Gazetka parafialna

Zdarzyło się jednej nocy

Życie, które staje się słowem.

Z Pino, przyjacielem, wracam do domu po pizzy. Przed naszym samochodem inny samochód jedzie zygzakiem. Na nic się zdało mrugać światłami, trąbić klaksonem. Tylko wspomagając się wzajemnie, daliśmy radę zakończyć tę niebezpieczną jazdę. Dla nas dwaj chłopcy w samochodzie, pod wpływem narkotyków lub alkoholu, nie są obcymi: są bliźnimi, których należy kochać. Kierowali się do pobliskiej wioski, ale zirytowani naszą troską, nie chcą, abyśmy im towarzyszyli i odjeżdżają.

Nie możemy jednak ich tak zostawić. Jedziemy za nimi aż do wioski. Zatrzymali się koło ławki krzycząc. Zmieniamy podejście, udajemy starych znajomych. Trochę uspokojeni, proszą nas o pomoc w znalezieniu "towaru", informując, kto może dostarczyć. Udaje się nam z trudem odwrócić ich uwagę od tematu i staramy się doprowadzić ich do fontanny, aby się trochę umyli, są rzeczywistości brudni od krwi.

W pewnym momencie przebłysku świadomości jeden z nich mówi: "To nieprawda, że mnie znasz! Kim jesteś, że mnie tak traktujesz? Po raz pierwszy ktoś się mną zainteresował, gdy jestem w takim stanie".

Salvo – Katania


Zrobiliście to dla mnie (Mt 25, 40)

Słowo, które staje się życiem.

Rok liturgiczny kończy się, podkreślając centralne miejsce Chrystusa w historii i życiu ludzkim oraz Jego panowanie nad wszechświatem. Mateusz mówi nam, że to, co czeka nas na końcu, nie dotyczy dalekiej przyszłości; urzeczywistnia się w konkretności teraźniejszości i już odtąd określa naszą wieczność. Jest ona otwarta jako zbawienie dla tego, który dziś potrafi otworzyć się na cierpiącego brata i wyprowadza go z jego stanu opuszczenia i potrzeb. Dlatego nie może myśleć o wiecznym zjednoczeniu z Nim ten, kto systematycznie ignorował Go w relacjach z bliźnimi. Tak więc moje zachowanie nie jest kierowane przez abstrakcyjne zasady, ale przez konkretną osobę – Jezusa.

Zauważmy, że jest to strona, która dotyczy nas wszystkich i że możliwa jest jej realizacja w praktyce w każdym momencie. Każdy, od największego do najmniejszego, może czynić gesty miłości. W każdej chwili, ponieważ ta wymagana miłość to nie tyle bohaterskie gesty, ale te codzienne, które są możliwe dla wszystkich. Kto nie może dać szklanki wody, trochę jedzenia, uśmiechu, odwiedzin, uwagi ...? Ewangelia dzisiaj mówi nam, że Jezus nazywa swoim bratem najmniejszego wśród ludzi. W rzeczywistości identyfikuje się z każdym z nich. Między nami i wokół nas są mali, niepełnosprawni, biedni, uciskani, zepchnięci na margines, imigranci ... Prośmy Boga o serce hojne i uważne na Jego obecność.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(Mt 25,31-46)

Na Sądzie Ostatecznym Chrystus przypomni, że był obecny w potrzebujących siostrach i braciach. Kto im pomógł – pomógł Jemu samemu. Kto ich zlekceważył, odwrócił się od Tego, kto będzie go sądził. Dlatego trzeba dobrze wykorzystać każda okazję do czynienia dobrze. Czas jest wielkim dobrem. Od tego, jak go przeżywamy, zależy nasze wieczność. Królestwo Chrystusa to królestwo miłości. Na ile nasze czyny świadczą, że do Niego należymy?

FUNDUSZ dla potrzebujących

Życie, które staje się słowem
Od ponad dwudziestu lat pracuję w szpitalu uniwersyteckim. Pewnego dnia na mój oddział dermatologii przyszła pacjentka, której nikt z kolegów nie chciał leczyć z powodu uprzedzeń. Badania krwi potwierdziły, że była chora na AIDS. Nie mogąc jej operować, zastosowałam radioterapię. Po trzech miesiącach czuła się już lepiej.
Nie będąc w stanie trzymać ją w szpitalu dłużej i wiedząc, że jej dzieci nie były w stanie zaopiekować się nią, szukałam informacji, czy ma krewnych, którzy mogliby się nią zająć. Miała, ale mieszkali w innym Stanie. Zapytałam więc moje koleżanki, czy zechciałyby pomóc w zapłacie za bilet, ponieważ ona nie była w stanie tego zrobić. Zebraliśmy nie tylko pieniądze na podróż, ale także na pomoc jej rodzinie. Kiedy pacjentka wyjeżdżała, była szczęśliwa.
Po tym doświadczeniu razem z kolegami postanowiliśmy utworzyć fundusz pomocy pacjentom w potrzebie. Ilu osobom pomogliśmy przez te lata dzięki temu funduszowi!

K. L. – Indie


 

Wejdź do radości swego pana (Mt 25: 21)

Słowo, które staje się życiem.
Jezus – jesteśmy pewni – powróci. Nie znamy czasu powrotu. Ta nieokreśloność zobowiązuje nas do czujności i właściwego wykorzystania otrzymanych darów. Że życie wieczne jest powiązane z zaangażowaniem w życie doczesne, wynika jasno z ewangelicznej przypowieści o talentach, którą słyszymy dzisiaj. Tutaj czujność, oczekiwanie na powrót Pana, staje się przyjęciem odpowiedzialności i wypełnieniem „prawa” królestwa. Nie liczy się różnorodność ani ważność ról, ale lojalne zaangażowanie wobec ich potrzeb. Od sług oczekiwana jest oczywiście wydajność, ale wejście „do radości Pana” nie zależy od jej stopnia, ale od jakości, która jej towarzyszy: całkowite oddanie, wierność Panu do samego końca. Trzeci sługa natomiast, zamiast współpracować z Bogiem, pomnażając otrzymane dary, ukrywa je pod ziemią ze strachu. Ma mylne wyobrażenie o Bogu i niweczy życie, żyjąc w lenistwie i głodzie.


EWANGELIA
(Mt 25,14-30)

Przypowieść o talentach przypomina, że każdy otrzymał określone dobra. Materialne, intelektualne, zdrowie, urodę, może jeszcze inne. Jest to dar i zadanie. Trzeba je dobrze wykorzystać. Bóg nas z nich rozliczy. Za dobre wykorzystanie czeka wspaniała nagroda. Za pozostawienie bez troski o rozwój – kara. Dlatego zastanówmy się, co z tego, czym dysponujemy, możemy i powinniśmy rozwinąć? Na chwałę Bogu i pożytek bliźnim.

 

Całuski dla Maryi

W ubiegłą sobotę – 11 listopada br. – miałam okazję uczestniczyć w bardzo uroczystej Eucharystii w Centrum Mariapoli – ośrodku formacyjnym Ruchu Focolari w Castelgandolfo, w czasie której został otwarty proces beatyfikacyjny Domenico Mangano. Obecna była jego Małżonka Pia Mangano i najbliższa rodzina, burmistrz miasta Viterbo, jego przyjaciele i współpracownicy oraz olbrzymia rzesza członków Ruchu Focolari. Panowała świąteczna, radosna atmosfera i nadzieja, że każdy z nas może świętym być! Domenico był bowiem niezwykle prostym człowiekiem kochającym Boga i bliźnich. Jego biuro było nazywane „Biurem załatwiania spraw niemożliwych”. Aby przybliżyć jakim był człowiekiem przytoczę jedną historii opowiedzianych przez niego 17 stycznia 2000 roku, czyli rok przed śmiercią:
„Nie wiem, kiedy to się zaczęło, z pewnością wiele lat temu. Musiało to być święto jednego z Apostołów, chyba św. Andrzeja, ponieważ podczas mszy św. mówiłem w duchu: „Błogosławiony jesteś święty Andrzeju, bowiem znasz Maryję. Byłeś z nią od zawsze, od czasów Jezusa, od zawsze przez te dwa tysiące lat...” – i powiedziałem mu jeszcze: „Czy mógłbyś mi zrobić jedną przysługę? Przekazałbyś ode mnie całuska dla Maryi?”. Od tamtej pory, robię tak zawsze za pośrednictwem Świętego z danego dnia. Czasami jednak, nie patrzę do kalendarza i nie pamiętam, jakiego Świętego przypada, wówczas zwracam się do Anioła Stróża. Prawie codziennie przekazuję całuski dla Maryi. Kiedy tak zacząłem, może po trzech, czterech miesiącach, pewnego dnia podczas mszy św. (zazwyczaj chodziłem na mszę św. przed pracą, o siódmej rano) zadałem sobie pytanie: „Czy te całuski docierają do Maryi? Kto je Jej daje?” Potem pomyślałem: „Daj spokój, cóż za zmartwienie...”.Tego dnia, gdy przyszedłem do pracy, przytrafiło mi się coś bardzo dziwnego: przyszła pewna pani, weszła do mojego biura i powiedziała: „Odesłano mnie do Pana, bo tylko Pan może rozwiązać mój przypadek”. Jej przypadek polegał na tym, że miała ona prawo do emerytury, ale nie chciano jej przyznać tej emerytury. Był to bardzo skomplikowany przypadek, powiedziałem więc: „Proszę się nie martwić. Zaraz znajdziemy rozwiązanie”. Zacząłem przeglądać wszystkie przepisy, ale nie mogłem znaleźć tego, który był mi potrzebny. W międzyczasie, telefon ciągle dzwonił, inne osoby też chciały wejść do mojego biura. Także moi koledzy chcieli, abym podpisał dokumenty, ale ja zachowując spokój mówiłem im: „Zostaw to tutaj, zajmiemy się tym później” i wciąż szukałem tego właściwego przepisu. Ta pani była trochę zakłopotana i powiedziała: „Nie chciałabym, żeby tracił Pan przeze mnie czas – nie znała mnie bowiem – ma Pan tyle pilnych spraw...” „Nie, nie – powiedziałem – nie mam nic pilnego. Pilna jest Pani sprawa”. I przez kolejne trzy godziny kontynuowałem poszukiwanie, a ona siedziała naprzeciwko mnie i była coraz bardziej zakłopotana. W końcu udało mi się znaleźć ten przepis: była to rzecz, teraz trochę trudno jest to wyjaśnić, ale chodziło o rzeczy, które należało powiązać ze sobą... tzn. pewien stary przepis, do którego odwoływał się nowszy, który z kolei powoływał się na jeszcze inny stary przepis, jeśli umiało się go powiązać. Okazało się, że osoba ta miała rację i cały zadowolony powiedziałem jej: „Widzi Pani? Udało się znaleźć: ma Pani prawo do emerytury!”. Wówczas, pani podziękowała mi. Miała bardzo słodki wyraz twarzy i pod pewnym względem przypominała mi moją mamę. Już wychodziła, gdy nagle zawróciła mówiąc: „Przepraszam, czy jako wyraz wdzięczności mogę Pana pocałować?”. I ucałowała mnie. Kiedy wyszła, przyszło mi na myśl to, o co pytałem rano, podczas mszy św., ponieważ nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, aby jakaś emerytka mnie ucałowała. Powiedziałem więc Maryi: „Ty, to potrafisz wynajdować najprzeróżniejsze sposoby!”.

Krystyna Kajdan

Czy to film do obejrzenia?

Pracuję jako pracownik socjalny w centrum dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Pewnego sobotniego ranka jeden z moich kolegów wpadł na pomysł, aby iść razem obejrzeć film pornograficzny. Tłumaczył, że mógłby nam pomóc jako wychowawcom zrozumieć, dlaczego ten rodzaj filmu podoba się młodym, a potem nawiązać lepszy dialog z nimi. Pozostali koledzy wydawali się być entuzjastycznie nastawieni i natychmiast poszukali w gazecie propozycje filmów. Było oczywiste, że ja nie pójdę: nie czułem potrzeby takiej „lekcji”, aby porozmawiać z chłopakami, ale przede wszystkim było to przeciwne moim przekonaniom. Musiałem to powiedzieć, nawet za cenę odsunięcia się moich kolegów ze względu na moje poglądy. Zebrałem się na odwagę i powiedziałem, że to mi nie pasuje. Po kilku sekundach kolejny kolega odciął się od pomysłu i łańcuchowo zrobili to pozostali, jeden po drugim. W końcu wszyscy zostaliśmy w biurze i była to okazja, aby rozpocząć głęboki i spokojny dialog dotyczący naszej jedności i tematów odnoszących się do naszej pracy. Wydawało mi się, że między nami zawiązało się coś nowego.

F.C. – Hongkong


Oto pan młody! Wyjdźcie Mu na spotkanie! (Mt 25: 6)

Rok liturgiczny zbliża się ku końcowi, i słusznie czytania tych ostatnich niedziel będą prowadzić do refleksji nad ostatnimi realiami życia. Przeżywać życie będąc otwartymi „na wieczność” zobowiązuje nas do czujności. Oznacza to pełne zaangażowanie we własne obowiązki, aby być gotowymi na każdą ewentualność. Różnica między mądrymi i głupimi pannami polega na tym, że jedne były przewidujące i uważne, a drugie nie. Pierwsze z nich przygotowały się z góry na ryzyko i nieprzewidziane okoliczności, które sytuacja mogła przynieść; i były czujne, aby być gotowymi na różne ewentualności. Drugie z kolei spóźniły się na oczekiwane wydarzenia i straciły okazję tak wyczekiwaną i dla nich decydującą. Zawiniły beztroską i powierzchownością. Rozumiały cel, ale nie skorzystały z odpowiednich środków, aby go osiągnąć.

Mateusz nawołuje nas do czujności, uwagi, gotowości i powagi, rozumianych jako cnoty. Wiemy to: żyjemy, aby dojść na niezwykłe spotkanie z Jezusem. Królestwo należy do tych, którzy potrafią wychodzić, którzy gotowi są na spotkania. To Bóg jest głosem, który mnie budzi krzykiem o północy. Nasza prawdziwa siła jest w głosie Boga, który budzi nasze życie ze wszystkich jego zmęczeń, który nas pociesza, mówiąc, że nie jest nami zmęczony, bo jest darem miłości. Miłość oczekuje na odpowiedź. Jeśli my, w naszym życiu tracimy okazję udzielenia odpowiedzi na miłość Bożą, odpowiedzi, która powinna być dawana zawsze, gdy spotykamy naszych braci, wtedy może być dla nas za późno. Ale zawsze możemy zacząć kochać jeszcze raz.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA
(Mt 25,1-13)

Dziesięć panien to reprezentantki wszystkich ludzi. Chrystus wszystkich zaprasza na swoje gody weselne. Nie wiemy, w którym momencie nadejdzie, by nas na nie wprowadzić. Dlatego czuwajmy i troszczmy się, by wszystko mieć dobrze przygotowane. Czyny miłości idą za tymi, którzy je praktykują. Wypełniają zbiornik oliwy, by nasze lampy mogły płonąć i świecić.

GEST MIŁOŚCI W SUPERMARKECIE

Życie, które staje się słowem

Uśmiechamy się na myśl, że wiele naszych najpiękniejszych doświadczeń ma miejsce w miejscach publicznych, uczęszczanych przez tak wielu ludzi, którzy znają się tylko z widzenia, albo w ogóle nigdy się wcześniej nie widzieli. I tym razem pewność, że Bóg nas bardzo miłuje, objawiła się w prostym geście miłości w supermarkecie.
Podchodzę do stoiska z wędlinami i zamierzam wziąć słynny bilet z numerkiem, dzięki któremu powinnam unikać dyskusji między klientami w kolejce, gdy zauważam, że osoba, która jest przede mną, wcale go nie wzięła. Ta, być może trochę zakłopotana, spostrzega jego brak i decyduje się iść w kolejkę po bilet. Nie myśląc zbyt wiele, daję jej swój dopiero co pobrany. Mile zaskoczona, patrząc na mnie, oddaje mi go mówiąc: "Za ten gest oddaję ci moje miejsce. Idź naprzód, masz też dziecko na rękach”. Potem zwracając się do sprzedawcy, który był świadkiem całej sceny, mówi głośno: "Nigdy nie spotkałam tak miłej osoby".
Po powrocie do domu, rozpakowując zakupy, zauważyłam na dnie torby mały pakunek. Otwieram go i ze zdziwieniem widzę mały kawałek szynki w prezencie. Od razu rozumiem, że jest to odpowiedź Boga na ten prosty, a może banalny gest grzeczności, ale uczyniony z miłości i troski. I to jest właśnie to, czego ludzie potrzebują doświadczyć.

D. A.


Wy wszyscy jesteście braćmi (Mt 23, 8)

Słowo, które rodzi życie
Wśród różnych posług kościelnych posługa Słowa zawiera charakter szczególnej odpowiedzialności, ponieważ nie chodzi tylko o ogłoszenie jej w całości, ale także o dostosowanie do niej swojego życia. W ewangelii dzisiejszej niedzieli słyszymy wystąpienie Jezusa przeciwko uczonym w Piśmie i faryzeuszom. Nie kwestionuje On potrzeby moralnego autorytetu, ale sposób jego interpretacji. Faryzeusze "mówią", ale "tak nie czynią" – i w tym nie trzeba ich naśladować. Służba zamieniła się w zawód! A dzisiejsza ewangelia ostrzega przed trzema błędami, które pozbawiają sensu życia: hipokryzją, próżnością i pragnieniem władzy.
Jezus oferuje inne "zasady", aby nasze życie było prawdziwe i pełne: ukryta miłość zamiast blasku, prostota zamiast dwulicowości, służba zamiast władzy. Jezus je poleca, ponieważ żyje nimi: umywa nogi uczniom, służy każdemu życiu, a zwłaszcza temu na marginesie, troszczy się o wszystkich. A jeśli Hierarchia w Kościele ma istnieć, to nie według zasad ziemskiego społeczeństwa. "Wszyscy jesteśmy braćmi". Środek przyciągania Kościoła oparty jest na ciągłej obecności Jezusa i jest nim też miłość braterska, która tworzy odpowiedni "klimat", aby ta obecność mogła być rozpoznana.
Wiemy, że Jezus został naszym bratem, a potem z brata stał się ostatnim: służył wszystkim. A więc nowym imieniem cywilizacji chrześcijańskiej jest służba, ponieważ jest to styl Boga. Spróbujmy w tym tygodniu żyć darami Boga, które każdy z nas nosi, oddając je na służbę innym. Służmy miłością.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.


EWANGELIA

(Mt 23,1-12)

Pan Jezus piętnuje obłudę uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Jednak poleca wypełniać wszystko, czego uczą. Trzeba umieć odróżnić to, co ktoś przekazuje, od jego osobistego życia. Choć bardzo ważne jest poparcie głoszonej nauki własnym postępowaniem, powinno się być w stanie ocenić wartość samej nauki. Błędy kapłanów świadczą o ich osobistej słabości, a nie o tym, że to co głoszą, nie ma żadnej wartości. Módlmy się o dobrych i godnych głosicieli prawdy. Sami postępujmy zgodnie z tym, co głosimy.

Będziesz miłował Pana Boga swego... Będziesz miłował bliźniego Twego

Słowo, które staje się życiem
Nasza wiara jest miłością, w której obecny jest wymiar ludzki, ale też boski. „Które przykazanie w Prawie jest największe?”. Co jest dla nas rozstrzygające? Co jest najważniejsze, aby móc się stać Kościołem Chrystusowym? Tak samo jak w czasach Jezusa, również dzisiaj powracają wątpliwości. Człowiek pragnie wiedzieć, co ma kluczowe znaczenie dla jego życia, ponieważ u każdego z nas pojawia się ryzyko zagubienia pomiędzy rozmaitymi obowiązkami, zawsze „ważnymi”.
Jezus przywołuje Miłość Boga, łącząc ją ściśle i zrównując z miłością człowieka. Miłość podsumowuje Prawo i nauki proroków. Jezus wysuwa tę tezę i wypełnia swoim życiem. Jezus jest dla nas jednocześnie wzorem do naśladowania i okazją, by rozpocząć nowe życie, stawiając w centrum człowieka: chcesz kochać Boga? Pokochaj Jego stworzenie! Chcesz kochać człowieka? Kochaj Boga!

Chiara Lubich porównywała to do drzewa: korzenie symbolizują miłość wobec Boga; korona jest jak miłość wobec człowieka. Wiadomo, że im bardziej rozrastają się pod ziemią korzenie, tym bardziej rozrasta się korona. Im mocniej rozrasta się korona, tym głębiej muszą rozwijać się korzenie. Kochać Boga całym sercem oznacza miłować go bez półśrodków, bez przeciętności. W ten sam sposób będziesz miłował swojego przyjaciela, krewnego, biedaka napotkanego po drodze. Będziesz go miłował bez kalkulacji, bez fałszu. Jak zwykł mawiać wielki myśliciel francuski Maritain: „By dobrze żyć, wszyscy mamy potrzebę wielkiej miłości”.

Giovanni Battista C.


EWANGELIA

(Mt 22,34-40)

 Na pytanie faryzeusza o największe przykazanie Chrystus przypomniał o miłości Boga do bliźniego. Pana Boga należy kochać nade wszystko, z całej swej istoty, a bliźniego jak siebie samego. Na tym opiera się cała nauka Prawa i Proroków. To wypełni doskonale sam Zbawiciel – Jezus Chrystus. Teraz wzywa nas, aby Go naśladować.

CZYSTE I BRUDNE INTERESY

Kiedy zdecydowałem się otworzyć firmę zajmującą się gospodarką przestrzenną, wielu ludzi ostrzegało mnie, że bez znajomości wśród urzędników państwowych nie uda mi się wygrywać przetargów i odnosić sukcesów.
Zdecydowaliśmy jednak ze wspólnikami, że będziemy zawsze postępować zgodnie z zasadami moralnymi – uczestniczyć w przetargach na czystych zasadach, nie oferując urzędnikom żadnych korzyści, nawet kosztem porażki.

Przy okazji pierwszego wygranego przedsięwzięcia publicznego, otrzymaliśmy w momencie podpisywania umowy żądanie wręczenia łapówki pod groźbą nieotrzymania danych niezbędnych do realizacji naszego zlecenia. Po burzliwej dyskusji z innymi firmami pracującymi przy tym projekcie, zdecydowaliśmy się odmówić zapłaty.
Konsekwencji jednak nie było: podpisaliśmy umowę i otrzymaliśmy wszystkie niezbędne informacje. Przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem.

E.C.


Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga (Mt 22,21)

Słowo, które staje się życiem.
Jedną z najmocniej dyskutowanych obecnie na świecie kwestii jest związek między polityką a wiarą. Wiara, nawet jeśli dostrzega w historii ślady działalności Boga i umie wydawać własne sądy o pewnych zdarzeniach, nie może negować czy lekceważyć odpowiedzialności i władzy, które są dane człowiekowi. Wierzący musi „oddać Bogu to, co należy do Boga”, ale również „cezarowi to, co należy do cezara”. Koleje historii zależne są od człowieka, który wyznacza je przede wszystkim poprzez władzę polityczną. Do niej należy promowanie i obrona wspólnych dóbr. O tyle, o ile jej funkcje są dobrze interpretowane i nie wykraczają poza zakres swoich kompetencji, wiara ma obowiązek uznawania tejże władzy, akceptowania jej i doceniania.
W odpowiedzi na przewrotność pytania faryzeuszy, Jezus nie staje ani po jednej, ani po drugiej stronie. Kładzie nacisk na drugą część swojej wypowiedzi. Zapytano go o cezara, ale on mówi o Bogu. Każdy niech zostanie na swoim miejscu, a Bóg nad nimi wszystkimi: jemu zawdzięczamy wszystko, także dzieła cezara. Nie jesteśmy panami niczego, ponieważ wszystko zostało nam dane. Jesteśmy dłużnikami Boga i innych: rodziców, przyjaciół, historii, kultury, pracy; nawet w chlebie codziennym odnajdziemy ślady pracy wielu rąk, także ręki Bożej. Starajmy się więc być darem: cezarowi przysługują pieniądze, Bogu cała postać ludzka ze swoim sercem, umysłem i siłami. „Oddawać” oznacza lśnić obecnością Boga, który jest we mnie.
W tym tygodniu spróbuję zadać sobie pytanie: do kogo należy moje serce?

Giovanni Battista C.


EWANGELIA
(Mt 22,15-21)

Pan Jezus uczy szacunku wobec władzy świeckiej, ale przypomina o tym, że wszystko zależy od Boga. Jemu trzeba oddać wszystko, a ludziom to, co im się należy – płacić podatki, zabiegać o dobro ludzkiej społeczności, świadczyć, że są dobra wyższe od chwilowej ziemskiej pomyślności, dzielić się miłością, którą otrzymujemy od Boga.

Strona 8 z 66

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek - piątek
18:45-20:00

W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie