Gazetka parafialna

I udali się do innego miasteczka (Łk 9,56)

Słowo, które staje się życiem

Jezus rozpoczął swoją posługę od nauczania w synagodze w Nazarecie (4,14), gdzie mieszkańcy miasta negują głoszone przez Niego prawdy. Także tutaj, na początku drogi do Jerozolimy, która zawiodła Jezusa do śmierci i zmartwychwstania, nie jest On pozytywnie odebrany. Ten brak przyjęcia w jednej z wiosek Samarii wywołuje reakcję apostołów. Pragną oni, by Bóg zesłał karę na mieszkańców miejscowości. Jezus jednak demaskuje ich intencje, gdyż wyczuwa w ich rozumowaniu logikę zemsty. Oczywiście przez Jezusa przemawia tu Jego boska siła, ale jest to siła miłości, a nie wynikająca z nadużycia władzy; miłości, która zgadza się na cierpienie, by następnie wybaczyć.

Jezus udaje się do innego miasteczka, ponieważ zawsze znajdzie się inny dom, do którego można zapukać, inna wioska do odwiedzenia, inna okazja, by głosić Bożą naukę, inna okazja, by kochać. Jeśli napotykasz trudność – zacznij od nowa. Jest jeszcze wiele pól do zasiania, wiele osób, które wymagają uzdrowienia i pokochania.

Giovanni Battista C.

A Wy za kogo mnie uważacie? (Łk 9,20)

Słowo, które staje się życiem.

Św. Łukasz powoli ukazuje czytelnikowi, kim jest Jezus. Pierwszy jednoznaczny sygnał jest zarezerwowany tylko dla najbliższego grona jego uczniów. Ewangelista umieszcza tytułowe pytanie w kontekście modlitwy. Właśnie w  takim wymiarze Łukasz chętnie ukazuje wiele momentów zwrotnych w życiu Jezusa – by uzmysłowić nam, że istnieją pytania, na które można wyczerpująco odpowiedzieć sobie tylko w intymnej rozmowie z Bogiem Ojcem.

„A Wy za kogo mnie uważacie?”. „A Wy” – to słowa skierowane do ucznia, żyjącego w jedności z Jezusem, który umie udzielić odpowiedzi wykraczającej poza obiegową opinię. Słyszymy, że to pytanie postawione jest  każdemu z nas: „A kim jestem dla Ciebie?”. To ważne, by umieć udzielić swojej osobistej odpowiedzi. Rzeczą jasną jest, że kochamy to, co znamy. A im bardziej znamy, tym bardziej możemy kochać. Jeżeli pragniemy kochać i iść za Jezusem, ważne jest Go poznać, mieć do niego osobisty stosunek, bezpośredni i głęboki. Nie możemy poznać go tylko z zasłyszanych opinii lub poprzez mniej lub bardziej wiarygodne opowiadania. W tym tygodniu skupmy się na tym, by nie uciekać od odosobnienia i modlitwy, które umożliwią nam odpowiedzieć sobie na postawione przez Chrystusa w Ewangelii pytanie.


EWANGELIA
(Łk 9,18-24)

Ewangelie, jak i całe Pismo Święte, zostały spisane setki lat temu. Kiedy czytamy o Jezusie, czasem rodzi się w nas pokusa, aby umiejscowić wszystko w czasie przeszłym. Wtedy Ewangelia byłaby dla nas jedynie ciekawą książką. Tymczasem słowa Ewangelii to żywe Słowo odnoszące się do nas „tu i teraz”. Pan Jezus jest obecny w naszym czasie teraźniejszym. On mówi do nas przez Słowo i nieraz doświadczamy w życiu cudownych skutków działania słowa Bożego.

Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. (Łk 7,47)

Słowo, które stało się życiem

Ewangelia tej niedzieli pokazuje nam prawdziwe serce Jezusa. Nie dość, że przypomina nam o Miłosierdziu Bożym, tak jak przypominali prorocy, to jeszcze okazuje się czymś więcej: przemawia do kobiety, którą wszyscy mieli za grzesznicę: „Twoje grzechy zostały Ci przebaczone. Twoja wiara Cię uratowała”. W tym geście Jezus ucieleśnia Miłosierdzie Boże.

Ta właśnie kobieta znajduje w sobie odwagę, aby złożyć u stóp Chrystusa całe swoje nędzne życie, łzy zdradzające cierpienie i frustrację, aby odwołać się do wolności i zbawienia, które przychodzi od Tego, który ma moc przebaczyć grzechy. I Jezus właśnie tak robi: są jej odpuszczone liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. To nie miłość jednak spowodowała odpuszczenie win, lecz łzy kobiety i jej wylewne zwierzenia świadczące o tym, że w jej świadomości nastąpiła jakaś zmiana. Kobietę uratowała wiara: nie zasłużyła ona na więcej niż faryzeusze, ale w przeciwieństwie do nich zrozumiała, że stoi przed Tym, który może przebaczyć winy i oddała się Mu z ufnością. Miłość definiuje nas na zewnątrz, a wewnątrz nas tworzy pustkę, która domaga się uzupełnienia pełnią boskiej miłości. Uczyńmy nasze życie ciągłym wyrazem miłości. Jezus mówi to każdemu z nas, tak jak tamtego dnia powiedział faryzeuszowi.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem.

POJEDNAĆ SIĘ, BY ZAPOMNIEĆ BŁĘDY MIŁOŚCI

Ślub wzięli bardzo wcześnie, szybko mieli trójkę dzieci, a potem… Rutyna i coraz intensywniejsza praca rozciągnęły zasłonę milczenia między Giovannim a Francescą, pięćdziesięcioletnimi mieszkańcami małej miejscowości na północy Włoch. Przez jakiś czas dawali radę, raz lepiej, raz gorzej, aż pewnego dnia on spotkał inną kobietę, z którą zaczął się spotykać. „Znowu czułem się pełen życia i wreszcie wolny” – wspomina Giovanni. Tajemny romans trwa do dnia, kiedy Francesca dowiaduje się o wszystkim i postanawia skończyć swój związek z Giovannim mimo ponad dwudziestoletniego stażu małżeńskiego. „Świat mi się zawalił – wspomina z bólem Francesca – czułam się rozdarta na strzępy, znieważona jako kobieta i jako żona”.

Kiedy dokumenty do separacji były już gotowe, za radą proboszcza i pary znajomych Giovanni i Francesca zdecydowali się spróbować jeszcze raz i zwrócili się do Retrouvaille (grupy wsparcia dla rodzin). „Z początku nie wierzyłem za bardzo, że to może pomóc – wyznaje Giovanni  - zgodziłem się wziąć udział w spotkaniach tylko dlatego, że zależało mi na przebaczeniu żony”.

Tak właśnie małżonkowie znaleźli się na weekendowym wyjeździe, podczas którego powiedzieli sobie wiele słów, których od lat już sobie nie mówili. „To podczas tych dni pomyślałam po raz pierwszy, że może faktycznie Zmartwychwstanie miało miejsce dla nas, ludzi” – dodaje Francesca, która przechodzi przez ciężki okres przebaczenia i pogodzenia się z mężem. „Jest to dla mnie trudne, bo nie jestem ani świętą, ani bohaterką” – przyznaje, równocześnie zauważając, że z coraz większym przekonaniem stawia kroki na tej ścieżce. „Teraz bierzemy się za ręce i każdego dnia szukamy u Boga pomocy, aby przebaczył nam samym i byśmy umieli przebaczać wzajemnie zło, które sobie wyrządziliśmy, świadomie lub nieświadomie” – stwierdzają na koniec Giovanni i Francesca. Na koniec swojej drogi pozostali do dyspozycji Retrouvaille i pomagają teraz innym związkom pogrążonym w kryzysie, dzieląc się własnym doświadczeniem bólu i odrodzenia.

Paolo Ferrario, z czasopisma „Avvenire”


EWANGELIA
(krótsza, Łk 7,36-8,3)

Pan Jezus pragnie naszego nawrócenia. On czeka, gdy odchodzimy, gdy się gubimy w życiu. I wracamy, czasem po dłuższym czasie. Zapomnieliśmy, jak się modlić, zapomnieliśmy, jak się spowiadać. Lecz pragniemy do Niego wrócić, pragniemy Jego miłosierdzia. Panu Jezusowi wtedy nie potrzeba naszych słów. Wystarczą gesty, mowa ciała. Zapłakać jak Piotr po zdradzie, upaść na kolana jak owa kobieta z dzisiejszej Ewangelii – to też jest modlitwa.

A zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce (Łk 7,15)

 

 

 

Słowo, które staje się życiem.

Dzisiejszy fragment Ewangelii wpisuje się w szerszą całość, która przygotowuje wiernych do odpowiedzi na pytanie postawione przez Jezusa: „A Wy za kogo mnie uważacie?”. Wskrzeszenie syna wdowy jest poprzedzone przypowieścią o uzdrowieniu umierającego sługi setnika. Tożsamość tego ostatniego – poganina, i wdowy – Izraelitki, w pełni ukazuje uniwersalność działalności Jezusa jako Zbawiciela. Nauczyciel stawia te postaci w centrum: pochwala setnika poganina (7,9); ratuje od śmierci młodzieńca, poruszony niewymownym żalem jego matki (7,15).

We fragmencie rozważanym tej niedzieli Jezus jest bohaterem i każda czynność jest odniesiona do Niego: On widzi, mówi, zbliża się i dotyka. Poprzez jego spojrzenie możemy przeniknąć cudze serca, aby dostrzec matczyne łzy i wzruszyć się młodym wiekiem umierającego chłopaka. Jezusa „dostrzega” kobietę, rozumie jej matczyny żal i działa. Radzi kobiecie otrzeć łzy; podchodzi i dotyka trumny. Każe umarłemu młodzieńcowi powstać i oddaje go kobiecie, która ponownie staje się matką. Przyjmuje jako syna młodzieńca, którego życie już nie pochodzi od niej, lecz od Jezusa, od Stworzyciela. Chrystus w ten sposób udziela nam lekcji niesamowitego człowieczeństwa, tak bardzo potrzebnego w naszym społeczeństwie. Przeżyjmy ten tydzień „kochając bliźniego jak siebie samego”.


Życie, które staje się słowem.

PRECIOUS (SKARB)

Siedzę przy moim biurku w gabinecie, jest prawie 8:30. Niedługo przyjdą petenci. Komputer już włączony, długopisy na stole, rozłożone dokumenty czekające na wypełnienie. W poczekalni gromadzą się ludzie, którzy stracili pracę, są zdesperowani, pozbawieni złudzeń. Trudna grupa osób, których życie nie rozpieszczało, a od Ciebie oczekują cudu, bo stoisz po drugiej stronie barykady. A Ty prawie zawsze jesteś bezsilny, uwięziony w procedurach prawnych, nie jesteś w stanie wszystkim odpowiedzieć i pomóc!

Podchodzi do mnie czarnoskóra dziewczyna, drobna, najwyżej dwudziestoletnia. Kręcone czarne włosy, oczy jeszcze czarniejsze. Siada, otwiera kartotekę, przedkłada mi serię dokumentów potrzebnych do zarejestrowania się. Od razu widzę, że jest uchodźcą. Dotarła do Włoch kilka miesięcy temu drogą morską, z Afryki. Spoglądam na nią. Jest poważna, opanowana, pełna godności i młodziutka. Zna kilka włoskich słów, jest przestraszona, ale pełna nadziei… Na imię jej Precious (Skarb). Przeglądając dokumenty zdaję sobie sprawę, że nie mogę jej zarejestrować z powodu jednego z wpisów w protokole, który według naszych zasad uniemożliwia przyjęcie cudzoziemca. Mówię jej: „Nie mogę cię zarejestrować”, a ona, już zaniepokojona, odpowiada cienkim głosem: „Ale ja muszę się zarejestrować, inaczej nie mogę tu zostać… Błagam panią!”. „Nie mogę Precious, naprawdę nie mogę, bardzo mi przykro. To nie zależy ode mnie, to przez wpis w protokole…”. „O nie, błagam panią, niech mnie pani nie odsyła! Powiedzieli mi, że muszę…”. „Ile masz lat?”. „22. Jestem tu z moim bratem. Uciekliśmy przed wojną. Moja rodzina została w Afryce, daleko… nie wiem, co mam robić… Błagam…”.

Zrezygnowana zwiesza głowę, nie mówi już nic więcej. Widzę dwie ogromne łzy spływające jej w dół po policzkach. Gorące i niszczące. Patrzę na nią zmieszana, bezradna, dotknięta. W tym konkretnym momencie naprawdę umiem zrozumieć całą desperację i smutek, które te osoby kryją w sobie. Wzruszona, przypominam sobie wiersz, którego uczyłam się w szkole: „Biedni ludzie! Daleko od bliskich, we wrogim kraju…”. Niezmiernie daleko od domu, w nieznanym państwie, z nieznanym językiem, bez współczucia, w walce z trudnymi i wrogimi przepisami, podejrzliwością i pogardą ze strony tych, którzy powinni przyjąć do siebie bliźniego.

„Nie płacz Precious. Zobaczysz, że wszystko się ułoży, spokojnie, pomogę ci!”. Płacze cicho, łagodnie, z godnością, prawie tak, jakby nie chciała przeszkadzać… Podnoszę słuchawkę, wymieniam kilka telefonów, faksów z wyjaśnieniem, aż w końcu po jakiś czasie spoglądam na dziewczynę siedzącą przede mną, która czeka wyczerpana na moje słowa: „Hej, wszystko w porządku. Możesz zostać!”. Podnosi oczy, błyszczące i smutne, oczy, które widziały już niejedną tragedię, ociera dłonią mokry policzek, patrzy na mnie pełna cierpienia: „Dziękuję. Jesteś dobra…”. Czasem tak mało wystarczy…

Patrizia


EWANGELIA
(Łk 7,11-17)

Gdy opłakujemy naszych zmarłych, to Pan Jezus płacze z nami. On nosi nasze cierpienia. On jest Panem życia, dlatego śmierć napełnia Go smutkiem, jak każdego z nas. Nam, gdy opłakujemy zmarłego, wydaje się, że to już koniec. Faktycznie nikt nie zastąpi tego pustego miejsca. Pan Jezus wie, że to nie koniec. W Ostatnim Dniu zostanie pokonana śmierć. Już jej nie będzie! A Jezus do każdego teraz umierającego powie wtedy: „[…] tobie mówię, wstań!”.

 

 

 

„Panie, nie jestem godzien”

Słowo, które staje się życiem

Kto pierwszy wypowiedział te słowa powtarzane na każdej Mszy Świętej? To poganin uważający się za niegodnego przyjęcia Jezusa pod swym dachem. My wypowiadamy je, gdy Chrystus ma przyjść do naszego serca. Na ile jesteśmy godni takiej gościny?

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam króla Salomona i setnika poganina, którzy usilnie zanoszą prośby do Boga. Po poświęceniu Świątyni Salomon prosi za cudzoziemcami. Przyjdą oni z dalekich krajów przez wzgląd na imię Boga. Przyjdą i uwierzą. Dokona się to dzięki wysłuchaniu ich modlitw. Wówczas wszystkie narody będą z bojaźnią chwaliły Pana za Jego łaskę i wierność. Jest to zapowiedź tego, że i poganom Pan Bóg udzieli łaski nawrócenia i zostaną przed nimi otwarte drzwi wiary (Dz 14, 27). Bóg odpowiada na te modlitwę w Jezusie, który jest Świątynią Bożą.

Setnik poganin usilnie prosi Chrystusa o uzdrowienie sługi. Odczuwa on bojaźń przed zbliżeniem się do Jezusa. Tak samo niegdyś Żydzi czuli lęk przed spotkaniem z Bogiem. Setnik pokornie prosi jednak o dobro dla drugiego człowieka i zostaje wysłuchany dzięki swojej wierze, która była „większa od wiary w Izraelu” (Ewangelia). Jezus uzdrowił sługę na odległość, objawiając, że Bóg nie jest ograniczony w działaniu do jednego miejsca. Słowa setnika poganina Kościół uwiecznił w liturgii. Są one wypowiadane przez zebranych ze wszystkich narodów wokół Chrystusa, który przychodzi, aby nas leczyć. Gdy je powtarzamy, musimy mieć świadomość, że nie jesteśmy godni. Wiara otwiera nas jednak na Słowo, które przychodzi, uzdrawia, przebacza i zbawia.

Ks. Mariusz Szmajdziński


Życie, które staje się słowem.

Bóg mi pomoże

Kiedy zachorowałam, moi rodzice byli bardzo zaniepokojeni i zdecydowali, że zaniosą mnie do szamana. Ja się sprzeciwiałam: „Ja wierzę w Boga i on mi pomoże”. Modliłam się, a czas mijał bez żadnej poprawy. Mój ojciec musiał wyjechać do pracy, mama miała jechać z nim. Zanim odjechał, zostawił mi pieniądze na życie dla mnie i mojego rodzeństwa. To było wszystko, co mógł nam zostawić, ale za mało, żebym mogła też się leczyć.

W międzyczasie mój stan się pogorszył, bałam się i nie wiedziałam, co robić. Powinnam iść do lekarza, ale z tak małą ilością pieniędzy to było niemożliwe. Modliłam się z moim rodzeństwem, nie znajdując żadnego rozwiązania, potem przypomniałam sobie fragment z Ewangelii: „Szukajcie Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane...”. Próbując zrobić z mojej strony wszystko, co możliwe, zebrałam się na odwagę i wzięłam wszystkie pieniądze i poszłam do lekarza, przyjaciela ojca, który mnie znał. Przyjął mnie, dał skierowania na inne badania, których koszt bardzo przewyższał wszystko, co miałam. Myśląc o fragmencie Ewangelii poszłam je zrobić. Kiedy poszłam odebrać wyniki, lekarz uśmiechnął się do mnie i powiedział mi, że wszystko gratis, i podarował mi jeszcze lekarstwa, które potrzebowałam. Co za radość, mogłam się leczyć i miałam jeszcze pieniądze na żywność aż do powrotu taty. Leczyłam się, wyzdrowiałam, dziękuję Bogu.

E. W. – Wybrzeże Kości Słoniowej


EWANGELIA
(Łk 7,1-10)

Przez Słowo Bóg stworzył świat. Potem Słowem prowadził i wychowywał swój lud. A wreszcie w Osobie Jezusa Chrystusa Słowo stało się ciałem. Słowo głoszone przez Pana Jezusa miało moc uzdrawiania i nawet ożywiania. To Słowo ma nadal taką samą moc. Tylko my, dzieci epoki dewaluacji słowa, w to nie wierzymy. Trzeba nam zacząć od początku, otworzyć Pismo Święte i czytać.

Duch Święty z mojego weźmie i wam objawi (J 16,15)

Słowo, które staje się życiem.

Ewangelia wybrana do liturgii dzisiejszej niedzieli, w święto Trójcy Przenajświętszej, to krótki fragment długiej mowy pożegnalnej Jezusa. Wielokrotnie obiecał On dar Ducha Świętego: będzie to Duch Prawdy, Pocieszyciel, ten, który uzdolni uczniów do dawania świadectwa. W dzisiejszym fragmencie Jezus opisuje działanie Ducha Świętego we wnętrzu wspólnoty. On kontynuuje dzieło Jezusa, działając jako ten, który objawia. Wraz z przyjściem Ducha Świętego wierzący będą mogli głębiej przeniknąć w treści Objawienia. Duch Święty nie przynosi nam niczego nowego, ale pomaga wierzącemu trwać w tym wszystkim, czym Jezus nas obdarował, aby zrozumieć nowe wyzwania, które głoszenie Ewangelii będzie stopniowo napotykać i odnaleźć odpowiedź w świetle wiary w Zmartwychwstałego. Duch Święty zawsze będzie nam objawiał od nowa tajemnicę Jezusa, aż wyryje ją w naszych sercach i uczyni żywym jej wspomnieniem. Uczmy się słuchać z większą pilnością głosu Ducha Świętego, który mówi w nas.


życie, które staje się słowem.

Pułapka

Przeszło rok moja teściowa mieszka z nami. Pewnego dnia uświadomiłam sobie, że nie okazuję jej należytego szacunku, jak przystało. Zrozumiałam, że muszę zmienić postępowanie i zaczęłam odnosić się do niej z serdecznością, podpowiedziałam jej na przykład, gdzie może zrobić zakupy, o których myślała. Było to dla mnie jak wyjście z pułapki. Prawdziwa miłość nie może zastanawiać się za dużo, kalkulować. Trzeba podjąć działanie. Ostatecznie, odnalazłam nową wolność.

M.S. Włochy


EWANGELIA
(J 16,12-15)

Tajemnica Boga w Trójcy Jedynego przewyższa możliwości naszego pojmowania. Lecz ta tajemnica nie przeraża nas, nie zaciemnia w nas obrazu Boga. Jest gwarancją prawdziwości Pana Boga. W wielu religiach występuje pojęcie Boga, ale pojęcie Boga w Trójcy Jedynego nie może być wymysłem ludzkim. Dlatego jestem z tego dumny, że wierzę w Boga Prawdziwego!

Duch Święty wszystkiego was nauczy (J 14,26)

Słowo, które staje się życiem.

We fragmencie proponowanym przez liturgię na tę uroczystość Pięćdziesiątnicy Duch Święty jest przedstawiony w swojej funkcji doskonałego interpretatora słów Jezusa. On rzeczywiście będzie musiał nauczać i przypominać: Duch Święty pogłębia Ewangelię Chrystusa, ale przede wszystkim przekonuje serca wierzących prawdą wiary. Duch święty został posłany, aby prowadzić nas uczniów do pełnego zrozumienia prawdy, i żeby towarzyszyć wspólnocie chrześcijańskiej w trudnym zadaniu łączenia wierności z nowością.

Nauczanie Ducha Świętego jest jak postępująca podróż ku "centrum",  prowadzi nas w głąb pełni prawdy (J 16,13). Prowadzi nas od poznania powszechnego do poznania osobistego.  Otwórzmy się w tym tygodniu na tchnienie Ducha Świętego, pozwólmy się prowadzić Jego słowu. On nas doprowadzi do ukochania Jezusa, do słuchania Jego słów i do przestrzegania przykazań.


Życie, które staje się słowem.

TEN WYMOWNY GEST

W społeczeństwie afrykańskim kobieta i dziecko są uważane za gorsze stworzenia. Spytałem Dieudonné’a, jaka powinna być w tym wszystkim postawa chrześcijanina. Rozmawialiśmy przez dwie godziny, ale nie udało mu się mnie przekonać. Zdążyłem go pożegnać, gdy rozległ się hałas i automatyczne odwróciłem się za siebie: dziewczynka, która niosła wiadro wody na głowie, przewróciła się  kilka metrów od nas. Podczas gdy wszyscy się śmiali i nikt palcem nie ruszył, zauważyłem, jak Dieudonné pospieszył, aby pomóc małej podnieść się z błota. I na tym nie skończył: Poszedł do źródła ponownie napełnić wiadro i zaniósł je aż do domu. Milcząc obserwowałem tę scenę; tak jak ja, tak i inni byli zaskoczeni, że Dieudonné tak postąpił w stosunku do dziecka. Ten gest był dla mnie bardziej wymowny niż cała nasza rozmowa.

A.B., Kamerun


EWANGELIA
(J 14,15-16.23b-26)

Pan Bóg dał nam Dziesięć Przykazań. Często patrzymy na nie jak na zbiór nakazów i zakazów. Tymczasem jest to dar, który pomaga nam uporządkować życie. To też zadanie, ponieważ życie dekalogiem to proces trwający przez wszystkie nasze dni. Duch Święty pomaga nam zrozumieć, że przestrzeganie przykazań jest wyznawaniem naszej miłości Bogu w Trójcy Jedynemu.

Strona 9 z 59

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie