baner kolda roraty 2014

Gazetka parafialna

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak (Mt 1,18)

Słowo, które staje się życiem.

Dzisiaj ewangelista Mateusz opowiada nam, że Jezus został poczęty w najczystszym łonie Dziewicy Maryi, za sprawą Ducha Świętego, to znaczy przychodzi z Wysoka. Ale wszedł także w historię konkretnych osób: pośród jego przodków są sprawiedliwi i grzesznicy, osoby wierzące i niedowiarkowie. Z tego powodu i my mamy nadzieję: Bóg nie przestaje być Emmanuelem, Bogiem z nami. Mimo naszych niewierności, mimo wszelkich sił zła, Bóg stał się bliski nam i kroczy z nami.

Józef, w dzisiejszej Ewangelii, kiedy dowiaduje się, że Maryja oczekuje dziecka, jako człowiek sprawiedliwy jest gotowy pełnić wolę Boga, poszukuje ludzkiego rozwiązania, które wydaje mu się odpowiednie, ale pozostaje otwarty na propozycję Boga, która przychodzi o właściwej porze. Kiedy więc poprzez anioła poznaje rzeczywistość wydarzeń, rezygnuje z gotowością ze swoich decyzji, aby przyjąć propozycję Boga. Także my w modlitwie "Ojcze nasz" mówimy: "Bądź wola Twoja". Spróbujmy więc w tym momencie zapytać siebie, czy pełnię wolę Bożą. Jeśli nie, spróbujmy przygotować się na to, czego Bóg oczekuje od nas.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem.

MUSISZ TYLKO IM POMÓC

Pracuję w policji i kilka dni temu otrzymałem polecenie deportacji kilku kobiet niemile widzianych na terytorium Włoch, agresywnych i prowadzących złe życie. Byłem przejęty. Jak nawiązać z nimi kontakt? Postanowiłem porozmawiać z moim proboszczem i ten mi powiedział: „Czemu się martwisz, ty masz im tylko pomóc...”.

Kiedy jedna po drugiej wchodziły do pokoju, w którym znajdowało się sześć policjantek, były przerażone. Natychmiast zauważyłem ich stan i postanowiłem przełamać te lody, pytając każdą po kolei, jak się nazywa. Ich twarze trochę się rozpogodziły i niektóre zaczęły mówić.

Jedna z dziewcząt, jak tylko wsiedliśmy do samolotu, powiedziała mi, że jest głodna. Odpowiedziałem jej, że zaraz po starcie podadzą nam coś do zjedzenia, ale ona dalej lamentowała... Wziąłem więc kanapkę z mojej torby i dałem jej. Podziękowała mi i podczas podróży dalej opowiadała mi o sobie z zaufaniem. Przed wyjściem z samolotu pożegnała mnie serdecznie jak bliska przyjaciółka.

T.S. – Włochy


EWANGELIA
(Mt 1,18-24)

Święty Józef nie rozumiał stanu swej Narzeczonej, prawnej Małżonki. Chciał się usunąć, ale Pan Bóg pouczył go za pośrednictwem anioła, aby podjął misję Opiekuna, prawnego ojca Syna Bożego poczętego mocą Ducha Świętego. Nas też wzywa do wielkich rzeczy. Dziękujmy za powołanie chrześcijańskie i starajmy się swym słowem i życiem głosić wspaniałe dzieła Boże.

Czy ty jesteś tym, który ma przyjść? (Mt 11,3)

Słowo, które staje się życiem.

Dzisiejszy fragment Ewangelii przedstawia przede wszystkim pytanie Jana Chrzciciela i świadectwo Jezusa, które go dotyczy. Jan w więzieniu jest nękany przez wątpliwości spowodowane dystansem między Mesjaszem, którego oczekuje i tym, co słyszy od swoich uczniów o Jezusie.

Oczekiwał Mesjasza, który oczyści ziarno i spali plewy, Jezus natomiast jawi się pokorny. Oczekiwał Mesjasza sędziego, który potężną ręką usunie wszystkie niesprawiedliwości, tymczasem Jezus przedstawia się jako łagodny Odkupiciel. Z jego więc wewnętrznych rozterek rodzi się bardzo szczere pytanie: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść? Odpowiedź Jezusa jest zaproszeniem do rozpoznania wiarą i podjęcia odkrywczej wędrówki, która rodzi się z porównania tego, co robi i mówi Jezus z tym, co przepowiadali prorocy.

Jesteśmy ludźmi poszukującymi, badaczami, którzy potrafią rozpoznać różne znaki, ślady obecności, ale wychodzą poza to, nie posiadają odpowiedzi danej raz na zawsze. Misterium Jezusa, a więc Królestwa Bożego, zostaje zakryte przed mądrymi i roztropnymi, a objawia się maluczkim, czyli uczniom Jezusa.


Życie, które staje się słowem.

Największa przygoda

Po wielu godzinach męczącego oczekiwania ogłoszono, że wszystkie loty z Bratysławy zostały anulowane: linia lotnicza zbankrutowała. Kiedy już byłem w domu, zadzwonił do mnie przyjaciel z wakacji na Węgrzech, który mieszka trzy godziny od Bratysławy. Zapytał, czy mam w planach udać się do Włoch. On jedzie sam i byłbym także pomocny jako kierowca. Wsiadam do pierwszego pociągu do Budapesztu. Siedzę obok węgierskiego muzyka. On zdziwiony, że mówię w jego języku, wnioskuje, że na pewno jeżdżę po tych krajach w poszukiwaniu miłosnej przygody. Odpowiadam mu: "Tak, jestem tutaj z powodu wielkiej miłosnej przygody, której na imię Bóg".

Widzę, że jest zdenerwowany, rozbawiony, a jednocześnie ciekawy. Potem mnie pyta: "Ale w jaki sposób masz pewność, że Bóg istnieje?". Opowiadam mu, co się stało i to, że fakt bycia w grze "dziwnych zbiegów okoliczności" pozwala mi nadal doświadczać Boga w pobliżu. Muzyk na to: "Czy to możliwe, że Bóg objawia się w naszym codziennym życiu? Jeśli tak, to linia lotnicza zbankrutowała, żebyśmy mogli się spotkać. Widać, że jesteś szczęśliwym człowiekiem". Gdy mnie żegnał, zobaczyłem, że był wzruszony.

T. M. Włochy


Kochać do samego końca

Jest wigilia Bożego Narodzenia. Mój mąż w barze rozmawia z przyjacielem z dzieciństwa, krajanem raczej zamkniętym, i dowiaduje się, że następnego dnia będzie sam, tylko ze swoim psem. Proponuje mi, żeby zaprosić go na obiad świąteczny. Bez problemu akceptuję pomysł i informuję o tym dwójkę naszych dzieci, ale mam jeden warunek: pies będzie musiał zostać na zewnątrz. Mój mąż nie mając numeru telefonu, jedzie do jego domu, ale go nie zastaje. Mówię mu: "Jeśli taka będzie wola Boża, spotkasz go". I tak też się staje w jednym z barów.

W dzień Bożego Narodzenia D. przybywa. Obiad jest zwyczajny i prosty, ale atmosfera miła i przyjemna. Ma ze sobą psa, wiernego przyjaciela, który na początku został w samochodzie. Potem pojmuję, że aby kochać do samego końca, ta osoba powinna przyprowadzić też swojego psa, żeby mu dać jeść i pić. D. czuje się bardzo swobodnie, opowiada o sobie i swoim życiu, słuchamy go z zainteresowaniem i uwagą. Było już późne popołudnie, kiedy się podniósł, a za nim pies. Pozdrowił nas i bardzo podziękował. Odwzajemniając pozdrowienie mówię mu: "Byłeś darem dla nas. Teraz znając ciebie, kiedy się spotkamy, będę mogła cię pozdrowić i spytać, jak się masz".

To było Boże Narodzenie trochę inne, ponieważ gościliśmy człowieka, który deklarował się niewierzącym, trochę nieznajomym, ale bogatym w te "ziarna Słowa", które są w każdym. Poza tym była to okazja, aby móc żyć Słowem, które w tym miesiącu rozważaliśmy: "Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki Jego... Jezus puka i prosi, żeby mógł wejść... Nie mogę pozostawić Go poza moim życiem...Jego głos zaprasza, żeby podarować zaufanie i przyjaźń. Dziękuję, Panie, za to Boże Narodzenie!

M. M.


EWANGELIA
(Mt 11,2-11)

Chrystus łagodnie głosi Bożą naukę. Potwierdza ją cudownymi znakami. Święty Jan Chrzciciel i jego uczniowie oczekiwali surowego sądu. On nadejdzie, ale jeszcze nie teraz. Wykorzystujmy czas i warunki, jakie mamy, aby dobrze się przygotować na spotkanie z Chrystusem Sędzią.

Przygotujcie drogę Panu (Mt 3,3)

Słowo, które staje się życiem.

Ewangelia tej niedzieli przedstawia nam Jana Chrzciciela i jego przesłanie: Pan nadchodzi i to wydarzenie wzywa nas do przygotowania. Jego Królestwo jest tak fundamentalnym faktem, że nie może zastać nas niedbałych lub obojętnych. W zaproszeniu do przemiany Jan używa obrazu drogi: "Przygotujcie drogę Panu". Wszyscy mamy doświadczenie drogi: przemierzamy ją każdego dnia. W Słowie Bożym droga, która prowadzi wygnańców do ojczyzny, staje się symbolem nawrócenia ludu Bożego.

Także Jezus stawia na drodze tych, których wzywa: "Chodźcie za mną". On podpowiada nam najlepszy sposób: podążać drogą ofiary z siebie samego. Także wiara, relacja z Bogiem, to droga, która charakteryzuje życie wiernego. Zaproszenie, jakie Jan Chrzciciel kieruje ku nam – iść w kierunku Bożego Narodzenia – dotyczy dwóch ważnych rzeczy: nawrócić się i nie dać się zwieść złudnemu bezpieczeństwu. Nawrócić się to zmienić "myślenie", "zachowanie", przyjąć nowy sposób myślenia o Bogu. Spróbujmy w tym tygodniu podążać tą drogą.

Giovanni C.


EWANGELIA
(Mt 3,1-12)

Surowy głos św. Jana Chrzciciela wzywa do nawrócenia. Obwieszcza bliskość królestwa Bożego. Poleca przygotować drogi przychodzącemu Mesjaszowi. Jego głos jest zwrócony także do mnie. Bo konieczność nawrócenia dotyczy także mnie. Jak odpowiadam na jego wezwanie?

Czuwajcie więc (Mt 24, 42)

Słowo, które staje się życiem.

Jezus zainicjował nową erę, z określoną drogą przewodnią (miłość, wolność...) do doskonałości, do której jesteśmy zaproszeni my – uczniowie. Nasza wiara zawiera w sobie kierunek konkretny i odpowiedzialny. Jego przyjście jest wyzwoleniem: od różnych problemów z jak, z kiedy, z dlaczego. Z jednej strony przynagla nas do zaufania w moc miłości Boga, z innej strony uczy nas żyć, jakby Królestwo Niebieskie już przyszło. Dlatego zaproszenie: „Czuwajcie!”, żeby powiedzieć nam: wszystko co robisz, rób w sposób mądry. Przeżyj ten obecny moment z intensywnością i doskonałością.

Mawiał męczennik Frere Christian de Cherge: „Wiem, że nie posiadam nic poza tym małym dniem dzisiejszym, żeby podarować go Temu, który wzywa mnie każdego dnia. Ale jak powiedzieć mu «tak» na zawsze, jeśli nie podaruję mu tego małego dnia z teraz... Bóg ma tysiące lat, żeby zrobić jeden dzień, ja mam tylko jeden dzień, żeby zrobić coś dla wieczności: dziś!”. Dlatego koniecznie trzeba czuwać i wiemy, że czuwanie kocha tego, kto trwa w miłości. Jeśli oczekujemy przyjścia kogoś, kogo bardzo kochamy, to takie oczekiwanie rodzi w nas radość. Przeżyjmy ten czas adwentu w miłości do Boga i do bliźniego, którego Bóg stawia u naszego boku.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem

Tłumaczenie

Do wieczora musiałem skończyć tłumaczenie jednego wystąpienia na pewien kongres, gdy zadzwonił do mnie przyjaciel mówiąc, że pilnie potrzebuje pomocy w tłumaczeniu pewnego listu. Jako że dopiero co został zatrudniony jako tłumacz, dobre wykonanie tego zlecenia było dla niego bardzo ważne. Zapewniłem, że mu pomogę. Ale kiedy otrzymałem ten list, zorientowałem się, że niektóre wyrażenia techniczne okazały się trudne także dla mnie, ponieważ nie dotyczyły mojej dziedziny. Dopiero z pomocą Internetu i kilku telefonów do specjalistów zdołałem w czasie przetłumaczyć ten tekst. Odbyło się to kosztem mojej pracy, ale byłem zadowolony, że pomogłem przyjacielowi. Kiedy skończyłem tłumaczenie kolegi, zadzwoniłem do firmy, która zleciła mi pracę, żeby wytłumaczyć, że prześlę im swoje tłumaczenie nazajutrz rano, planując pracować całą noc. Odpowiedź brzmiała: „Możesz spać spokojnie. To wystąpienie zostało przesunięte”.

T. M. Słowacja


EWANGELIA
(Mt 24,37-44)

Dziś propaguje się życie na luzie. Zawsze wielu do tego zachęcało. Może się jednak okazać, że bardzo szybko, niespodziewanie, trzeba będzie się rozliczyć ze swych czynów. Wykorzystajmy czas, jaki mamy, na dobre przygotowanie!

Jezu, wspomnij na mnie... (Łk 23,42)

Słowo, które staje się życiem.

W dzisiejszym urywku Ewangelii spotykamy bezbronnego i umierającego na krzyżu Jezusa. Jego życie nigdy nie było narzucaniem czegoś lecz całkowitą otwartością, aż po ofiarę prowadzącą do realizacji planu Boga dla zbawienia człowieka. Chrystus zechciał się stać początkiem i narzędziem zbawienia nie w sposób zewnętrzny, ale pobudzając do całkowitego, wolnego i osobistego przylgnięcia, stając się skutecznym punktem odniesienia dla oczekiwań i najgłębszych potrzeb człowieka.

„Wspomnij na mnie”: dobry łotr czuje, że sprawiedliwy Jezus, niesprawiedliwie cierpiący, posiada władzę, która przekracza śmierć, ale ma swój początek tu w miejscu stracenia. Jezus na krzyżu pozostaje Zbawicielem: Bogiem, który zbawia, jak wskazuje na to Jego imię. Dokonuje się zbawienie. Łotr prosi, by Jezus wspomniał go (po włosku: ridare al cuore = położyć na sercu). To słowo pochodzi z modlitw Starego Testamentu. Wierzący prosi Boga, by go wspomniał. Jest to prośba o pomoc Bożego miłosierdzia.


Życie, które staje się słowem

UMIERAĆ, PRZEBACZAJĄC

W październiku 1957 roku został stracony na gilotynie 27 letni Jacques Fesch. Obecnie toczy się jego proces beatyfikacyjny, pomimo że zabił policjanta, który ścigał go po dokonaniu napadu. Kim więc był człowiek poszukiwany i obdarowany łaskami od Boga do tego stopnia, że w noc poprzedzającą egzekucję z radosną pewnością wyznał: „Za pięć godzin zobaczę Jezusa”? Był Belgiem, ale urodził się w Saint-Germain-en-Laye na wschód od Paryża. Nieśmiały i raczej zamknięty, ale niezwykle wrażliwy, swoją niespokojną młodość przeżywał bez wiary (ojciec był ateistą o bardzo liberalnych poglądach; matka niezdolna złagodzić negatywnego wpływu męża). By uciec od skorumpowanego środowiska, zaplanował ukraść sporą sumę pieniędzy i wyjechać za granicę. Ta tragiczna w skutkach ucieczka zakończyła się w więzieniu Santé. Ale tam, przeżywając doświadczenie ciemności, otrzymał pomoc od kapelana oraz od swojego adwokata i odnalazł wiarę. Dziennik więzienny, pisany dla córeczki Véronique, jest świadectwem jego wzrostu duchowego. Umarł, przebaczając, z lekką duszą, wiedząc, że jest kochany przez Boga.

Komentarz pod redakcją Giovanniego C.

„PRZEZ SWOJĄ WYTRWAŁOŚĆ OCALICIE WASZE ŻYCIE” (Łk 21,19)

Słowo, które staje się życiem.

Pochwała świątyni staje się dla Jezusa okazją, aby mówić o końcu i czasach ostatecznych. Przestrzegając przed nieuzasadnionymi lękami, Jezus wskazuje jednak niepewność czasu; stąd czujność wobec tych, którzy twierdzą, że znają dokładny czas. Zburzenie świątyni, wojny, katastrofy naturalne nie powinny przerażać lub wprowadzać w błąd: są po prostu znakami wskazującymi na obecną sytuację w świecie, na przemijalność rzeczy, również tych, które chcielibyśmy uznać za ponadczasowe. Są znakami zapowiadającymi koniec świata i naszą ziemską egzystencję.

Obecny czas jest czasem wiary, wystawionej na próbę ze względu na prześladowania i doświadczenia. Moce zła będą się uciekać do różnych sposobów, by zniechęcić uczniów Jezusa, ale pomoc Pana i trwanie w Jego Słowie będą pewną gwarancję zbawienia.

Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie. Wytrwałość chrześcijańska nie oznacza rezygnacji: ona naśladuje ogromną cierpliwość Boga okazywaną ludziom w ich życiu; jest owocem wiary i wolności; ma moc znosić cierpliwie i wytrwale próby; potrafi czekać na dzień Boga, pracując i budując obecny czas w miłości.

GIOVANNI C.


EWANGELIA
(Łk 21,5-19)

Wspaniała świątynia jerozolimska została zburzona. Pan Bóg cieszy się z okazałego kultu, ale jeśli nie towarzyszy mu przemiana serca, to nie ma on większej wartości. Wszystko, co doczesne, przeminie. Dlatego trzeba starać się budować duchową świątynię. Być w niej choćby małym, ale mocnym elementem.

Wszyscy żyją dla Niego (Łk 20,38)

Słowo, które staje się życiem

Bóg, którego kochamy, nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.

W rozmowie z saduceuszami, którzy przedstawili Mu konkretny przypadek na temat zmartwychwstania, Jezus wykracza poza faryzejskie pojęcie zaświatów rozumianych jako zwierciadło rzeczywistości ziemskiej.

Dzieci zmartwychwstania i dzieci Boga, w rzeczywistości są po prostu w świecie życia, bezpieczni od wszelkich ataków, które mogą zagrażać życiu lub je umniejszać; świat, którego istnienie możemy z całą pewnością potwierdzić, ale o którym nic nie wiemy, ponieważ jest całkowicie wyłączony z ludzkiego doświadczenia.

Motywację życia, która trwa wiecznie, nawet po śmierci, znajdujemy jedynie w mocy Boga i Jego wierności wobec swoich stworzeń. Bóg nas miłuje i tej miłości nie może zabraknąć, nigdy się Jej nie wyprze.

Bóg, którego kochamy, w którego wierzymy, jest Bogiem żywych. Żyjemy w Nim przez chrzest, który zanurza nas w życiu Boga. Jak jesteśmy zanurzeni w powietrzu, jak jesteśmy zanurzeni w świetle, tak znacznie więcej, jesteśmy zanurzeni w Bogu. Powietrze, którym oddychamy, pozwala nam żyć; światło pozwala nam widzieć; Bóg daje nam życie. To jest nasze życie! Spróbujmy w tym tygodniu zatrzymać się, aby uświadomić sobie tę prawdę: Żyję dla Boga. To On nadaje sens mojemu życiu. Więc mogę podarować swoje życie dla Niego.

Giovanni Battista C.


MIAŁEM PIENIĄDZE I SUKCESY

Życie, które staje się słowem.
Poszukiwanie sukcesu, udanego życia, pieniędzy. Ale „choć miałem to wszystko, co wydawało mi się potrzebne, czułem się niekochany, brakowało sensu w moim życiu”. Jest to świadectwo, jakie przedstawił Maurizio Fratamico podczas modlitewnego czuwania z Papieżem Franciszkiem w bazylice św. Piotra w maju br. Maurizio wraz ze swoim bratem bliźniakiem Enzo opowiedział o życiu animatora kurortów turystycznych bogatym w sukcesy, kobiety i pieniądze, ale „pozbawionym sensu”.

A wiara? „W mojej przeszłości było miejsce dla Boga, ale potem oddaliłem się, a nawet wyparłem się Jezusa. Moja mama, która wylała wiele łez, nigdy nie przestała się za mnie modlić”. Przełomem był marzec 2002 roku, kiedy, będąc w Afryce, wobec kolejnego kryzysu sensu, „podniosłem oczy do nieba i poprosiłem: «Jeśli jesteś, odezwij się»”. Spotkanie to dokonało się tydzień później, dzięki bratu Enzo: „Zobaczyłem go pełnego radości, z trudem powiedział mi, że przeżył «doświadczenie miłości Boga». Nie chciałem tego przyjąć, wtedy mój brat zbliżył się do mnie z płaczem i powiedział mi «kocham cię». Znaleźliśmy się na kolanach, ściskając się odmówiliśmy „Ojcze Nasz”. Potem było spotkanie ze stowarzyszeniem Nuovi Orizzonti Chiary Amirante, gdzie „po raz pierwszy zaczęliśmy wędrówkę w głąb naszego cierpienia”. A teraz kolejny gest miłości Boga wobec mnie: móc uścisnąć papieża Franciszka.

Za: Avvenire


Życie, które staje się słowem.

BÓG DAŁ MI POKÓJ

Pozwalam sobie napisać po przeczytaniu listu od ojca i matki, którzy stracili córkę. Jestem matką, która tak jak oni, chociaż w innej dynamice, widziała powrót do „domu Ojca” siedemnastoletniego syna. Pamiętam, że bliskiej mi osobie, która przeżywała wielką żałobę, a bardzo modliła się o uzdrowienie, pewien kapłan powiedział: „Nie zawarliśmy żadnej umowy z Bogiem”.

Kiedy zmarł mój syn, byłam daleko od Boga, byłam u bram piekła i niczego się nie spodziewałam. Straciłam wszystko, moje życie skończyło się tam, pod tą ziemią. Żyłam dla mojego syna, on był moim życiem, był światłem moich oczu. Jednak czułam, że Pan mnie nie opuścił.

W swoim nieskończonym miłosierdziu On mnie objął i pocieszył. Dał mi radość, która zapierała mi dech. Nie zabrał mi bólu, ale pozwolił mi odnaleźć pokój serca, jak tylko On to może zrobić. I teraz nie wegetuję po Łukaszu, ale żyję w radości, bo gdy jest miłość, pragniesz, aby drugi był szczęśliwy.

Mój syn nie chciałby z pewnością smutnej matki, która spędza swoje dni czekając na śmierć. Chce jej takiej samej jak zawsze: takiej, która uśmiecha się, kocha i żyje, czekając na dołączenie do niego, aby doświadczyć radości bycia razem w świetle Pana. Spotkać Chrystusa, chociaż w trudnym czasie, było najpiękniejszym doświadczeniem w moim życiu. Nauczyłam się kochać Go na krzyżu Golgoty, ale także w przemienieniu na górze Tabor. Tak jak nauczyłam się mówić: „Niech się stanie, o Panie, Twoja wola, zawsze, cokolwiek to będzie”.

Chciałam na koniec powiedzieć do tych rodziców: „Podnieście oczy, spójrzcie na cud nieba, to tylko niewielka część tej wielkości Boga, tego Boga, który wziął waszą córkę w ramiona. Córkę, która chce waszej radości w tym życiu, bo was kocha i chce tylko i wciąż waszego uśmiechu. Żyjcie, nie wegetujcie, w ten sposób ją uszczęśliwicie”.

L.C. – Brescia


EWANGELIA
(dłuższa, Łk 20,27-38)

Po zmartwychwstaniu nikt nie będzie się żenił, ani za mąż wychodził, nie będzie trzeba przekazywać doczesnego życia. Pozostaną więzi przeżywane na tym etapie naszego istnienia, lecz będą miały inny charakter. Żywy Bóg – Pan życia, pragnie, byśmy z Nim żyli. Dlatego ufnie kroczmy drogą, którą nam wskazuje.

Strona 8 z 60

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie