Gazetka parafialna

Poczniesz i porodzisz Syna (Łk 1,31)

Słowo, które staje się życiem.

Liturgia czwartej niedzieli Adwentu jest skierowana na Maryję, Dziewicę z Nazaretu, której archanioł Gabriel ogłasza wypełnienie się obietnic Bożych. Dzisiejsza Ewangelia mówi o najbardziej znanym wydarzeniu w pobożności chrześcijańskiej, czyli o Zwiastowaniu. Wraz z Maryją rozpoczyna się coś nowego, nadzwyczajnego, mającego swe źródło jedynie we wszechmocy zbawczej Boga, dla którego „wszystko jest możliwe”. „Ciesz się” – mówi do Niej anioł, zachęcając Ją do radości.
Głoszenie, które u Izajasza jest nieosobowe (Oto Dziewica pocznie), tutaj staje się bezpośrednim zwiastowaniem: „Ty poczniesz i porodzisz Syna”. Maryja słucha ze zdziwieniem i w pokorze. I adoruje. W tej pokornej i adorującej wierze Maryi wyraża się i odnajduje wiara Kościoła, nasza wiara. Wcielając się w łono Maryi, Syn Boży przychodzi ostatecznie do swojego ludu.

Również dla nas, tak jak dla Maryi, ważne jest przygotować się i przyjąć Go „do serca i do ciała” z całkowitą otwartością, współdziałając, z wiarą pełną wolności i bezwarunkowego posłuszeństwa, na przyjście królestwa i dla zbawienia braci. Dobrze jest pomyśleć, że te słowa są skierowane do nas: „Ty poczniesz… ty porodzisz”. Ty – wspólnoto chrześcijańska, kiedy żyjesz przykazaniem miłości do Boga i do braci stajesz się miejscem Jego obecności. Zapewnił nas o tym Jezus, kiedy powiedział: „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt 18,20). Kiedy jesteśmy zjednoczeni w miłości Chrystusa, On jest i pozwala nam odczuwać swoją obecność w radości, łagodności, pokoju i entuzjazmie.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(Łk 1,26-38)

Zwiastowanie to dialog anioła Gabriela z przyszłą Matką Zbawiciela. Skromnie i z godnością pyta i wyraża gotowość jako oddana Bogu Służebnica. Moc Ducha Świętego spowodowała poczęcie w Jej łonie bez udziału mężczyzny ludzkiego istnienia Wcielonego Syna Bożego. Przez dziewięć miesięcy rozwijał się w Niej. Dziś, rozważając to, co dokonało się na początku i na końcu tych dziewięciu miesięcy, módlmy się o poszanowanie każdego poczętego życia i o szacunek oraz konkretną pomoc dla noszących je matek.

Powraca Boże Narodzenie

Kim On jest?
I powraca znów, jak wzruszająca poezja, święto Bożego Narodzenia.
Choinki, kolorowe świeczki, płatki śniegu, żłóbek, wzajemne życzenia, spokój w sercach, pasterka o północy…
Ale kim jest Ten, który porusza struny wszystkich serc, który w tę noc zgina kolana nawet osób prawie nie znających w życiu Jego uroku?
Kim jest to Dziecię, które dziś, jak wtedy, przyzywa królów i pastuszków, porusza gwiazdy, wysyła aniołów?
Kim jest ten Nowonarodzony, to kruche stworzenie, dziecko piętnastoletniej dziewczyny, które z jakiejś groty pozwala światu odczuć swoją obecność?

Jezu, to TY, Syn Boga!
Jeśli czynisz tak wiele w tak skromnej postaci, to dlatego, że jesteś Wszystkim.

Ty jesteś Wszystkim.
A my przed Tobą jesteśmy niczym. A jednak pozwól, byśmy dziś, gdy wszyscy wymieniają podarunki, zrobili prezent także Tobie. Chcemy Ci ofiarować – na ile to w naszej mocy – radość ponownego przyjścia na świat.

Nie wystarcza nam, że Boże Narodzenie jest jedynie wzruszającym świętem. Pragniemy, by stało się rzeczywistością – boską rzeczywistością.
Wiemy, że gdy jesteśmy zjednoczeni w Twoje imię, Ty jesteś wśród nas.
Oto więc jesteśmy tu, wszyscy zapaleni „dobrą wolą”, która jest Ci potrzebna; uważamy się wszyscy za braci. Mężczyźni, kobiety, dzieci, rzemieślnicy, robotnicy, posłowie, chorzy, ludzie znani i bezimienni.
Składamy u Twoich stóp wszystko, co nasze, naszą nędzę, aby na najważniejszym miejscu w sercu umieścić miłość braterską, ponieważ ona podoba się Tobie i dla niej przyszedłeś pomiędzy nas.
Stajemy przed Tobą zjednoczeni…

A Ty?
Ty jesteś Bogiem prawdy i sprawiedliwości, a ponadto miłości. I dochowujesz przyrzeczeń.
Przyjdź między nas, zostań wśród nas.
Kiedyś „Twoi” Cię nie przyjęli. Chcielibyśmy, na ile to możliwe, naprawić to.
Żyjemy wyłącznie po to, aby Cię przyjąć, mieć Cię wśród nas, byśmy nie byli sobą, lecz Tobą, aby pomóc Ci budować tu na ziemi miasto nowe, miasto Boga.
Usunięto Jezusa

Zbliża się Boże Narodzenie i ulice miast przystroiły się światłami.
Nie kończący się rząd sklepów, eleganckie, ale nadmierne bogactwo. Po lewej stronie naszego auta cały rząd przyciągających oczy wystaw. Za szybą delikatnie prószy śnieg – złudzenie optyczne. Poza tym chłopcy i dziewczęta na sankach ciągniętych przez renifery i zwierzątka z Walta Disneya. I jeszcze sanki, i Święty Mikołaj, i jelenie, prosięta, zające, skaczące żabki i czerwone krasnoludki. Wszystko porusza się z wdziękiem. O! Są i aniołki… Ależ skąd! To tylko wróżki wymyślone ostatnio jako ozdoby białego pejzażu.
Dziecko idące z rodzicami wspina się na palce i patrzy oczarowane.

A w moim sercu niedowierzanie, a potem prawie bunt: ten bogaty świat „przywłaszczył” sobie Boże Narodzenie ze wszystkimi jego rekwizytami, a „wyrzucił” Jezusa!
Z Bożego Narodzenia wybiera poezję, nastrój, życzliwość, którą rodzi , prezenty, którymi przyciąga, światła, gwiazdy, śpiewy. Skupia się na Bożym Narodzeniu z powodu najlepszych zarobków w ciągu roku. Ale nie myśli o Jezusie.
„Przyszedł do swoich, ale swoi Go nie przyjęli…”.

„Nie było dla Niego miejsca w gospodzie …”, nawet w Boże Narodzenie.
Dziś w nocy nie spałam. Ta myśl nie dawała mi zasnąć. Gdybym się jeszcze raz narodziła, zrobiłabym wiele rzeczy. Założyłabym Dzieło, które pomagałoby ludziom na tej ziemi świętować Boże Narodzenie. Wypalałabym figurki i statuetki o szlachetnej formie. Nagrywałabym poezje, dawne i współczesne kolędy, ilustrowałabym książki dla dzieci i dorosłych o tej „tajemnicy miłości”, pisałabym scenariusze do jasełek i filmów …
Nie wiem, co bym jeszcze robiła …
Dzisiaj dziękuję Kościołowi za to, że ocalił wizerunki.
Kiedy przed laty byłam w kraju, gdzie panował ateizm, pewien kapłan rzeźbił postacie aniołów, by przypominać ludziom o Niebie. Dzisiaj bardziej go rozumiem. Potrzebuje tego ateizm praktyczny, który teraz zalewa świat. Z pewnością, to zagarnięcie dla siebie Bożego Narodzenia a wygnanie Nowonarodzonego jest czymś bolesnym.
Obyśmy przynajmniej we wszystkich naszych domach głosili Tego, który się narodził, przygotowując na Jego cześć święto, jak nigdy dotąd

Do Boga przez brata
Zbliża się Boże Narodzenie, bliskie jest nadejście Pana, a liturgia zachęca nas, by przygotować Mu drogę: „Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki” (Mk 1,3).
On, który wkroczył w historię dwa tysiące lat temu, pragnie wejść w nasze życie, lecz droga w nas najeżona jest przeszkodami. Trzeba zrównać pagórki, poruszyć skały. Jakie przeszkody mogą tarasować drogę Jezusowi?

Są to pragnienia pojawiające się w naszej duszy, niezgodne z wolą Bożą; są to przywiązania, które ją trzymają w niewoli.
Jakieś małe pragnienia, by mówić lub milczeć, kiedy powinno się postąpić przeciwnie; pragnienie uznania, dobrej opinii, uczucia. Pragnienie posiadania rzeczy, zdrowia, życia… w chwili,gdy Bóg tego nie chce.

Gorsze pragnienia: buntu, osądzania, zemsty…
Rodzą się one w naszej duszy i opanowują ją całą. Trzeba zdecydowanie zgasić te pragnienia, usunąć te przeszkody, wejść znowu w wolę Bożą i w ten sposób przygotować drogę Panu.
Trzeba – jak mówi Słowo – prostować dla Niego ścieżki.
Prostować: tak, o to chodzi. Pragnienia skrzywiają naszą drogę. Gasząc je, wchodzimy znowu w promień woli Bożej i odnajdujemy drogę.
Ale jest sposób, by się upewnić, że idziemy prostą drogą, która na pewno prowadzi do celu, do Boga.
Jest na niej pewne nieodzowne przejście – nazywa się ono: brat.
Podczas tego Bożego Narodzenia zacznijmy znowu z całych sił kochać każdego brata, którego spotkamy w ciągu dnia.
Rozpalmy w naszym sercu to płomienne i godne pochwały pragnienie, jakiego Bóg z pewnością chce: pragnienie, by kochać każdego brata jednocząc się z nim we wszystkim przez bezinteresowną i bezgraniczną miłość.

Miłość ożywi relacje i osoby i nie pozwoli na pojawienie się egoistycznych pragnień, co więcej: będzie na nie najlepszym lekarstwem.
Dzięki temu na Boże Narodzenie będziemy mogli przygotować, jako dar dla przychodzącego Jezusa, nasz owoc bogaty, dojrzały i nasze serce całkowicie pochłonięte ogniem miłości.
Święto dla wszystkich

W dniach Bożego Narodzenia nawet w krajach, gdzie panuje najsroższa zima, duchowe ciepło ogarnia domy.
W atmosferze czuje się coś, czego nie ma w żadnym innym czasie. Nastrój mówiący o przyjściu. Nie wszyscy o tym mówią, ale wszyscy to czują. Także ci, którzy nie wierzą w Boga, wymyślają jakąś bajkę lub postać, by usprawiedliwić pragnienie cieszenia się, radowania.
Już na wiele tygodni wcześniej, zwłaszcza w większych miastach, ulice, sklepy i domy, kolorowo przystrojone, błyszczą światłami.
Na Boże Narodzenie także każde serce staje się lepsze. Podarunki, wymieniane przez wielu, są tego wyrazem.

To piękny zwyczaj.
Jak można sobie wyobrazić rok bez Bożego Narodzenia?
A przecież widzimy, że dzisiejszemu społeczeństwu czegoś brakuje… także w Boże Narodzenie.
Całego tego blichtru śpiewów, dekoracji, świętowania nie równoważy głęboka medytacja nad tym, czym jest Boże Narodzenie. Na czyją cześć świętujemy? Naszych dzieci? Nas samych? Czy jeszcze kogoś.
Czy to nie Jezus, pomijany przez większość, odrzucany przez świat, przez wielu zapomniany – jest ośrodkiem, jedynym, wyłącznym ośrodkiem tego wielkiego dorocznego święta?
Tak, właśnie On.
Chcemy sprawić, by Osoba Jezusa i jej kontemplacja wysunęła się przed wszystkie zewnętrzne przejawy święta. Pragniemy, aby Jego imię rozbrzmiewało ponad wszelka inną pieśnią, a Jego światło jaśniało silniej niż inne światła.
Jezus, Emmanuel, „Bóg z nami”, tłumaczy święto Bożego Narodzenia.
Tak, ponieważ Syn Boży, najczystszy Duch, prawie dwa tysiące lat temu przyjął nasze ciało i narodził się wśród nas jako dziecko, jak wszystkie inne dzieci.
A wszystko to uczynił, aby dzielić los naszego życia, rosnąć, pracować jak my, założyć Kościół, umrzeć dla naszego zbawienia, aby nas doprowadzić po tym życiu do Życia, do którego powrócił wstępując do Nieba.

Boże Narodzenie mówi o miłości, jaką Bóg nas kocha.
Dzieciątko Jezus jest najwspanialszym darem, jaki Niebo uczyniło ziemi, tej maleńkiej ziemi zagubionej w bezmiarze przestrzeni wśród miliardów gwiazd, tak jednak wyniesionej, tak wybranej, że została mieszkaniem prawdziwego Boga, który stał się człowiekiem.
Boże Narodzenie woła do nas, że Bóg nas kocha, że Bóg jest Miłością.
A my nie jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami, jeśli nie nadajemy Bożemu Narodzeniu jego właściwego znaczenia; jeśli z tej zachwycającej tajemnicy, do której przylgnęło tak wiele powierzchownych skojarzeń, nie umiemy wydobywać prawdy, jaką w sobie nosi.
Musimy być echem słów aniołów, którzy obwieścili ją pasterzom i nie zmarnować okazji, by powiedzieć braciom, przyjaciołom, kolegom, światu, że Miłość zstąpiła na ziemię dla każdego z nas; że w Boże Narodzenie nikt nie może czuć się sam, opuszczony, osierocony, wyklęty.
Jezus nie przyszedł tylko dla białych, ani tylko dla czarnych, tylko dla Europejczyków, czy tylko dla innych narodów. Bóg stał się człowiekiem dla całej ludzkości, a więc dla każdego z nas.
Jest to więc święto dla wszystkich, radość dla wszystkich, wyzwolenie dla wszystkich, pokój dla wszystkich
Trójca Święta otworzyła swoje bramy

Jakże tajemnicze, a równocześnie wielkie jest to, że Druga Osoba Trójcy Świętej przyjęła ludzkie ciało, przez co już na całą wieczność nasza ludzka natura została nierozerwalnie włączona w serce Boga.
Jest to tajemnicze i przekracza nasz rozum. W Jezusie, Drugiej Osobie Boskiej, Bóg nie rozłączy się nigdy z naturą ludzką!
Jeśli Trójca Przenajświętsza otworzyła swoje bramy, pozwalając, by Słowo stało się człowiekiem dla nas, to jesteśmy bezmyślni, jeżeli nie wierzymy w miłość Boga do każdego z nas.
Jest inny świat
„Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi przychodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia” (J 3, 31).
Oto różnica miedzy Jezusem a nami. On przychodzi z Wysoka. „Ty zstępujesz z gwiazd…” – śpiewa lud na Boże Narodzenie.
Jezus przynosi nam Niebo na ziemię. I mówi o tym, co widział i słyszał.
Oprócz tego świata, na który patrzą nasze oczy, istnieje inny: ten, z którego przychodzi Jezus. Tam naprawdę widzi się i słyszy.
My przychodzimy z ziemi.
Stąd różnica miedzy tym, co my mówimy, a tym, co mówi Ten, który „przychodzi z wysoka”. Jego słowa są słowami wiecznymi.
Rozumnie przeżywa życie jedynie ten, kto przez wszystkie dni swego istnienia nosi w sercu Ewangelię. A jego najwyższym ideałem jest wcielać w życie Słowa Nieba.
Bóg nas kocha
Boże Narodzenie! Boże Narodzenie, ileż razy świętowaliśmy cię w atmosferze czystej radości i niezrównanego ciepła!
Ale zimno świata tak bardzo zmroziło nasze serca, że nie udało się wyryć na nich, tak jak powinno być, pieczęci twojego tajemniczego, zadziwiającego przesłania: Bóg nas kocha, każdego z nas i wszystkich razem.
Jego miłość ogarnęła nas do tego stopnia, że kazała Trójcy Świętej posłać do nas Syna Bożego. On stał się człowiekiem, ażeby nasza krótka ziemska droga była już teraz rozświetlona Światłem, które nie zachodzi, a absurd śmierci w tym życiu przemienił się w zwyczajne przejście do życia pełniejszego i wiecznego!
Boże Narodzenie, obyś przynajmniej w tym roku powiedziało naszym sercom, co znaczysz, a my byśmy byli gotowi przyjąć twój głos!

Wybór rozważań Chiary Lubich pochodzi z książki „Powraca Boże Narodzenie”, Fundacja Mariapoli, Kraków 1997

Pojawił się człowiek posłany przez Boga (J 1,6)

Słowo, które staje się życiem.

Ewangelia jest zapowiedzią i darem łaski; jest to zaproszenie do radości; i, zdumiewająca rzecz, obiecuje ją tym, którzy, mówiąc po ludzku, wydają się być pozbawieni radości: są to biedni, osoby wyzyskiwane, więźniowie. Zgadza się, bo smutny chrześcijanin jest „bez sensu”. Często świat nie zna prawdziwej radości, nie wie, gdzie ją znaleźć. Prorok – człowiek posłany przez Boga – mówi nam, że przyszły Mesjasz przyniesie szczęście nieszczęśliwym. Jan głosi publicznie, że obiecany zbawca już nadchodzi, co więcej – jest już pośród ludu: to jest jego świadectwo.
Warto zauważyć, że Jezus nie okazuje swojej godności i swego bycia Synem Bożym; aby zostać rozpoznanym potrzebuje świadków, świadectwa (w. 20.26). Dzisiaj to my, chrześcijanie jesteśmy powołani do bycia świadkami. Świadek nie kieruje uwagi na siebie, ale na drugiego. Jan – jak podkreśla dzisiejsza Ewangelia – był świadkiem i męczennikiem Światła. Również dzisiaj wskazuje nam drogę i ukazuje, jak budować relacje z Jezusem. Z pewnością nasze serce jest pełne cieni; ale jesteśmy w stanie odbierać światło i świadczyć o nim. Jesteśmy wezwani, aby świadczyć, że prawdziwe życie zaczyna się wówczas, gdy człowiek potrafi skierować swoje serce na światło, które wschodzi; na najmniejsze nawet dobro, które jest we mnie i wokół mnie, dając wkład w jego powiększanie. Są to zdrowe ziarna pszenicy, których z całym moim zaangażowaniem i hojnością strzegę i którym pozwalam wzrastać, pomimo że są otoczone chwastami.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(J 1,6-8.19-28)

Dziś św. Jan Ewangelista mówi o posłannictwie swego pierwszego mistrza – św. Jana Chrzciciela. Człowieka posłanego przez Boga, by zaświadczył o Światłości – Wcielonym Synu Bożym. My wszyscy też mamy świadczyć o Światłości. Nie tylko słowami, ale całym naszym postępowaniem. Przez skromność i szacunek dla każdego człowieka. A przede wszystkim przez radość z wielkich dzieł Bożych, w których uczestniczymy.

Przygotujcie drogę Panu (Mk 1,3)

Czasami zadajemy sobie pytanie, co my, chrześcijanie, możemy dać współczesnemu światu, w którym panuje chaos i obojętność. Jesteśmy wezwani do głoszenia, raczej czynami niż słowem, że mimo wszystko życie ma sens; że Bóg jest blisko każdego z nas. Co więcej, pozwala się spotkać każdemu człowiekowi, który szuka Go szczerym sercem, ukazując się w codziennym życiu. Jego chwała jest widoczna na ulicach pełnych cudów i cierpienia. Wystarczy umieć szukać. Wystarczy umieć zobaczyć: w niewinności dziecka; w instynkcie zwierzęcia; w radości płynącej z miłości; w jęku tych, którzy umierają z nadzieją. Głos, który nam mówi, że Pan jest blisko, zachęca nas do spotkania. Pan przychodzi, ale Jego przyjście będzie spotkaniem zbawczym tylko wtedy, gdy wyrównamy drogi i wyprostujemy ścieżki.

„Przygotujcie drogę Panu”, czytamy w Ewangelii św. Marka (w. 3). Jakie znaczenie może mieć dzisiaj nawoływanie Jana Chrzciciela? Przede wszystkim jest ono zachętą do skupienia się i słuchania: ważne jest, aby pozbyć się rozproszeń i udać się na pustynię, po to, by być sam na sam z Bogiem. Poza tym oznacza wyzbycie się wszelkiego egoizmu; oznacza oderwanie i samozaparcie, ponieważ zbawienie przychodzi z góry: tylko ten, kto potrafi oderwać się od tego, co ludzkie, spotka prawdziwe Życie, odkryje Miłość. To oznacza również czuć się obywatelami tego świata. Także my chrześcijanie jesteśmy zobowiązani do podejmowania wielkich problemów ludzi i narodów. Ponieważ Syn Boży przybrał ludzką twarz, chce by Go szukano i by Mu służono szczególnie w naszych najuboższych i cierpiących braciach. Zobowiązanie do przygotowania drogi dla Pana oznacza zaangażowanie osobiste i wspólnotowe na rzecz sprawiedliwości, braterstwa i wolności.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(Mk 1,1-8)

Ewangelia św. Marka zaczyna się wyznaniem Bożego Synostwa Jezusa Chrystusa. Ta prawda stopniowo była odkrywana ludziom słuchającym Jego słów. Poprzedził Go św. Jan Chrzciciel, wzywając do nawrócenia. Bardzo wielu przyjęło jego posłannictwo. Jednak był to dopiero początek. Przygotowanie drogi Komuś Mocniejszemu. My tez starajmy się przygotować Mu drogę w naszych sercach, w naszych środowiskach i wśród naszych sióstr i braci.

Zapraszam do Świętego Domku w Loreto

Mało kto wie, że Włosi co roku 10 grudnia obchodzą bardzo uroczyście święto Matki Bożej Loretańskiej, która w tym kraju jest dodatkowo patronką lotników. We włoskim miasteczku Loreto znajduje się słynne Sanktuarium Matki Bożej, w którym największą atrakcją jest Domek Świętej Rodziny. Na prośbę papieża Sykstusa V na fasadzie loretańskiego sanktuarium wygrawerowano złotymi literami napis: „Dom Matki boga, gdzie Słowo Ciałem się stało”. Dwadzieścia lat temu byłam tam po raz pierwszy z naszą parafialną pielgrzymką i mimo woli wracam dzisiaj wspomnieniami do tamtych przeżyć.

Z wielką niecierpliwością czekałam na ten dzień. Intuicyjnie wyczuwałam, że czeka mnie coś wielkiego; coś, czego jeszcze nie umiałam określić, ale na samą myśl o tym mocniej biło moje serce. Od najmłodszych lat mam duże nabożeństwo do Maryi, gdyż wychowywałam się w rejonie Wadowic. Bliskość Kalwarii Zebrzydowskiej sprawiała, że kult Matki Bożej w mojej rodzinie był bardzo żywy. Wiele Maryi zawdzięczam, a każdy pobyt w jakimkolwiek Jej Sanktuarium po prostu mnie uskrzydla i zbliża do Chrystusa. Teraz miałam poznać miejsce skąd wywodzi się piękna Litania Loretańska, którą odmawiamy szczególnie w czasie majowych nabożeństw maryjnych. Nie mogłam się doczekać tego momentu, tym bardziej, że właśnie wtedy dowiedziałam się, że to właśnie tutaj – w Loreto, wśród ścian Domku Świętej Rodziny – nastąpiło pierwsze spotkanie Chiary Lubich z jej wielkim charyzmatem. Były to pierwsze zalążki jej powołania do założenia Ruchu Focolari, który ja akurat poznawałam i ta duchowość stawała mi się coraz bliższa. Pamiętam, że wejście do tego Domku nie było takie proste, bo akurat wtedy cała świątynia była wypełniona niesamowitą ilością osób chorych i niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich, które chciały wraz ze swoimi opiekunami pokłonić się Maryi i prosić o zdrowie. Był to dla mnie wstrząsający widok i dopiero w tym momencie pojęłam niezwykłą wymowę wezwań Litanii Loretańskiej:
„Uzdrowienie chorych – módl się za nami,
Pocieszycielko strapionych – módl się za nami”.

W oczach wielu chorych dostrzegłam nadzieję, że Maryja doda im otuchy w dźwiganiu krzyża choroby i przyniesie ulgę w cierpieniu. I to właśnie oni w tym dniu byli zaproszeni przez Matkę Jezusa do Świętego Domku. Ogarnął mnie wtedy niepokój, że będąc tak blisko nie będę mogła wejść do środka, gdyż ta olbrzymia kawalkada wózków inwalidzkich nie miała jakby końca... Na szczęście, ks. Andrzej, który był organizatorem naszej pielgrzymki i doskonale znał język włoski – pokonał opór Braci Kapucynów regulujących tam ruchem i mogliśmy na chwilę wejść do środka. Pamiętam, że przytulając twarz do kamiennej ściany Świętego Domku miałam wrażenie, że przytulam się do serca samej Maryi. Gdy tak trwałam na modlitwie i kontemplacji przed figurą Czarnej Madonny Loretańskiej, której zatroskane oblicze przypomina wizerunek Jasnogórskiej Królowej Polski, ogarnęło mnie ogromne wzruszenie i radość z faktu, że mogę się wpatrywać w mury, które były świadkiem codziennego życia Świętej Rodziny. Maryja wraz z Józefem i małym Dzieciątkiem Jezus uświęcili ten Domek swoją modlitwa i pracą, swoimi rozmowami, a nawet milczeniem. Domek ten stał się więc pierwszym kościołem, w którym Matka Boża rozsiewała niezwykłą jasność płynącą z wielkiej Tajemnicy Wcielenia. Całując na pożegnanie ścianę tego Domku chciałam oddać Rodzinie Nazaretańskiej najgłębszy hołd prosząc pokornie o wszelkie łaski potrzebne mojej rodzinie.
Loreto dla Polaków jest bliskie nie tylko ze względu na Czarną Madonnę, ale i dlatego że w pobliżu loretańskiego wzgórza znajduje się polski cmentarz z okresu II wojny światowej. Poległym tam w 1944 roku żołnierzom II Korpusu Polskiego, którzy uratowali przed zniszczeniem miejscowe sanktuarium, można więc podarować modlitwę i zadumę nad tułaczym losem wielu Polaków. Na tym cmentarzu jest 1080 grobów. Warto też dodać, że pośród licznych kaplic znajdujących się w bazylice loretańskiej znajduje się także Kaplica Polska, która w latach 1920-1946 została przyozdobiona freskami przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.
Pielgrzymowanie do Loreto – jak widać na moim przykładzie – pozostawia w sercu i duszy trwałe znamię; na zawsze pozostaje we wdzięcznej pamięci. Dlatego też gorąco wszystkim polecam to szczególne miejsce na włoskiej ziemi. I na koniec pragnę jeszcze przytoczyć słowa naszego wielkiego papieża – św. Jana Pawła II:
„W Loreto jest się jakby «zarażonym» wiarą Maryi, wiarą, która jest przede wszystkim posłuszeństwem i radosnym przyjęciem Boga w swoim życiu, powiedzeniem «tak» na Jego plan, w pełni i wspaniałomyślnie”.

Krystyna Kajdan


Modlitwa św. Jana Pawła II do Matki Bożej Loretańskiej

O Maryjo, zwracamy się do Ciebie, w Twoim świętym Domu w Loreto, będącym pamiątką - tajemnicy Boga, który stał się człowiekiem w Twoim najczystszym łonie, za sprawą Ducha Świętego. Otaczamy czcią to cudowne zdarzenie, wspaniały znak Bożej miłości do nas: Twój przykład dodaje nam odwagi, byśmy powierzyli się Twemu ukochanemu Synowi budując nasze życie na słowie Ewangelii. Matko Miłosierdzia, wyproś nam u Jezusa przebaczenie i wyzwolenie od zła; wyproś całej ludzkości, wciąż jeszcze owładniętej nienawiścią i egoizmem, zbawienie i pokój. Po śladach niezliczonych pielgrzymów, którzy od siedmiu wieków przybywają do tego Domu, przychodzimy złożyć w Twoje ręce nasze szczere i głębokie nawrócenie. Oby Twój Nazaretański Dom, mógł stać się dla naszych domów wzorem żywej wiary i niezachwianej nadziei, aby w domowych kościołach wzrastał święty Kościół i wszędzie rozprzestrzeniała się miłość Chrystusa. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo.

Ciekawostki o Świętym Domku w Loreto

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem. Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw tysięcy wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza.

W XIII w. muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek. Pielgrzymi, którzy oglądali ruiny, twierdzili, że pod gruzami zachowały się mury pamiętające narodziny Maryi i Zwiastowanie. Jednak wierni nawiedzający Nazaret po 1291 r. nie wspominali już o murach Świętego Domku. Jakby nagle zniknęły i została tylko sama grota. Kilka lat później domek Maryi pojawił się we włoskim Loreto. Ta zaskakująca zmiana przyczyniła się do powstania legendy, że Święty Domek został przeniesiony przez anioły.

Stosunkowo niedawno okazało się, że legenda wcale nie była daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty wskazujące, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co znaczy... Aniołowie. A że czasy były niespokojne i cenny ładunek mógł łatwo wpaść w niepowołane ręce, całą operację przeprowadzono w sekrecie. Prawdziwi aniołowie też zresztą musieli mieć swój udział w tej historii. Wszak bez ich opieki trudno byłoby doprowadzić tę skomplikowaną - również z technicznego punktu widzenia - misję do szczęśliwego zakończenia.

Kamienie Świętego Domku przewieziono najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach trafiły do Loreto, gdzie pieczołowicie złożono je w całość. Lecz czy na pewno były to te same kamienie, które stały w Nazarecie? Od XIX wieku prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Źródło: Internet

Życie, które staje się słowem

PRAWDZIWA NOWOŚĆ POLEGA NA ŻYCIU W KOMUNII

Oboje pochodzimy z rodzin chrześcijańskich i pobierając się chcieliśmy zbudować piękną rodzinę. Po kilku latach entuzjazm nieco opadł, a codzienne problemy zaczęły kłaść się cieniem na nasze relacje. Popadliśmy w rutynę. W tym czasie poznaliśmy ludzi, którzy mieli te same problemy, ale byli radośni. Chcieliśmy dowiedzieć się, skąd ją czerpią. Wielką nowością było odkrycie, że Ewangelia, którą do tej pory odczytywaliśmy na poziomie intelektualnym, może być rozumiana w nowy sposób: że może przenikać wszystkie aspekty życia. To odkrycie przyniosło nam wielki, wewnętrzny pokój. Wszystko wokół stawało się nowe, ponieważ na codzienność patrzyliśmy nowymi oczami. Okazało się na przykład, że odłożenie na miejsce ręcznika lub uporządkowanie rzeczy było konkretnym sposobem, aby kochać siebie i jednocześnie było wyrazem miłości do Boga.

Wcześniej uważaliśmy, że całkowicie poświęcamy się dla rodziny, natomiast zobaczyliśmy, że często w centrum uwagi byliśmy my sami i nasze problemy. Teraz wiemy, że pełnienie woli Bożej jest najlepszą rzeczą, ale jak ją odkryć? To nieustająca gimnastyka. Dużą pomocą jest życie chwilą obecną: być oderwanym od tego, co zrobiliśmy i od myśli o tym, co powinniśmy zrobić, aby okoliczności chwili obecnej ukazały nam drogę. Mając taką otwartość duszy, uczymy się coraz lepiej rozpoznawać, co musimy zrobić w danej chwili, bo jest to głos płynący z duszy.

W naszej rodzinie, podobnie jak we wszystkich rodzinach, są chwile, gdy harmonia, którą staramy się żyć, burzy się: zmęczenie, różna wrażliwość i inny punkt widzenia ... W takich chwilach za każdym razem możemy doświadczyć, że nie jest ważne dochodzić kto ma rację, ale liczy się budowanie relacji, akceptując nasze ograniczenia i wybaczając sobie. Ktoś mógłby zadać pytanie: co jest w tym nowego? Ewangelia, wola Boża, Eucharystia, zawsze istniały w Kościele. Nowość polega na tym, że to wszystko jest przeżywane we wspólnocie, którą staramy się tworzyć z innymi rodzinami. Spotykamy się w grupach, w których pogłębiamy duchowość, komunikujemy sobie doświadczenia, dzielimy się radościami, smutkami, trudnościami, również materialnymi. Każdy czuje, że to, co otrzymuje, nie może zazdrośnie trzymać tylko dla siebie, bo wie, że to ma zanosić światu jako osobiste i rodzinne doświadczenie.

Paolo i Renata – Werona

 

Uważajcie i czuwajcie (Mk 13,33)

Słowo, które staje się życiem.

Liturgia pierwszej niedzieli Adwentu przypomina głośne nawoływanie: „Pan nadchodzi”. Przyjście Pana zapowiadane przez proroków, z miłością oczekiwane i przyjęte przez Maryję, potwierdzone mocnym świadectwem Jana Chrzciciela dzisiaj jest obchodzone i przeżywane z wiarą jako dar zbawienia dla tych, którzy przygotowują się na Jego przyjęcie. Dlatego też Ewangelia podpowiada nam, by nie zastanawiać się nad czasem i godziną nadejścia Pana. Zachęca nas do czuwania, gdyż Pan nadejdzie niespodziewanie. Tak było z Jego pierwszym przyjściem i tak będzie na końcu czasów.
Czuwać, mieć oczy szeroko otwarte, gdyż przyjście Pana jest pewne, ale nie będzie zapowiedziane. Tak więc najlepszą postawą jest stała gotowość. Chrześcijanin musi cały czas czuwać tak, jakby Pan był blisko, a Jego nadejście pewne. Jednocześnie powinien być gotowy na długie czekanie, jakby Pan był daleko. W obu przypadkach czujność oznacza podjęcie obowiązków w życiu osobistym i wspólnotowym. Czuwanie oznacza zwrócenie uwagi, ale na co? Na przykład na to, by nie dać się zwieść iluzorycznym obietnicom religijnym. Czuwać to trzymać się mocno słowa Pana; czuwać to znaczy nie trwożyć się, nie martwić się; to modlić się. Czuwanie może się różnie objawiać, także poprzez to, że nie żyjemy urzeczeni wspaniałością budowli i osiągnięciami człowieka. Wszystko przemija. Jedno pozostaje. Komu oddaję moje serce? Wiemy, że tylko Boża moc może zamienić człowieka uśpionego w człowieka uważnego i czujnego.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA

(Mt 13,33-37)

W przypowieści o panu udającym się w podróż i czuwających sługach Chrystusa odbywa wzywa nas do czuwania. To jest nasze obecne zadanie. Nie wiemy, kiedy Pan przyjdzie. Mamy być gotowi, by pełnić Jego wolę. Może to będzie potrzeba rozliczenia się z naszego życia w chwili śmierci. Może podjęcie czegoś zupełnie niespodziewanego. Różnego od naszych planów i przyzwyczajeń. Bądźmy gotowi! ufajmy, że On lepiej niż my ocenia, co jest rzeczywiście dobre i potrzebne.

Strona 5 z 64

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

(od 22.01.2018 nowe godziny)
poniedziałek

9:00-10:00, 16:45-17:45
wtorek
9:00-10:00
środa
16:45-17:45
czwartek
9:00-10:00, 16:45-17:45
piątek
9:00-10:00

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie