baner kolda

Gazetka parafialna

Dwa pytania na dwudziestolecie do ks. proboszcza Eugeniusza Krasonia

KRYSTYNA KAJDAN: - Księże Proboszczu, powszechnie wiadomo, że to właśnie Księdzu zawdzięczamy nasze wspaniałe organy firmy Marcussen. Ciekawi mnie jednak co było iskrą inspirującą, że rozpoczął Ksiądz starania o te organy?

KS. PROBOSZCZ EUGENIUSZ KRASOŃ: - Sprawa jest prosta. Nasze stare organy sprowadzone w 1959 roku przez ks. kanonika Kocurka z Przyszowej - po prawie czterdziestu latach eksploatacji na Brynowie - przestawały grać, coraz częściej zawieszały się. Miały one trakturę mechaniczną, a w ramach remontu w latach sześćdziesiątych dołożono do nich 4 głosy o trakturze pneumatycznej. To jednak razem ze sobą nie współgrało i ciągle były kłopoty z tym związane. Zacząłem więc myśleć i rozpytywać o nowe organy. Nawiązałem kontakt z organmistrzem Mieczysławem Klonowskim, który wskazał mi firmę z Józefowca zajmującą się demontażem i sprowadzaniem organów z Niemiec. Dzięki tej firmie udało nam się odkupić organy z kościoła ewangelickiego w Hamburgu. Należało je jednak dostosować do warunków naszego kościoła, więc powierzyłem to specjalistom. Tak więc chociaż jest to stary instrument, w naszym kościele wizualnie i brzmieniowo organy są nowym instrumentem, dziełem firmy organmistrzowskiej Mieczysława Klonowskiego, intonatora Jana Wyleżoła oraz Firmy ABF Mosty, która wykonała konstrukcję stalową organów i zakładu stolarskiego A. Hanzlika z Krzyżowic - wykonawcy szafy organowej. Okazało się, że są to pierwsze w Polsce organy firmy Marcussen – jednej z najlepszych na świecie. Muszę dodać, że całkowity koszt tego przedsięwzięcia poniosła nasza parafia, ale warto było!

Stare organy z Przyszowej trafiły do Muzeum Organów Śląskich przy Akademii Muzycznej w Katowicach. Wczoraj z okazji 20-lecia była okazja odwiedzić to muzeum. Jaka była historia przekazania tego instrumentu przez naszą parafię?

O przekazanie tego instrumentu do wspomnianego muzeum w Akademii Muzycznej zabiegał prof. Julian Gembalski, który był wówczas rektorem tej uczelni. Początkowo był jednak pomysł, aby organy przekazać do zabytkowego kościoła pw. św. Barbary w Górze koło Pszczyny, ale były za duże do istniejącego tam wnętrza. Na Radzie Parafialnej zapadła więc decyzja, że parafia nasza przekaże organy Akademii Muzycznej ze względu na ich zabytkowy charakter i znaczenie dla dziedzictwa kulturowego. Wcześniej jednak zleci prace konserwatorskie organmistrzowskie Mieczysławowi Klonowskiemu, a konserwację szafy organowej Pracowniom Konserwacji Dzieł Sztuki w Sosnowcu, które też uzupełniły brakującą snycerkę. Akademia Muzyczna nie dysponowała środkami finansowymi na ten cel, więc koszty częściowo poniosła parafia, a Urząd Miasta Katowice przekazał nam 60 tys. zł. W ten sposób zabytek został uratowany i jest jednym z najcenniejszych eksponatów w Muzeum Organów Śląskich.

Dziękuję Księdzu Proboszczowi za rozmowę i za osobiste zaangażowanie, aby nowe i stare brynowskie organy cieszyły melomanów i wiernych. Niech św. Cecylia, której wspomnienie będziemy obchodzić za kilka dni, ma w swojej opiece wszystkich organistów i pasjonatów ze Stowarzyszenia PRO MUSICA ORGANA!

Ojczyzna jak matka

„Miłość ojczyzny i służba dla niej wynikają z obowiązku wdzięczności i porządku miłości” – czytamy w Katechizmie Kościoła. To zdanie pojawia się w miejscu, w którym katechizm omawia przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”. To nie przypadek. W rodzinie tkwi podstawowy wzorzec wszelkich ludzkich więzów. Także tych łączących człowieka z narodem i z ojczyzną. Nie jest przypadkiem, że słowo „ojczyzna” wywodzi się od słowa „ojciec”, a zarazem jest rodzaju żeńskiego i często występuje w połączeniu ze słowem „matka”. 

Miłość do ojczyzny wiąże się silnie z miłością do rodziców. Jesteśmy dziećmi swoich rodziców, którym winniśmy wdzięczność i miłość. I jesteśmy dziećmi swojej ojczyzny, dziedzicami jej historii i kultury. Nie da się wybierać ojczyzny, tak jak nie można wybrać sobie rodziców. Owszem, można wybierać sobie miejsca zamieszkania, ale nie da się zmienić swoich korzeni. W Święto Niepodległości warto poczuć się cząstką tej wspólnoty, której na imię Polska. Przyjąć ją taką, jaka jest, z jej wadami i zaletami. Nieszczęściami i sukcesami. Dziecko nie mówi o rodzicach: „ta matka” czy „ten ojciec”. Mówi: „moja matka, mój ojciec”. Bez względu na wszystko. Czasem można usłyszeć w mediach publiczne osoby mówiące o Polsce: „ten kraj” lub „w tym kraju”. To brzmi strasznie chłodno, obojętnie. Tak się nie mówi o matce czy ojcu.

Święto narodowe przypomina dzień matki lub dzień ojca. Jest w nim wielki ładunek emocji. Jest pamięć, wdzięczność, duma, nadzieja. Pewnie jest i sporo rozczarowań, a może i złości, że Polska nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań (dodajmy realistycznie, nigdy nie spełni). W dzień świąteczny zostawmy na boku politykę, narzekania, frustracje, spory, podziały. Ucieszmy się naszą ojczyzną, bądźmy razem, pomódlmy się o Boże błogosławieństwo dla Polski. Bo jak mówił św. Jan Paweł II „to jest nasza matka, ta ziemia”.

ks. Tomasz Jaklewicz

Takie małe nic, czyli wszystko!

1. „Strzeżcie się uczonych w Piśmie…” Pan Jezus ewidentnie nie lubił obłudy. Piętnował ją bez znieczulenia, zwłaszcza u tych, którzy byli odpowiedzialni za kształtowanie pobożności żydowskiej. Najbardziej narażeni na religijne zakłamanie są duchowni i ludzie zaangażowani mocniej w życie Kościoła. Dlaczego tak się dzieje? Skąd się to bierze, że człowiek z religii zaczyna robić jakąś pokazówkę, manifestację swojej próżności? Co chce przez to osiągnąć? Zapracować na dobrą opinię u ludzi? Kogo chce oszukać? Boga? Im bardziej Kościół jest tylko instytucją, tym łatwiej o tego typu zachowania. Im bardziej jest „spersonalizowany”, czyli jest wspólnotą, rodziną, tym łatwiej demaskuje się fałsz i pozory.

2. „Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się…” Ciekawy biblijny obraz. Pan Jezus sobie gdzieś siedzi, może całkiem blisko mnie i przypatruje się. Widzi nas takimi, jakimi jesteśmy. Z całą naszą wielkością i z całą naszą małością. Ile tych naszych codziennych gier, rytuałów, pochodów, gestów, słów, aktywności, nerwów, radości, momentów pięknych i beznadziejnych, dobra, zła, kłamstw, prawdy, łez, uśmiechów…? Moje życie po prostu. Całe objęte jest Bożym spojrzeniem. On się wciąż przypatruje. Jak ja się z tym czuję? Nieswojo? Boję się, czy czuję się bezpieczniejszy, spokojniejszy? Czy można sobie wyobrazić wzrok bardziej życzliwy?

3. „Przyszła też jedna uboga wdowa”. Jezus uczy nas dostrzegania ludzi niepozornych. Iluż takich wokół nas? Skromnych do bólu, nieśmiałych, wyzbytych całkowicie pragnienia błyszczenia, udowadniania czegokolwiek sobie czy światu, z wiarą prostą jak paciorki różańca. Warto nauczyć się dostrzegać takich ludzi wokół siebie. Są promyczkami światła. To oni przywracają światu równowagę. Oni są „lekarstwem” na nasze neurotyczne rozgorączkowanie tym, co „musimy” właśnie teraz zrobić. Oni są znakami totalnego zaufania do Boga. Widzisz taką wdowę obok siebie?

4. „Wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony”. Kiepsko z rachunkami u Pana Boga. Logika królestwa Bożego inaczej kalkuluje straty i zyski niż księgowość biznesu. Pieniądze okazują się zupełnie nieistotne. Pomyślmy o prezentach, które nas cieszą. To niekoniecznie rzeczy najdroższe. Cenimy sobie te podarunki, w których „zamknięte” są miłość, wdzięczność, radość. To może być zasuszony kwiatek lub muszelka. Bóg też czeka na takie dary.

5. „Wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”. To słowo „wszystko” jest niepokojące. Bóg chce wszystkiego. Brzmi groźnie, jeśli zapominamy, że On najpierw dał nam wszystko i sam dla siebie niczego nie potrzebuje. Jedynym skarbem dla Niego jest moje małe, głupie serce, moja wolność, z której mogę zrobić dobry użytek. Nie chodzi o coś, ale o mnie. „Jeden grosz” – cały mój majątek. Tyle mojej wiary, miłości, nadziei co nic, a dla Boga to wszystko.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Love, love, love

czyt. Pwt 6, 2-6 Psalm: 18, 2-3a.3bc-4.47 i 51ab
II czyt. Hbr 7, 23-28 Ewangelia: Mk 12, 28b-34


1. „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Żyjemy w epoce SMS-ów, czyli krótkich informacji. Nie mamy czasu, chcemy od razu sedna, istoty. Czy szukamy w wierze tego, co najważniejsze? Łatwo można utonąć wśród wielu katechizmowych prawd, przykazań, obrzędów. A potrzebujemy tej jednej, najważniejszej wskazówki, która pomoże nam nie pobłądzić, która będzie porządkować myślenie, ustawiać hierarchię. Rok Wiary to zaproszenie, aby podejść do Jezusa z pytaniami i z nową gotowością do słuchania odpowiedzi. I nie tyle chodzi o jakąś nową wiedzę, ale raczej o to, by Go usłyszeć. On osobiście mi przypomni, co jest najważniejsze.

2. „Pierwsze jest: »Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny«”. Jezus sięga do cytatu ze Starego Testamentu, który każdy pobożny Żyd recytował tysiące razy w życiu jako modlitwę „Szema Izrael”. Pytasz o sedno, oto ono: „Słuchaj Boga – to jest pierwsze”. Czytając ten fragment, biegniemy zwykle od razu do „będziesz miłował”, a przecież „pierwsze jest: słuchaj”. Pierwszy jest Bóg nasz, Pan jedyny, Jego słowo i miłość. Żydzi powtarzali „Szema Izrael” rano i wieczorem na tyle głośno, by słyszeć te słowa. To była ich modlitwa i wyznanie wiary. Była w tym mądrość. Ile razy musimy słyszeć pewne prawdy, aby wreszcie do nas dotarły?

3. „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. W tych słowach słychać bardziej obietnicę niż nakaz. Teraz jeszcze nie kochasz, kiedyś będziesz. Jaką część mojego serca, mojej duszy, umysłu zajmuje Bóg? Ile w moim życiu różnych miłości, większych i mniejszych? Jak to wszystko pogodzić? W Nim i z Nim możliwe jest wszystko. Trzeba tylko pozwolić Bogu zapanować nad sercem, duszą, myślami, nad całym życiem. Bez lęku, że coś stracę. On przecież jest samą miłością. Nie chce mi niczego zabierać, ale udoskonalać, oczyszczać, uwznioślać. Uzdrawia moją wolność, uczy mądrego wyboru, prostuje moje krzywe ścieżki.

4. „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. To dopełnienie potwierdza poprzednią intuicję. Choć Bóg chce, byśmy Go kochali całym sercem, zarazem prosi, byśmy kochali bliźnich i siebie. W jednym, małym ludzkim sercu wszystkie te miłości muszą się pomieścić. Z tym że ludzkie miłości muszą być poddane tej Bożej. Tu leży sedno. Także miłość do siebie samego jest konieczna. Nie można kochać innych, gardząc sobą lub nie akceptując siebie. Osądzamy siebie nieraz albo zbyt surowo, albo zbyt łagodnie. Skoro Bóg mnie kocha takiego, jakim jestem, więc ja też powinienem wreszcie zgodzić się na siebie, polubić, pokochać.

5. „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. Tak ocenia Jezus postawę uczonego w Piśmie. A co powiedziałby o mnie? Jak daleko jest moje życie od królestwa Bożego? Czy wielka miłość Boga do mnie i moja mała do Niego zmierzają ku sobie? Czy w tej przestrzeni umieszczam wszystkie inne miłości?

Ks. Tomasz Jaklewicz

To jest pyszne!

1. „Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, zbliżyli się do Jezusa i rzekli: »Nauczycielu, chcemy,żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy«”. Jakub i Jan odzywają się do Jezusa w sposób mało grzeczny. To nie brzmi jak prośba, ale stanowczy postulat. Domagają się czegoś dla siebie, nie dla innych. Nie chodzi im o dary duchowe, ale o własną chwałę. W apostołach możemy zobaczyć siebie. My też nieraz wysuwamy wobec Boga całą listę postulatów. Wydaje się nam, że urządzilibyśmy świat lepiej. A pokusa błyszczenia, dominowania, znaczenia? Każdy coś z tego ma. Każde odtrącenie i niepowodzenie w życiu mocno nas dotyka i wpisuje się w nasze serca. Dokładnie w tym miejscu kiełkuje pycha, która każe nam walczyć o sukces, o jedno dobre słowo, uśmiech prezesa, notkę w gazecie, docenienie czy zauważenie. Pycha, pragnienie znaczenia, szukanie siebie mogą pojawić się także w kościelnych grupach, ruchach, wspólnotach, również wśród duchownych. Zobaczyć wyraźnie swoją pychę i uznać ją, to pierwszy krok do zbawienia.

2. „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam byćą ochrzczony?” Jezus pyta prowokacyjnie, żeby pobudzić Jakuba i Jana do refleksji. Ale oni brną dalej. „Możemy”. Spoko, Panie Jezu, damy radę, nic się nie martw! Jest taka opowiastka o hydrauliku, który patrząc na Niagarę, powiada: „Dość spory wyciek, ale spróbuję to jakoś zatrzymać”. Pan Bóg musi czasem się śmiać, gdy widzi, jacy z nas bohaterowie. Dlatego próbuje nam pokazać, że sami sobie nie poradzimy. Ale my dalej swoje. Zaciskamy zęby i walczymy dalej, licząc na swoje siły. Inni mogą pękać, ja nie pękam. Tylko czy o to chodzi Panu Bogu? Żebyśmy liczyli na siebie? Czy raczej uznali swoją niemożność, pychę i inne grzechy i poprosili Go o pomoc? Pan Bóg kocha nas najbardziej niekoniecznie wtedy, gdy jesteśmy mocni, lecz wtedy, gdy jesteśmy słabi.

3. „Gdy dziesięciu to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana”. Jedni skończyli, pozostali zaczynają. Oni także odsłaniają swój wewnętrzny bałagan. Gdzie pycha dochodzi do głosu, tam wybuchają spory, podziały, zazdrości. Zamiast widzieć w innym brata, dostrzegamy w nim albo konkurenta, albo kogoś, z kim nie musimy się liczyć, bo jest słabszy od nas. Może warto przeanalizować jakąś swoją ostatnią kłótnię, spór, awanturę. Nieważne, o co poszło, ale gdzie naprawdę leży problem. W którym miejscu moja pycha zapuściła swoje korzenie? Jakie są moje niezdrowe ambicje? Czego zazdroszczę innym? Dlaczego nie godzę się na siebie?

4. „Kto by między wami chciał się stać wielki, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”. Stać się wielkim, chcieć być pierwszym. To nie są złe pragnienia. Rzecz w tym, by zrozumieć, że jedyną wielkością, o którą w życiu warto się bić, jest świętość. Reszta to zawody niewarte zachodu.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Poświęcić własne życie

Studiuję w Budapeszcie i mieszkam tam w małym mieszkaniu wynajętym mi przez pewną rodzinę. Zaprosiłem kiedyś do siebie na obiad przyjaciela. Po spożyciu posiłku zabrał się on za mycie naczyń. Zobaczyłem, że sztućce odkłada częścią jadalną do dołu, a nie tak jak ja, który odkładam je częścią jadalną do góry. Powiedziałem mu to, wyjaśniając swoje racje, on swoje również wyjaśnił.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że jeśli nie nauczę się rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, zestarzeję się pełen swoich własnych racji, których nikt nie będzie podzielał. Od tamtego momentu odkładam sztućce do suszenia częścią jadalną skierowaną w dół. Wpadło mi w ręce jedno zdanie św. Teresy z Lisieux do siostry Celiny: „Zanim umrzemy od cięcia miecza, dajmy się zabić ukłuciami szpilki”. Te ukłucia szpilki to właśnie inne punkty widzenia, które nie są zbieżne z moimi, doświadczenie nieuprzejmości, rozczarowanie, napotkany urzędnik bez żadnych względów ludzkich, kolega donoszący na innych…

Pewnego dnia poszedłem na kolację do domu przyjaciela wspomnianego wcześniej. Nie pozwolili mi potem pomyć naczyń, ale spostrzegłem, że odkładają sztućce częścią jadalną do góry. Śmialiśmy się razem, kiedy powiedziałem, że ja też zmieniłem sposób ich odkładania na suszarkę. Oni także zrobili to dla mnie. Za każdym razem, kiedy „poświęcam swoje życie”, doświadczam takiej radości, takiej wolności, że o wiele łatwiej kochać mi innych.

T.M.

Orędzie Papieża Franciszka na Światowy Dzień Misyjny 2018

Wraz z młodymi nieśmy wszystkim Ewangelię

Drodzy młodzi, pragnę zastanowić się wraz z wami nad misją, którą powierzył nam Jezus. Zwracając się do was, zamierzam zwrócić się do wszystkich chrześcijan, którzy przeżywają w Kościele przygodę swego życia jako dzieci Boże. Tym, co pobudza mnie, by nawiązując dialog z wami mówić do wszystkich, jest pewność, że wiara chrześcijańska pozostaje zawsze młoda, jeśli otwiera się na misję, którą przekazuje nam Chrystus. "Misje odnawiają Kościół" (Enc. Redemptoris missio, 2), napisał św. Jan Paweł II, papież, który tak bardzo kochał młodych i bardzo się im poświęcił. Okoliczność Synodu, który będziemy obchodzić w Rzymie w październiku, miesiącu misyjnym, daje nam możliwość lepszego zrozumienia w świetle wiary tego, co Pan Jezus chce powiedzieć, wam, młodym ludziom, a przez was wspólnotom chrześcijańskim.

Życie jest misją

Każdy mężczyzna i każda kobieta jest misją i to jest powodem, dla którego żyje na ziemi. Być pociągniętym i być posyłanym to dwa poruszenia, które nasze serce - szczególnie, gdy jest młode wiekiem - odczuwa jako wewnętrzne siły miłości, obiecujące przyszłość i popychające nasze istnienie naprzód. Nikt tak, jak młodzi, nie odczuwa, jak bardzo życie wdziera się i pociąga. Wielkim wyzwaniem jest przeżywanie z radością swej odpowiedzialności za świat. Dobrze znam blaski i cienie bycia młodym, a jeśli myślę o mojej młodości i mojej rodzinie, to przypominam sobie siłę nadziei na lepszą przyszłość. Fakt, że jesteśmy na tym świecie nie wskutek naszej decyzji, pozwala nam domyślać się, że istnieje inicjatywa, która nas uprzedza i sprawia, że istniejemy. Każdy z nas jest powołany do refleksji nad tą rzeczywistością: "Ja jestem misją na tym świecie, i dlatego jestem w tym świecie" (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 273).

Głosimy wam Jezusa Chrystusa

Kościół głosząc to, co darmo otrzymał (por. Mt 10, 8; Dz 3, 6), może dzielić się z wami, młodymi, drogą i prawdą, które prowadzą do sensu życia na tej ziemi. Jezus Chrystus, który dla nas umarł i zmartwychwstał, oddaje się naszej wolności i pobudza ją do poszukiwania, odkrywania i głoszenia tego prawdziwego i pełnego sensu. Drodzy młodzi, nie lękajcie się Chrystusa i Jego Kościoła! W nich jest skarb, który napełnia życie radością. Mówię to wam z doświadczenia: dzięki wierze znalazłem fundament moich marzeń i siłę, by je zrealizować. Widziałem wiele cierpień, wiele ubóstwa oszpecającego twarze wielu braci i sióstr. A jednak dla tych, którzy są z Jezusem, zło jest wyzwaniem, aby kochać coraz bardziej. Wielu mężczyzn i wiele kobiet, wielu ludzi młodych w imię Ewangelii wielkodusznie poświęcało się, czasami aż do męczeństwa, służbie swoim braciom. Z krzyża Jezusa uczymy się Bożej logiki ofiarowania siebie (por. 1 Kor 1,17-25) jako przesłanie Ewangelii dla życia świata (por. J 3, 16). Bycie rozpalonymi miłością Chrystusa pochłania tych, którzy płoną i powoduje rozwój, oświeca i rozpala tych, których kochamy (por. 2 Kor 5, 14). Za przykładem świętych, którzy otwierają nas na szerokie perspektywy Boga, zachęcam was do stawiania sobie w każdych okolicznościach pytania: "Co Chrystus zrobiłby na moim miejscu?"

Przekazywać wiarę aż po krańce ziemi

Również wy, ludzie młodzi, przez chrzest jesteście żywymi członkami Kościoła i wspólnie mamy misję niesienia Ewangelii wszystkim. Wchodzicie w życie. Wzrastanie w łasce wiary przekazywanej nam przez sakramenty Kościoła włącza nas w nurt pokoleń świadków, gdzie mądrość tych, którzy mają doświadczenie, staje się świadectwem i zachętą dla tych, którzy otwierają się na przyszłość. A nowość młodych staje się z kolei wsparciem i nadzieją dla osób będących blisko celu swej podróży. Dzięki współistnieniu różnych grup wiekowych, Kościół w swojej misji buduje mosty międzypokoleniowe, poprzez które wiara w Boga i miłość bliźniego stają się czynnikami głębokiej jedności. To przekazywanie wiary, będące istotą misji Kościoła, odbywa się zatem przez "zarażanie" miłością, przez co radość i entuzjazm wyrażają nowo odnaleziony sens i pełnię życia. Upowszechnianie wiary przez przyciąganie wymaga serc otwartych, poszerzonych miłością. Miłości nie można stawiać granic: jak śmierć potężna jest miłość (por. Pnp 8, 6). A taka otwartość rodzi spotkanie, świadectwo, głoszenie; rodzi wzajemne dzielenie się w miłości z tymi wszystkimi, którzy są dalecy od wiary, okazują się na nią obojętni, niekiedy niechętni i przeciwni jej. Środowiska ludzkie, kulturowe i religijne wciąż jeszcze nieznające Ewangelii Jezusa i sakramentalnej obecności Kościoła, stanowią najbardziej odległe "krańce ziemi", do których, od czasu Paschy Jezusa posłani są Jego uczniowie i misjonarze, z pewnością, że zawsze jest z nimi ich Pan (por. Mt 22, 20; Dz 1, 8). Na tym polega to, co nazywamy missio ad gentes. Najbardziej przygnębiającymi peryferiami człowieczeństwa potrzebującego Chrystusa jest obojętność wobec wiary, czy wręcz nienawiść wobec boskiej pełni życia. Każde ubóstwo materialne i duchowe, wszelka dyskryminacja braci i sióstr jest zawsze konsekwencją odrzucenia Boga i Jego miłości.
Najodleglejsze krańce ziemi są dla was dzisiaj, drodzy młodzi bardzo aktualne i zawsze łatwe do "nawigacji". Świat cyfrowy, sieci społecznościowe, które nas przenikają i osaczają, zacierają granice, niwelują skrajności i odległości, zmniejszają różnice. Wszystko wydaje się w zasięgu ręki, wszystko tak bliskie i bezpośrednie. A jednak bez daru, jakim jest zaangażowanie naszego życia, możemy mieć mnóstwo kontaktów, ale nigdy nie będziemy zanurzeni w prawdziwej komunii życia. Misja aż po najdalsze krańce ziemi wymaga daru z siebie samego, w powołaniu danym nam przez Tego, który nas umieścił na tej ziemi (por. Łk 9, 23-25). Śmiałbym powiedzieć, że dla człowieka młodego, który chce podążać za Chrystusem, niezbędne jest poszukiwanie i akceptacja własnego powołania.

Świadczyć o miłości

Dziękuję wszystkim strukturom kościelnym, które pozwalają wam osobiście spotkać Chrystusa żyjącego w swoim Kościele: parafiom, stowarzyszeniom, ruchom, wspólnotom zakonnym, różnym przejawom posługi misyjnej. Wielu młodych znalazło w wolontariacie misyjnym formę służenia "maluczkim" (por. Mt 25, 40), promując ludzką godność i świadcząc o radości kochania i bycia chrześcijanami. Te doświadczenia kościelne sprawiają, że formacja każdego jest nie tylko przygotowaniem do własnego sukcesu zawodowego, ale rozwija i otacza troską Boży dar, żeby lepiej służyć innym. Te zasługujące na pochwałę formy czasowej posługi misyjnej są owocnym początkiem i, przy rozeznawaniu powołania, mogą wam pomóc w podjęciu decyzji o całkowitym darze samych siebie jako misjonarze. Z młodych serc zrodziły się Papieskie Dzieła Misyjne, by wspierać głoszenie Ewangelii wszystkim narodom, przyczyniając się do rozwoju ludzkiego i kulturowego wielu ludzi spragnionych Prawdy. Modlitwy i pomoc materialna, które są hojnie ofiarowywane i przekazywane za pośrednictwem Papieskich Dzieł Misyjnych, pomagają Stolicy Apostolskiej w zapewnieniu, aby ci, którzy otrzymują dla zaspokojenia własnych potrzeb, mogli z kolei świadczyć w swoim środowisku. Nikt nie jest tak biedny, by nie mógł dać tego, co ma, ale wcześniej jeszcze tego, kim jest. Chciałbym powtórzyć zachętę, jaką skierowałem do młodych Chilijczyków: "Nigdy nie myśl, że nie masz nic do dania lub że nikogo nie potrzebujesz. Wielu ludzi ciebie potrzebuje, pomyśl o tym. Niech każdy z was pomyśli w swym sercu: wielu ludzi mnie potrzebuje" (Spotkanie z młodymi, Sanktuarium Maipu, 17 stycznia 2018). Drodzy młodzi, tegoroczny październik - miesiąc misyjny, podczas którego odbędzie się poświęcony wam Synod - będzie kolejną okazją, aby stać się uczniami-misjonarzami, coraz bardziej rozmiłowanymi w Jezusie i Jego misji, aż po najdalsze krańce ziemi. Maryję Królową Apostołów, świętych Franciszka Ksawerego i Teresę od Dzieciątka Jezus, błogosławionego Pawła Mannę, proszę o wstawiennictwo dla nas wszystkich oraz by nam zawsze towarzyszyli.

Watykan, 20 maja 2018 r., w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tłumaczenie: KAI

Strona 4 z 71

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie