jedynie mnóstwo pięknych i różnorodnych kwiatów. Nic dziwnego: Maryja była i jest najpiękniejszym kwiatem! W wyobrażeniu wiernych zawsze była osobą niezwykle piękną i tylko za pomocą kwiatów można określić Jej urodę i całe Jej życie. Kwiaty i zioła mają bogatą symbolikę, w wielu przypadkach odnoszącą się właśnie do Maryi. Postaram się wymienić niektóre z nich:

- biały kwiat lilii jest symbolem czystości, niewinności i dziewictwa, czyli cech Maryi.
- róża jako królowa kwiatów jest symbolem piękna, ale także królewskiej godności. Czerwony kwiat róży to symbol Wcielenia, miłości, macierzyństwa, powściągliwości oraz cierpienia – cech i stanów, które są autentyczną stroną życia Maryi. Z różą wiąże się także modlitwa różańcowa zawarta w 20 tajemnicach.
- fiołek swoją barwą nawiązuje do barwy nieba. Oznacza on przez to uduchowienie, kontemplację, pokorę, skromność i wierność. Dlatego Matka Boża bywa nazywana „fiołkiem pokory”.
- irysy z kolei swoją barwą są zapowiedzią Męki Pańskiej i wielkiego cierpienia Maryi.
- malwy symbolizują przebaczenie, którego sprawcą jest Jej Syn.
- konwalia, zwana także „lilią dolin”, jest symbolem czystości Maryi.
- goździki przez swój charakterystyczny kształt przypominają gwoździe, którymi Jezus został przybity do krzyża.
- rumianek dzięki swym leczniczym właściwościom oraz niepozornym walorom symbolizuje dobroć i skromność Maryi.
- babka ma wymowę antydemoniczną – osłabia moc szatana, który nie miał dostępu do Matki Boskiej.
- dziurawiec zwany jest też „dzwonkami Matki Bożej” lub zielem świętego Jana. Legenda głosi, że rdzawe plamy na liściach dziurawca to ślady kropelek krwi z poranionych stóp Maryi podczas Jej ucieczki przed Herodem.

Dlatego nie dziwmy się, że liczne wizerunki Matki Boskiej są tak bogato ozdabiane kwiatami. W czasie wakacyjnych wędrówek po naszym kraju na pewno spotkamy przydrożne maryjne kapliczki udekorowane właśnie kwiatami. Warto się przy nich zatrzymać przynajmniej na dziesiątkę różańca i chwilę kontemplacji. Latem przyroda zdaje się oddawać Maryi całe swoje piękno.

Krystyna Kajdan

Królestwo Boże jest jak ziarnko gorczycy (Mk 4,31)

Słowo, które rodzi życie.

Bóg dał się nam poznać jako ten, który daje człowiekowi przyszłość, szczególnie słabemu i małemu, będącemu bez nadziei (1. czytanie). Jego królestwo wzrasta dla samej cnoty, bez zewnętrznych korzyści lub ograniczeń; wydaje się nieznacznym nasionkiem, ale w gruncie rzeczy jest tym, co uświadamia sobie człowiek i jest przeznaczone do objęcia każdej rzeczywistości (Ewangelia). Naszym zadaniem będzie zatem dać się porwać przez jego królestwo, „mieszkać blisko Pana”, upodobnić się i „być takimi jak on”, czy to w życiu czy to w śmierci (2. czytanie).

Używając obrazu maleńkiego ziarna, które staje się „drzewem”, Jezus mówi o królestwie Bożym. Nie odwołuje się do chaosu, nie ma potrzeby tłumaczyć wielkich mocy, nie opiera się na obliczeniach. Wydaje się, że to działanie bardzo nieznaczne, bo najuboższe w środki; ale na końcu zyskuje najwięcej. Tak działa królestwo Boże: jego ścieżki są niepowstrzymane, pomimo każdego przejawu niepowodzenia, ubóstwa, milczenia. Dzisiejsza Ewangelia mówi o wielkiej wartości, o niesamowitej mocy, jaką mają małe, codzienne gesty, kiedy przynależą do logiki miłości, zamieszkują w nas i dają świadectwo o Bogu.

Wiemy, że miłość, jak najwyższe drzewa, musi znaleźć swoją drogę, musi znaleźć światło także w okresach ciemności. Musi odżywiać się czymś głębokim. Wiemy to z doświadczenia, że każda miłość, by być prawdziwą, jest krzyżem, jest za darmo, uczyniona z małych gestów. Poszukujmy bycia uważnymi, w tym tygodniu, na małe sprawy, na małe codzienne gesty, na zalążki dobroci, na pragnienia, które jeśli zostaną wsparte, torują sobie drogę wśród nas i mogą ukazać Boga.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


SMUTNE OCZY

Życie, które rodzi słowo.

Dopiero co wyszedłem z domu. Zbliża się do mnie człowiek, brudny, o oczach przeogromnie smutnych. To takie momenty, w których myślisz, że nie możesz zmienić świata i zaradzić wszystkim problemom. Jednak te oczy patrzą tylko na mnie. „Już trzy dni, odkąd nie jem”, mówi mi. Proszę go, aby poczekał i biegnę do domu podgrzać coś na szybko. Potem wracam do niego, który pochłania wszystko w mgnieniu oka. Następnie zapraszam go do baru na rogu. Ludzie patrzą na mnie trochę zaskoczeni, zamawiam kawę i cztery rogaliki, trzy dla niego i jeden dla mnie. Jednak mój przyjaciel pochłania wszystkie. Opowiada mi swoją historię bólu i cierpienia. 

W pewnym momencie zaczynam powątpiewać, czy to wszystko prawda, ale najważniejsze, by go wysłuchać. Jest jak wezbrany potok. Następna kawa, następne latte, kosztuje to niewiele pieniędzy. Daję mu adres centrum dla osób bezdomnych. „To pierwszy raz, kiedy ktoś się mną interesuje, pójdę tam. Miało sens dziś się obudzić”.

(Zaczerpnięte z Urs Kerber, “La vida se hace camino”, pol. Życie toruje sobie drogę)


Ewangelia wg św. Marka
Mk 4, 26-34

Królestwo Boże rozwija się w sposób niezauważalny i niepozorny, lecz osiąga potężne rozmiary. Jezus rozpoczynał nauczanie z garstką uczniów, a zbawienie rozciąga się na wszystkie narody. W chwili ustalonej przez Ojca, nadejdzie dzień sądu, czyli czas żniwa. Bóg zaprasza, byśmy podjęli współpracę nad rozwijaniem łaski chrztu świętego, poprzez pielęgnowanie zasianego w nas ziarenka wiary. Chodzi o to, by ziarno naszego życia było pełne, a nie puste – byśmy wydali dobry plon.

Cenne drogowskazy na każdy dzień

„Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Gal 5,22)

„Wyzbywać się egoizmu”

Nieraz słyszałem: „Najpierw myślę o sobie, a dopiero potem o innych”. Przyznaję, że za każdym razem, kiedy próbowałem postępować w ten sposób, w ogóle nie miałem czasu dla innych. Myślałem coraz więcej o sobie i mój egoizm przybierał na wadze.

Kiedy próbowałem czynić odwrotnie: najpierw myśleć o innych, wtedy też znajdowałem więcej czasu dla siebie. Mówiąc inaczej: dobro, które czyniłem innym, w jakiś sposób do mnie wracało. Jeśli nie przez brata, to w inny sposób Bóg odpłacał mi stokrotnie.

Starajmy się zatem żyć zgodnie z przykazaniem miłości wzajemnej: my myślmy o innych, a Bóg za pośrednictwem innych pokaże nam, że myśli o nas.

„Mieć postawę słuchania drugiego”

Żeby umieć słuchać drugich musimy najpierw nauczyć się słuchać własnego sumienia. Bo trzeba nam wiedzieć, że światło Ducha Świętego rozpromienia nasze życie i zapala się, kiedy wykazujemy gotowość miłowania.

Słuchanie drugich jest wyrazem miłości bliźniego, dlatego Duch Święty podpowiada nam, kiedy mamy milczeć, by druga osoba mogła wypowiedzieć się do końca, a kiedy możemy mówić. Ale musimy usunąć z serca własne zmartwienia a wypełnić je miłością, która wyrazi się w formie słuchania.
Nieraz bywa i tak, że słuchając aktywnie brata otrzymuję i ja światło, jak rozwiązać własne problemy. Kto umie słuchać drugich, ten uczy się słuchać natchnień Ducha Świętego.

„Wolność i wierność: zadania na każdy dzień”

Prawdziwą wolność można przeżywać jedynie będąc wiernym miłości. Miłość daje wolność, ponieważ uwalnia nas od rzeczy, osób i poglądów. Kto jest wierny praktykowaniu tej miłości, doświadcza w swym sercu wolności.

Być wiernym miłości to przezwyciężać egoizm codziennym angażowaniem się w miłowanie wszystkich bez różnicy, miłowanie jako pierwszy nie oczekując niczego w zamian. Być wiernym miłości to „jednoczyć się” z bliźnim we wszystkim oprócz grzechu, to miłować drugiego tak, jak chce być miłowany.
Istota wolności nie polega na tym, żebyśmy czynili, co nam się podoba, ale na tym, by we wszystkim, co czynimy, być wiernym miłości. Kto miłuje jest wierny sobie i Bogu. A Bóg chce, byśmy byli wolni i wierni.

„Być szafarzem radości”

Każda radość, którą się dzielimy, pomnaża się. W chwili, kiedy zostaje wyrażona, jej efekt się podwaja. Nie powinna jednak przechodzić w euforię, która myli rzeczywistość z fantazją.
Radość nawet wielka powinna być powściągliwa, a ta trwała powinna być zrównoważona. Radość przeżywana wspólnie uczy nas dzielić się także naszymi dobrami, naszymi talentami oraz naszym cierpieniem.

Jeśli będziemy pamiętać, że dzielenie się radością jest ważniejsze niż ona sama, to będziemy przeżywać ją o wiele intensywniej i staniemy się szafarzami prawdziwej radości.

„Akceptować plany Boże”

Wśród wszystkich stworzeń jest jedno, które stoi najbliżej Boga, i równocześnie najbliżej nas: to Maryja. Ona umiała zawsze przyjmować wolę Bożą i to do tego stopnia, że została wybrana na matkę Słowa.

Ona cała przyobleczona jest w Słowo, gdyż jest matką Jezusa, który jest Słowem, Zbawicielem. Ma bardzo bliskie relacje z Trójcą Świętą: jest posłuszną córką Boga Ojca, oblubienicą Ducha Świętego, który począł w niej Syna Bożego, i matką Syna Bożego, który wcielił się w jej łonie. Jest wzorem stworzenia, które umiało w swoim życiu zrobić miejsce dla Boga.
My też możemy akceptować plany, które Bóg ma wobec nas. Niech pełnienie woli Bożej będzie naszą tożsamością, naszą radością, naszym niebem.

„Odważnie stawiać czoła próbom i trudnościom”

Pewność, że nie jesteśmy sami, daje nam entuzjazm i odwagę, by stawiać czoła problemom i rozwiązywać je. Kiedy borykając się z całą górą problemów spotkamy przyjaciela, to tak jakbyśmy znaleźli światło w ciemnościach albo szalupę ratunkową na środku oceanu. Prawdopodobnie nie będzie znał rozwiązania problemów, ale jego obecność pomoże nam przezwyciężyć przeszkody.

Kiedy wspinamy się na jakiś szczyt, to tym, co daje nam poczucie bezpieczeństwa, jest lina wspinaczkowa, do której wszyscy jesteśmy przypięci. Między nami powinno być podobnie: powinniśmy być związani ze sobą liną miłości wzajemnej, która pomoże nam zdobyć szczyt trudności i pokonać lodowiec prób.

„Przyjmować wszystkich z radością”

Przyjmować to świętować obecność drugiego. Osoba przyjmowana powinna czuć radość z jej przyjęcia, powinna czuć, że jej obecność jest ważna, że była oczekiwana; powinna czuć się miłowana.

A radość ta powinna być szczera i płynąć z serca, które umie przyjmować każdego, gdyż odkrywa w drugim obecność Jezusa. Powinna być prawdziwa i wyjątkowa, uroczysta i dostosowana do każdego: do dziecka, które oczekuje zainteresowania, do dorosłego, który chce być wysłuchany, do osoby starszej, która pragnie akceptacji i szacunku.
Radość dawana nie wyczerpuje się, radość przyjmowana pomnaża się, bo cechą radości jest to, że przyjmuje i jest przyjmowana.

„Dzielić się dobrami materialnymi i duchowymi”

Najgłębsze chrześcijańskie rozumienie dzielenia się różni się zupełnie od zwykłego przekazywania do wspólnoty tego, co nam zbywa.
Dzielenie się powinno być synonimem komunii. Razem z innymi składamy do wspólnego użytku wszystko, co mamy, i wszystko, czym jesteśmy; nasze dobra materialne i duchowe. Chrześcijańskie znaczenie dzielenia się jest rewolucyjne: jesteśmy zwykłymi administratorami naszych dóbr, które powinny służyć wszystkim. Nasze talenty, nasze naturalne uzdolnienia, nasze zasoby kulturalne i duchowe, zdolności artystyczne i kwalifikacje zawodowe – wszystko powinno być wykorzystywane dla dobra wspólnoty.
Wspólne dobra materialne to społeczeństwo odrodzone. Wspólne dobra duchowe to społeczeństwo uświęcone.
Troszczyć się wzajemnie o siebie”

Żeby się kimś opiekować, dbać o jego pomyślność, troszczyć się o jego potrzeby, musi on zajmować szczególne miejsce w naszym sercu. Dla niego jesteśmy gotowi się poświęcać. Jego radości nas cieszą, a jego cierpienia sprawiają nam ból. Troszczymy się o niego, bo wiemy, że postąpi tak samo: troska ta jest autentyczna i wzajemna.
Żeby odnosić się do wszystkich w ten sposób, wystarczy w każdym odkrywać obecność Jezusa; wtedy troszczymy się o Niego obecnego w każdym bracie. On w nas, On między nami – to najlepszy sposób troszczenia się wzajemnie o siebie.

„Czynić dobro”

Wszyscy ulegamy wpływom zła i dobra ale skłonność do praktykowania zła lub dobra zależy od uczuć, jakie żywimy w naszym sercu.
Jeśli serce nasze przepełnione jest nienawiścią, to będziemy szerzyć przemoc i zniszczenie. Jeśli mamy w sercu miłość, to będziemy skłonni do dobra: do uprzejmości, dobroci, wierności, cierpliwości, opanowania, pokoju i radości. Są to owoce Ducha Świętego w naszym życiu (por. Gal 5, 22).

Wtedy będziemy umieli przebaczać siedemdziesiąt siedem razy, w każdej chwili zaczynać miłować od nowa, miłować wszystkich, miłować jako pierwsi, miłować się wzajemnie tak, jak Jezus nas umiłował, i miłować do końca.

Apolonio Carvalho Nascimento
(przekład z włoskiego: rk)

Trzeba czuwać, aby na pierwszym miejscu zawsze był Bóg

Słuchając tekstów czytań tej niedzieli można mieć wrażenie, że zostały one dostosowane do tej pory roku, wiosny. Jest mowa o ziarnach, o kłosach, o zbożu, o jarzynach, o tym co rozwija się na naszych oczach. 


Niedawno była zima. Co spowodowało, że zamiast śniegu jest żywa zieleń, kwitną kwiaty, rosną plony, fruwają ptaki, że cała przyroda tętni nowym życiem?
Główną przyczyną wiosny jest Słońce. Wiosną ziemia przybliża się do Słońca i przez swoje pochylenie odsłania jakby przed nim swoją twarz. Słońce świeci wtedy dłużej i mocniej. Temperatura rośnie i wszystko jak widzimy się rozwija.
Podobnie dzieje się w naszym życiu.

Słońcem naszego życia jest Bóg. On podaruje nam swoją energię, swoją ogromną miłość. Skutki jego działania w naszym życiu zależą jednak od naszej bliskości do Niego. Kiedy czujemy, że w naszym życiu nie ma wiosny, powinniśmy zobaczyć, czy nie istnieją jakieś nawet małe przyczyny, na przykład jakieś małe przywiązania do czegoś, co w danej chwili nie jest wolą Bożą, które jak chmury zasłaniają nam Słońce.

Trzeba czuwać, aby na pierwszym miejscu zawsze był Bóg i to, czego On od nas chce w danym momencie. Inaczej doświadczamy, że niezauważalnie w naszej duszy robi się ciemno i zimno.

Jeśli natomiast powracamy do życia według tego, co jest wolą Bożą w danej chwili, powracamy do modlitwy i do życia jako daru dla ludzi, z którymi żyjemy, podarowując im swój czas i swoją służbę, wtedy Bóg daje nam odczuć na nowo Swoją bliskość i ciepło swojej wielkiej miłości. W duszy powraca wiosna.
Słońce jest główną przyczyną wiosny, a ziarna są główną przyczyną życia. Gdyby nie było ziaren, mimo słońca nie byłoby roślin, nie byłoby zieleni.
Jeśli Słońce możemy porównać do Boga, ziarno można porównać do człowieka.
Ziarno jest małe i niepozorne. Kiedy bierzemy ziarno do ręki, trudno nam sobie wyobrazić, że z czegoś takiego rozwija się kłos lub drzewo.
Również człowiek jest mały. Gdy leci się samolotem i patrzy w dół, niemal go nie widać. Trudno wtedy sobie wyobrazić, że z takiego maleństwa może rozwinąć się coś wielkiego, że z człowieka mogą się rodzić wielkie dzieła, czy to na polu sztuki, czy techniki, czy to na polu polityki czy Kościoła?
Historia ludzkości udowadnia jednak, że jest to możliwe.

Staje się tak wtedy, kiedy człowiek, jak ziarno, potrafi umrzeć wobec siebie i własnego ja, aby podarować się innym.

Wtedy człowiek przynosi owoc obfity.
Wszyscy wielcy ludzie w historii z samolotu wyglądaliby tak mali jak inni, a stali się tak wielcy poprze wielkie poświęcenie w służbie ludziom. Wystarczy myśleć o Janie Pawle II, Matce Teresie i o Chiarze Lubich, aby to zrozumieć.

Patrząc na dzisiejszy świat można czasem mieć wrażenie, że przeżywamy okres zimy. Trudno o ciepło czasem nawet w rodzinach. Tyle jest wszędzie kłótni, walk i wojen.
Wiosna może jednak nadejść.

Potrzebne jest Słońce, potrzebni są ludzie żyjący w jedności z tym Słońcem, którym jest Bóg. Tacy ludzie, poprzez dobrą modlitwę, poprzez życie chwilę po chwili według woli Bożej, poprzez konkretną służbę swoim bliźnim, stają się podobni do soczewki, która skupia promienie słońca na ludziach i na środowiskach, ocieplając atmosferę rodzinną i społeczną.
Tacy ludzie są podobni do ziarna. Tak jak ziarno obumierają wobec pragnień własnego ja.

Ci ludzie tracą własną, a zyskują Bożą osobowość.
Tacy ludzie niczym ziarna przyniosą plon obfity.
Oby takich było jak najwięcej!

Ks. Roberto Saltini

Strona 1 z 66

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

(w okresie wakacyjnym
5 lipca - 31 sierpnia)

poniedziałek
18:45-20:00
wtorek
18:45-20:00
środa
18:45-20:00
czwartek
18:45-20:00
piątek
18:45-20:00

 W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie