Gazetka parafialna

Dłużnicy miłości

Napomnienia czy donosy źle nam się kojarzą. Nie lubimy przecież być upominani, a przed donoszeniem odczuwamy wstręt. A oto Jezus pozostawia nam polecenia: „Idź i upomnij... donieś...”. Jak realizować to, co w pierwszym odczuciu nie jest dla nas przyjemne?

Napominanie jest naszym obowiązkiem, ponieważ stanowi ono sposób na ratowanie błądzącego brata czy zagubionej siostry. Przykazanie wzajemnej miłości przynagla nas do odpowiedzialności za drugiego człowieka, łącznie z troską o jego zbawienie. Prorok Ezechiel staje się stróżem brata swego i znalazcą zagubionych dzieci. Nie może milczeć, ponieważ odpowiedzialność za śmierć grzesznika spadnie na niego (I czytanie).

Ta troska każe nam starać się sprowadzić bliźniego ze złej drogi. Jeżeli jednak, korzystając z daru wolności, odrzucać on będzie wszelkie słowo zbawiennego napomnienia i okazywanego miłosierdzia, to wspólnota powierza go Bogu Ojcu, który może dokonać rzeczy niemożliwych dla sprowadzenia zbłąkanej owcy. Kościołowi natomiast pozostaje z żywą wiarą modlić się o jego dobro. Modlitwa jest wspólnototwórczym darem, sprawiającym, że Jezus wciąż jest obecny w Kościele.

Chrystusowe „donieś” Kościołowi jest więc zaleceniem modlitwy wobec siebie nawzajem. To jest największy wyraz wzajemnej miłości, która jest więzią jednoczącą wspólnotę. Napomnienie, a nawet doniesienie, jeżeli bierze początek w miłości, „nie wyrządza zła bliźniemu”, lecz „jest doskonałym wypełnieniem Prawa”. Dlatego mamy być dłużnikami miłości (II czytanie). To właśnie miłość przynagla do życzliwego zainteresowania się swoim bliźnim.

ks. Mariusz Szmajdziński
Dzień Pański – Biuletyn liturgiczny nr45/2017


EWANGELIA
(Mt 18,15-20)

Napomnienie braterskie jest cenną przysługą. Nie wszyscy chcą je przyjąć. Prawdziwa miłość jednak zobowiązuje, by go udzielić błądzącemu. Ale jak, by czuł, że wypływa ono z troski o jego dobro. Ufajmy w moc wspólnej modlitwy. Razem polecajmy Bogu to, co ważne dla nas, naszych sióstr i braci.

Uświęcanie umysłu

Bóg nas uwodzi (I czytanie). Pociąga pięknem miłości wymagającej i pełnej żaru ognia. Zjednuje swoim niespodziewanym i nieprzewidywalnym słowem, które głęboko uderza. Zaciekawia faktami z życia, które zapraszają nas do odnawiania umysłu i patrzenia na rzeczywistość Jego oczami.

To przepiękna postawa naszego Pana, który urzeka serce każdego. Takie zachowanie Boga spotyka się z naszej strony albo z dyspozycyjnością, chęcią wzrastania i lepszego poznawania Go, albo z obojętnością, odmową, krytyką...

Nasze powołanie to nieustanne poszukiwanie Pana Boga w każdej sytuacji, w każdej minucie, w tym wszystkim, co możemy zrobić i ofiarować w liturgii naszego życia. Wszystko zaczyna się od umysłu, który jest darem Boga. On nas zaprasza, byśmy ćwiczyli umysł w wybieraniu dobra, tego co lepsze, co Jemu miłe, zgodne z Jego wolą. Uświęcanie intelektu przez dobre lektury, prawe myślenie, szukanie prawdy, nieustanne odnawianie – jest naszym zadaniem.

Pan Bóg powołuje nas w paradoksie życia „straconego” z Jego powodu i jednocześnie „odnalezionego” na wieki. Nie rozumie tego nawet sam Piotr z dzisiejszej Ewangelii. Pojął to dopiero po doświadczeniu Zmartwychwstania swego Mistrza.

Niekiedy myślimy tak bardzo po ludzku. Pomaga nam jednak świadomość, że każda Eucharystia jest przepiękną okazją do poszukania, do zachłyśnięcia się przeobfitą miłością Boga. On z miłości pociąga nas, zjednuje, zaciekawia, byśmy wychodzili z siebie, przekraczali siebie, szli za Nim, biorąc krzyż.

Bóg nas pociąga, a czy my pozwalamy się pociągnąć?

s. Anna Juźwiak – apostolinka
Biuletyn liturgiczny DZIEŃ PAŃSKI nr 44/2017


EWANGELIA
(Mt 16,21-27)

Święty Piotr nie chciał przyjąć zapowiedzi Męki. Gdy zaczął myśleć po swojemu, z odbiorcy natchnień Ojca z nieba stał się narzędziem szatana. Nam też to grozi. Dlatego zawsze jako uczniowie postępujmy za Chrystusem. On prowadzi nas czasem trudną drogą Męki do radości Zmartwychwstania.

Niezbędna jest Jego łaska

Szymon Piotr w odpowiedzi na pytania Pana Jezusa mówi jasno i wyraźnie, kim On jest: Mesjaszem i Synem Bożym. W zamian słyszy, że aby poznać prawdę o Bogu, niezbędna jest Jego łaska. Ona pozwala widzieć więcej niż to, co wiemy, co zdołaliśmy poznać sami, co słyszeliśmy od innych, co nam się wydaje. Jest niezbędna, aby rozpoznawać obecność Bożą w naszym życiu. Pan Jezus nie pozostaje dłużny: kiedy wyznaję Mu, kim jest On dla mnie, mówi mi, kim naprawdę jestem. I jakie cele wyznaczył mi Bóg. Bliższe poznanie Pana Jezusa zawsze skutkuje poznaniem prawdy o sobie – tego, jak mnie widzi Ojciec, który jest w Niebie. Czyż to nie wspaniała wiedza, którą warto posiąść?

Lidia Molak
Agenda Liturgiczna Maryi Niepokalanej - Tom II 2017


EWANGELIA
(Mt 16,13-20)

Święty Piotr wyznaje godność mesjańską i Boską swego Mistrza. Chrystus stwierdza, że to poznanie nie wynika z możliwości ludzkiej natury. Jest darem Ojca z nieba. Ten, kto umie się na taki dar Ojca otworzyć, może z Bogiem zgodnie współdziałać. Piotr otrzymał klucze królestwa Bożego. Trwajmy przy jego następcy – Ojcu Świętym, i módlmy się, by dobrze wypełnił swoje powołanie.

Królestwo niebieskie naszym skarbem

W niebezpiecznych czasach, w sytuacji zagrożenia życia staramy się zachować, ukryć to, co najcenniejsze, a czego nie możemy zabrać ze sobą. Jak wiemy z wielu historii, nadzieja na to, że kiedyś się powróci na to miejsce i odnajdzie ukryte skarby, jest złudna. Najczęściej się nie wraca, a skarby trafiają w inne ręce. Taką właśnie sytuację dla swej przypowieści wykorzystał Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Skarb, o którym mówi, to królestwo niebieskie. Jest on bezcenny i może być odkryty jedynie przez tych, którzy uwierzą Mistrzowi z Nazaretu. Jak słyszymy, można go odkryć przez przypadek. Autor chce tym samym podkreślić, że zbawienie jest darem ofiarowanym przez Boga ludziom. Nie można sobie na niego zasłużyć. Nie jest też zapłata za coś. Gdy się jednak odkryje ten skarb, nie sposób mieć wątpliwości lub odkładać działania na późniejsze czasy. Trzeba podjąć decyzję tu i teraz, zostawić wszystko. Nie oznacza to rezygnacji z czegoś, gdyż znaleziony skarb zastępuje wszystko to, co do tej pory było ważne i wartościowe.

Ludziom, którzy nie znaleźli skarbu, takie zachowanie wydaje się szaleństwem i nie potrafią go zrozumieć. Tak jak koledzy zakochanego nie mogą pojąć, że opuszcza on ich towarzystwo dla jakiejś dziewczyny. Zakochany nie umie żyć bez wybranki swego serca. Taki wybór nadaje sens jego życiu. Podobnie dzieje się, gdy spotykamy Boga w naszym życiu. Nie jest to proste. Dlatego Jezus pyta swoich słuchaczy: „Zrozumieliście to wszystko?”.

Skarb Chrystusa jest ukryty. Niełatwo go odkryć. Wymaga to wysiłku. Nie jest błyskotką, którą można pochwalić się przed innymi. Nie jest bogactwem materialnym, dzięki któremu da się osiągnąć ludzkie poważanie, potęgę i chwalę. Tylko ci, którzy go naprawdę zdobyli, mogą zakrzyknąć za św. Franciszkiem z Asyżu: „Bóg mój i wszystko moje”.

Na podstawie „Oremusa” – lipiec 2017


EWANGELIA
według św. Mateusza:
(Mt 13.44-52)

Bóg, który zakochany jest w człowieku, w nim znalazł swój skarb. Człowiek jednak nie zawsze odnajduje swój skarb w Bogu. Poszukując najważniejszych wartości, może się pomylić albo zostać oszukanym. Potrzebuje wielkiej mądrości.

Nie bójcie się (Mt 10,31)

Jezus stale zachęca swoich [uczniów], by się nie bali. Po pierwsze dlatego, że są oni dużo cenniejsi niż jakakolwiek najmniejsza rzecz, o którą Ojciec bardzo się troszczy. Po drugie, ponieważ żaden człowiek nie ma prawa pozbawiać ich życia płynącego ze Słowa. Po trzecie, ze względu na Królestwo Boże, które – niezależnie od trudności – ma być głoszone wszędzie, aby mogło zapanować.

Chrześcijańska alternatywa wobec potęgi strachu nazywa się: zaufanie Bogu. Jesteśmy w Jego rękach, w rękach troskliwego Ojca, który ma pełną i realną władzę nad człowiekiem, który objawił się w historii jako zbawcza moc, który uwalnia ubogiego z rąk złoczyńców (Jr 20,13).

Uczniowie Jezusa mogą być zastraszani z powodu otwarcie głoszonego słowa Mistrza. Ewangelia nie pozostawia nikogo obojętnym, ponieważ jest ona zbawieniem dla tych, którzy mają wiarę i wyrokiem dla tych, którzy ją odrzucają.

Jezus podaje również powód, aby się nie bać. Ponieważ ludzie nie decydują o życiu i losach uczniów Pana, nigdy nie mogą złamać jedności z Bogiem, do którego należy ostateczny i całkowity cel istnienia. Kto głosi Ewangelię, jest strzeżony przez Pana. Słowa te są więc zaproszeniem do zaufania i ufnego powierzenia się rękom i sercu Boga, który jest Ojcem każdego: możemy ufać i polegać na jego wszechmocnej i troskliwej obecności.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem.

NIC NIE JEST MAŁE, CO ZOSTAŁO ZROBIONE Z MIŁOŚCI

Kiedy prowadzę samochód, robię wszystko, by walczyć ze zdenerwowaniem, które pojawia się we mnie i w innych. To niesamowite, że kiedy ustąpię i przepuszczę kogoś, rezygnując z prawa pierwszeństwa, obserwuję, że ten kogo przepuściłam, za chwilę robi to samo wobec kolejnej osoby… Jeśli natomiast zachowuję się inaczej, wzrasta agresja.

Pewnej soboty, po odwiezieniu mojego syna do szkoły, weszłam do kościoła na krótką modlitwę. Usiadłam w ostatniej ławce. Nagle do opustoszałego kościoła wszedł mężczyzna, podszedł do mnie, złapał moją torebkę i wybiegł na zewnątrz. Ogarnęła mnie panika: mój mąż był w Hiszpanii na służbowym wyjeździe, a nie mając kluczy, nie mogłabym wejść do domu. Poza tym miałam tam dokumenty… Pod wpływem impulsu wybiegłam z kościoła. Złodziej właśnie odpalał motor. Złapałam go za rękę, prosząc go, by oddał mi klucze i dokumenty… Odjeżdżając pociągnął mnie, więc upadłam, a jemu udało się odjechać.

Młode małżeństwo, które przechodziło obok, widziało całe zajście, więc podeszło, by mi pomóc. Okazało się, że  mężczyzna jest lekarzem, obejrzał mnie i stwierdził, że to jedynie siniaki, natomiast pod adresem złodzieja ze złością powiedział: „Wcześniej czy później AIDS wymierzy mu sprawiedliwość”. Te słowa zabolały mnie bardziej niż siniaki, które miałam. Z ogromną miłością powiedziałam: „Wydaje mi się, że to bardzo nieszczęśliwy człowiek i kto wie, co już w życiu przeżył i co go zmusiło do takiego czynu”. Złość mojego wybawcy zniknęła i przyznał mi rację.

Odjeżdżając, pomyślałam, że tylko miłość, przerywając łańcuch negatywnych sytuacji, może przezwyciężyć zło i nienawiść. Chwilę po tym zobaczyłam moją torebkę porzuconą na poboczu. Nic z niej nie zostało skradzione, nawet pieniądze.

Nic nie jest małe, co zostało zrobione z miłości… Wystarczy usunąć z ulicy szkło rozbitej butelki; pozostawić czystszą niż zastałam publiczną toaletę tak, żeby ten, kto skorzysta z niej później, zastał ją taką, jaką ja bym chciała zastać…”.

C. L.


EWANGELIA
(Mt 10,26-33)

Kościół chyli czoło przed tymi, którzy ponieśli śmierć męczeńską za wiarę w Jezusa, i w trakcie procesu beatyfikacyjnego nie wymaga spełnienia warunku o cudzie za przyczyną kandydata na ołtarze. Męczennicy to ci, którzy przyznali się do Jezusa nawet w chwili śmiertelnego zagrożenia – nie bali się tych, którzy grożą ciału, troszczyli się o duszę.

Wie o mnie wszystko

WIE O MNIE WSZYSTKO

Gdy spotykamy długo niewidzianego znajomego, nie wiemy, od czego zacząć rozmowę. Często słyszymy: „Co u Ciebie?”. Pytanie banalne, ale kłopotliwe. W odpowiedzi stosujemy unik: „W porządku”. A myślimy: „A co tam naprawdę u mnie?”. Może czujemy się znękani, porzuceni, niepotrzebni. Kto to zrozumie?

To, co naprawdę dzieje się w moim sercu, zna tylko Bóg, który jest w trzech Osobach. Mogę udawać, chować się, uciekać. On to wszystko wie. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus patrzy na tłum ludzi i wie, co się z nimi dzieje. Zna ich serca. On wie, że potrzebują opieki – Pasterza.

Tłum, na który patrzy Jezus, nie jest anonimowy. On patrzy na całość i jednocześnie na każdego indywidualnie, On to potrafi. I w tym tłumie jestem też ja. Może próbuję być mocarzem i bohaterem. Jezus patrzy z Miłością i troską. On widzi moje wysiłki, ale wie o mojej słabości i niedoskonałości.

Jezus nie jest obserwatorem i widzem. teraz patrzy na mnie, ale już wcześniej zostałem przez Niego usprawiedliwiony (Rz 5,9). On na krzyżu przelał krew za każdą moją słabość, za każdy grzech. Ofiarował mi sakrament chrztu, przez który należę do Niego.

Jezus mówi do mnie tak jak Bóg do narodu wybranego: „[…] niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie” (I czytanie). Gdy się zgubię, Chrystus mnie szuka. Przez słowo, ludzi, wydarzenia. On pragnie, abym z Nim rozmawiał w modlitwie. On pragnie, abym patrzył na Niego, obecnego w Najświętszym Sakramencie. W tym milczącym spotkaniu. Wtedy ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie… i przemienia moje serce.


Życie, które staje się słowem.

NIELEGALNY

Przyjąłem do pracy Dominika z Maroka, który od czterech lat nielegalnie przebywał we Włoszech. Ta praca otworzyła przed nim możliwość wystąpienia o pozwolenie na pobyt, a co za tym idzie - życie zgodne z prawem. Do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy, podjęliśmy decyzję – w porozumieniu z naszymi dziećmi – że tymczasowo zamieszka z nami. Jego obecność w naszym domu otworzyła nam nowe horyzonty. Opowiada nam o swoim kraju i jego mieszkańcach, o tradycjach, o swoim domu, położonym wśród łąk, o koniach... Rozmawiamy też o Allachu, o tym, co jest dobre i słuszne, co łączy wszystkich ludzi. Prawdą jest, że głęboka znajomość, prawdziwe przyjęcie drugiego sprawia, że upadają mury strachu i podejrzliwości.

C. A. – Włochy


EWANGELIA
(Mt 9,36 – 10,8)

Zdarzyło ci się widzieć kogoś, kto mocą Chrystusa uzdrawia? A kogoś, kto mocą Chrystusa wypędza złe duchy? Czy to oznacza, że współcześni apostołowie, rozesłani na wszystkie krańce ziemi, nie dostrzegają chorych, umarłych, trędowatych i dręczonych przez złe duchy? Bo Pan żniwa jest wciąż ten sam. Prosisz Go?

Tak Bóg umiłował świat (J 3,16)

Słowo, które staje się ciałem.

Największe objawienie Boga w świecie było w Chrystusie. Jezus jest nową „górą” spotkania z Bogiem, ostatecznym i najwyższym słowem skierowanym do nas z nieba. Bóg nie mieszka w „chmurze”, ale w Synu Jednorodzonym, a zatem „kto w Niego wierzy, nie zginie, ale będzie miał życie wieczne”. Jeśli Bóg wkracza w świat, to nie po to, „aby świat potępić, ale by świat został zbawiony”. On przychodzi, aby nas zbawić, abyśmy mieli uczestnictwo w Jego życiu, Jego miłości, Jego mocy, Jego świetle, Jego komunii. Bowiem Bóg „tak umiłował świat”, a ta miłość jest darem Jego Syna.

Bóg wie, że świat nie może się nawrócić, dopóki nie pozna Bożej miłości. A zatem Bóg kieruje do człowieka swoje słowo, Słowo Wcielone, które przychodząc do nas, pomaga nam odkryć wspaniałość stworzenia, pokazuje każdemu z nas, że jesteśmy obrazem Boga, że w Nim jesteśmy dziećmi. Przyjąć Jezusa, to nauczyć się czynić jak On.

To, co nada pełny sens naszemu życiu, to zdolność kochania. Również dla nas kochać oznacza podarować, być darem. Podarować to, kim jesteśmy i co posiadamy: nasze umiejętności, nasz czas, nasze talenty, naszą wrażliwość, naszą historię.

Giovanni C.


Życie, które staje się słowem.

MIŁOŚĆ CHRYSTUSA NAS PRZYNAGLA

Jest bardzo wiele powodów, dla których powinnam zrezygnować ze zobowiązania, jakie podjęłam, czyli katechizowania najmłodszych dzieci. To wysiłek, jaki wkładam, by pogodzić nauczanie z innymi zobowiązaniami dotyczącymi rodziny, pracy. To trudności związane z przygotowaniem katechez, bo wielu rzeczy sama nie wiem. To trudność w wyrażeniu czegoś w sposób zrozumiały dla dzieci i świadomość, że wiele razy to, co staram się przekazać, po prostu nie dociera do nich. Z tego rodzi się poczucie, że się nie nadaję. To także obojętność niektórych rodziców. Nieporozumienia i uwagi w domu typu: „Czy masz za mało pracy, że robisz jeszcze to!!!”. Wyczuwalna ironia w głosie, która mnie rani. Ale przede wszystkim moja osobista historia i wypływająca z tego świadomość, że nie nadaję się do tego. W ostatnim czasie rodzi się we mnie wiele wątpliwości i pytań. Ale jest też ciepło, miłość i pokój, których doświadczam, od kiedy poznałam Jezusa. Teraz, kiedy wiem, że On mnie kocha taką, jaka jestem, teraz, kiedy poznałam ludzi, z którymi tworzymy wspólnotę – jak mogę nie podarować tego dzieciom? Czy to On mnie do tego popycha? Myślę... Mam nadzieję, że tak!

L. - Włochy


Życie, które staje się słowem.

Wykluczony współlokator

To, co wyprawiał na  spotkaniach współlokatorów, jego dziwactwa, doprowadziły go do wykluczenia ze wspólnoty lokatorskiej. Pewnego popołudnia, podczas spaceru po nabrzeżu, spotkałem go: serdeczne powitanie, na które odpowiedział. Przepraszał za swoje zachowanie i przez około godzinę opowiadał mi swoje tarapaty rodzinne. Odnowiłem relacji z tą osobą, w której odkryłem wiele wartości. Ale pozostali współlokatorzy?
Jakiś czas później nadarzyła się okazja. Pękła się pompa głębinowa w studni, która służyła do podlewania wspólnotowego ogrodu. Według  ekspertów nie można było nic zrobi i trzeba było kopać nową studnię. Pewnego ranka spotkałem naszego współlokatora, który będąc wykluczonym ze wspólnoty, nic nie wiedział o naszym problemie, więc mu go opowiedziałem. Powiedział mi, że już rozwiązywał tego typu problemy i byłby zadowolony, gdyby mógł się zająć i tym. Rozmawiałem z administratorem i niektórymi lokatorami, którzy ze zdumieniem i niedowierzaniem zgodzili się, by spróbował. Po kilku dniach pompa została uruchomiona ponownie. To zdarzenie pomogło zetrzeć wszelkie urazy i przywrócić wzajemny szacunek.

N.C., Włochy

Strona 2 z 59

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek
9:00-10:00
wtorek, czwartek, piątek
9:00-10:00, 17:00-18:00

 

chrzty i roczki
1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie