Gazetka parafialna

Poświęcić własne życie

Studiuję w Budapeszcie i mieszkam tam w małym mieszkaniu wynajętym mi przez pewną rodzinę. Zaprosiłem kiedyś do siebie na obiad przyjaciela. Po spożyciu posiłku zabrał się on za mycie naczyń. Zobaczyłem, że sztućce odkłada częścią jadalną do dołu, a nie tak jak ja, który odkładam je częścią jadalną do góry. Powiedziałem mu to, wyjaśniając swoje racje, on swoje również wyjaśnił.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że jeśli nie nauczę się rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, zestarzeję się pełen swoich własnych racji, których nikt nie będzie podzielał. Od tamtego momentu odkładam sztućce do suszenia częścią jadalną skierowaną w dół. Wpadło mi w ręce jedno zdanie św. Teresy z Lisieux do siostry Celiny: „Zanim umrzemy od cięcia miecza, dajmy się zabić ukłuciami szpilki”. Te ukłucia szpilki to właśnie inne punkty widzenia, które nie są zbieżne z moimi, doświadczenie nieuprzejmości, rozczarowanie, napotkany urzędnik bez żadnych względów ludzkich, kolega donoszący na innych…

Pewnego dnia poszedłem na kolację do domu przyjaciela wspomnianego wcześniej. Nie pozwolili mi potem pomyć naczyń, ale spostrzegłem, że odkładają sztućce częścią jadalną do góry. Śmialiśmy się razem, kiedy powiedziałem, że ja też zmieniłem sposób ich odkładania na suszarkę. Oni także zrobili to dla mnie. Za każdym razem, kiedy „poświęcam swoje życie”, doświadczam takiej radości, takiej wolności, że o wiele łatwiej kochać mi innych.

T.M.

Orędzie Papieża Franciszka na Światowy Dzień Misyjny 2018

Wraz z młodymi nieśmy wszystkim Ewangelię

Drodzy młodzi, pragnę zastanowić się wraz z wami nad misją, którą powierzył nam Jezus. Zwracając się do was, zamierzam zwrócić się do wszystkich chrześcijan, którzy przeżywają w Kościele przygodę swego życia jako dzieci Boże. Tym, co pobudza mnie, by nawiązując dialog z wami mówić do wszystkich, jest pewność, że wiara chrześcijańska pozostaje zawsze młoda, jeśli otwiera się na misję, którą przekazuje nam Chrystus. "Misje odnawiają Kościół" (Enc. Redemptoris missio, 2), napisał św. Jan Paweł II, papież, który tak bardzo kochał młodych i bardzo się im poświęcił. Okoliczność Synodu, który będziemy obchodzić w Rzymie w październiku, miesiącu misyjnym, daje nam możliwość lepszego zrozumienia w świetle wiary tego, co Pan Jezus chce powiedzieć, wam, młodym ludziom, a przez was wspólnotom chrześcijańskim.

Życie jest misją

Każdy mężczyzna i każda kobieta jest misją i to jest powodem, dla którego żyje na ziemi. Być pociągniętym i być posyłanym to dwa poruszenia, które nasze serce - szczególnie, gdy jest młode wiekiem - odczuwa jako wewnętrzne siły miłości, obiecujące przyszłość i popychające nasze istnienie naprzód. Nikt tak, jak młodzi, nie odczuwa, jak bardzo życie wdziera się i pociąga. Wielkim wyzwaniem jest przeżywanie z radością swej odpowiedzialności za świat. Dobrze znam blaski i cienie bycia młodym, a jeśli myślę o mojej młodości i mojej rodzinie, to przypominam sobie siłę nadziei na lepszą przyszłość. Fakt, że jesteśmy na tym świecie nie wskutek naszej decyzji, pozwala nam domyślać się, że istnieje inicjatywa, która nas uprzedza i sprawia, że istniejemy. Każdy z nas jest powołany do refleksji nad tą rzeczywistością: "Ja jestem misją na tym świecie, i dlatego jestem w tym świecie" (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 273).

Głosimy wam Jezusa Chrystusa

Kościół głosząc to, co darmo otrzymał (por. Mt 10, 8; Dz 3, 6), może dzielić się z wami, młodymi, drogą i prawdą, które prowadzą do sensu życia na tej ziemi. Jezus Chrystus, który dla nas umarł i zmartwychwstał, oddaje się naszej wolności i pobudza ją do poszukiwania, odkrywania i głoszenia tego prawdziwego i pełnego sensu. Drodzy młodzi, nie lękajcie się Chrystusa i Jego Kościoła! W nich jest skarb, który napełnia życie radością. Mówię to wam z doświadczenia: dzięki wierze znalazłem fundament moich marzeń i siłę, by je zrealizować. Widziałem wiele cierpień, wiele ubóstwa oszpecającego twarze wielu braci i sióstr. A jednak dla tych, którzy są z Jezusem, zło jest wyzwaniem, aby kochać coraz bardziej. Wielu mężczyzn i wiele kobiet, wielu ludzi młodych w imię Ewangelii wielkodusznie poświęcało się, czasami aż do męczeństwa, służbie swoim braciom. Z krzyża Jezusa uczymy się Bożej logiki ofiarowania siebie (por. 1 Kor 1,17-25) jako przesłanie Ewangelii dla życia świata (por. J 3, 16). Bycie rozpalonymi miłością Chrystusa pochłania tych, którzy płoną i powoduje rozwój, oświeca i rozpala tych, których kochamy (por. 2 Kor 5, 14). Za przykładem świętych, którzy otwierają nas na szerokie perspektywy Boga, zachęcam was do stawiania sobie w każdych okolicznościach pytania: "Co Chrystus zrobiłby na moim miejscu?"

Przekazywać wiarę aż po krańce ziemi

Również wy, ludzie młodzi, przez chrzest jesteście żywymi członkami Kościoła i wspólnie mamy misję niesienia Ewangelii wszystkim. Wchodzicie w życie. Wzrastanie w łasce wiary przekazywanej nam przez sakramenty Kościoła włącza nas w nurt pokoleń świadków, gdzie mądrość tych, którzy mają doświadczenie, staje się świadectwem i zachętą dla tych, którzy otwierają się na przyszłość. A nowość młodych staje się z kolei wsparciem i nadzieją dla osób będących blisko celu swej podróży. Dzięki współistnieniu różnych grup wiekowych, Kościół w swojej misji buduje mosty międzypokoleniowe, poprzez które wiara w Boga i miłość bliźniego stają się czynnikami głębokiej jedności. To przekazywanie wiary, będące istotą misji Kościoła, odbywa się zatem przez "zarażanie" miłością, przez co radość i entuzjazm wyrażają nowo odnaleziony sens i pełnię życia. Upowszechnianie wiary przez przyciąganie wymaga serc otwartych, poszerzonych miłością. Miłości nie można stawiać granic: jak śmierć potężna jest miłość (por. Pnp 8, 6). A taka otwartość rodzi spotkanie, świadectwo, głoszenie; rodzi wzajemne dzielenie się w miłości z tymi wszystkimi, którzy są dalecy od wiary, okazują się na nią obojętni, niekiedy niechętni i przeciwni jej. Środowiska ludzkie, kulturowe i religijne wciąż jeszcze nieznające Ewangelii Jezusa i sakramentalnej obecności Kościoła, stanowią najbardziej odległe "krańce ziemi", do których, od czasu Paschy Jezusa posłani są Jego uczniowie i misjonarze, z pewnością, że zawsze jest z nimi ich Pan (por. Mt 22, 20; Dz 1, 8). Na tym polega to, co nazywamy missio ad gentes. Najbardziej przygnębiającymi peryferiami człowieczeństwa potrzebującego Chrystusa jest obojętność wobec wiary, czy wręcz nienawiść wobec boskiej pełni życia. Każde ubóstwo materialne i duchowe, wszelka dyskryminacja braci i sióstr jest zawsze konsekwencją odrzucenia Boga i Jego miłości.
Najodleglejsze krańce ziemi są dla was dzisiaj, drodzy młodzi bardzo aktualne i zawsze łatwe do "nawigacji". Świat cyfrowy, sieci społecznościowe, które nas przenikają i osaczają, zacierają granice, niwelują skrajności i odległości, zmniejszają różnice. Wszystko wydaje się w zasięgu ręki, wszystko tak bliskie i bezpośrednie. A jednak bez daru, jakim jest zaangażowanie naszego życia, możemy mieć mnóstwo kontaktów, ale nigdy nie będziemy zanurzeni w prawdziwej komunii życia. Misja aż po najdalsze krańce ziemi wymaga daru z siebie samego, w powołaniu danym nam przez Tego, który nas umieścił na tej ziemi (por. Łk 9, 23-25). Śmiałbym powiedzieć, że dla człowieka młodego, który chce podążać za Chrystusem, niezbędne jest poszukiwanie i akceptacja własnego powołania.

Świadczyć o miłości

Dziękuję wszystkim strukturom kościelnym, które pozwalają wam osobiście spotkać Chrystusa żyjącego w swoim Kościele: parafiom, stowarzyszeniom, ruchom, wspólnotom zakonnym, różnym przejawom posługi misyjnej. Wielu młodych znalazło w wolontariacie misyjnym formę służenia "maluczkim" (por. Mt 25, 40), promując ludzką godność i świadcząc o radości kochania i bycia chrześcijanami. Te doświadczenia kościelne sprawiają, że formacja każdego jest nie tylko przygotowaniem do własnego sukcesu zawodowego, ale rozwija i otacza troską Boży dar, żeby lepiej służyć innym. Te zasługujące na pochwałę formy czasowej posługi misyjnej są owocnym początkiem i, przy rozeznawaniu powołania, mogą wam pomóc w podjęciu decyzji o całkowitym darze samych siebie jako misjonarze. Z młodych serc zrodziły się Papieskie Dzieła Misyjne, by wspierać głoszenie Ewangelii wszystkim narodom, przyczyniając się do rozwoju ludzkiego i kulturowego wielu ludzi spragnionych Prawdy. Modlitwy i pomoc materialna, które są hojnie ofiarowywane i przekazywane za pośrednictwem Papieskich Dzieł Misyjnych, pomagają Stolicy Apostolskiej w zapewnieniu, aby ci, którzy otrzymują dla zaspokojenia własnych potrzeb, mogli z kolei świadczyć w swoim środowisku. Nikt nie jest tak biedny, by nie mógł dać tego, co ma, ale wcześniej jeszcze tego, kim jest. Chciałbym powtórzyć zachętę, jaką skierowałem do młodych Chilijczyków: "Nigdy nie myśl, że nie masz nic do dania lub że nikogo nie potrzebujesz. Wielu ludzi ciebie potrzebuje, pomyśl o tym. Niech każdy z was pomyśli w swym sercu: wielu ludzi mnie potrzebuje" (Spotkanie z młodymi, Sanktuarium Maipu, 17 stycznia 2018). Drodzy młodzi, tegoroczny październik - miesiąc misyjny, podczas którego odbędzie się poświęcony wam Synod - będzie kolejną okazją, aby stać się uczniami-misjonarzami, coraz bardziej rozmiłowanymi w Jezusie i Jego misji, aż po najdalsze krańce ziemi. Maryję Królową Apostołów, świętych Franciszka Ksawerego i Teresę od Dzieciątka Jezus, błogosławionego Pawła Mannę, proszę o wstawiennictwo dla nas wszystkich oraz by nam zawsze towarzyszyli.

Watykan, 20 maja 2018 r., w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tłumaczenie: KAI

14 października 2018 28. Niedziela Zwykła 18 DZIEŃ PAPIESKI

I czyt. Mdr 7,7-11 Psalm: 90, 12-13.14-15.16-17 II czyt. Hbr 4, 12-13 Ewangelia:
Mk 10,17-30

1. „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” W pytaniu owego człowieka wyczuwalny jest niepokój serca: „przybiegł do Jezusa”. Może był zabiegany z powodu posiadłości, może czuł, że życie, które wiedzie, choć przyzwoite, jest jałowe, puste, bez znaczenia. Szuka czegoś więcej. Dostrzega w Jezusie nauczyciela życia, kogoś, kto podpowie mu, jak dobrze, sensownie żyć; kogoś, kto nada smak wieczności jego egzystencji. Nikt z nas tak naprawdę nie wie, co to znaczy żyć wiecznie. Ale przecież nieraz czujemy w przebłyskach dobra, piękna, miłości, zachwytu, szczęścia, że to tu… nie może być wszystkim. Pytanie o wieczne życie mieszka w nas, trzeba tylko usłyszeć je w sobie. Nie zagłuszać go byle czym, pozwolić mu się przebić przez codzienną gonitwę.

2. „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg”. Jezus kieruje myślenie człowieka w stronę źródła. Jeśli pytasz o wieczność i chcesz znaleźć nauczyciela życia, to w gruncie rzeczy szukasz Boga. To za Nim tęsknisz. Bo tylko On jest wieczny i On może udzielić ci ze swego życia bez końca. Ta droga zaczyna się bardzo prosto, od przykazań. To jest fundament. Rozróżnianie dobra i zła nie wedle swojego widzimisię, tylko wedle przykazań. Dziś wiele się mówi o tak zwanej autonomii sumienia. To nieraz subtelna, współczesna wersja kuszenia z raju: „Rwijcie śmiało owoce z drzewa dobra i zła, sami decydujcie, nie liczcie się z tym, co mówi Bóg, Ewangelia, Kościół, bądźcie niezależni”. Nie jest łatwo zrezygnować z decydowania samemu, co jest dobre, a co złe. Jeśli odrzuca się absolutną, niezmienną Bożą miarę dobra i zła, wszystko staje się kwestią umowną. Wtedy „dobro” i „zło” stają się tylko pustymi słowami, znakami „plus”, „minus”, które można stawiać wedle uznania. Droga do nieba zaczyna się od zgody na zależność od Boga, najpierw w sumieniu, w ocenie dobra i zła. I przeciwnie, niezależność od Boga to początek drogi do piekła, które zaczyna się już tu, na ziemi.

3. „Wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Bóg nie oczekuje od nas samego tylko podporządkowania się przykazaniom, jakiegoś perfekcjonizmu, porządku dla samego porządku. Jemu chodzi o związek, o bliskość, On chce w nas żyć. „Jezus spojrzał z miłością na niego”. Tu leży klucz do tego fragmentu, a może i do całej Ewangelii. Twoje życie, takie jakie jest – być może jałowe, niespełnione, zabiegane, przemęczone, grzeszne, pokręcone… objęte jest miłością Boga. „Spojrzał z miłością”. Patrzy teraz na ciebie.

4. „Jednego ci brakuje”. Prawie tak samo Jezus powiedział do Marty (Łk 10,41). W obu przypadkach, i zapracowanej Marty, i bogatego człowieka z dzisiejszej Ewangelii, chodzi o to samo. Brakuje im Boga. Bez tego Jednego zawsze będziemy niespełnieni. „Odszedł zasmucony”. Szukał, ale gdy był już tak blisko, poddał się, przeraził. Gdzie jest mój skarb? Gdzie jest mój Bóg? W czym, w kim pokładam ufność?

ks. Tomasz Jaklewicz

Ostre cięcie

1. „Zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”. Apostołowie zamiast cieszyć się, że ktoś dokonuje skutecznie egzorcyzmu w imię Jezusa, zabraniają mu. W ich postawie nie po raz pierwszy dochodzą do głosu zazdrość i pragnienie rozporządzania łaską Boga. Pan Jezus musi korygować myślenie uczniów, poszerzać ich serce. Łaska Boża nie działa według naszych scenariuszy czy rozdzielników. Także wśród dzisiejszych chrześcijan pojawiają się zazdrość, chore ambicje, pragnienie władzy, nieumiejętność radowania się cudzym powodzeniem. Ile to wywołuje sporów w zakonach, wspólnotach, parafiach? Nieraz słysząc czyjeś świadectwo, zamiast chwalić Boga za Jego łaski, kiełkuje w nas myśl: „A dlaczego nie ja?”. To groźne. Komu zazdroszczę Bożej łaski? Czy umiem się radować łaskami, którymi Bóg obdzielił innych?

2.„Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”. Jezus próbuje zwrócić uwagę uczniów, że nie tylko są posłani, aby dawać innym, posługiwać w Jego imię… Muszą umieć także przyjmować miłosierdzie. „Kubek wody” może oznaczać nie tylko materialną pomoc, ale i duchową – radę, napomnienie, wskazówkę. Czasem przyjmowanie wymaga większej pokory niż dawanie. Pycha wmawia nam, że musimy sobie radzić sami, że przyjmowanie pomocy jest wyrazem słabości.

3. „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”. Bardzo mocne jest to napomnienie Jezusa. Aż idą ciarki po plecach. Ale pomyślmy, jak wielką siłę rażenia mają skandale wywołane przez tych, którzy powinni umacniać wiarę. Odpowiedzialność księży, rodziców, nauczycieli i wszystkich osób na tak zwanym świeczniku jest większa niż innych. Mój grzech nie jest moją prywatną sprawą. Mój grzech może uderzać w słabszych ze straszną siłą, niszczyć ich wiarę, wrażliwość, nadzieję. To nas powinno przerazić. Wokół nie brakuje słabszych, chwiejących się, balansujących nad przepaścią. Czy jestem dla nich wzmocnieniem, ochroną? Czy przypadkiem nie ciągnę ich w dół?

4. „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją…” Znów mocne słowa. Wycinanie raka po kawałku nie byłoby zbyt rozsądne. Zrywanie ze złem wymaga stanowczości, konsekwencji. W całym tym fragmencie Ewangelii Jezus odwrócił myślenie uczniów. Chcieli korygować innych, teraz słyszą, że muszą dokonać stanowczej korekty siebie. Ostrzeżenie przed piekłem jest elementem Dobrej Nowiny. Kto wybiera zło, kto w nim trwa, kto je lekceważy, ten staje się złym, leci w dół, w stronę piekielnego ognia. Jezus mówi to w tym celu, by nas ratować. Im wcześniejsza diagnoza i operacja, tym większe szanse na zdrowie. Może i w moim życiu potrzebne jest jakieś ostre cięcie. Trudna, bolesna decyzja, od której zależy moje życie. Nie wolno jej odkładać.

ks. Tomasz Jaklewicz

Słodki łańcuch

Matka Boża objawiając się światu powtarza prośbę o modlitwę Różańcową. Nie odmawiajmy Maryi, czyli… odmawiajmy różaniec. Nabożeństwo różańcowe w naszym kościele przez cały październik codziennie o 17.15.

W wielu objawieniach maryjnych powtarza się wezwanie do odmawiania Różańca. W Lourdes Maryja podczas pierwszego ze zjawień odmawia Różaniec razem z Bernadetą. Ciekawostką jest to, że Maryja wzywa, aby każdy modlił się na swoim różańcu. W Gietrzwałdzie Maryja wzywa parę razy „Odmawiajcie gorliwie Różaniec”, dodając „codziennie”. Najmocniejsza prośba o Różaniec rozległa się w Fatimie. Maryja, ukazując się trójce pastuszków, mówi o sobie: „Jestem Matką Bożą Różańcową”. Powtarza kilkakrotnie „odmawiajcie codziennie Różaniec”. Mniej znane są objawienia maryjne w Akicie w Japonii, uznane przez Kościół. Przesłanie z Akity przypomina to z Fatimy. To jeszcze mocniejsze przynaglenie do pokuty, do ofiarowania cierpień za grzeszników oraz wezwanie do modlitwy różańcowej. Różaniec jest nazwany „jedyną bronią, która nam pozostanie”. Pojawia się szczególna intencja: „Na różańcu módlcie się za papieża, biskupów, kapłanów”. Dlaczego? Maryja zapowiada, że „działanie szatana przeniknie nawet Kościół, do tego stopnia, że będzie można zobaczyć kardynałów sprzeciwiających się innym kardynałom i biskupów występujących przeciwko innym biskupom”.

Bł. Bartłomiej Longo, wielki świecki Apostoł Różańca, modlił się: „O, błogosławiony Różańcu Maryi, słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem; więzi miłości, która nas jednoczysz z aniołami; wieżo ocalenia od napaści piekła; bezpieczny porcie w morskiej katastrofie! Nigdy cię już nie porzucimy…”.
Jednoczenie z Bogiem oraz ochrona przed złem – to dwa najważniejsze owoce modlitwy różańcowej. Nie wypuszczajmy z rąk tego „słodkiego łańcucha”, oplatajmy nim nasze życie, Kościół, Polskę, Europę, świat.

ks. Tomasz Jaklewicz

O śp. Tadeuszu Kijonce

Nasz parafianin Tadeusz Kijonka upamiętniony w plenerowej galerii

Kończy się miesiąc wrzesień, który obfitował wieloma wydarzeniami artystycznymi związanymi z obchodami Urodzin Miasta Katowice. Od 2004 roku z tej okazji co roku w plenerowej Galerii Artystycznej - usytuowanej w alejkach Placu Grunwaldzkiego na Koszutce - zostaje upamiętniona jedna wybitna postać ze świata kultury związana z naszym miastem.

Galeria wielkich Ślązaków

W Galerii Artystycznej na kilkunastu cokołach znajdziemy płaskorzeźby przedstawiające wielkie osobistości: literatów, muzyków, malarzy, aktorów, którzy przyczynili się do promocji stolicy aglomeracji śląskiej. Należą do nich: Zbigniew Cybulski, Teofil Ociepka, Antoni Halor, Aleksandra Śląska, Jerzy Duda-Gracz, Stanisław Hadyna, Karol Stryja, Paweł Steller, Stanisław Ligoń, Wilhelm Szewczyk, Bogumił Kobiela, Jan „Kyks” Skrzek, Alfred Szklarski, Mikołaj Górecki, Adolf Dygacz, Wojciech Kilar i Andrzej Urbanowicz, a 7 września br. decyzją prezydenta Marcina Krupy został upamiętniony już drugi (po Wojciechu Kilarze) nasz parafianin - Tadeusz Kijonka, poeta, dziennikarz, autor utworów scenicznych, kierownik literacki Opery Śląskiej, twórca i redaktor naczelny miesięcznika „Śląsk” w latach 1995 - 2012, założyciel i prezes Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego, inicjator Kongresu Kultury na Górnym Śląsku, społecznik i poseł na Sejm RP. W tej miłej uroczystości oprócz Władz Miasta Katowice z Panem Prezydentem Marcinem Krupą na czele wzięła też udział najbliższa rodzina Tadeusza Kijonki: małżonka Zofia i córka Justyna oraz licznie zgromadzeni przedstawiciele świata kultury. Wzruszona Pani Zofia powiedziała wówczas, że jest to dla niej wydarzenie smutne, ale zarazem radosne, bo cieszy się, że człowiek, który tak wiele zrobił dla Śląska został tak pięknie doceniony. O zasługach Tadeusza Kijonki pisałam po jego śmierci w ubiegłym roku, a wierni czytelnicy naszej parafialnej gazetki zapewne pamiętają, że ks. prof. Jerzy Szymik w całości udostępnił nam treść homilii wygłoszonej przez niego na pogrzebie tego wielkiego Rybniczanina z Radlina, Ślązaka z rybnickiego i Polaka ze Śląska – jak sam o sobie często mówił.

Spotkanie w Salonie Artystycznym

Dzisiaj chciałabym jeszcze dodać, że 10 września br. w Salonie Artystycznym MDK Koszutka odbyło się spotkanie poświęcone Tadeuszowi Kijonce. Rozmawiali o nim prof. zw. dr hab. Krystyna Heska-Kwaśniewicz oraz Maciej Szczawiński - red. Polskiego Radia Katowice. Spotkanie miało bardzo rodzinny i wspomnieniowy charakter. Była oczywiście obecna jego najbliższa rodzina, ale także współpracownicy, dziennikarze i ludzie kultury. Zaglądając do notatek, jakie robiłam na tym spotkaniu, podzielę się niektórymi, gdyż w piękny sposób ukazują Tadeusza Kijonkę jako wielkiego Człowieka: - Charyzma Kijonki polegała na tym, że dużo wymagał od siebie, ale miał także niesamowite i finezyjne poczucie humoru. Był rewelacyjnym nauczycielem, cierpliwie uczył wszystkich Śląska, szczególnie współpracowników pochodzących z Zagłębia; nigdy nie podżegnywał do konfliktu. W pracy redakcyjnej pilnował dyscypliny, a każdy czwartek był dla „Śląska” dniem świętym. Słuchał każdego, ale często ostatnie zdanie należało do niego i miał rację. Ład i porządek widać w jego poezji. Był tytanem pracy. Założył Górnośląskie Towarzystwo Literackie, by w czasach wielu nikczemności integrować środowisko. O Morcinku mówił, że był twórcą skrzywdzonym. To Kijonka w znaczący sposób przyczynił się do przeniesienia Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego z Sosnowca do Katowic, do gmachu po byłej siedzibie Komitetu Miejskiego PZPR. Przypłacił to zawałem serca. Był chodzącą historią prasy śląskiej, wiedział o niej wszystko! Pomagał młodym poetom; red. Maciej Szczawiński przyznał, że dzięki niemu debiutował w „Poglądach”. Doceniał młodych filologów, chodził na ich obrony doktorskie, potrafił dla młodych poświęcić swój cenny czas. Wspierał Turniej Jednego Wiersza w Pałacu Młodzieży, patronował mu. Mając niepełnosprawnego syna, przetworzył swoje nieszczęście osobiste na dobro dla wielu, bo zorganizował przy ul. Drozdów szkołę dla niesłyszących, gdzie dużo dzieci mogło się uczyć. Był człowiekiem na serio, gdy chodziło o sprawy najważniejsze. Pisał, że jesteśmy „ziemią obolałą”, bo Polska nie rozumie Śląska. Cierpiał, gdy jego czasopismo „Śląsk” było zagrożone, permanentnie starał się o środki na jego utrzymanie. Miał także wykształcenie muzyczne, w jego poezji było wiele muzyki. Na imprezach literackich potrafił improwizować, a nawet zagrać na fortepianie. Był mistrzem pisania sonetów i wielkim znawcą poezji Adama Mickiewicza; dzięki niemu nasza Opera Śląska wyjechała do Wilna, by tam zaprezentować operę narodową - „Halkę”. Był konsekwentny i odważny, upominał się o ludzi kultury, o Polaków z Zaolzia, o los tysięcy Ślązaków wywiezionych na katorżniczą pracę w ZSRR w pierwszych miesiącach po wkroczeniu Armii Czerwonej. Jak o czymś pisał, to był w tym mocno zakorzeniony. W wierszu o Matce Boskiej Częstochowskiej, która stoi u bram kopalni pisał, że ma twarz zwęglałą, bo staje się jedną z matek górników, matek cierpiących. Pani prof. Heska-Kwaśniewicz przyznała, że trudno jej mówić o Tadeuszu Kijonce w czasie przeszłym, bo znała go nie tylko jako poetę, ale jako ciepłego człowieka, pełnego uśmiechu, który dzwonił do niej wieczorami, by podzielić się swoją nową twórczością. Był bardzo dzielny, walcząc z chorobą nowotworową, znosił wyrok tej choroby w sposób imponujący. Dwa dni przed śmiercią w rozmowie z ks. proboszczem Eugeniuszem Krasoniem wyraził żal, że nie da rady już napisać poematu o św. Józefie, który nosił w sercu. „Była to chwila pięknej rozmowy – wspominał ks. Eugeniusz. Parę myśli zdążył jednak powiedzieć. Myślał o św. Józefie z podziwem między innymi jako o odpowiedzialnym i odważnym ojcu rodziny, podejmującym śmiałe decyzje”.

Te może chaotyczne zapiski obrazujące sylwetkę naszego parafianina – Tadeusza Kijonki – autora między innymi Sonetów brynowskich – pragnę zakończyć jednym z jego wierszy o sprawach ostatecznych.

Krystyna Kajdan

DO KOŃCA

Ostatnia noc
przed dniem ostatnim.
A może dzień ostatni,
przed ostatnią nocą.
Lecz czy na pewno, bo tego
nigdy nie wiadomo,
gdy jak co dnia wschodzi słońce
i do krwi sierp swój ostrzy
bezlitosny księżyc.
Jeszcze tylko zwycięstwo
Już ostatnie po wszystkim;
w jednej chwili na zawsze
bez litości nad sobą.

Błogosławiona jesteś

1. „Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem”. Dlaczego Maryja idzie do Elżbiety? Najprostsza odpowiedź: idzie do krewnej w odwiedzimy, chce się spotkać ze starszą przyjaciółką, chce pomóc jej w domowych pracach. To dobre powody, ale to tylko część prawdy. Tu nie chodzi tylko o zwykłe spotkanie, tu jest coś więcej. Zarówno Maryja, jak i Elżbieta są brzemienne. Maryja ma pod sercem Jezusa, Elżbieta – św. Jana. Obie kobiety doświadczyły wyjątkowej łaski. Elżbieta była już w podeszłym wieku i uchodziła za niepłodną, a jednak ma syna. Maryja była dziewicą, poczęła Syna w cudowny sposób dzięki działaniu Ducha Świętego. Pragnieniem Maryi i Elżbiety było podzielenie się radością z powodu otrzymanych darów. To ważna podpowiedź dla nas: kiedy spotkasz Boga, nie wolno ci o tym milczeć, trzeba iść „z pośpiechem” ogłosić swoim bliskim i całemu światu, że Bóg jest, działa, kocha, daje życie. Nie wolno milczeć o tym, co Bóg nam uczynił. Bogiem trzeba się dzielić.

2. „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” – ten okrzyk Elżbiety powtarzamy w modlitwie „Zdrowaś Maryjo”. Te słowa zostały wypowiedziane pod wpływem Ducha Świętego. Są więc proroctwem. Elżbieta jako pierwsza wypowiada prawdę, którą do tej pory znała tylko Maryja. Oto prosta dziewczyna z Nazaretu została wybrana spośród wszystkich kobiet świata, aby stać się Matką Mesjasza, wcielonego Boga. „Błogosławiona” – znaczy także szczęśliwa. Okrzyk Elżbiety wyzwala w Maryi słowa modlitwy „Magnificat”, która jest hymnem pełnym radości: „Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy”. Co to znaczy dla nas? Często jakaś ważna prawda, którą przeczuwamy, musi zostać dobitnie powiedziana przez kogoś innego. W ten sposób coś, co wydaje się subiektywnym przeczuciem lub intuicją, zostaje nazwane, wypowiedziane głośno, zobiektywizowane. Drugi człowiek pomaga nam uwierzyć w coś, co po ludzku może wydawać się niemożliwe. Prawdę o sobie odkrywamy nie tylko zaglądając w swoje serce, ale dzięki spotkaniu z drugim człowiekiem.

3. Słowa Elżbiety są pierwszym teologicznym traktatem o Maryi. Na wybranej przez Boga Dziewczynie z Nazaretu spoczęło specjalne błogosławieństwo: „Błogosławiona między niewiastami”. Maryja została wyróżniona. Jej życie zostało podporządkowane roli, którą wyznaczył jej Bóg. Jest błogosławiona ze względu na błogosławiony owoc Jej łona. To pierwsza część prawdy. Druga część brzmi: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Maryja pozostała wolną osobą. Łaska Boża nie zniewala, nie przymusza. Bóg zawsze tylko zaprasza, wzywa, proponuje. Maryja powiedziała Bogu swoje „tak”. Uwierzyła słowu Boga. Przyjęła to słowo, poddała się mu. Świętość ma zawsze dwóch autorów: pierwszym i większym jest Bóg. Drugim, mniejszym, ale niezbędnym, jest człowiek. Tak było w życiu Maryi i tak jest w życiu każdego z nas. Ona jest nam dana jako wzór, jako inspirujący przykład, że warto słuchać Boga. Każdy z nas może stać się błogosławionym.

ks. Tomasz Jaklewicz

Strona 2 z 68

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezjakatowicka.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00
sobota 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

poniedziałek, środa, piątek
17:00-18:00
wtorek, czwartek
18:45-20:00


W sprawach pilnych
dotyczących np. pogrzebu,
wezwania do chorego
proszę dzwonić na probostwo,
tel. nr 32 2518 660.

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie