Święci, modlitwy

O św. Antonim – patronie tego, co warto odnaleźć – prawie wszystko!

Św. Antoni z Padwy, którego wspomnienie przypada jutro, jest jednym z najbardziej znanych i czczonych świętych Kościoła katolickiego. Już małe dzieci wiedzą, że jak coś nam się zgubi lub zawieruszy, to należy właśnie Świętego Antoniczka poprosić o pomoc. Z własnego doświadczenia wiem, że jest pod tym względem bardzo skuteczny. Dlatego też zawsze przy sobie noszę maleńką figurkę św. Antoniego przywiezioną z pielgrzymki do Padwy w 1997 roku. Dzięki staraniom ks. kanonika Adolfa Kocurka z okazji 30-lecia naszej świątyni mamy w jej nawie bocznej między innymi płaskorzeźbę św. Antoniego. Łatwo go rozpoznać, bo trzyma w wyciągniętej dłoni bochenek chleba, aby nakarmić ubogich cieleśnie i duchowo. Czy jesteśmy jego pomocnikami? Zapraszam do refleksji i lektury.

Krystyna Kajdan


Ciekawostki z życia św. Antoniego

Święty mieszkał w Padwie tylko przez ostatni rok swego życia, ale ten krótki czas wystarczył, by Padwa ukochała wielkiego kaznodzieję, a on ukochał Padwę. Dziś cały katolicki świat zna go pod imieniem św. Antoniego z Padwy. Kiedy Antoni przybył do Padwy, był już bardzo schorowany i wyniszczony pracą ponad siły oraz surowym trybem życia. Mimo to, to właśnie ostatni rok życia był najbardziej pracowitym i płodnym okresem jego kaznodziejskiej działalności.

Był pierwszym w dziejach Kościoła kaznodzieją, który poprzez kazania wygłaszane przez cały Wielki Post przygotowywał wiernych do godnego przeżywania Wielkiej Nocy. Jego pasyjno-pokutne nauki cieszyły się niespotykaną popularnością. Przychodziła ich słuchać niemal cała ludność Padwy. Na czas kazań życie w mieście dosłownie zamierało. Kupcy zamykali sklepy, rzemieślnicy opuszczali warsztaty, pustoszały mury sławnego Uniwersytetu Padewskiego. Wśród tłumów słuchaczy nie brakowało też wysokich dostojników Kościoła. Ponoć nikt z zebranych nie śmiał wyróżniać się wystawnym strojem czy klejnotami. Wielki kaznodzieja potrafił siłą swego słowa skutecznie zachęcić wiernych do pokuty.

Ponieważ w całym mieście nie było świątyni, która mogłaby pomieścić wszystkich słuchaczy, kaznodzieja przemawiał na podmiejskich łąkach. Na 9 hektarach pól słów Antoniego słuchało około 30 tys. ludzi.

Przyszedł dzień, w którym brat Antoni uświadomił sobie, że zbliża się kres jego ziemskiej wędrówki. Dały o sobie znać lata ciężkiej pracy i umartwień. Trapiąca go od dłuższego czasu puchlina wodna dodatkowo odbierała mu siły. Pragnieniem

Antoniego było umrzeć w klasztorze Najświętszej Marii Panny w Padwie. W drodze do Padwy chory poczuł się bardzo źle i wraz z towarzyszami podróży zatrzymał się w klasztorze klarysek w Arcelli. Tu Antoni przyjął po raz ostatni sakramenty. W pewnym momencie jego twarz opromienił radosny uśmiech. Zapytany, co widzi, powiedział: Widzę Pana mego... i odszedł, by się z Nim spotkać.

Na pogrzeb przybyły nieprzebrane rzesze ludzi. Był to dzień wielkiej manifestacji miłości i wdzięczności, którą wierni żywili do skromnego braciszka. Ciało zakonnika, zgodnie z jego wolą, złożono w ukochanym przezeń kościele Najświętszej Maryi Panny w Padwie.

Wkrótce po śmierci brata Antoniego okazało się, że dzięki jego wstawiennictwu Bóg zsyła na wiernych deszcz łask. Do grobu zakonnika przybywały coraz liczniejsze rzesze pielgrzymów z różnych włoskich miast. Wierni pielgrzymujący do jego grobu często szli boso. Wśród bosych pątników byli wysocy dostojnicy Kościoła, rycerze, damy. Czciciele padewskiego kaznodziei chcieli, by jak najszybciej mógł on odbierać cześć jako święty. Prośba o rozpoczęcie procesu kanonizacyjnego Antoniego została złożona w kurii rzymskiej w niespełna miesiąc po jego śmierci. Badanie autentyczności cudów i inne niezbędne procedury zajęły tylko kilka miesięcy. Jeszcze przed upływem roku od śmierci Antoniego papież Grzegorz IX ogłosił go świętym.

Kilka lat wcześniej równie szybko do chwały ołtarzy został wyniesiony św. Franciszek. W osobie św. Antoniego z Padwy wierni Kościoła zyskali jednego z "najskuteczniejszych" orędowników w niebie. Kult Świętego z Padwy szybko objął cały świat.
Budowę Bazyliki św. Antoniego w Padwie rozpoczęto już w rok po śmierci Świętego – w 1232 r. (był to także rok jego kanonizacji). Do nieskończonej jeszcze świątyni przeniesiono doczesne szczątki przyszłego patrona. U schyłku stulecia gmach był gotowy w stanie surowym. Przez cały następny wiek wykonywano zdobienia, poprawki i inne prace wykończeniowe. Pod koniec XIV w., zaledwie budowla zalśniła pełnym blaskiem, zniszczył ją huragan. Prace przy świątyni podjęto na nowo. Budowa wraz z remontem trwała około 200 lat. Bazyliką "Il Santo" do dziś opiekują się ojcowie franciszkanie.


Kronika życia św. Antoniego

1195 W Lizbonie w Portugalii przychodzi na świat chłopiec (tradycja mówi, że było to 15 sierpnia – w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). Na chrzcie otrzymuje imię Fernando (Ferdynand). Jego ojciec, Martino di Alfonso, był ponoć potomkiem jednego z wodzów wypraw krzyżowych. Kiedy chłopiec podrósł, rodzice wysyłają go na naukę do szkoły katedralnej przy kościele Bożej Rodzicielki w Lizbonie.

1210 Jako 15-letni młodzieniec Fernando wstępuje do klasztoru należącego do Kanoników Regularnych św. Augustyna (augustianów).

1212 Zostaje przeniesiony na własną prośbę do Coimbry. W ten sposób chce uniknąć wizyt krewnych i przyjaciół, które nie pozwalały mu ostatecznie oderwać się od świeckiego świata. W klasztorze św. Krzyża w Coimbrze pozostaje przez osiem lat. Przez ten czas w zaciszu bogatej biblioteki klasztornej studiuje Pismo Święte i rozprawy teologiczne. Nie przypuszcza wówczas, że studia te staną się podstawą jego późniejszej pracy apostolskiej. Póki co młody augustianin wytrwale kształci się i ćwiczy w nabożnych rozmyślaniach.

1220 Otrzymuje święcenia kapłańskie.

Po usłyszeniu wieści o męczeńskiej śmierci pięciu franciszkańskich misjonarzy zamordowanych w Maroku, Fernando postanawia iść w ich ślady. Rodzi się w nim pragnienie męczeństwa.
Zostaje przyjęty do zgromadzenia braci mniejszych i przyjmuje imię Antoniego. Wyrusza na misje do Maroka. Ciężka choroba uniemożliwia mu jednak podjęcie pracy misjonarza.

1221 Miotany wichrem okręt, którym płynie niedoszły męczennik, przypadkowo przybija do brzegów Sycylii. Tam Antoni trafia do klasztoru franciszkanów znajdującego się niedaleko Messyny.
Bierze udział w kapitule generalnej zgromadzenia braci mniejszych, która odbywa się w Asyżu. Tam po raz pierwszy spotyka św. Franciszka.
Po "kapitule namiotów" brat Antoni zostaje przydzielony do małego domu zakonnego w prowincji Romania (północne Włochy), gdzie pełni posługę kapłańską. Przez pewien czas przebywa w pustelni w Monte Paolo w pobliżu Forli, oddając się postom i nabożnym rozmyślaniom. Czeka na wskazówkę od Boga co do dalszej drogi życia.

1222 W Forli podczas uroczystości z okazji święceń kapłańskich wygłasza pierwsze kazanie.

1223 Wędruje po północnych Włoszech, słowem zwalczając szerzącą się tam herezję.

1223–1224 Wykłada teologię w Bolonii.

1224–1227 Jest kaznodzieją we Francji, gdzie w owych czasach heretycy dopuszczali się mordów na katolickich duchownych i wiernych. Jego praca duszpasterska zyskuje szczególne uznanie i Antoni zostaje kustoszem zakonu w Limoges.

1227 Zostaje prowincjałem zakonu św. Franciszka w północnych Włoszech. W powierzonej sobie prowincji Antoni broni zagrożonej przez herezję wiary siłą swego słowa oraz zakładając nowe klasztory. Pracuje ponad siły. Po trzech latach ze względu na zły stan zdrowia prosi o zwolnienie z obowiązków prowincjała.

1228 Wraz z delegacją franciszkanów udaje się do Rzymu, by zasięgnąć rady Ojca Świętego w sprawie przyszłości ruchu franciszkańskiego. Tam w obecności Papieża i najwyższych dostojników Kościoła wygłasza kazanie.

1230 Osiada na stałe w Padwie.

1231 Codziennie przez 40 dni Wielkiego Postu Antoni głosi w Padwie kazania pasyjne.

Mimo złego stanu zdrowia wyrusza do Werony. Chce prosić władcę tego miasta, Ezzelina da Romano, by uwolnił bezprawnie więzionych ludzi. Po nieudanej misji osiada w Camposampiero, niewielkiej miejscowości niedaleko Padwy. Tam w nietypowej celi zbudowanej między rozłożystymi konarami potężnego orzecha, zawieszony między niebem a ziemią, w ciszy oddaje się nabożnym medytacjom.
Stan zdrowia schorowanego Antoniego wyraźnie się pogarsza. Prosi braci, by zawieźli go do jego ukochanego klasztoru NMP w Padwie. W drodze do Padwy ze względu na skrajne osłabienie chorego musiano zatrzymać się w Arcelli (przedmieścia Padwy). Tam 13 czerwca w ubogiej celi klasztoru klarysek odchodzi do Pana jeden z Jego największych kaznodziejów. W niespełna rok po śmierci dostępuje chwały ołtarzy.

1246 Św. Antoni zostaje ogłoszony ewangelicznym Doktorem Kościoła.


Modlitwa o odzyskanie zagubionej rzeczy

Święty Antoni!

Wielką łaską obdarzył Cię Bóg, czyniąc Cię patronem rzeczy zgubionych i skradzionych. Stroskany przychodzę do Ciebie ufając, że pomożesz mi w odnalezieniu rzeczy zaginionej, której bezskutecznie szukam.

Wspomnij na to, jak wielką łaskę Bóg wyświadczył Tobie, posyłając do Ciebie wszystkich strapionych, ufających, że Twojej modlitwie Bóg niczego nie odmówi. Jakże często się działo, że za Twoim wstawiennictwem umarli otrzymywali życie, błądzący dobrą radę, uciśnieni pociechę, opętani uwolnienie, trędowaci oczyszczenie, więźniowie wolność, podróżujący pewność życia, kalecy zdrowie, okradzeni swój majątek, znajdujący się w niebezpieczeństwie ocalenie, a wszyscy cierpiący – pomoc i pociechę. Także dzisiaj wszędzie doznajemy owoców Twego wstawiennictwa u tronu Bożego.

Wyjednaj mi tę łaskę, abym ja także był jednym z tych, którzy doznali Twojej pomocy. Polecam Twej opiece to, co mi skradziono, a jeżeli zgadza się to z wolą Bożą, to spraw, abym to otrzymał i mógł znowu cieszyć się tym ku Bożej i Twojej chwale. Amen

Modlitwa przed egzaminem dla maturzystów i nie tylko…

Boże, bądź ze mną i pomóż mi,
abym dał z siebie wszystko.
Daj mi jasność umysłu i uczciwość serca.
Jeśli przekonam się, że są rzeczy, których nie znam,
nie pozwól mi się denerwować, ani okłamywać.
Daj mi szansę, bym mógł powiedzieć to, co wiem.
Niech pamiętam to wszystko,
nad czym tak ciężko pracowałem,
a jeśli muszę się przyznać, że byłem w czymś leniwy,
daj mi stanowczość, bym w przyszłości pracował lepiej.
I czy potrafię, czy nie –
pomóż mi wyrazić to wszystko, co wiem.
Daj mi, aby to czego się nauczyłem,
pozostało we mnie na zawsze
przez Jezusa Chrystusa mojego Pana. Amen

Mądre myśli bł. Matki Teresy z Kalkuty

Ta prawda jest podstawą naszej wielkanocnej radości. On żyje! To Jemu całkowicie zawierzyliśmy nasze życie. „Czy w życiu, czy w śmierci należymy do PANA”. Mądra kobieta ubiegłego stulecia bł. Matka Teresa z Kalkuty, która pochylała się z miłością nad każdym życiem powiedziała:

Życie jest szansą – schwyć ją.
Życie jest pięknem – podziwiaj je.
Życie jest błogosławieństwem – kosztuj go.
Życie jest marzeniem – urzeczywistniaj je.
Życie jest wyzwaniem – zmierz się z nim.
Życie jest obowiązkiem – spełnij go.
Życie jest grą – zagraj w nią.
Życie jest cenne – zatroszcz się o nie.
Życie jest bogactwem – zachowaj je.
Życie jest miłością – ciesz się nią.
Życie jest tajemnicą – odkryj ją.
Życie jest obietnicą – spełnij ją.
Życie jest smutkiem – pokonaj go.
Życie jest hymnem – wyśpiewaj go.
Życie jest przygodą – idź za nią.
Życie jest szczęściem – pomóż mu.
Życie jest życiem – broń go.

Dla nas, dla mnie i dla Ciebie JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ! Alleluja!

K.K.


Mottem mojego życie jest: Wszystko dla Jezusa, wszystko dla Jezusa przez Maryję! Nie Czynię nic nadzwyczajnego: Kocham, ponieważ Bóg mnie kocha.

Wszystkie te nagradzania i ceremonie z nimi związane są dla mnie jednym wielkim krzyżem, ale przyjmuję je ze względu na biedaków oraz w ich imieniu. Traktuję je jako pokutę, która może połączyć mój krzyż z krzyżem Chrystusa.

Cierpienie daje nam możliwość upodabniania się do Jezusa i stawania się jedno z krzyżem. Jest to najwspanialszy sposób przybliżania się do Boga.

Dzisiejszy człowiek zajęty jest pracą, jej rytmem i różnymi zmartwieniami, a nie ma czasu dla siebie, nie mówiąc już o innych ludziach.

Nie mam czasu ani na starzenie się, ani na umieranie. Mam tylko czas na to, aby służyć Bogu i kochać Go w drugim człowieku.

Jestem świadoma, że jesteśmy maleńką kroplą w wielkim oceanie nędzy i cierpienia, ale jeżeli nie byłoby tej kropli, to ludzkie cierpienie i nędza byłyby jeszcze większe...

Patrząc na Jezusa wiszącego na krzyżu możemy zauważyć, że Jego głowa pochyla się, aby nas ucałować; Jego ręce wyciągają się, aby nas objąć; Jego serce otwiera się, aby stać się naszą ucieczką...

Moim największym wyróżnieniem jest kochać Jezusa. On jest dla mnie wszystkim, On jest moim życiem, moją miłością, moją nagrodą.

Miłość zaczyna się w domu, w rodzinie. W naszych rodzinach jest wielu samotnych ludzi. Nie mają czasu na uśmiech. Miłość zaczyna się tam. Zatroszczcie się, by w ich życiu były sakramenty.

Przywróćcie zwyczaj wspólnej modlitwy w rodzinie.

Rzecz nie w wielkości czynu, ale w wielkości miłości, jaką w najdrobniejszy czyn wkładamy.

Mamy wielką łaskę daną nam przez Jezusa: Eucharystię. Otoczcie ją miłością. Zatroszczcie się o to, aby przynajmniej jedną godzinę w tygodniu spędzić przed Najświętszym Sakramentem.

Będziemy żyć w pokoju, jeżeli będziemy się modlić, ponieważ modlitwa ożywia wiarę, a wiara miłość. Jeżeli będziemy wierzyć i modlić się, będziemy mogli uczynić wiele dobrego dla Boga i dla innych ludzi.

Ludzie na całym świecie, chociaż różnią się wykształceniem, religią czy stanowiskiem, są tacy sami.

Wszyscy oni chcą być kochani. Wszyscy są głodni miłości. Bóg jest radością, radość jest modlitwą.

Radość jest oznaką hojności.

Kiedy jesteś pełen radości, poruszasz się szybciej i pragniesz dzielić się dobrem ze wszystkimi.

Radość jest znakiem jedności z Bogiem - znakiem Bożej obecności.

On daje mi siłę. Kocham Go w ubogich i kocham ubogich w Nim. Bez Jezusa nasze życie byłoby bezsensowne, niezrozumiałe.

Bóg stworzył wszystkich ludzi z miłości i nie przestaje ich kochać. Powinniśmy kochać Boga i siebie nawzajem tak, jak Bóg nas ukochał.

Walentynkowe refleksje...

Święty Walenty
co ustawiasz ludzi do pary
patronie zakochanych
młodych, średnich i starych

– tyle o patronie dnia dzisiejszego napisał poeta ks. Jan Twardowski w ciekawej książce pt. „Trochę plotek o Świętych”. Wokół nas dostrzegamy często wiele bólu i cierpienia. I tylko pozornie nie mamy na to wpływu. Jestem przekonana, że byłoby go znacznie mniej, gdybyśmy umieli rozdawać miłość, uśmiech i najzwyklejszą pod słońcem życzliwość. Tego wszystkiego można się nauczyć od Świętych. I dobrze, że często towarzyszą nam w naszej codzienności. Wierzymy, że mogą nam pomóc odnajdywać zagubione rzeczy, jak św. Antoni, chronić od chorób gardła, jak św. Błażej, kojarzyć szczęśliwe małżeństwa, jak św. Walenty. Ten ostatni był kapłanem rzymskim, którego ścięto ok. 269 roku w czasie prześladowań chrześcijan za cesarza Klaudiusza II. Są dowody, że już w IV wieku grób tego świętego męczennika w Rzymie był otoczony szczególnym kultem. Papież św. Juliusz I (337–352) wystawił nad jego grobem bazylikę, którą odnowił papież Teodor I (642–649). Św. Walenty miał moc uzdrawiania chorób nerwowych a szczególnie padaczki. Stąd też w Europie chrześcijanie ogłosili go patronem od tych właśnie chorób. Natomiast w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej oraz w Anglii św. Walenty doznaje czci również jako patron zakochanych. To on udzielił ślubu bezgranicznie zakochanym Sarpii i Sabino. Sarpia była śmiertelnie chora i Sabino zapragnął umrzeć razem z nią. Walenty im pomógł. Gdy 100 lat temu na cmentarzu Pentima kolo Terni pod Rzymem odkopano ich grobowiec, Sabino i Sarpia nadal mieli splecione dłonie. Jak już wspomniałam, w krajach anglosaskich dzień 14 lutego zamieniono na powszechne wyznawanie sobie miłości i „nabijanie kasy” poczcie, kwiaciarniom i sklepom sprzedającym walentynkowe gadżety. Zwyczaj ten w zaskakująco szybkim tempie ogarnął w ostatnich latach również nasz kraj. Nie jestem przeciwniczką tego sympatycznego poniekąd zwyczaju, ale nie dajmy się zwariować! Przecież nasi słowiańscy przodkowie nie znali go, a pomimo to doceniali wartość wzajemnego szacunku i miłości. Uczucia te możemy sobie okazywać każdego dnia i o każdej porze. Mają wtedy cenniejszą wartość niż tony zwiędniętych kwiatów na śmietnikach po 14 lutym. Najpiękniejszej miłości uczy nas sam Jezus Chrystus, dla którego męczeńska śmiercią zginął św. Walenty. W dzisiejszą I Niedzielę Wielkiego Postu otwórzmy się na Bożą miłość i pozwólmy, aby ona nami kierowała. Będzie się to objawiało także w naszych dobrych uczynkach wobec bliźnich na co dzień, a nie tylko z okazji walentynek. Bóg stworzył nas przecież do miłości i gorąco pragnie, aby nasze serca były wolne od grzechu, nienawiści, pożądliwości i fałszu. Pamiętajmy o tym, nim ogarnie nas szał walentynkowych uniesień.

„Boże, niech duch miłości, którego zesłałeś na św. Walentego i do nas przybędzie, abyśmy poddali się Tobie naszą wiarą i uczynkami. Amen”.

Krystyna Kajdan

Przekładali Ewangelię na wspólne życie małżeńskie

Słudzy Boży Domenica (1889–1971) i Sergio (1882–1966) Bernardini – to trzecia para po Quattrocchich i Martin. Czasem krytykujemy rodziców, że swoje niespełnione marzenia chcą realizować przez własne dzieci. Ale chyba przez tę rodzinę „swoje marzenia” chciał zrealizować sam Bóg...

Życie Sergia Bernardiniego toczyło się zwyczajnie. Urodził się blisko Modeny we Włoszech 20 maja 1882 roku. Ożenił się i miał trójkę dzieci. Niedługo potem w ciągu kilku miesięcy zmarli: jego ojciec, matka, brat, ukochana żona i wszystkie dzieci. Zrozpaczony, uciekając od wspomnień i pustych kieszeni, wyemigrował „za pracą” do Ameryki. Po roku powrócił, aby jak mówił, nie stracić wiary w pracy w kopalni. Jego marzeniem była liczna rodzina i choćby jeden syn misjonarz.

Podobne pragnienia miała Domenica Bedonni. Chciała zostać matką sióstr zakonnych, a może nawet kapłana. Pewnego dnia wuj przedstawił jej Sergia. Spotkanie było iskrą miłości. 20 maja 1914 roku z przystojnym mężczyzną o głębokiej wierze rozpoczęła wspólne życie.

Dzieci rodziły się jedno po drugim: osiem córek i dwaj synowie. Na ich szkołę brakowało pieniędzy, za to dom napełniony był czułością i miłością. Rodzice pragnęli przekazać dzieciom bogactwo wiary: poranna Msza święta, różaniec, nieszpory, wspólne rozmowy. Pan Bóg odwzajemnił się wspaniale. Dwie córki mężatki wstąpiły do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Sześć zostało siostrami zakonnymi: jedna urszulanką, pięć paulistkami. Dwaj synowie zostali kapłanami kapucynami.

Dom Bernardinich, pomimo trudności, chorób, pożaru, zawsze był otwarty dla potrzebujących. Jakby tego było mało, w 1963 roku „adoptowali” seminarzystę z Nigerii, pomagając mu finansowo podczas studiów w Rzymie. „Adoptowany” syn został biskupem w Ibadan w Nigerii i to on wyświęcił na kapłana Józefa, naturalnego ich syna, późniejszego arcybiskupa tureckiej Smyrny.

Sergio umarł 12 października 1966 roku po 52 latach pięknego małżeństwa, Domenica – 27 lutego 1971. Do końca życia zalecali świętość swoim dzieciom. Ale to oni, zwykli rodzice, żyli jak święci, przekładając Ewangelię na wspólne życie małżeńskie.

5 maja 2015 roku papież Franciszek ogłosił Domenicę i Sergia Sługami Bożymi. Jest to trzecia para małżeńska w historii Kościoła.

ks. Ryszard Rosa – paulista

Niby XXVI niedziela zwykła, a dla mne jednak niezwykła!

„Tylko miłość nadaje wszystkiemu wartość” – święta Teresa z Ávili

Niedziela – 27 września 2015 roku to dla mnie ważny dzień i nie mogę opędzić się od wspomnień. Dokładnie 45 lat temu poznałam mojego przyszłego męża Bogdana, już niestety świętej pamięci. Oboje świętowaliśmy tę rocznicę bardziej niż urodziny. Po latach dowiedzieliśmy się, że w dniu naszego poznania się 27 września 1970 roku bł. papież Paweł VI ogłosił Doktorem Kościoła Powszechnego św. Teresę z Ávila jako pierwszą kobietę w historii. Była więc ta święta od samego początku niejako patronką naszego związku. Wkrótce 15 października br. zakończy się Jubileuszowy Rok św. Teresy, który rozpoczął się w ubiegłym roku 15 października. A powodem ogłoszenia tego Jubileuszu było 500-lecie urodzin św. Teresy. Z tej okazji Katolicki Uniwersytet w Ávila nadał jej 3 sierpnia br. tytuł doktora honoris causa. Jest to wydarzenie bez precedensu i pięknie podkreśla wpływ duchowego orędzia tej wielkiej świętej na życie nie tylko Kościoła, ale i na świat nauki. Dyplom tego doktoratu odebrał ojciec generał Saverio Cannistrà – najwyższy przełożony Zakonu Karmelitów Bosych. On też odebrał biret, zwyczajowo nakładany na głowę doktora honoris causa. Biret został następnie przekazany do klasztoru św. Józefa w Avili, pierwszego jaki założyła św. Teresa po rozpoczęciu dzieła Reformy, zaś medal okolicznościowy – do klasztoru Wcielenia w Alba de Tormes, gdzie zmarła. Oba klasztory otrzymały też kopie dyplomu doktoratu honorowego.

Czytaj więcej...

Historia ks. Dolindo z Neapolu

Dolindo Ruotolo urodził się 6 października 1882 w Neapolu, a zmarł w opinii świętości 19 listopada 1970 tamże. Był włoskim księdzem oraz tercjarzem franciszkańskim, ogłoszonym przez Kościół katolicki Sługą Bożym, cieszył się wielkim szacunkiem Ojca Pio.

Był piątym z jedenaściorga dzieci Raphaela, inżyniera i matematyka oraz Silvi Valle, potomkini neapolitańskiej arystokracji. W dzieciństwie cierpiał z powodu problemów ze zdrowiem oraz trudności finansowych rodziny. W 1896 roku, po separacji rodziców, wraz ze swoim bratem Elio trafił do Szkoły Apostolskiej Księży Misjonarzy (Scuola Apostolica dei Preti della Missione), a trzy lata później został przyjęty do nowicjatu. 1 czerwca 1901 roku złożył śluby, po których poprosił o możliwość pracy na misjach w Chinach. Jednak jego prośbę odrzucono. Po święceniach kapłańskich 24 czerwca 1905 roku został mianowany profesorem Szkoły Apostolskiej i zajmował się nauczaniem śpiewu gregoriańskiego. Przez krótki czas pracował w Taranto oraz Molfetcie, gdzie zajmował się reformą seminarium.

W latach 1907–1937 bywał podejrzewany o herezję, stawał przed Świętym Oficjum, był poddawany badaniom psychiatrycznym i zawieszany w obowiązkach. Dopiero 17 lipca 1937 roku pozwolono mu ostatecznie wrócić do posługi kapłańskiej w Neapolu, w parafii San Giuseppe dei Nudi. Pozostawił po sobie 33 tomy komentarzy biblijnych, liczne dzieła teologiczne, mistyczne i ascetyczne, tomy listów i zapisków autobiograficznych.

Czytaj więcej...

Strona 3 z 6

Parafia
Najświętszych Imion
Jezusa i Maryi

ul. Przyklinga 12, 
40-551 Katowice-Brynów
tel. 32 251 86 60
brynow.jm@archidiecezja.katowice.pl


Msze Święte:

niedziele i święta:
7:30, 9:00, 10:30, 12:00, 18:00

dni powszednie:
8:00, 18:00

piątki
8:00, 16:30 (szkolna), 18:00


Nabożeństwa

Adoracja Najświętszego Sakramentu
czwartek 17:00 – 18:00

Nabożeństwo ku czci Serca Pana Jezusa
pierwszy piątek 8:30, 18:30


Kancelaria Parafialna

(od 22.01.2018 nowe godziny)
poniedziałek

9:00-10:00, 16:45-17:45
wtorek
9:00-10:00
środa
16:45-17:45
czwartek
9:00-10:00, 16:45-17:45
piątek
9:00-10:00

 

 chrzty i roczki

1. niedziela miesiąca 12:00

 

protokoły przedślubne
po mszy św. wieczornej - po umówieniu


numer konta bankowego:
BOŚ: 05 1540 1128 2001 7050 4713 0001


 

Szukaj na stronie