Gazetka parafialna

Wszedł do grobu... ujrzał i uwierzył (J 20, 8)

Słowo, które staje się życiem.

Maria Magdalena jako pierwsza postanowiła pójść do grobu Jezusa, ale zastaje go pusty. Apostołowie Piotr i Jan, przybyli pośpiesznie na miejsce, stają się pokornymi świadkami faktu po ludzku niemożliwego.

Pusty grób jest początkiem znaków, które otwierają drogę do dojrzewania, w grupie uczniów, do wiary w Zmartwychwstanie: to jedno z opowiadań, poprzez które pierwotna wspólnota chciała wyrażać i nauczać tej samej wiary. Odkrycie pustego grobu rozpoczyna w uczniach proces wiary, który późniejsze objawienia będą potwierdzać, pogłębiać i umacniać.

Biorąc pod uwagę doświadczenia Jego obecności we wspólnocie wierzących, nawet najprostsze znaki zaczynają mówić: nawet chusty inaczej położone i płótno złożone osobno w innym miejscu.

Jezus żyje, nie został zabrany przez nikogo. Zmartwychwstał, bo nie mógł być niewolnikiem śmierci. Jezus wciąż jest między swoimi. W nowy sposób. Nie jako osoba, którą można zobaczyć, dotknąć; ale jako zbawcze doświadczenie, w którym uczestniczysz, jako komunia i solidarność, która wiąże cię z braćmi i siostrami. Jako pewność, że Ewangelia daje życie. Jest obecny jako Duch, który ożywia, który dokonuje swoich dzieł i głosi, że Bóg jest wierny, że dobro nie przemija, że nadzieja ma rację, że mamy przed sobą przyszłość.

Giovanni C.


EWANGELIA
(J 20,1-9)

Święty Jan, autor Ewangelii, której fragment za chwilę odczytamy, przyznaje, że jako pierwszy z apostołów uwierzył w zmartwychwstanie Chrystusa, choć nie był pierwszym, który wszedł do wnętrza grobu. Wcześniej zaglądała tam Maria Magdalena i św. Piotr. Ewangelista delikatnie zaznacza na końcu, że do wiary nie wystarczy samo oglądanie i słuchanie.

Trzeba jeszcze starać się zrozumieć słowo Boże.

Czy ty jesteś królem żydowskim (Mt 27,11)

Słowo, które rodzi życie.

Niedziela Palmowa wprowadza nas bezpośrednio w tydzień poświęcony celebracji misterium paschalnego Chrystusa. Czyni to, proponując nam podejście do tej tajemnicy w jej wymiarze życia i śmierci, poniżenia i chwały. Figura "sługi" przedstawiona przez proroka Izajasza, w Jezusie znajduje swoją pełną realizację.

Mateuszowe opowiadanie o męce na pierwszy plan kładzie dramat totalnej zdrady i osamotnienia Jezusa: najwyżsi kapłani i Sanhedryn, przywódcy polityczni, tłum, przechodnie pod krzyżem, złoczyńcy z nim  ukrzyżowani, sami apostołowie. Tylko cudzoziemiec, w dodatku przymuszony, pomaga mu nieść krzyż, no i kilka kobiet, które patrzą z daleka. Jezus został sam ze swoim cierpieniem, nie mogąc mówić i bronić się, ku uciesze żołnierzy i ironii przywódców religijnych. Sam Bóg wydaje się milczeć.

Ale Jezus pozostaje wierny do samego końca. Nie cofa ani jednego słowa ze swojego nauczania, chociaż to mogłoby uratować mu życie. Mimo ciemności i tajemnicy haniebnej śmierci, Jezus wypowiada Tak dla pełnego posłuszeństwa, oddając się całkowicie woli Ojca. Dlatego Mateusz wkłada w usta Piłata pytanie o królewską władzę Jezusa. To władza, która realizuje się w darze, służbie, posłuszeństwie, kogoś tak wolnego, że oddaje także swoje życie za innych: konsekwentnego i wiernego słowu Boga, prawdzie, sprawiedliwości. Jezus, poniżył samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny do nas: aż tak daleko doprowadził swoją bezgraniczną miłość do nas. Starajmy się również być miłością we wszystkim, co robimy.

Giovanni C.


Życie, które rodzi słowo.

RAZEM DUŻO MOŻNA

Niektórzy z moich kolegów szkolnych pochodzili ze wsi, z marginesu społecznego, mieli za sobą najgorsze doświadczenia. Pierwszy rok był dla mnie bardzo trudny, czułem się izolowany. Po zaprzyjaźnieniu się z chłopcem, który, tak jak ja, chciał żyć po chrześcijańsku, postanowiliśmy dotrzeć do najuboższych i przytłoczonych problemami kolegów z klasy. Naprzeciwko naszej szkoły była wspólnota dla osób niepełnosprawnych. Poczuliśmy pragnienie pójścia także do nich, żeby im pomagać, żeby nie czuli się tacy samotni i nieszczęśliwi. Zachęciliśmy do tego działania niektórych naszych kolegów z klasy. Ostatnie dwa lata liceum były naprawdę bardzo bogate w piękne doświadczenia dla każdego.

G.Z., Włochy


Wielki Czwartek – wspomnienie ustanowienia Sakramentów Eucharystii i Kapłaństwa

„Gdybyśmy nie mieli sakramentu Kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana. Kto Go umieścił w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął naszą duszę u początku jej życia? Kapłan. Kto ją żywi, by dać jej siłę na wędrówkę? Kapłan. Kto ją przygotuje na spotkanie z Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, ciągle kapłan.

A gdy dusza będzie umierała, kto ją ożywi, kto jej udzieli ciszy i pokoju? I tu kapłan. Nie można sobie przypomnieć ani jednego dobrodziejstwa Boga bez spotkania obok tego wspomnienia obrazu kapłana”.

Św. Jan Maria Vianney


Drodzy nasi Duszpasterze,

dziękujemy Wam, że odpowiedzieliście na głos Chrystusa, który wzywał Was do pójścia za Nim. Dzięki Wam i Waszej pracy, możemy przybliżać się do Chrystusa. Za każdą Eucharystię, kazanie, spowiedź, modlitwę, błogosławieństwo, za wszystkie udzielone sakramenty i za wszystkie łaski, które dzięki Waszej posłudze otrzymaliśmy od Pana – z głębi serca dziękujemy!

Jesteśmy także wdzięczni za Waszą serdeczność, uśmiech, życzliwość, otwartość, wszelką pomoc i poświęcony czas. Chcemy Was zapewnić, że każdego z Was codziennie otaczamy swoją modlitwą, a dziś – w dniu Waszego święta czynimy to w sposób szczególny.

Życzymy Wam, abyście zawsze pozostali wierni Chrystusowi. Niech On obdarza Was tymi łaskami, których potrzebujecie, by jeszcze pełniej realizować kapłańskie powołanie. Życzymy zdrowia, radości, przede wszystkim – abyście wzorem Chrystusa byli Dobrymi Pasterzami i osiągnęli świętość! Szczęść Boże!

Z wdzięcznością

Parafianie i Czytelnicy
„PARAFII U JEZUSA I MARYI”
w Katowicach-Brynowie

Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem (J 11, 25)

Słowo, które rodzi życie.

Wskrzeszenie Łazarza, o którym słyszymy w Ewangelii dzisiejszej niedzieli, jest znakiem, poprzez który ewangelista chce przedstawić Jezusa jako największą wartość  w hierarchii ludzkiego życia. Owo wskrzeszenie objawia chwałę Boga Ojca i Syna  i musi prowadzić do wiary w Chrystusa.

Wraz z przyjściem Jezusa rozpoczął się proces odkupienia człowieka. Nowość życia, przyniesiona przez Niego nie jest faktem czysto duchowym: dotyczy całego człowieka, ciała i ducha. Życie, które Jezus przekazuje, jest wyjęte spod władzy śmierci (p. 26), ponieważ sugeruje zmartwychwstanie, które rozpoczęło się w nas wraz z chrztem. Ono (życie) w rzeczywistości nie jest tylko śmiercią dla grzechu, ale to nowe życie w Chrystusie Zmartwychwstałym.

W takim stopniu, w jakim należymy do Chrystusa, żyjemy już jako wskrzeszeni do nowego życia. Przyszedłem, aby życie mieli i aby mieli je w obfitości, mówi Jezus. I jak miłość Ojca okazała swoją moc w zmartwychwstaniu Jezusa, tak dzieje się i z nami: kiedy trwamy w miłości i działamy z miłości, wchodzimy w wymiar wieczności, bo te czyny będą trwały wiecznie.

Giowanni C.


Życie, które rodzi słowo.

„WIERZĘ W MIŁOŚĆ”

Zasmucony i rozczarowany po tym, jak odkryliśmy, że nasz syn Bob z dwoma przyjaciółmi ukradli alkohol, staraliśmy się dać mu odczuć naszą miłość mimo wszystko. W sądzie, podczas gdy czekaliśmy na wyrok, widząc, że jeden z pozostałych chłopaków odpowiedzialnych za kradzież był bez rodziców, podeszliśmy do niego, żeby dodać mu otuchy. Biorąc pod uwagę nasze zachowanie, sędzia przyjął skruchę wyrażoną przez naszego syna, a widząc, że ma wsparcie w domu, nie wydawał wyroku ani dla niego, ani dla dwóch pozostałych. Kilka dni później, pytając Boba, w co wierzy, jeśli nie wierzy w Boga, usłyszałem odpowiedź: „Wierzę w miłość, bo widziałem ją w tobie i w mamie”.

K.A.L., Australia


EWANGELIA
(dłuższa, J 11,1-45)

Według relacji św. Jana Chrystus posłużył się śmiercią Łazarza, aby przez jego wskrzeszenie objawić swoją Boską chwałę. Odczekał nawet jakiś czas, by przyjść do grobu na czwarty dzień po śmierci swojego przyjaciela, bowiem po takim czasie, zgodnie z wierzeniami żydowskimi, niemożliwy był już powrót do życia. Cud dokonany przez Chrystusa jest przez to niekwestionowanym dowodem na to, że Jezus jest Bogiem.

Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata (J 9,5)

Słowo, które rodzi życie.

Jezusa nie przyjmuje się z zamkniętymi oczami, nie można Go po prostu zaznać: dochodzi się do wiary w Niego (w. 38), kiedy osobiście doświadczy się Jego zbawczej mocy. Taka jest droga przebyta przez niewidomego od urodzenia, o którym mówi ten fragment Ewangelii. Trzeba w pierwszym rzędzie spotkać Go, czy raczej pozwolić się Jemu spotkać (w. 1) i posłuchać Jego słowa (w. 7), sprawdzić słuszność Jego nauczania i Jego poleceń (w. 11). Spotkanie dokonuje się zawsze w ślepocie, (w. 1. 20), lecz jeśli jest w nas otwartość na dialog i szczere poszukiwanie prawdy, dochodzi się szybko do wzroku, do wiary (w. 7. 35-38); jeśli jest w nas zamknięcie i uprzedzenie, pozostaje się we własnym grzechu.

Prawdziwie niewidomy jest ten, kto myśli, że widzi, kto nigdy nie poddaje w wątpliwość samego siebie i swoich pomysłów. Jezus, światłość świata (w. 5), przyszedł ukazać nam dzieła Boże i ma moc przezwyciężyć naszą ślepotę, otworzyć nam oczy, przynieść prawdę. Dar ziemskiego widzenia jest dla ewangelisty Jana symbolem wiary.

Jezus może doprowadzić nas do światła, do prawdy, może otworzyć nam oczy: w świetle jest tylko ten, kto spełnia uczynki światła. Spotkanie z Chrystusem stawia nas w sytuacji wyboru. Jeśli słuchamy Ewangelii, stajemy się świadkami, uczestnikami. Jezus daje nam wzrok wiary, kiedy jesteśmy gotowi na ryzyko podjęcia drogi na Jego słowo. Prośmy Jezusa o tę dyspozycyjność, aby zaufać Jego słowu, budować dom naszego życia na skale Jego słowa.

Giovanni C.


Życie, które rodzi słowo.

RANA

Około dwóch miesięcy temu, zatrzymaliśmy młodego chłopaka rannego w ramię. To ja go pilnowałem i zapytałem, czy rana go boli: „Co cię to obchodzi? – zareagował – ty jesteś tylko durnym policjantem!”. Tak, ale również kimś, kto chciał mu pomóc. Odpowiedział: „Wygodnie ci brać co miesiąc pensję, a ja zmuszony jestem kraść; nie masz nawet prawa ze mną rozmawiać”. Powiedziałem mu, że każdy z nas ma swój ciężar do niesienia. Powoli zaczął się otwierać. Miał smutne wspomnienia z dzieciństwa, w rodzinie panowała przemoc. „Trudnościom można stawić czoła i przemienić je w coś pozytywnego – podsunąłem – spróbuj poprosić Boga o pomoc, On na pewno cię kocha”. Kiedy skończyła się moja służba, chwycił mnie za rękę: „Szkoda, że sobie idziesz”. Raz na jakiś czas wysyłałem mu herbatniki i gazety. Kiedy został umieszczony w więzieniu, napisałem do niego, a on mi odpisał: „Chciałem ci podziękować, ale nie znałem twojego imienia. Moja rana jest wyleczona i zdrowieje także moje serce. Jestem tu razem z narkomanami, chorymi na AIDS, wyrzutkami i obcokrajowcami. Żyję z nimi i nie boję się, ponieważ tak jak mówisz, miłość rodzi tylko miłość, a nienawiść – tylko cierpienie”.

D.P., Włochy


EWANGELIA
(dłuższa, J 9,1-41)

Wśród ludzi Starego Przymierza trwało przekonanie, że każda choroba jest karą za grzech. Podobnie myśleli nawet Apostołowie, gdy zobaczyli człowieka niewidomego od urodzenia. Chrystus, przywracając wzrok ślepcowi, uleczył nie tylko jego samego, ale zmienił także sposób patrzenia Apostołów na bolesne doświadczenia w ludzkim życiu. Pokazał, że również swoim cierpieniem i chorobą można służyć chwale Bożej.

O, gdybyś znała dar Boży... (J 4,10)

Słowo, które rodzi życie.

Wobec Samarytanki poszukującej sensu własnego życia, wody gaszącej pragnienie i niewyczerpanej, Jezus objawia się jako Mesjasz: Ten, który może zaspokoić jej najgłębsze oczekiwania, „Zbawiciel świata”. Podczas gdy Samarytanka i uczniowie zajęci są zwyczajnie szukaniem wody i pokarmu cielesnego, Jezus zna inny pokarm, który wypełnia życie i zbawia. Człowiekowi skierowanemu na zaspokojenie potrzeb czysto fizycznych, Chrystus proponuje szersze perspektywy, wymogi ducha; otwiera go na zainteresowania nadprzyrodzone, wzywa do adoracji jednego Boga, który jest prawdziwym zbawieniem człowieka.

Jezus jednak nie narzuca; On proponuje: Gdybyś znała dar Boży (w. 10). Chrystus daje żywą wodę na życie wieczne. Woda jest elementem podstawowym dla ludzkiego istnienia. Poprzez ten obraz Jezus chce podkreślić swoją moc przekazania człowiekowi prawdziwych wartości życiowych, które mogą go ocalić. A wiemy, że wzrastają one w nas, na ile przyjmujemy i wprowadzamy w życie Jego słowo. Ono jest zawsze słowem życia. Powołaniem naszego życia jako chrześcijan jest ukazać światu tę obecność, która ocala, która nadaje sens ludzkiemu życiu – każdemu życiu

G. Battista C.


Życie, które rodzi słowo.

BYĆ MIŁOŚCIĄ

Przynagleni myślą, aby „kochać za pomocą mięśni” naszego bliźniego, zaczynając od najuboższych, w tych ostatnich miesiącach zaangażowaliśmy się w wydawanie posiłków, raz na dwa tygodnie, w „Jadłodajni Papieża Franciszka” (Caritas). Zaczęliśmy jakby w złej tonacji. Wydawało nam się, że atmosfera między nami a osobami przychodzącymi na posiłek nie jest radosna ani przyjazna: często nasze odpowiedzi były szybkie, powierzchowne, bardziej niż służbę przypominało to rutynową pracę… I tak, patrząc sobie w oczy, powiedzieliśmy sobie, że nie jesteśmy tutaj, by czynić uczynki miłosierdzia, ale by być miłością, Zaczęliśmy rozdawać, kiedy była taka potrzeba, porcje nieco większe od tych „dozwolonych”, podgrzewać makaron, kiedy już ostygł, ale przede wszystkim obdarować uśmiechem i słowem tych, których spotykaliśmy… Pewnego dnia, jeden z klientów, podchodząc do nas, podkreślił atmosferę święta, którą zaobserwował między nami, a która zaraża też innych. Jednym słowem, my dajemy jedynie kilka godzin naszego życia, ale za każdym razem ta radość, którą staramy się dać innym, wraca do naszych serc pomnożona.

Maurizio i Costantino


Życie które rodzi słowo

OKAZJA, ABY KOCHAĆ

Wczoraj wieczorem dzwonię do mojej koleżanki. W piątek jej syn miał wypadek samochodowy. Jego sytuacja jest bardzo, bardzo poważna... chociaż życie nie jest zagrożone. Ta koleżanka opowiada mi, jak czuje się syn, jak wyglądał wypadek, w pewnym momencie wychodzą wszystkie zmartwienia matki… Przyjmuję je jako swoje... mam wrażenie, że w tej chwili jest ona, tylko ona… Czuję także, że Bóg prosi mnie o coś więcej, chociaż ona nie jest związana z Kościołem. Kończę rozmowę, mówiąc wyraźnie, że w tych dniach dużo się modliłem za jej syna i oczywiście za nią, i dalej będę to czynić. Ona się wzrusza i zaczyna płakać, dziękując mi za to. Kiedy odkładam słuchawkę, mam mocne wrażenie, że była to dla mnie okazja, by kochać Boga.

Michele


EWANGELIA
(dłuższa, J 4,5-42)

Rozmowa Jezusa z Samarytanką jest katechezą, w której Zbawiciel mówi o swojej mesjańskiej misji. Przyszedł, aby spragniony świat i każde ludzkie serce napoić wodą żywą, czyli zbawieniem. Dla Samarytanki spotkanie ze źródłem życia tryskającym w Jezusie okazało się oczyszczeniem ze śmiercionośnego kłamstwa. Jeśli chcemy żyć w prawdzie, powtarzajmy za kobietą: „Panie, daj mi tej wody”, która tryska w Tobie.

Jezus przemienił się wobec nich (Mt 17,2)

Słowo, które rodzi życie.

Jeśli dla Abrahama musiało być trudno zrozumieć wezwanie Boga, dziś dla nas wszystko stało się prostsze. W Jezusie mamy Słowo Boże Wcielone, to znaczy uczynione zrozumiałym, jasnym, aby nie ryzykować pomyłek. „To jest mój Syn umiłowany […], Jego słuchajcie” (w. 5). Musimy jedynie umieć dostrzec Jego objawienie (w. 2), być gotowi wejść na górę, zanurzyć się w modlitwie (w. 1), słuchać głosu proroków (w. 3), jednak bez narcyzmu (w. 4). Słuchanie ukierunkowane jest na życie i naśladowanie Jezusa. Na ile słuchamy i wprowadzamy w czyn Jego słowo, także nasze życie się przemieni, to znaczy stanie się podobne do życia Jezusa.

Wiemy, że nawrócenie, tak jak życie, jest drogą. Składają się na nią chwile autentycznej radości, sukcesu, prawdziwego doświadczenia Boga. Są to chwile ważne, których zadaniem jest także pobudzić naszą hojność, nasz zapał w pójściu za Panem. Nasze powołanie to dyspozycyjność, by pójść za Nim, gdziekolwiek się objawi, gdziekolwiek nas wezwie. Bóg wyrywa nas z tego wszystkiego, co nas blokuje i może stać się bóstwem. Patrzmy na Niego, słuchajmy i wprowadzajmy w czyn Jego słowo tak, aby również nasze życie było przemienione.

G. Battista C.


EWANGELIA
(Mt 17,1-9)

Przemienienie Chrystusa w obecności wybranych uczniów utwierdzało ich w przekonaniu, że mają do czynienia z prawdziwym Bogiem. Taką wymowę ma pojawienie się Jezusa w światłości, w otoczeniu Mojżesza i Eliasza, o których Biblia mówi, że jako jedyni z ludzi oglądali Boga, a ich śmierć okryta jest tajemnicą. Oglądanie Boskiej chwały Jezusa dokonuje się na górze – w oderwaniu od świata – i jest umocnieniem dla uczniów na godzinę próby wiary.

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła (Mt 4,1)

Jezus niedawno przyjął chrzest od Jana i zstąpił na Niego Duch Święty. Ten Duch wyprowadza Go teraz na pustynię, która jest miejscem tego, co istotne; jest czasem, w którym Bóg zamieszkał na stałe pośród swego ludu, prowadził go i wystawił na próbę.

Również Jezus doświadcza próby: jest kuszony co do władzy, sukcesu, pragnienia użycia dla własnych korzyści zdolności otrzymanych na służbę innym, odwrócenia się od swojej misji. On jednak pozostaje wierny woli Bożej, nie przyjmuje prowokacji kusiciela. Bóg jest większy od chleba, sukcesu, ziemskiej władzy. Boga się nie kusi, lecz przyjmuje i miłuje.

Zbawienie człowieka polega na rozpoznaniu, że wszystko co posiada, jest darem miłości Ojca pełnego dobroci i miłosierdzia. W ten sposób możemy uczynić także my, kiedy pozwalamy się prowadzić Duchowi Świętemu.

G. Battista C.


TO „ON” WZYWA

Wczoraj wieczorem byłem w pracy. Wszystkich położyliśmy już do łóżek. Dopiero co zszedłem, wynosząc śmieci i wróciłem na piętro. Miałem dziesięć minut, żeby coś zjeść. W tej samej chwili odezwał się dzwonek z któregoś pokoju. To ta sama staruszka co zwykle, która dzwoni codzienne wieczorem bez przerwy – wydaje się, jakby sprawiało jej to przyjemność. Koleżanki proszą mnie, żebym usiadł i zjadł, ponieważ mamy tych dziesięć minut, a potem wychodzimy! Tak, jestem głodny i żołądek się tego domaga. Chciałbym również usiąść na dziesięć minut, czuję, że nogi o to proszą. Ile „rzeczy”, ile „głosów”!

Zawarłem z Jezusem umowę, że będę doskonały w miłości i będę Go słuchał. Mam takie mocne przeczucie: ten rozbrzmiewający dzwonek, czuję to wyraźnie, to On wzywa, to Jezus mnie wzywa. Ta, która mnie woła, jest osobą nieskończenie kochaną przez Boga, poleconą mi przez Boga… muszę ją uszanować! Ruszam w kierunku pokoju, koleżanki chcą mnie zatrzymać... (oszczędzę Wam ich komentarzy). Mówię im, że pewna osoba wzywa i czuję, że  należy tam pójść. Tak też robię, zatrzymując się przy tej starszej pani tyle czasu, ile trzeba, by wykonać to, o co prosi. Kiedy już wychodzę z pokoju, ona jeszcze raz mnie woła, chce, żebym podszedł. Mówi mi „dziękuję” i daje „dwa całusy”. Teraz mogę iść szybko coś zjeść!

Michele


Ciasne drzwi

Przy wejściu do centrów handlowych znajdują się szerokie drzwi, przesuwne, automatyczne, które otwierają się, kiedy tylko się zbliżymy… Banki natomiast wolą zastosować wejście ciasne, masywne, skomplikowane: jednoosobowa kapsuła, która otwiera się przy wejściu, a następnie po drugiej stronie, wewnątrz pomieszczenia.
Jezus ostrzega, aby wejść przez ciasne drzwi, nie dla uniknięcia napadu, ale dla otrzymania czegoś o wiele cenniejszego od kapitału: Królestwa Bożego, trwania w Bogu, tej pewności i szczęścia, których nieustannie szukamy. To nie przez szerokie drzwi, przeładowani, możemy wejść do prawdziwego życia; do Królestwa Bożego nie wchodzi się ślizgiem, nie wystarczy dać się ponieść.

Aby dojść do pełnej światła i radości rzeczywistości Boga, trzeba zredukować nasze wymiary do formatu ciasnych drzwi: to wymagające drzwi miłości żądają wymagających wyborów, takich jak wyrzeczenie się gromadzenia, upodobania do sprzeciwu dla samej zasady, obrażania przeciwnika.

Lecz miłość wymaga także zaangażowania, by spełniać uczciwie swoją pracę, wymaga wielkoduszności ponad sprawiedliwością, wymaga rozeznania wobec tego, co proponują nam media, wymaga zdecydowanej woli przestrzegania Bożych przykazań, tak jak przedstawia je Kościół. Gdyż trzeba wydzielić, “ustawić słupki”, aby zaznaczyć trasę.

Dziś natomiast ludzie wolą zostawić odrzwi otwarte na oścież, tak iż nawet zło wydaje się dobrem: nie w tym jest zbawienie człowieka. Ewangelia żąda od nas, abyśmy byli doskonali jak Ojciec niebieski, wskazuje nam jako wzór Jezusa na krzyżu.

Podsumowując, nasze wąskie drzwi to brat, którego mamy kochać: niech taka będzie przede wszystkim nasza wielkopostna droga.

G. Battista C.

Strona 4 z 59

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie