baner kolda

Gazetka parafialna

VENI, DOMINE JESU! VENI, DOMINE JESU!

III Niedzieli Adwentu towarzyszy różowy kolor - jest to niedziela radości - Gaudete! Cieszymy się, że Pan jest blisko, ogarnia nas radość oczekiwania na kogoś bardzo bliskiego i najważniejszego w naszym sercu. Veni, Domine Jesu!

 Mimo woli w moich myślach rodzi się refleksja: - Jaki piękny musiał być ten adwentowy czas 61 lat temu, gdy nasza parafia budowała swoją świątynię i czekała na pierwszą pasterkę w Brynowie. Myślę, że z taką samą radością oczekujemy na tegoroczną pasterkę, której przewodniczyć będzie nasz nowy, szósty z kolei proboszcz - ks. Tomasz Jaklewicz. Warto też pamiętać o tym, że w najbliższą środę - 19 grudnia minie 76. rocznica święceń kapłańskich śp. ks. kanonika Adolfa Kocurka - budowniczego i długoletniego proboszcza naszej parafii. Otoczmy go zatem wdzięczną modlitwą!

Barbórka, Mikołajki, roraty, spotkania opłatkowe i wszelkie przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia powodują, że ogarnia nas tęsknota za Adwentem naszego dzieciństwa. Wtedy czekanie, było rzeczywiście OCZEKIWANIEM, wtedy dało się odczuć tę ciszę i tęsknotę za przyjściem Pana. Pięknie ten czas przygotowania do betlejemskiej radości uchwycił nasz znakomity parafianin, światowej sławy kompozytor Wojciech Kilar w swej V Symfonii nazwanej przez niego Adwentową. 16 listopada - u progu Adwentu 2007 roku miałam okazję wysłuchać jej prawykonania w Filharmonii Śląskiej. Powtarzające się jak mantra słowa śpiewane przez chór: Veni, Domine Jesu! i wzruszająca muzyka pełna kontemplacji - przynosiły niesamowity pokój i wyciszenie, wytchnienie w tej zabieganej codzienności. I pamiętam jak wdzięczna byłam wówczas Bogu za ten wielki dar talentu i duszy Mistrza Kilara! A sam Mistrz na pytanie, dlaczego tak wyjątkowo ekonomicznie podszedł do tekstu, który śpiewał chór Filharmonii Śląskiej przypomniał anegdotę o tym, jak cesarz zarzucił Mozartowi, że napisał za dużo nut, a on bronił się, że jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba. - Ja potrzebowałem tylko tych trzech słów, bo w całym utworze powtarza się zawołanie z Apokalipsy św. Jana Veni, Domine Jesu! Czwarte słowo: Amen pojawia się dopiero pod koniec kompozycji. Tyle było mi potrzeba – dodał.

W czasie przedświątecznej krzątaniny lubię słuchać z płyty tej Adwentowej Symfonii i zupełnie inaczej teraz ją odbieram. Mimo woli przychodzi mi na myśl refleksja - jak trudny musiał być dla Wojciecha Kilara - Adwent po śmierci jego ukochanej małżonki Barbary (odeszła 27 listopada 2007 roku) oraz ostatni Adwent jego życia w 2013 roku, gdy był już tak ciężko chory. Czy prosił Jezusa o przyjście słowami ze swej symfonii Veni, Domine Jesu? Odszedł do Pana po Świętach Bożego Narodzenia 29 grudnia. Na jego pogrzebie - w katowickiej Katedrze Chrystusa Króla - Filharmonia Śląska żegnała go między innymi także V Symfonią Adwentową. Już niedługo minie piąta rocznica jego śmierci; 29 grudnia br. o godz. 8.00 rano w naszym kościele zostanie odprawiona msza święta w jego intencji.

Veni, Domine Jesu!. Słowa te towarzyszą mi od tamtych niezapomnianych chwil i pozwalają nie dać się zwariować wszechobecnym przedświątecznym promocjom. W promocji już w listopadzie możemy kupić ozdoby, choinki, lampki, słodycze, krasnale podszywające się pod świętego Mikołaja i mnóstwo innych gadżetów. Banki kuszą zgubnymi kredytami, byle tylko skorzystać z promocyjnych odsetek i to ma być najlepsze przygotowanie się do świąt! - Co jeszcze możemy dla ciebie zrobić? - pytają w telewizyjnych reklamach. No właśnie, co możemy najlepszego w tej sytuacji zrobić?

Myślę, że powinniśmy odważyć się na promocję Adwentu w prawdziwie chrześcijańskim wymiarze. Jednym ze skutecznych sposobów tej promocji jest adwentowe postanowienie, ale takie, które nie jest tylko jakimś wyrzeczeniem, ale czynieniem dobra. Dzisiaj mamy okazję, aby wspomóc Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych „Śląsk”, które zbiera fundusze na paczki dla dzieci z rodzin wielodzietnych oferując nam tradycyjnie stroiki i ozdoby świąteczne. "Veni, Domine Jesu! Veni, Domine Jesu!... Przyjdź do naszych serc!

Krystyna Kajdan

Nadzieja na prawdziwe życie

Adwent to chrześcijańska szkoła nadziei. Żyjemy w ciemnościach grzechu i śmierci. Szukamy światła. Gdzie go znaleźć?

Nadzieja. Potrzebujemy jej jak tlenu. Ale czym ona właściwie jest i gdzie ją odnaleźć? Nie jest optymizmem, choć bywa z nim mylona. Optymizm jest modny. W każdej reklamie pojawia się to irytujące „keep smiling” w każdej sytuacji. Taki nieszczery optymizm może być fasadą, która maskuje rozpacz. Człowiek przecież wie, że umrze. Nie da się uciec od tej prawdy. Nadzieja, która nie radzi sobie ze śmiercią nie jest prawdziwą nadzieją.

Powtarzamy w credo, że wierzymy w żywot wieczny. Ale pojęcie „życie wieczne” wydaje się mało pociągające. „Kontynuować życie na wieczność – bez końca, jawi się bardziej jako wyrok niż dar. Oczywiście chciałoby się odsunąć śmierć jak najdalej. Ale żyć zawsze, bez końca – to w sumie może być tylko nudne i nie do zniesienia” – pisze trzeźwo Benedykt XVI. Z drugiej strony bywamy tak bardzo rozczarowani doczesnym życiem, że staje się ono nie do zniesienia. Więc czego w końcu chcemy, skoro nie kręci nas ani to życie, ani myśl o wieczności. W gruncie rzeczy pragniemy tylko jednej rzeczy – „szczęśliwego życia”, życia, które po prostu jest życiem. Problem w tym, że nie wiemy, gdzie go szukać.

Benedykt XVI podpowiada: „Prawdziwą, wielką nadzieją człowieka, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje »aż do końca«, do ostatecznego »wykonało się!«. Kogo dotyka miłość, ten zaczyna intuicyjnie pojmować, czym właściwie jest »życie«. Życia we właściwym znaczeniu nie mamy dla siebie ani wyłącznie z samych siebie: jest ono relacją. Życie w swojej pełni jest relacją z Tym, który jest źródłem życia. Jeśli pozostajemy w relacji z Tym, który nie umiera, który sam jest Życiem i Miłością, wówczas mamy życie. Wówczas »żyjemy«”. To jest fundament nadziei i jej związek z wiarą i miłością. To wiara daje nam nadzieję, że nasze nieskończone pragnienie miłości zostanie zaspokojone. Boża miłość jest dla nas gwarancją, że istnieje to, co jedynie mgliście przeczuwamy, a czego mimo wszystko wewnętrznie oczekujemy: życie, które prawdziwie jest życiem”.

ks. Tomasz Jaklewicz

Adwentowe roboty drogowe

1. „Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara…” Łukasz bardzo precyzyjnie określa kontekst historyczny wystąpienia Jana Chrzciciela. Po pierwsze dlatego, żeby pokazać, że opisuje konkretną historię. Poza tym w pewien sposób kontrastuje doczesnych władców (rzymskich, żydowskich i religijnych) z wystąpieniem proroka, który jest uzbrojony tylko w słowo Boże, ale reprezentuje władzę Boga. Co to oznacza dla nas? Bóg działa w konkretnej historii, posyła swoje słowo także dziś, przemawia przez proroków. My też podlegamy różnym władzom: państwa, miasta, gminy, firmy, uczelni i tak dalej, ale te wszystkie ziemskie potęgi są niczym wobec słowa Boga, które niesie prawdę. Czy uznaję władzę słowa Bożego nad moim życiem? Czy bardziej liczę się i przejmuję słowami polityków, rządców, moich przełożonych? Nie chodzi koniecznie o bunt wobec tej władzy (choć czasem tak!), chodzi o ustawienie priorytetu. Kto lub co mną ostatecznie rządzi?

2. „Na pustyni”. Pustynia w Biblii ma bogatą symbolikę. Była miejscem przejścia narodu wybranego z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej. Jan jest zapowiedzią nowego przejścia. Od duchowych zniewoleń do prawdziwego życia. Między niewolą a pełną wolnością rozciąga się pustynia – miejsce duchowej walki, modlitwy, próby, niepewności. Głęboka przemiana, nawrócenie, nie może obejść się bez tego zmagania. Bez duchowego punktu zero, w którym czujemy się bezdomni, opuszczeni, zagubieni. W tym miejscu nadzieja na wyzwolenie miesza  się z nostalgią za małą stabilizacją niewolnika. Nieraz strach przed tą strefą przejścia powoduje, że wolimy pozostać w niewoli. Bóg nie zostawia nas samych w tym miejscu. On przeprowadza, daje przewodników głoszących Jego słowo niosące nadzieję. Żydzi mieli Mojżesza, teraz pojawia się Jan. Wiara w Boże obietnice pozwala przetrwać pustynię.

3. „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”. Misja Jana zostaje opisana we fragmencie proroctwa Izajasza. Misję życiową każdego z nas można również odnaleźć w Biblii. Tam jest zapisana także droga mojego życia. Które słowo Boga odnosi się w jakiś wyjątkowy sposób do mnie, które stanowi moje życiowe motto?

4. „Drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi”. Pomyślmy o naszych krętych drogach, przeszkodach, wybojach, a także dołach, w które wpadamy. „Gdyby móc tak nareszcie uprościć, jedną miłość wybrać z wielu miłości…” – modlił się ks. Jan Twardowski. Pointa tego wiersza mówi o tęsknocie za Bogiem, która prowadzi do prostowania naszych dróg. Adwent to czas budzenia tęsknoty za Bogiem pośrodku naszej samotności, niespełnienia, rozczarowania, pustki, zakręcenia, wszystkich psychicznych i duchowych dołów. Tak, zatęsknić za tą jedyną miłością, w której zmieszczą się wszystkie inne mniejsze, nasze ludzkie, niedoskonałe, niespełnione miłości. W niej oczyszczą się, uświęcą. Zamienią się w drogę do nieba.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Wiernie od lat pomagamy św. Mikołajowi

 

Mikołaj się zbliża, dzieci się radują,
na roraty śpieszą i tak wyśpiewują:
prawda jest, prawda jest,
że święty Mikołaj dobry jest!

Taką piosenkę zapamiętałam z dzieciństwa moich dzieci. Nikt nie wątpi, że św. Mikołaj dobry jest, ale w Brynowie potrafi także wyzwalać dobro w sercach parafian. Bardzo sympatyczna „Akcja ciasto” ma już w naszej parafii ugruntowaną tradycję. Jej początki sięgają 1994 roku, czyli w przyszłym roku będziemy obchodzić srebrny jubileusz! Została wówczas zaproponowana przez członków koła Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, któremu prezesował przez wiele lat p. Franciszek Goli. Pamiętam, że podczas jesiennego zebrania w 1994 roku w/w Stowarzyszenia omawialiśmy bieżące sprawy parafii, między innymi chodziło o pomoc dla rodzin wielodzietnych. Członkowie Stowarzyszenia chcieli bowiem wspomóc Parafialny Zespół Charytatywny. Wówczas p. Mieczysław Oko zaproponował, aby panie upiekły ciasto, które w niedzielę tuż przed Adwentem można by było zaoferować naszym parafianom w zamian za ofiary pieniężne na zakup paczek mikołajowych dla dzieci. Pomysł jednomyślnie spodobał się wszystkim zebranym, a najwięcej ks. proboszczowi Eugeniuszowi Krasoniowi i akcja wystartowała!
Pamiętam nasz zapał w pieczeniu ciasta i emocje z tym związane. A najbardziej chyba zawiedzioną minę mojego męża, gdy jego ulubiony sernik, którego zapach unosił się po całym mieszkaniu, wyniosłam do salki parafialnej, gdzie ciasta były paczkowane i świątecznie ozdabiane. Musiałam jeszcze tego wieczoru piec następny...

Muszę przyznać, że od samego początku akcja została bardzo przychylnie przyjęta przez naszych parafian, którzy nie szczędzili grosza, by wspomóc św. Mikołaja. Do 2013 roku akcję organizowało Stowarzyszenie Rodzin Katolickich razem z Parafialnym Zespołem Charytatywnym, a przez następne lata do chwili obecnej Parafialnemu Zespołowi Charytatywnemu, któremu szefuje p. Barbara Cieplik pomagają członkowie Parafialnej Rady Duszpasterskiej.

Z ciekawości zadałam sobie trudu, by sprawdzić na podstawie ogłoszeń parafialnych, ile pieniędzy udało się zebrać w ostatnich 10 latach. I tak:

w roku 2008 – 1.627 zł
w roku 2009 – 1.697 zł
w roku 2010 – 2.003 zł
w roku 2011 – 1.788 zł
w roku 2012 – 2.003 zł
w roku 2013 – 2.153 zł
w roku 2014 – 1.959 zł
w roku 2015 – 2.306 zł
w roku 2016 – 2.123 zł
w roku 2017 – 2.649 zł
w roku 2018 – 2.700 zł

Widać więc tendencję wzrostową i już należy się cieszyć na przyszłą jubileuszową edycję tej akcji. Na koniec pragnę wspomnieć, że w tym roku przygotowano 180 paczek z ciastem, dzięki czemu 6 grudnia po mszy św. roratniej św. Mikołaj mógł obdarować prezentami ponad 50 dzieci. Radość była ogromna i o to chodzi! Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomagali św. Mikołajowi należą się duże brawa i podziękowania!

Krystyna Kajdan

Słowo Życia Grudzień 2018

„Radujcie się zawsze w Panu” (Flp 4,4).

Apostoł Paweł pisze list do wspólnoty w Filippi w czasie, gdy sam jest prześladowany i ma wiele trudności. Ale pomimo tego swoim umiłowanym przyjaciołom radzi, prawie nakazuje, by zawsze się radowali. Czy można coś takiego nakazać?
Często, rozglądając się wokoło, nie mamy powodów do spokoju, a tym bardziej do radości!
Wobec życiowych przeciwności, niesprawiedliwości społecznych, napięć pomiędzy narodami wyzwaniem jest nie ulec zniechęceniu, wytrzymać, nie zamknąć się na innych.
A jednak św. Paweł zachęca również nas:

Radujcie się zawsze w Panu

W czym tkwi tajemnica?
„[...] Jest pewien powód, abyśmy pomimo wszystkich trudności zawsze trwali w radości. To życie chrześcijańskie przeżywane na serio prowadzi nas do tego. Wówczas Jezus może w pełni w nas żyć, a będąc z Nim nie możemy się nie radować. On jest źródłem prawdziwej radości, gdyż nadaje sens naszemu życiu, prowadzi nas w swoim świetle, uwalnia od wszelkiego lęku: czy to wobec przeszłości czy wobec tego, co nas jeszcze czeka; daje nam siłę do przezwyciężenia wszelkich trudności, pokus i prób, które mogą nadejść”1.

Chrześcijańska radość nie jest wynikiem optymizmu, jej źródłem nie jest poczucie bezpieczeństwa wynikające z dobrobytu materialnego, nie jest to też radość kogoś, kto jest młody i zdrowy. Jest ona przede wszystkim owocem osobistego spotkania z Bogiem w głębi serca.

Radujcie się zawsze w Panu

Z takiej radości - mówi następnie św. Paweł - rodzi się zdolność do serdecznego przyjęcia drugich, do poświęcenia czasu dla tych, którzy są wokół nas2.
Przy innej okazji Paweł przywołuje słowa Jezusa: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu”3.
Obecność Jezusa sprawia, że z serca płynie pokój, który dzięki swojej rozbrajającej sile może pociągać ludzi wokół nas.

Ostatnio w Syrii, mimo wielkich niebezpieczeństw i wojennej zawieruchy, liczna grupa młodych ludzi spotkała się, by dzielić się doświadczeniami z życia Ewangelią i doświadczyć radości płynącej z miłości wzajemnej. Młodzi wyjechali z pragnieniem świadczenia o tym, że braterstwo jest możliwe.
Jeden z uczestników spotkania napisał:
„Usłyszeliśmy o ogromnym cierpieniu i nadziei, o heroicznej wierze w Bożą miłość. Niektórzy stracili wszystko, inni widzieli śmierć swoich bliskich [...]. Ci młodzi ludzie są mocno zaangażowani w budzenie życia wokół siebie: prowadzą działalność charytatywną, angażując tysiące ludzi, odbudowują szkołę i ogród w centrum wsi, nieukończone z powodu wojny. Dają wsparcie dziesiątkom rodzin uchodźców [...]. Ich serca zapalają Słowa Chiary Lubich: «Radość chrześcijanina jest jak promień słońca odbijający się we łzach, jak róża kwitnąca na plamie krwi, istota miłości wydobyta z cierpienia [...]; z tego powodu ma ona apostolską moc „kawałka” Raju»4. W naszych braciach i siostrach z Syrii odnajdujemy męstwo pierwszych chrześcijan. Podczas tej straszliwej wojny świadczą, że ufają Bogu i w Jego Miłości pokładają nadzieję, przekazując ją osobom idącym z nimi drogami życia. Dziękuję, Syrio, za tę lekcję autentycznego chrześcijaństwa!”

Letizia Magri

Dla niespełnionych

Adwent to czas tęsknoty. To czas bliski wszystkim, którzy żyją w poczuciu niespełnienia.

Czujemy się niespełnieni z różnych powodów i w różnych „miejscach”. W małżeństwie, w pracy, w relacjach z rodziną, w przyjaźni, w powołaniu. Zawsze coś jest nie tak, jak być powinno. Na co dzień zagryzamy zęby i ruszamy do walki. Nie mamy czasu na rozczulanie się nad sobą. Ale czasem, gdy mamy wszystkiego dość, łapiemy się na układaniu alternatywnych scenariuszy życia. Przecież wszystko mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Może z kim innym lub gdzie indziej… byłbym szczęśliwszy. Co to wszystko ma wspólnego z Adwentem?
Musi mieć. W Kościele nie chodzi o inscenizację, ale o jakąś życiową prawdę. Adwent to lekcja nadziei. Powtarzamy: „Przyjdź, Panie!”. Czyli brakuje nam Boga, tęsknimy za Nim. Chcemy wyraźniej Go widzieć. A przecież mamy Pismo święte, Eucharystię, sakramenty. Jednak niedosyt pozostaje. Żyjemy w napięciu między „już” a „jeszcze nie”. Pełne spotkanie dopiero przed nami. Jesteśmy w drodze. Często więcej na niej ciemności niż światła.

Adwent uczy realizmu. Zgody na siebie, akceptacji przebytej drogi. Więc powtarzam: „Jest, co jest”. A zarazem: „to jeszcze nie wszystko”. Coś w nas ciągle wyrywa się do innego, lepszego świata. Tak jest dobrze. Słowo Boże obiecuje, że czeka nas coś większego niż się spodziewamy. Dlatego nie warto starać się zaspakajać głodnego serca na siłę byle czym, byle jak i od razu. Nie warto też sztucznie dusić swoich pragnień, udawać, że ich nie ma. „Wciąż do przodu, gdzieś wyrywa głupie serce”. Słusznie, niech wyrywa do przodu, czyli w stronę przyszłości. Ale niech pamięta, że „nieskończoność, której człowiek pragnie, może przyjść tylko od Boga”. Właśnie w tym miejscu, gdzie uwiera cię życie, gdzie jest twoja samotność i niespełnienie, tam zaczyna się twój Adwent. Czyli tęsknota za Bogiem. A kto za Nim tęskni, już Go znalazł.

ks. Tomasz Jaklewicz

 

Jezu, boję się, przyjdź!

1. „Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi”. Powodów do obaw mamy zawsze wiele. Boimy się o przyszłość swoją, bliskich, świata. Skąd biorą się nasze lęki? Nieraz uciekamy w jakieś ogólnoludzkie zatroskanie o losy świata, byle nie wziąć odpowiedzialności za siebie lub za innych. Strach o siebie, o swoje bezpieczeństwo, o dobre samopoczucie, o zdrowie może być czynnikiem prowadzącym do grzechu, do jakiejś narcystycznej koncentracji na sobie samym. Warto zaprosić Jezusa do krainy swoich lęków. Poprosić o to, by wprowadził tam trochę ładu. By pokazał, czego naprawdę warto się bać, a co jest tylko ucieczką, produktem schorowanej wyobraźni czy kompleksów.

2. „Zbliża się wasze odkupienie”. Chrześcijańskie spojrzenie w przyszłość nazywa się nadzieją. Jest w niej z jednej strony realizm. Tak, świat i nasze życie czekają wstrząsy. Trzeba przejść przez trudny czas. Niejedno w życiu ci się posypie, mówi Bóg. Ale zaraz dodaje: „gdy się to dziać zacznie, nabierz ducha i podnieś głowę”. Człowiek wiary doświadcza kryzysów i smutku, ale pośrodku tego wszystkiego podnosi głowę, nie daje się złamać. Nadzieja nie jest środkiem uśmierzającym ból, nie jest cudownym sposobem ominięcia kryzysu, nie jest zagłuszeniem problemów. Chrześcijaństwo to pascha – przejście! Musisz przejść przez morze łez, ocean rozpaczy, rzekę beznadziei, dolinę śmierci. Przez sam środek! Z podniesioną głową! Bóg nie pozwoli ci zginąć. On jest twoim wybawicielem, ratunkiem. Patrz na Niego. Licz na Niego. Nie pytaj, jak cię uratuje, tylko ufaj.

3. „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe od obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych”. Ociężałość serca. Martwimy się nadwagą, ale o wiele gorsze jest przeciążenie duchowe, nadmiar trosk. Żyjemy w ciągłym stresie, wiecznie do tyłu z terminami. Kiedy już nie wyrabiamy, znieczulamy się alkoholem, zakupami, konsumpcją, przygodnym seksem, czymkolwiek. Byle na chwilę zapomnieć, odpocząć. Ale kiedy wraca świadomość, jest jeszcze gorzej. Wyrzuty sumienia, zniechęcenie, gorycz, frustracja, poczucie klęski. Równia pochyła. Nagle orientujemy się, że jesteśmy w potrzasku. Co robić?

4. „Uważajcie na siebie” – mówi Jezus. „Czuwajcie i módlcie się”. O Boże! Znów to samo. To już słyszeliśmy tyle razy… Nie ma cudownego leku na życiowe „zakręcenie”. Trzeba uczyć się żyć uważnie. Tak jak uważnie trzeba prowadzić samochód. Nie wolno lekceważyć niepokojących znaków na naszym niebie. Nie wolno uważać siebie za mocarza, który weźmie na klatę wszystko. Modlić się nie znaczy tylko odmawiać pacierze, ale stawać przed Synem Człowieczym w codzienności. Omawiać z Nim swoje sprawy, wybierać z Nim, uczyć się oddawać Mu to, co nas przerasta. Naprawdę nie wszystko muszę, nie wszystko ode mnie zależy. Bóg ma ostatnie słowo. Dlatego modlimy się: Przyjdź! Już dziś, teraz, do mojego chorego serca. Przyjdź, pomóż, ocal! To jest Adwent.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Strona 2 z 71

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie